Sursum corda w pierwszy dzień wiosny

Sursum corda, Bracia i Siostry!

W pierwszy dzień wiosny mam tylko dobre wiadomości. Rwiemy do przodu na falach postępu. Od czasu, jak konie pozdychały w państwowych stadninach, żadne zwierzę nie podjęło już prób samobójczych. Jest to prawdopodobnie wynikiem wyższej świadomości, która i mnie się udzieliła.

W kraju padają wciąż ważne pytania i jeszcze ważniejsze odpowiedzi. Na jedno z nich „Co jest ważniejsze prawo czy naród?” już odpowiedzieliśmy: „Naród stoi nad prawem”. Jest to słuszne tym bardziej, że Temida, która jest symbolem prawa, jest ślepa. Inne pytanie usłyszałem nie dalej jak wczoraj, nie znam jednak jeszcze odpowiedzi. Brzmi ono: „Czy obecna konstytucja jest zgodna z konstytucją?” Też nie wiem, ale mogę się domyślać, że nie jest, w związku z czym należy ją zmienić. Pan Prezydent zaproponował już referendum w tej sprawie i to mnie bardzo cieszy, ponieważ obecny rząd kieruje się wynikami referendów.

Jedna ważna zmiana jest już prawie zakończona. Trybunał Konstytucyjny zmienia się w Trybunał Ludowy. Jest to słuszne pociągnięcie, ponieważ wszyscy pragniemy dobrego prawa i sądów, które nas rozumieją. Obecna reforma sądownictwa zapewni nam wszystkim, że wyroki będą szybsze i trafniejsze. Z wyroków sądowych zadowoleni będą już nie tylko powód, ale i pozwany. Między innymi dlatego, że nowi sędziowie wybierani przez większość sejmową czyli PiS i Kukiz15 będą na pewno dużo lepsi niż obecni.

Dobrze się dzieje, że wciąż nie przyjmujemy uchodźców. Zgadzam się z panią premier Szydło i Ministrem Spraw Wewnętrznych, że uchodźcy, zwłaszcza ci z Syrii, gdzie trwa wojna, stanowią dla nas wielkie zagrożenie. Od wojny trzeba trzymać się z daleka. Osobiście czuję się przez nich bardzo zagrożony, zwłaszcza przez kobiety i dzieci, które nie wiadomo co myślą, jeśli w ogóle myślą. To potencjalni terroryści. O ich stanie zdrowia nawet nie ma potrzeby mówić, bo na pewno niosą ze sobą groźne choroby. Bardzo chciałbym, aby do przykazań „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego” oraz „Nie cudzołóż” i „Nie kradnij”, dodano jeszcze „Nie pomagaj”. Takie uzupełnienie aż się prosi, bo jako naród jesteśmy bardzo religijni.  

Cieszmy się, Bracia i Siostry, że mamy u władzy światłą partię i uczciwy rząd, który mówi nam prawdę, w miejsce poprzedniego, który łgał jak najęty. Bardzo ich nie lubiłem także za to, że nabudowali autostrad i dróg szybkiego ruchu, na których teraz co raz to zdarzają się śmiertelne wypadki.

Na zakończenie, jeszcze raz serdeczne gratulacje. Oby Polska nadal rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Przypomniał mi o tym poseł Stanisław Piotrowicz, który jako prokurator już za czasów PRL-u pomagał osobom walczącym o demokrację. Bardzo go lubię, zwłaszcza kiedy przemawia, bo mówi szczerze, prosto od serca.

Sursum.

Wiadomości ze świata i z domowego podwórka

Są krótkie, ale rzeczowe. Telewizja, taka i siaka, jak to telewizja, transmitowała kalejdoskop wiadomości. O demonstracji frankowiczów przeciw kłamstwom polityków i bankokracji, Kamilu Stochu skaczącym ponad 250 metrów (serce mi skoczyło aż do gardła), oponom samochodowym przeciw reformie edukacji, dniu wolności na Białorusi, protestom przeciw korupcji w Rosji (podobno prezydent Putin zdziwił się, że są takie protesty, protestując słowami: „U nas nie ma korupcji!” i dodatkowym zdziwieniem, że ktoś mógł pomyśleć inaczej).

Wiadomość o „Marszu dla Europy” przerwał ptaszek, dokładniej ptak, tęgawy, wyfraczony, uśmiechnięty, cały żółty jak kanarek (tylko od dołu, gdzie nóżki, czarny jak wrona) kroczący po dywanie, chyba pijanym, bo był rubinowy jak wino zamiast być czerwony jak maliny. Zdziwiłem się, kiedy powiedziano, że to pani premier. – Zapytałem się:

– Jaka?, a potem: Czyja? – Tak byłem zdezorientowany.

Rozpoznałem ją dopiero wtedy, kiedy rozłożyła skrzydełka, czyli ramionka (mówiąc bardziej anatomicznie, po ludzku) i uśmiechnęła się słonecznie, jak to ona, niby nic, do wroga, Tuska, szczerząc zęby, czyli dziubek, bo kanarki – jak podaje encyklopedia, choć trudno w to uwierzyć – zębów nie mają.

Bardzo ją lubię, znaczy się, panią premier. W momencie uśmiechu i unoszenia skrzydełek polubiłem ją jeszcze bardziej, ponieważ tylko chwilę zawahała się, podpisać czy nie podpisać. Chodziło o jakiś cyrograf, chyba rzymski, jak zrozumiałem, o Europie idącej w jednym kierunku.

Pani premier przez chwilę szła w przeciwnym kierunku, kiedy zauważyła kierunkowskaz (trzymał go tęgawy, niezbyt wysoki, siwy, poważny pan, nie wiem, jakiej narodowości, bo teraz kierunkowskazy i populizm są wszędzie) i zawróciła, i poszła razem z innymi w tym samym kierunku. Bardzo mnie to ucieszyło, bo sam nie lubię chodzić pod prąd (zwłaszcza, jeśli ma 220 woltów lub więcej).

Tak mi się to napisało, niezbyt składnie, chyba gwoli rozrywki, bo głowa mnie rozbolała od nadmiaru wiadomości.

PS. Te same teksty publikuję także na  http://www.wiadomosci24.pl/moje_trzy_grosze/ 

Zachęcam do zakupu:

Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego. Powieść.
Michael Tequila: Klęczy cisza niezmącona. Zbiór poezji. Nowe wydanie.
Michael Tequila: Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. Humoreski i inne opowiadania. Zapowiedź: kwiecień 2017.

Recenzje i opinie na górnym pasku menu – kliknij przycisk: Powieści i Poezje.

 

Szczęśliwy powrót Premier Sy do kraju

Powitanie na lotnisku dokumentowało ważny etap dziejów Cesarstwa Ka. Sporządzono stenogram dla potrzeb filmu fabularnego.

Premier przylatuje nocą. Wita ją Cesarz Ka ze świtą i członkami rządu, ustawionymi pod ścianą jak na rozstrzelanie. Nadaje to dramaturgii. Jest Minister Pokoju i Wojny Ma oraz Minister Spraw Zagranicznych Wa. Także kilku pomniejszych.

Na płycie lotniska miał leżeć czerwony dywan, ale go nie ma.

– Domaluje się. – Rzuca krótko Cesarz Ka. Zapamiętuje, aby ukarać winnego.

Meldunek składa żołnierka w randze pułkownika. Uderza ręką w daszek, aż iskry lecą (nocą wszystko widać) i mówi: – „Witam serdecznie panią Premier. Melduję kraj w odbudowie. Idzie doskonale. Brakuje tylko wapna, cementu oraz wskazówek, co dalej”.

Premier odpowiada: – „Spocznij!”. Kobiety wdają się w rozmowę. Rozmawiają o kuchni, dzieciach i wielkiej polityce.

– Widzi pani tych cywili stojących pod murem? – Pyta żołnierka. – Jak oni stoją, ofermy!?

Podjeżdża ciężarówka z kwiatami. Premier nie ma czasu odpowiedzieć. Zachwyca się. Tony kwiatów, bukiety wielkości balii. Same róże, zapach jak w ogrodzie. Jest podniośle. Wojskowa orkiestra gra „Marsz zwycięzców”. Ministrowi Ma nogi rwą się do tańca. Przytupuje w takt muzyki.  

Szambelan Cesarstwa Ka jest nieobecny.

– Ciężka choroba uzasadnia jego nieobecność. – Wyjaśnił Cesarza Ka podwładnym.

Do Premier podchodzi delegacja partyjno-rządowa z Cesarzem Ka na czele. Rzucają się sobie w ramiona. Cesarz ściska i całuje Premier Sy, wręcza jej balię kwiatów. Premier usiłuje wziąć ją w ramiona, zatacza się, świta rzuca się na pomoc. Powaga, szyk i elegancja zostały zachowane. Pada komenda „Baczność”. Gra orkiestra wojskowa. Błyskają flesze.

Cesarz wygłasza przemówienie. Padają słowa: „Bohaterstwo. Niepodległość. Duma”, po czym dziękuje Premier, a Premier dziękuje Cesarzowi. Orkiestra gra: „Nie rzucim”.

Premier zdaje relację z rozmów w Bractwie. Wieje grozą.

– Pozostałam nieugięta, ich dwadzieścia siedem osób, ja sama, jak ten palec. – Pokazuje palec. Jest zakrwawiony. W jej oczach widać ból. – Nie podpisałam protokołu zakończenia obrad. Nie dałam wcisnąć sobie głupoty.

Padają brawa. Orkiestra gra tusz. Na pierwszy plan wybijają się werble.

– Walnęłam pięścią w stół. Zrobiła się cisza. Patrzą na mnie. Ale jak! Mnie nawet powieka nie drgnęła. Wytrwałam, aby wyrazić naszą dumę!

– I co? Ktoś się załamał? – Wyrywa się pomniejszemu urzędnikowi. Jest to odezwanie niezgodne z protokołem, ale zupełnie zrozumiałe.

– Nie! – Krótko, wojskowo, odpowiada Premier. – Tylko nożyce się odezwały. Ci ludzie są jak manekiny. Uderz w stół, nożyce się odezwą.

Uroczystość zakończyła się około północy. Premier odleciała do domu wielkim wojskowym samolotem z asystą wojskową. Nad stolicą Cesarstwa przez cały następny dzień unosił się zapach róż i niezłomnej woli narodu. 

 

Miłość i dobroć od wielkiego dzwonu

O polityce piszę tylko od wielkiego dzwonu. Od kilku dni słyszę, jak głośno bije.

Prezydenci Sopotu i Gdańska w grudniu wystąpili do rządu o zgodę na przyjazd kilkunastu sierot z Aleppo w Syrii na leczenie i zobowiązali się pokryć koszty ich pobytu i leczenia.

Rząd zareagował natychmiast. Pani Premier Szydło rzuciła się do portmonetki, którą miała w płaszczu, i wyłożyła bez wahania 10 zł.

– Nie mogę dać więcej. – Powiedziała wzruszona. – Rano dałam 100 zł na tacę i zostało mi tylko te dziesięć złotych. Oddaję wszystko, co posiadam.

Oprócz pieniędzy dała też dobrą radę prezydentom, że szybciej i skuteczniej mogą pomóc dzieciom na miejscu w Aleppo.

– Ale tam nie można wjechać, tam trwa wojna. – Wyjaśnili.

Wiadomość ta zmartwiła ją. – Nie wiedziałam. – Odpowiedziała. – Ale to nic. Minister Obrony Narodowej udostępni panom super nowoczesny helikopter, abyście mogli tam bezpiecznie dotrzeć, jak tylko go otrzymamy. Zamówiliśmy kilkanaście sztuk.

Inni przedstawiciele władz też nie szczędzili wysiłków, aby pomóc sierotom. Minister Obrony Narodowej zaoferował im przejażdżkę nowoczesnym transporterem opancerzonym. – Dzieci ogromnie lubią jeździć takimi pojazdami. To będzie dla nich prawdziwa frajda. – Powiedział.  

Prezes Kaczyński wręcz entuzjastycznie poparł inicjatywę prezydentów błagając tylko, aby dopilnowali, żeby dzieci nie okazały się terrorystami i nie były chore, bo to mogło być niebezpieczne. – Bezpieczeństwo naszego kraju leży mi najbardziej na sercu. – Podkreślił to bardzo mocno.

Prezydent Duda podpisał się pod decyzjami rządu i Prezesa nie czekając nawet na nocną porę. Był zdecydowanie za, chciał nawet interweniować, aby sprawę przyspieszyć. Było to niepotrzebne, ponieważ cały rząd zaangażował się w jak najszybsze, pomyślne załatwienie sprawy.

Cieszmy się, Bracia i Siostry, że mamy władze pełne miłości i dobrej woli! Błogosławieni niech będą ci, którzy je wybrali. 

Idealne państwo, idealne społeczeństwo. Opowiadanie. Część 2, ostatnia.

– Dlaczego ludzie nabierają wody w usta, choć nikt ich do tego nie zmusza? – Nie było to pytanie szekspirowskie, mógł je zadać każdy przeciętny polityk, umiejący myśleć i powiedzieć coś sensownego. Różne były mniemania i teorie. Niektórzy obywatele bali się o pracę, szczególnie w urzędach państwowych, policji, szkołach, tam gdzie zwierzchnik miał nad sobą drabinę dalszych zwierzchników sięgającą szczytów władzy, czyli rządu. Inni milczeli z wygody lub zobojętnienia. Jeszcze inni, aby zapomnieć co im dolega, wpadali w szpony seksu, narkotyków, papierosów lub alkoholu. Ci, którzy nie lubili wody, wyjeżdżali za granicę do pracy lub na długie wakacje, jeśli mieli kogoś, kto chciał ich sponsorować.

Skutki milczenia społeczeństwa odbijały się coraz bardziej na gospodarce. Drastycznie spadło zapotrzebowanie na kawę i herbatę. Zaoszczędzone w ten sposób dewizy rząd przeznaczył na potrzeby armii. Po dwóch latach kraj był potężnie uzbrojony, a jego armia budziła szacunek u wrogów, zwłaszcza kiedy rozwinęła amatorską partyzantkę, zakwaterowaną w ziemiankach po lasach i kiedy trzeba przerzucaną na miejsce akcji. Była to formacja cichociemna, cicha jak milczenie i ciemna jak noc bez księżyca. Dzięki wzrostowi siły militarnej państwa wzrosło poczucie bezpieczeństwa obywateli, z czego się wszyscy cieszyli. Mając wodę w ustach wyrażali to błyszczącymi z radości oczami i radosnym bulgotaniem w gardle. Określenie „nabrać wody w ustach” upowszechniło się, natomiast określenia „suche usta” i „spieczone usta” przeszły do archiwum, w końcu do historii.

*****

Członkowie PD i przedstawiciele rządu mieli zapewnione zaopatrzenie w wodę z zasobów strategicznych kraju, w związku z czym nie musieli nabierać jej w usta. Prywatnie wyrażali pogląd, że jest to nieestetyczne i niesmaczne. Mając usta wolne do gadania, zachowywali powagę i nie poświęcali czasu na płoche rozmowy z opozycją, organizacjami społecznymi i obywatelami.

– Byłoby to niepoważne. My jesteśmy po to, aby kierować społeczeństwem, a nie rozmawiać z nim, bo jest to czas obustronnie zmarnowany. – Wyjaśniał rzecznik rządu na konferencjach prasowych. Dwóch dyżurnych naukowców i dyrektor rządowego ośrodka badania opinii publicznej poważnym potakiwaniem potwierdzali tę prawdę. Dziennikarzom nie pozwalano zadawać pytań; były one z zasady beznadziejne i rządowi szkoda było na nie czasu.

Zamiast prowadzenia czczych rozmów z dziennikarzami, rząd koncentrował się na krytyce wrogów narodu oraz udzielaniu instrukcji obywatelom, jak żyć i postępować. Niezależnie od okoliczności, rząd regularnie weryfikował listy indywiduów zanotowanych w Rejestrze Specjalnym.

*****

Rejestr Specjalny stworzył fantastyczne możliwości doskonalenia państwa, którego celem nadrzędnym było zapewnienie szczęścia obywatelom. Nie chodziło o szczęście w ogóle, byłoby to zbyt prozaiczne, ale o szczęście totalne. Ilość totalnego szczęścia należnego każdemu obywatelowi określały wskaźniki wyliczane przez Ministerstwo Informacji Publicznej. Prawo do totalnego szczęścia określał z kolei Regulamin Rządu, naczelny akt normatywny państwa. Szczęścia nauczano w szkołach na lekcjach wychowania patriotycznego pod hasłem: „Każdy obywatel ma prawo do totalnego szczęścia”. W nauczaniu szczęścia rząd kierował się doświadczeniami historycznymi i tradycją, jak również instrukcjami zawartymi w podręczniku „Proces” autorstwa Franza Kafki.

Wyraz „totalny” nabrał pozytywnego znaczenia i upowszechnił się w różnych formach i ujęciach: totalne szczęście, totalna władza, w końcu totalitaryzm rozumiany jako najwyższa forma szczęścia indywidualnego obywatela i całego społeczeństwa. Totalitaryzm stał się hasłem naczelnym Partii Dobroczynności i rządu.

*****

Mimo ogromnego postępu w kierunku totalitaryzmu, najwyższej formy szczęścia obywatelskiego, w kraju zaczęło panoszyć się kłamstwo i chamstwo, spokrewnione ze sobą pojęcia zezwierzęcenia wywodzące się z jednego pnia ewolucji społecznej. Indywidua wrogie i niechętne władzy sugerowały, że dwaj bracia pojęciowi są sponsorowani przez partię i rząd, lubiące wyprzeć się prawdy, kiedy była ona zbyt bolesna lub prawdziwa. Wedle indywiduów regularne używanie terminu „prawdziwa” było nadużyciem, gdyż nie każda prawda przedstawiana przez władzę nosiła takie znamię.

W ramach totalitaryzmu mnożyły się doniesienia na indywidua, gdyż wielu obywateli pragnęło dołożyć swoją cegiełkę do eliminacji osób wrogich władzy. Powody doniesień, przybierających często formę anonimów, były bardzo różne: ludzie wyciągali prywatne żale, ktoś komuś nadepnął na piętę lub spojrzał krzywo, albo nazwał świńskim ryjem, albo powiedział coś za plecami, albo skrytykował choćby nawet nieśmiało jakiś organ władzy państwowej. W ślad za doniesieniami szły dochodzenia, różnego rodzaju komisje śledcze, procesy sądowe oraz wezwania do składania zeznań, wręczane o godzinie szóstej rano lub dwudziestej trzeciej w nocy. Były to oficjalne godziny wręczania wezwań sądowych.

Na pytania indywiduów otrzymujących wezwania, dlaczego dostarczano je bardzo wcześnie rano lub nocą, przedstawiciele służb doręczeniowych, ubrani w czarne dresy i kominiarki odsłaniające tylko orli nos i penetrujące oczy, mocniej ujmowali broń z obawy, że pytający zechce ją wyrwać w celu siania terroru, przed którym przestrzegał rząd. Z reguły też wyjaśniali uprzejmie: „Taką mamy pracę”, albo, „Chcieliśmy mieć pewność, że jest pan w domu”, albo „Proszę o to pytać mojego szefa”, albo „Lubimy sprawiać obywatelom niespodzianki”.

*****

Wraz z upowszechnianiem się praktyki nabierania wody w usta w kraju robiło się coraz ciszej. Narastało milczenie. Przyszedł taki czas, kiedy zaległo ono parki i ulice, urzędy i place targowe, ośrodki handlowe i media. Było to milczenie poważne. Coraz rzadziej ludzie ważyli się rozmawiać w miejscach publicznych. Praworządni właściciele telefonów komórkowych sami prosili Ministerstwo Służb Specjalnych o nagywanie i odsłuchiwanie ich rozmów. Nie prowadzono już rozmów o sprawach banalnych, dzięki czemu ludzie mogli bardziej koncentrować się na pracy i poświęcać więcej czasu na naukę i czytanie. Zyskała na tym ogromnie kultura narodowa, wzrósł znacznie poziom czytelnictwa; co najmniej czterdzieści pięć procent społeczeństwa czytało już jedną książkę w ciągu roku. Często był to zbiór wierszy o wodzu narodu, ulubiona lektura obowiązkowa wszystkich uczniów.

*****

Pod koniec okresu rządów Partii Dobroczynności w kraju zapanowała prawie kompletna cisza. Nabieranie wody w usta przez obywateli stało prawie obowiązkiem, opisywanym słowami "very trendy". Partia i rząd podejrzewali, że była to zmowa milczenia wymyślona przez opozycję parlamentarną oraz indywidua wrogie i niechętne władzy. Społeczeństwo milczące stało się ponure, choć na zewnątrz wszystko wydawało się normalne: otwarte były sklepy, urzędy, żłobki i przedszkola, stacje kolejowe i autobusowe, stadiony, lotniska, a nawet wychodki, w dużych miastach zwane szaletami.

Komunikacja ustna tak skarlała, że w końcu całkowicie zanikła. Wywołało to niekończącą się lawinę nieszczęść. Firmy przestały produkować, sklepy sprzedawać, warsztaty reparować, szkoły uczyć, szpitale leczyć. Towary i usługi były powszechnie dostępne, ale były to tylko pozory. Skoro nikt nie otwierał ust i nie udzielał informacji, nie można było porozumieć się, nawet w prostych sprawach, kupna pieczywa, cukru, alkoholu (obojętnie etylowego czy metylowego), pasty do obuwia, nie wspominając o samochodzie czy nieruchomości. Zamknięte wodą usta blokowały wszystko. Sprzedawcy pytani o produkt lub cenę pokazywali palcem na wypełnione policzki. Firmy zagraniczne przestały przysyłać swoich przedstawicieli, aby importować towary, bo nikt z nimi nie rozmawiał. W drogę nie wyruszały ciężarówki ani pociągi, gdyż kierowcy i maszyniści nie mogli porozumieć się ze zleceniodawcami. Wyglądało to jak strajk generalny.

Nawet w parlamencie, gdzie zawsze miały miejsce kłótnie między rządzącymi a opozycją, zanikły debaty, gdyż opozycji oprócz problemu wody wypełniającej usta załamały się także ręce. Partia i rząd nie musieli rozmawiać między sobą. Dla nich wszystko było jasne, gdyż łączył je prezes pełniący rolę dawnego uniwersalnego sekretarza partii.

*****

Przyszedł czas, kiedy partia i rząd uznali, że mur obywatelskiego milczenia stał się przeszkodą nie do pokonania. Po plecach zaczęły im chodzić ciarki niepokoju i strachu, pogubili się. Kiedy przyszły Święta Bożego Narodzenia i Nowego Roku postanowili wypocząć, nabrać więcej tlenu w płuca i odnaleźć się. W tym celu zaczęli rozjeżdżać się na narty, do kurortów, do dacz w leśnych ostępach, na wycieczki do ciepłych krajów, gdzie kto mógł. Czynili to w milczeniu, aby nie zakłócać pozytywnego nastawienia umysłu.

Takie były przynajmniej spekulacje, bo ludzie wciąż nabierali wody w usta i coraz mniej wiadomości docierało do kogokolwiek. Zastój w kraju zbliżał się do dna, życie objawiało się wyraźniej już tylko tam, gdzie sprawy kręciły się w sposób naturalny z rozpędu jak koło zamachowe.

*****

Pełna prawda o stanie narodu wyszła na jaw wiosną. Kiedy śniegi stopniały i dłuższe dni przynosiły więcej światła, społeczeństwo zaczęło dostrzegać wychudłe postacie dziarskich do niedawna działaczy partyjnych i rządowych. Ich przerzedzone szeregi sugerowały, że wielu z nich odeszło na zawsze w różnych okolicznościach, między innymi popełniając samobójstwa lub udając się na banicję. Fakty te potwierdziła policja. Obudzona wiosennymi powiewami wiatru, z własnej inicjatywy zdecydowała się podjąć śledztwo w sprawie tych, którzy dotychczas im śledztwa zlecali.

Metody samobójstw działaczy były różne. Bardziej oczytani w literaturze, zwłaszcza orientalnej, odbierali sobie życie stosując seppuku lub harakiri, inni – z niechęcią, gdyż byli ludzmi religijnymi – wybierali eutanazję. Młodsi działacze lubiący skoki bungee na długiej linie, wybierali skok na druty wysokiego napięcia. Było też sporo takich, którzy pogubili się po lasach lub postrzelali na polowaniach. Niemało też zginęło w wypadkach drogowych lub zapiło się na śmierć. Przypadki zgonu z głodu oraz zamarznięcia we własnym domu wskutek braku dostaw energii cieplnej były rzadsze.

Historycy nazwali ten okres zimowiosną ludów, wyjaśniając, że rządzący potknęli się o własne nogi nie doceniając roli obywateli, którzy protestując przeciwko władzy z jakiegokolwiek względu nabierają wody w usta i popadają w całkowite milczenie.

W tragicznym okresie czasu jedynie papierosy i alkohol zyskały na znaczeniu. Niektórzy obywatele nie będąc w stanie wytrzymać bólu milczenia popadali w nałogi. – Dym tytoniowy skutecznie zastępuje opary otaczającego nas absurdu. – Twierdzili, zaciągając się dymem. Inni pili umór alkoholizowane środki kąpielowe, kierując się modą przybyłą ze wschodu podobnie jak koncepcja partii – jedynej przywódczej siły narodu.

Jeśli chodzi o prezesa Partii Dobroczynności, to zniknął on całkowicie z pola widzenia. Po pewnym czasie odnalazł się i to w kilku miejscach na raz. Mówiono, że zapuścił czarną brodę i zajął się nauczaniem początkowym patriotyzmu, ale kiedy okazało się, że nie ma papierów ani kwalifikacji, zwolniono go. Próbował pracy misyjnej w różnych miejscach, ale bezskutecznie. Kiedy mówił o winie drugiego człowieka, wymieniając czasem jakieś nazwisko, cytowano mu Pismo Święte: "A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? ". Kiedy mówił o wierze w człowieka i potrzebie sprawiedliwości na ziemi, przypominano mu Boga i życie wieczne.

Pewien poważny zakonnik zaklinał się, że prezes zjawił się któregoś wieczoru w jego zakonie w kapturze na głowie i z małym stołeczkiem w ręku, wyrażając gotowość nawracania braci na prawdziwą wiarę. Nie uwierzono mu jednak i przepędzono go. Nigdy później już go nie widziano.

– Nie miał łatwego życia, dlatego zniknął. Wszędzie mu się sprzeciwiano, był z tego powodu nieszczęśliwy. Minęły już czasy, kiedy jego słowa przyjmowano bezkrytycznie. – Podsumował ze smutkiem zakonnik, po czym przeżegnał się.

Idealne państwo, idealne społeczeństwo. Opowiadanie. Część 1.

Wydarzenie z pozoru było mało znaczące. Poseł opozycji stojąc przy mównicy wyznał miłość przewodniczącemu parlamentu. Powiedział, że go kocha. Kiedy to mówił, trzymał w ręku kartkę świąteczną z życzeniami dla dziennikarzy, którym rządząca Partia Dobroczynności pragnęła zwęzić korytarze dla ułatwienia pracy w parlamencie oraz skrócić sztandar dziennikarski, dodatkowo utrudniający im poruszanie się po korytarzach. Przewodniczący udzielił adoratorowi dla ostrzeżenia dwa upomnienia, po czym wręczył mu czerwoną kartkę. W innym demokratycznym parlamencie wyznanie miłości mężczyźnie przez mężczyznę ani kartka z życzeniami dla jakiejś grupy zawodowej nikogo by specjalnie nie zdziwiła, ale nie w tym kraju. Z drobnej sprawy wynikła wielka hucpa.

Decyzja przewodniczącego podziałała na opozycję jak czerwona płachta na byka. Ci ludzie dosłownie oszaleli: zaczęli krzyczeć, tupać, protestować, chwilę później otoczyli mównicę i fotel przewodniczącego żądając przywrócenia ukaranego posła do gry. Zaniepokoiło to prezesa Partii Dobroczynności, który dorywczo pełnił również funkcję premiera. Poprosił kolegę o wyjaśnienie. Ten wytłumaczył krótko, o co poszło.

– Jestem rozżalony na niego. Spodziewałem się, że uczyni to w bardziej intymnym nastroju, że przyniesie kwiaty i że uklęknie przede mną. A tu taka publiczna żenada. Nie spodziewałem się tego po nim. Wyglądało to jak gruby żart. Samo oświadczenie miłości na pewno było miłe, ale poza tym to dno. Co więcej, on chciał mówić o muzyce i pieniądzach, a nie o miłości.

Prezesowi PD ledwo udało się uspokoić kolegę. Pocałował go w rękę. Nigdy nie całował mężczyzn w rękę, ale tym razem zrobił wyjątek. Przekonał go także do utrzymania czerwonej kartki w mocy.

Życzenie opozycji nie zostało spełnione. Przewodniczący parlamentu mógł im ustąpić, ale nie uczynił tego po wymianie serdeczności z prezesem partii. Pozostał nieugięty. Opozycja w odwecie uparła się, aby zablokować mównicę i jego fotel w sali posiedzeń. Okazała się również nieugięta.

Te trzy czy cztery z pozoru proste decyzje zapoczątkowały długi ciąg niezwykłych zdarzeń. 

*****

Incydent w parlamencie pokazano w telewizji, wywołał on gwałtowną reakcję. Postępowanie przewodniczącego nie podobało się wielu widzom, którzy uznali, że nie ma on serca, że odrzucił oferowaną mu miłość, że jest bezlitosny. Na ulice miasta wyległy tysięczne tłumy. Liczba protestujących nieprzerwanie rosła. Zebrani skandowali różne hasła, śpiewali poważne pieśni, wygłaszali krótkie, dosadne przemówienia, unikając jednak nieparlamentarnych słów. W końcu zablokowali wyjazd z parlamentu przedstawicieli partii rządzącej. Interweniowała policja, usuwając demonstrantów uniemożliwiających przejazd.

– Blokada sali posiedzeń parlamentu grozi załamaniem porządku prawnego kraju, ruiną gospodarki, naruszeniem przyjaznych stosunków z sąsiadami, innymi słowy totalną klęską. – Tak określił sytuację prezes Partii Dobroczynności. – Zapytajmy się otwarcie, nie owijając sprawy w bawełnę, kto buntuje się przeciwko nam, legalnej władzy? Są to szumowiny i elementy społeczne, zwolennicy poprzedniej skorumpowanej partii, której odebraliśmy władzę. – Przewodnicząc rozwinął długą listę przewinień poprzedniej władzy, po czym podsumował. – Demonstranci na ulicy buntują się przeciwko nam, władzy rządzącej sprawiedliwie i rozważnie, pragnącej dobra całego społeczeństwa, nie tylko elit. Niedoczekanie ich!

Członkowie PD słuchali przemówienia prezesa z uwagą i szacunkiem. Kiedy wpadł w gniew, uznali jego uczucie za jedyne i słuszne. Swoją aprobatę wyrażali energicznym potakiwaniem. Słychać było także okrzyki: – Udzielamy panu pełnego poparcia. To leży w interesie narodu i parlamentu. Jako demokratycznie wybrana reprezentacja narodu jesteśmy z nim tożsami. Partia to naród, naród to partia! – Zaczęli skandować patrząc w oczy sobie oraz widzom siedzącym przed telewizorami.

Obywatele zgromadzeni na ulicy nie przyjęli jednak łatwo słów prezesa, ani przewodniczego parlamentu, ani członków partii rządzącej. – Mamy własny rozum i serce. Nie musicie za nas decydować. Mamy was dość! – Krzyczeli zbiorowo i indywidualnie, i nadal gromadzili się jakby zbierając siły.

Przewodniczący parlamentu przy wsparciu prezesa PD podjął decyzję. W ciągu nocy na ulicach pojawiła się policja, żandarmeria oraz agenci w niewidzialnych garniturach, chłop w chłopa dobrze zbudowani, mocno wywatowani, ostre rysy na marsowych twarzach. Żaden z ich nie uśmiechnął się nawet przez moment, kiedy tworzyli kordon odgradzając demonstrantów od parlamentu. Rankiem następnego dnia wszystkie wejścia do parlamentu były już zablokowane, a ulice odgrodzone stalowymi płotami. Przywódcy opozycji i nieprawomyślni komentatorzy sugerowali, że rolą sił porządkowych było zaszokować i zastraszyć obywateli. Niektórzy obywatele w to wierzyli, inni nie wierzyli.

Dzięki zdecydowanej akcji rządu sytuacja została opanowana. Cel rządu został osiągnięty. Prezes PD był zadowolony. Obronił integralność parlamentu i legalnie wybranej władzy. Ze wszystkich ludzi w kraju tylko on jeden uśmiechał się.

*****

Po trzech latach rządów Partii Dobroczynności, zwanej także Partią Dobrobytu, powstało wymarzone przez naród idealne państwo, a w ślad za nim ukształtowało się idealne społeczeństwo. Wymagało to niezliczonych reform, aktów prawnych, rozwiązań instytucjonalnych, a nade wszystko nieprzerwanej perswazji.

Jednym z najważniejszych rozwiązań był Rejestr Specjalny, oznaczony kodem RS, narzędzie stanowiące podstawę każdego nowoczesnego państwa. Jego beneficjentami byli szarzy obywatele, o których nikt wcześniej nie mówił, albo mówił bardzo niewiele. Szarzy obywatele dzięki władzy Partii Dobroczynności w końcu poczuli się w kraju jak u siebie w domu, gdzie innym nie powodzi się lepiej niż im samym. Czerpali z tego satysfakcję większą niż z sukcesu osobistego.

Rejestr Specjalny podlegał bezpośrednio prezesowi PD, pełniącemu dorywczo rolę premiera. Rejestr przechowywano w podwójnie opancerzonej szafie ze złotym emblematem lwa ze skrzydłami orła. Szafa była wbudowana w ścianę dzielącą gabinet premiera i gabinet Ministra Służb Specjalnych. Dostęp do RS miały tylko trzy osoby: premier i minister służb specjalnych oraz jedna kobieta, której nazwisko było utajnione. Wiedziano o niej tylko tyle, że była mocno zbudowana, silna i miała tubalny głos i nawet w czasie największej trwogi wznosiła odważnie dłoń z palcami ułożonymi w symbol zwycięstwa. Była niezłomna. Układ dwóch mężczyzn plus jedna kobieta zapewniał równowagę płci, czego życzył sobie sam premier. – Jesteśmy demokratyczni do szpiku kości. – Powtarzał to wielokrotnie, aby nikt nie miał wątpliwości. W jego partii nie było to potrzebne, bo wszyscy jej członkowie myśleli identycznie. Tkwiła w tym ogromna siła.

RS był rejestrem indywiduów wrogich, podejrzanych o wrogość oraz niechętnych władzy. Nie państwu, nie społeczeństwu, ale właśnie władzy, która w ocenie prezesa Partii Dobroczynności była niczym innym jak sublimacją ideału, o którym pisał Platon dwa tysiące pięćset lat wcześniej. Prezes PD, uznawany już wtedy za geniusza politycznego, oparł zręby idealnego państwa na teorii Platona, geniusza filozoficznego, którego darzył wielkim zaufaniem z uwagi na jego niechęć do demokracji ludowej.

Jako symbol sił rządzących prezes był najbardziej zagrożony przez osoby wrogie i niechętne władzy. Zagrożenia te były traktowane przez rząd najpoważniej ze wszystkich. – Wiadomo, że jak umiera mózg, to umiera cały organizm. – Lapidarnie wyjaśniał Minister Zdrowia, były ekspert sądowy z ogromnym doświadczeniem w wystawianiu świadectw zgonu.

Jednostki wrogie i niechętne władzy Rejestr Specjalny określał generalnie jako indywidua. Usystematyzowano je hierarchicznie wedle skali ich negatywnych uczuć. Najwyższą kategorię stanowiły indywidua wrogie władzy, kod IWW. Do tej kategorii zaliczono także opozycję parlamentarną po zebraniu pełnej dokumentacji ich dywersyjnej pracy. Opozycja – jak się okazało – była ideologicznie sponsorowana z zewnątrz kraju i to na masową skalę.

Drugi, niższy poziom RS, stanowiły indywidua podejrzewane o wrogość, kod IPW. Chodziło o podejrzenia natury uniwersalnej, zarówno te niebudzące żadnych wątpliwości jak i budzące wątpliwości. Tak było bezpieczniej i taniej. Było to ważne, ponieważ bezpieczeństwo i ekonomia były głównymi hasłami rządu.

Najniżej w hierarchii zagrożenia, był to poziom trzeci, stały indywidua niechętne władzy, kod INW. Do ich teczek dostęp miała, prócz wymienionej już trójki, także policja. To samo indywiduum mogło znaleźć się na wszystkich szczeblach Rejestru Specjalnego. Znaczyło to, że jest ono niebezpieczne pod każdym względem.

Indywidua znajdujące się w Rejestrze Specjalnym były traktowane w sposób szczególny: policja, służba więzienna i służby specjalne mogły je aresztować bez oskarżenia i trzymać w areszcie przez trzy miesiące, który to termin był automatycznie przedłużany, a nawet torturować w „rozsądnych wymiarze”, jeśli zagrażały one bezpośrednio partii rządzącej, parlamentowi lub rządowi, czyli najwyższym organom władzy państwowej. Zasady strzelania do indywiduów przy próbie ucieczki były określone przez rząd w odrębnym akcie prawnym. Aresztowania indywiduów z list RS odbywały się głównie nocą, najpóźniej nad samym ranem, kiedy poszukiwani spali i nie stanowili nadmiernego zagrożenia dla sił porządkowych.

Dostęp do teczek RS premier i minister służb specjalnych mieli bezpośrednio ze swoich gabinetów poprzez wewnętrzne drzwiczki w sejfie pancernym. Sejf znajdował się za ich plecami, nie było więc mowy, aby ktokolwiek zbliżył się do niego niepostrzeżenie. W obydwu gabinetach oprócz wartownika ukrytego za zasłoną w rogu pokoju czuwał także pies wilczur.

Wbrew opiniom opozycji, rządowi nie chodziło o zastraszenie obywateli, ale o wychowanie społeczeństwa w duchu karności i porządku. Wyjaśnił to prezes, dorywczo pełniący również funkcję premiera, szczególnie wysoko ceniący ład społeczny.

– Bez karności i porządku nie ma kołaczy. – Mówił prawie nie rozciągając cienkiej linii uśmiechu usytuowanej nad górną wargą. Dolnej wargi nie angażował, gdyż była ona zarezerwowana na okazje specjalne, kiedy opozycja i krnąbrni obywatele usiłowali wyprowadzić go z równowagi.

*****

System rządzenia w oparciu o RS przyniósł krajowi wielkie korzyści, ponieważ obywatele nauczyli się karności i porządku. Z czasem okazało się jednak, że miał on także pewną słabość. Chodziło o to, że obywatele ukształtowali w sobie nawyk nabierania wody w usta, w związku z czym pojawiły się braki wody, zwłaszcza w dużych aglomeracjach. Ceny wody poszły w górę, ale nikt nie mógł się skarżyć, ponieważ miał wodę w ustach, w związku z czym rząd mógł zapomnieć o problemie. Przynajmniej przejściowo.

C.d. jutro.

Szybki przegląd cudownych wydarzeń kraju w drodze do dobrobytu

Eisenach Germany Burschenschaftsdenkmal, by CEphoto Uwe Aranes, Wikimedia Commons

Zakończyłem pięciodniowe wakacje robocze w ośrodku zdrowego żywienia w Szwajcarii Kaszubskiej. Trzy razy pływałem w jeziorze, raz obszedłem jezioro, był to mój najbardziej urokliwy spacer ostatnich lat, jeździłem konno po lasach, raz ale całą godzinę, dzięki czemu przez wiele godzin łatwiej mi było stać w stanie zdrowego wyprostowania niż siedzieć w stanie niezdrowego zgięcia. Ani minuty nie oglądałem telewizji. Były to wakacje tak bogate w przeżycia, że zacząłem zazdrościć samemu sobie.

W ciągu tych pięciu dni nasz kraj zmienił się nie do poznania. Zobaczyłem to po powrocie w telewizji. Pierwszego września był nowy rok szkolny, przemówienia, fanfary, czytanie. Pan Prezydent był w wielu miejscach, czytał Quo Vadis, omawiał go, raz wzruszył się głęboko, otarł łzę wzruszenia, ja razem z nim.

W wielkim spotkaniu Sędziów Krajowej Izby Sądownictwa pan Prezydent nie uczestniczył, nie było też pani premier, Pana Ministra (zwanego także Mistrzem) Sprawiedliwości, ani innych wysokich gości (Wysokich niekoniecznie wzrostem, gdyż sam wzrost nie świadczy o wielkości. Ja na przykład jestem wysoki, ale jestem niski przy panu Prezesie, panu Prezydencie, pani Premier i jej ministrach).

Pan Prezydent podobno odpisał na zaproszenie Krajowej Izby Sądownictwa duchu inauguracji roku szkolnego: „Koleżanki i Koledzy, Chłopcy i Dziewczynki Prawnicy! Serdeczne Bóg zapłać za zaproszenie. Nie będę obecny na Waszym posiedzeniu, ponieważ jestem już prawnikiem, doktorem praw, mam prawo w małym paluszku (tu pokazał paluszek prawej ręki, różnie mówiono, który), wiem, kiedy i kogo mogę ułaskawić, a kiedy nie muszę tego czynić, kiedy ustawę podpisać, a kiedy jej nie podpisywać, kiedy zaprzysiąc, a kiedy nie zaprzysięgać, i dlatego nie chciałbym Wam przeszkadzać w Waszym ważnym spotkaniu towarzyskim. W dniu Waszej imprezy kulturalnej mam do spełnienia obywatelskie obowiązki, edukację dzieciątek rozpoczynających naukę szkolną, czytanie im Quo Vadis, oraz przypominanie o tym, że pierwszy września to rocznica rozpoczęcia drugiej wojny światowej, związana z żołnierzami wyklętymi, obozami koncentracyjnymi, partyzantką, bohaterskimi czynami, pomnikami, oraz całą naszą historią, która w swych najszlachetniejszych wymiarach przelewa się do teraźniejszości, a da Bóg także do przyszłości.”

Pani Premier, ani żaden członek jej gabinetu, nie przybyli na posiedzenie KRS, z powodu fatalnego błędu organizatorów w zaproszeniu. Zamiast Krajowa Rada Sądownictwa, figurowało tam Krajowa Rada Sadownictwa. W związku z tym pani Premier wyjaśniła: „Jest już po sezonie, na drzewach pozostały tylko małe rajskie jabłuszka, przypominające nam raj utracony przez Adama i Ewę, a to jest zbyt smutne, abym osobiście lub przez moich ministrów uczestniczyła w Waszej koleżeńskiej naradzie. Życzę Wam dobrej kawy i zdrowego ciasta. PS. Najlepiej własnego wypieku.”. Być może niezbyt dokładnie przetłumaczyłem jej wyjaśnienie, ponieważ w głowie mi jeszcze bulgocze po pływaniu w jeziorze i jeździe konnej, za co mówię wszystkim „pardon”, aby być charmant podobnie jak panowie i panie w Sejmie.

Pani Premier kocha dzieci, uczestniczyła więc w otwarciu roku szkolonego, a nawet była wśród górników, gdzie machała piąstkami, aby podkreślić, że mamy plan dla Śląska i podniesiemy na nogi górnictwo węglowe, że węgiel jest naszym czarnym złotem, na którym będziemy budować nasz dobrobyt. Zrozumiałem to tak, że inne dziedziny, nowoczesne technologie, drony, edukacja, informatyka, elektronika, roboty, sprzęt medyczny, nie rokują już takiej nadziei jak czarne złoto. – Złoto to złoto, powiedziałem i pocałowałem ją z wdzięczności w rączkę zaciśniętą w piąstkę, która biologicznie jest damska, lecz z natury męska, gdyż stoi za nią niezwykła siła perswazji.

Pan Minister Ziobro nie zjawił się na posiedzeniu KRS. Podobno opracowuje dalsze plany reformy sądownictwa w uzgodnieniu z panem Prezesem, który w imieniu nas wszystkich i dla dobra nas wszystkich, całego kraju, obywateli i obcokrajowców, suwerenów i pozostałych jednostek, myśli intensywnie o dalszym reformowaniu naszego kraju i życia, umacnianiu przewagi władzy wykonawczej nad sądowniczą, czyli przywracaniem równowagi, czym budzi także mój zachwyt, podziw i uwielbienie.

 

Jest wiosna. Zakwitły postawy, opinie, żarty i sklep internetowy.

CatástrofeW windzie mocno zapachniało perfumami damskimi. Prawdopodobnie jakaś pani rozbierała się obficie. Jest przecież wiosna. Na przystanku autobusowym były trzy osoby normalne, z telefonem komórkowym w ręku i cztery nienormalne, bez telefonu. Ustawiłem się pośrodku, miałem telefon w kieszeni, tuż pod ręką.

Minister od Puszcz i Koni, facjata typu „Ochlapus”, ogłosił ukończenie programu samoedukacji („self-education” for English speakers). Uczył się wielu rzeczy, dojenia krów również.

– Karmienie koni niestety w tamtym czasie nie było popularne. Co do padłych kobył, to szukamy dziury w całym. – Oznajmił z przekonaniem.

Prezes Kaczyński zaproponował poważnie pokój i rozejm.

– My nie podpiszemy wyroku Trybunału Konstytucyjnego, Prezydent nie zaprzysięgnie wybranych przez Sejm sędziów trybunału. W zamian za to wy poprzecie nasz projekt nowej, uzdatnionej konstytucji. – Tak im zaproponował. Po spotkaniu śmiał się, że wzięto jego żart poważnie. – Pan Petru, człowiek poniekąd rozsądny, dostrzegł podobno jakieś światełko w moich podłużnych oczach. – Dodał chichocąc.

– Dzisiaj już czuję się dobrze. Jest wielu życzliwych ludzi, poradzili mi jałowcówkę z ginem, bardzo mi to pomogło. – Sumitował się mężczyzna oskarżony o widzenie rzeczy abstrakcyjnych w nieprzeniknionej ciemności.

Ja sam, wiosennie lekki, ośmielony perfumami w windzie, nauką dojenia i przednim żartem Prezesa, podjąłem się sponsorowania nowonarodzonego www.Usum.pl, sklepu internetowego dla osób niepełnosprawnych, starszych i opiekunów. Należy mu się jakaś pomoc, jak każdemu oseskowi. Pani Premier nie pochyla się nad nim ani nad niepełnosprawnymi.

– Byłam zajęta odpowiadaniem na petycje o publikację wyroku trybunału. Nie miałam nawet czasu, aby przyjrzeć się drodze do mego domku na odludziu, którą ktoś w nocy po cichu obsadził kwiatami ku mojej radości.

Sklep sprzedaje akcesoria i urządzenia rzadko spotykane gdzie indziej przeznaczone dla ludzi, o których też rzadko się mówi. Zdecydowałem się więc rzucić im z pomocą w postaci umiejętności pisania. Starsi mężczyźni sponsorsko pochylają się nad przebudzonymi wiosennie młodymi kobietami, potentaci – nad sportowcami, ja zaś, przeciętny zboczeniec usytuowany między społeczną normalnością i nienormalnością (telefon komórkowy w kieszeni), pochyliłem się nad sklepem, który ma szansę zakwitnąć krzaczastym logo.

Życzenia Wielkanocne 2016

Osterstrauss, by Goldi61, Creative Commons
W roku Ognistej Małpy 2016 według Horoskopu Jacka Kryga serdecznie, wielkanocnie i politycznie życzę:

Panu Prezesowi – zdrowej sałatki warzywnej oraz dużo ćwiczeń na świeżym powietrzu z tarczą ochronną przed gniewem bożym i ludzkim;

Panu Prezydentowi – świeżutkiego jaja z majonezem i instrukcją „Jak sprawnie przyjmować przysięgę bez strachu przed Omnipotentnym”;

Pani Premier – święconki w koszyczku w kształcie broszki oraz naprawy drukarki do publikacji wyroków zanim nadejdzie zimny Śmigus-Dyngus,

Panu Antoniemu – obfitości stołu oraz odkrycia w nastroju świątecznym niespełnionej wielkiej tajemnicy i sztuki blitzkriegu;

Miłośnikom KOD – spokojnego oddania żłobów, przywilejów i stołków miłośnikom dobrej zmiany;

Kandydatom z listy nepotycznej Pana Prezesa – nieskończonej ilości dobrze płatnych stanowisk;

Opozycji – świętej cierpliwości i nauczenia się egzorcyzmów do walki z mocami nieczystymi;

Rodzinom małodzietnym – dużo miłości, więcej dzieci i jeszcze więcej dodatków finansowych;

Emigrantom – z góry płynących życzeń szczęśliwego powrotu do odnowionego kraju;

Koniom w stadninach – wiosennej trawy oraz wymiany nowych stajennych na jeszcze nowszych;

Żubrom i innym zwierzętom – nowej Puszczy Białowieskiej.

Drogim Czytelnikom, miłym Przyjaciołom i ukochanej Rodzinie oraz wszystkim innym osobom dobrej woli życzę zaś spokojnych, zdrowych i nastrojowych Świąt Wielkanocnych.

Michael Tequila

Koń Anonim: Jestem, więc kopię.

New year picture author unknown
Nie wiem, skąd bierze się przeświadczenie przywódców, ich bezwstydna czelność pouczania obywateli, którzy na nich nie głosowali (czy nawet głosowali), co jest słuszne, a co niesłuszne, co mądre, a co głupie i jak powinno się żyć.

Jedynym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest skrzywienie psychiczne, owa bezgraniczna arogancja lub rodzaj otępienia, który zamyka politykom oczy na różnorodność ludzkich postaw, wartości i wrażliwości.

Obudziłem się, szczęśliwy, że się w ogóle obudziłem, bo przecież mógłbym zrobić coś przeciwnego, obudziłem się – powtarzam – z dziwnym poczuciem, że coś jest nie tak. Dziwność nie zaskoczyła mnie specjalnie, bo w dzisiejszych czasach nic nie jest z góry wiadome ani pewne.

Czułem, że się zmieniłem. Sprawdzam, patrzę, faktycznie jestem inny. Stało się to albo we śnie (mam wrażenie, że wciąż rosnę wraz z dojrzewającą częścią społeczeństwa) albo pod wpływem nauczania Pana Prezesa i Pana Prezydenta. Chyba raczej to drugie. Tak, na pewno to drugie!

Uczestniczyłem ostatnio w regularnych relaksujących rekolekcjach (RRR) prowadzonych przez tych dwóch wybitych mężów stanu na temat prawdy, moralności, patriotyzmu i dumy. Dzięki ich nauczaniu wiele zrozumiałem. To mnie zmieniło.

Nie mogę dłużej ukrywać natury zmiany: stałem się Koniem.

Z koniem, Drodzy Państwo, łączą człowieka serdecznie nie tylko przysłowia i porównania: pracowity jak koń, chudy jak szkapa, rży jak koń (to o pewnej pani z parlamentu), harować jak koń (nie warto tego robić, trzeba pracować mądrze, choćby nawet i w zaprzęgu), baba z wozu, koniom lżej (to chyba niesłuszne), zdrowy jak koń czy też zad jak u kobyły (to bardzo obfite), ale i głębsze więzi, ideologiczno-ekonomiczne.

Wracam do tematu. Nie ma znaczenia, jakim koniem jestem, zwykłym, pociągowym, wyścigowym czy kawaleryjskim; ważne jest jedynie to, że ciągnie mnie do żłobu. Tak mnie zdefiniowali zgodnie rzecznicy Pana Prezesa i Pana Prezydenta na podstawie mojego uczestnictwa w manifestacjach KOD-u. Ich diagnoza, nie tylko, że słuszna, to jeszcze daje mi wyraźne korzyści. Dzięki niej stanąłem mocniej na ziemi, nie na dwóch, ale na czterech kończynach.

Na wszelki wypadek postanowiłem to sprawdzić. Pognałem kłusem na najbliższą manifestację KOD-u. Prezes i Prezydent bezwzględnie mają rację. Byli tam tylko ci, co utracili przywileje i których odsunięto od żłobu. Ani jedni ani drudzy nie mogą się z tym pogodzić. Osobiście, mówię to szczerze, po końsku, brak żłobu odczuwam bardzo boleśnie. Inne konie, uczestnicy spotkań KOD-u czują to samo. Tak mówiły.

Nie jestem pewien, czy powszechna tęsknota za żłobem to dobrze czy źle. Z jednej strony, im więcej chętnych do żłobu, tym trudniej się dopchać. Z drugiej jednak, tworzymy wspólnotę obywatelską, o której tak przekonywująco o mówił Pan Prezydent i której budowę sam mocno wspiera.

Ostatnie dwa nauczania, Prezesa Kaczyńskiego w Łomży i Prezydenta Dudy w Otwocku, ich treść, głębia i prawda, wpłynęły na mnie kojąco. Dwie wspaniałe oracje na każdym musiały zrobić wrażenie: muzyka słów, żywa gestykulacja, subtelna mowa ciała. Pan Andrzej (pozwolę sobie na to serdeczne zbliżenie) uroczo nadymał wagi i toczył wzrokiem w prawo i w lewo wymawiając hasło: „Ojczyznę dojną racz nam zwrócić, Panie!” Powtarzanie tego hasła sprawiało mu prawdziwą radość. Ludzi bili mu brawo.

Pan Jarosław z kolei podniecił się kilka razy przy mównicy tak bardzo, że zacząłem bać się o jego serce. Powinien być ostrożniejszy z podnietą. Jego reakcję uznałem za wyraz głębokich ojcowskich uczuć wobec nas, obywateli, oraz targającej nim pasji naprawy ojczyzny i likwidacji zła.

Obydwaj mężowie stanu poddali analizie zjawiska zachodzące w kraju: głębokiej, odkrywczej, prawdziwie freudowskiej. O ile poprzednio ich tylko szanowałem, to teraz ich po prostu kocham. Mężczyźnie w dojrzałym wieku nie wstyd przyznać się do prawdziwych uczuć. W telewizji wtórowała im Pani Premier i Pan Minister Sprawiedliwości; też mówili doskonale i przekonywująco, ale to jednak nie to samo.

Był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Coś we mnie pękło ze wzruszenia, coś się narodziło. Mam nadzieję, że i inni też tak to przeżyli. Teraz to i Trybunał Konstytucyjny nie jest mi straszny.

Podsumuję: Zmieniłem się. Myślę, więc kopię!

Michael Tequila: „SĘDZIA OD ŚWIĘTEGO JERZEGO”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Credo. Powaga, satyra i groteska. Pytam i odpowiadam.

Cossack Mamay, author unknown, public domain

Mogę odmówić sobie wszystkiego, ale nie odmówię sobie przekonania, że umiem krytycznie analizować i dokonywać syntezy, że stać mnie na refleksję i na własne poglądy niezależnie od tego, co myślą inni ludzie. Jestem wolnym człowiekiem.

Wzorem pewnego dyrektora jeszcze z czasów PRL sam zadaję sobie pytania i sam na nie odpowiadam.

Pytam: Dlaczego uprawiam satyrę i groteskę jako formę dziennikarstwa społecznego?

Odpowiadam: Ponieważ są to formy literackie najlepiej nadające się do opisywania dzisiejszej ojczyźnianej rzeczywistości, która jest zarazem tragiczna i śmieszna, głupia i poważna, mająca jakiś sens i bezsensowna. Jak niegdyś dzikie króliki w Australii, objawy rodzimej paranoi uparcie i masowo wybiegają na jezdnię politycznego i społecznego szaleństwa. To mnie bulwersuje i męczy.

PiS mając pełnię władzy, przewagę głosów w Sejmie i w Senacie, co zdarzyło się po raz pierwszy od 1989 roku, i bezwarunkowe poparcie prezydenta, nie mogąc zmienić konstytucji, albo Bóg wie z jakich innych względów, dokonuje zamachów na trybunał konstytucyjny, służbę cywilną, tworząc dwuznaczne związki sądownictwa i prokuratury, opanowując w pełni tajne służby, itp.

Jarosław Kaczyński, Prezes PIS, przywódca zwycięskiej partii politycznej, odmawia objęcia stanowiska Premiera, co jest powszechnym zwyczajem w krajach demokratycznych, lecz steruje wszystkimi sprawami państwowymi, nie ponosząc z tego tytułu żadnej odpowiedzialności prawnej.

Pan Prezes, spiritus movens wszystkiego, co się rusza i stoi, co mówi i milczy, nasila konfrontacje między popierającą go częścią społeczeństwa, a tą, która coraz żywiej mu się sprzeciwia, broniąc swojej wolności. Prezes wydaje się zapominać o prawdziwości przysłowia „Qui seme le vent, recolte la tempete”, „Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”. Każde wielkie napięcie społeczne kończy się z zasady burzliwym przesileniem. Rewolucje biorą się z poczucia krzywdy, sprzeciwu, odrzucając na bok uległość i poczucie przyzwoitości.

Pan Prezes usiłuje uszczęśliwić społeczeństwo swoimi wizjami tego, co słuszne i niesłuszne, mądre i głupie, patriotyczne i niepatriotyczne, potrzebne i niepotrzebne, zapominając, że większość ludzi ma już głęboko przemyślany i utrwalony światopogląd i będzie opierać się rękami i nogami, kiedy ktoś usiłuje go zmienić.

Minister Spraw Zagranicznych w imieniu rządu występuje o opinię Komisji Weneckiej, ważnego organu opiniodawczego w sprawach konstytucji i praworządności Unii Europejskiej, której zasad zobowiązaliśmy się przestrzegać, aby wkrótce głosić, że to „tylko opinia”, „opinia jednostronna”, „nie musimy do niej się stosować”, „jesteśmy państwem całkowicie niezależnym” itp.

Dziesiątki i setki członków PiS, ludzi poniekąd myślących, głosi, pisze i powiela dokładnie to, co wymyślił sobie Prezes Kaczyński w pasji tworzenia społeczeństwa na wzór i podobieństwo swoje.

Prawnik Andrzej Duda, który po zaskakujących wyborach został nieoczekiwanie dla siebie i dla społeczeństwa Prezydentem RP, posłusznie wykonuje to, o co go prosi lub czego żąda Prezes PiS, podpisując w ciemno, często po nocy, tak jakby dzień był niestosowną porą, przedstawione mu ustawy, mimo iż wokół wszystkie instytucje prawne, organizacje społeczne, uczelnie i autorytety wytykają niezgodność takiego postępowania z zasadami prawa i demokracji.

Prezydent jeździ nocą do prezesa partii na konsultacje, kiedy w całym świecie demokratycznym to przywódcy partii politycznych jeżdżą do prezydentów, aby rozmawiać o sprawach państwowych lub choćby pokonwersować o tym, co warto, a czego nie warto jeść, pić, czytać lub słuchać.

Prezydent i Premier wykonując polecenia Prezesa Kaczyńskiego ponoszą ryzyko, że kiedyś odpowiedzą za nie wobec Trybunału Stanu i poniosą konsekwencje swoich obecnych działań, jakby żyli ułudą, że aktualna władza jest nienaruszalna i wieczna.

Kościół Katolicki, w czasach PRL-u ostoja praw człowieka i obywatela, wielki i poważny rozjemca, dzisiaj udostępnia partii rządzącej swoje ambony na głoszenie prawd zupełnie niezwiązanych z wiarą w Boga. Kościół milczy nie dostrzegając, że coraz więcej ludzi wierzących odsuwa się od niego, i wręcz staje się jego krytykami. Mówiła o tym (na manifestacji KOD-u w Gdańsku) żona Lecha Wałęsy, człowieka, którego Kościół bezwarunkowo wspierał w nieodległej przeszłości.

Przykłady sytuacji niezrozumiałych i nonsensownych, niepotrzebnych i bulwersujących, dają się mnożyć prawie w nieskończoność, lecz nie widzę potrzeby, abym ja to czynił. Moja odpowiedzią jest satyra i groteska, formy literackiego sprzeciwu wobec bezsensu, okrucieństwa i głuchoty władz.

Uprawiając satyrę i groteskę nawiązuję do teorii ewolucji Darwina w przekonaniu, że podobnie jak buntująca się część społeczeństwa pochodzę od zupełnie innej małpy niż samouwielbiająca się władza.

Rzeczpospolita Końska Nr 4. Walka z bezrobociem, ostro z kopyta.

Knights and horses, autor Matthew Paris, public domainCytat: „Nie chcę, lecz muszę (pisać)”.

„Koń doskonale wpisuje się w naszą tradycję i politykę historyczną”. – Legendarny Prezes, dobroczyńca narodu, czciciel przeszłości, władzy i praworządności zakończył przemówienie. Wybuchła burza oklasków, serdeczna, szalona, wielbiąca. Ludzie kochają go. Gdzieś w oddali dało się słyszeć rżenie uszczęśliwionych zwierząt.

Po zejściu z wielkiej mównicy skromnej wielkości mówca podszedł do małego stolika i jednym zamachem ręki podpisał dwie nominacje na stanowiska dyrektorskie w państwowych stadninach koni.

„Co państwowe, to nasze”. – Pomyślał. Towarzyszyła mu Pani Premier. Też tak pomyślała.

Jeśli chodzi o dobrze płatną pracę to najlepszą agencją zatrudnienia jest obecnie PiS. Kusi mnie ta organizacja. Myślę, aby zapisać się do rządu. Zawsze chciałem być szlachetny i bogaty. Żona kiedyś mi wypominała – jakież to bolesne dla ambitnego człowieka – ten milion złotych, jaki obiecałem rzucić jej do stóp. Szeleszczące nowe banknoty i wielkie pudło dźwięcznego bilonu. Tylko setki i dwusetki. Słyszę w nich złote ostrogi, skrzydła i chorągwie, husarskie i szwoleżerskie. Całkowita, patriotyczna jedność: historia, tradycja, rząd, stanowiska, pieniądze.

Nowy dyrektor stadniny koni, dużo, dużo lepszy od poprzednika, przybył do pracy. Nigdy wcześniej tu nie był. Rozejrzał się z ciekawością. Popatrzył na Araby, które źle mu się skojarzyły (z Arabskim), i Arabki, które dobrze mu się skojarzyły (z niewybuchową kobiecością), potem popatrzył na kupę parującego, ciepłego końskiego nawozu, wciągnął w płuca powietrze i głośno wypowiedział przysięgę wyższych partyjnych urzędników państwowych: „To będzie moje nowe hobby”. Chciał jeszcze dodać: „Tak mi dopomóż Bóg!”, ale uznał, że z błogosławieństwem Pana Prezesa też sobie poradzi.

Kilkanaście godzin później, po północy, w porze nadzwyczajnej wydajności pracy zgodnej z najnowszym regulaminem parlamentarnie-rządowym, dyrektor wystosował list dziękczynny z kopią: „Do wiadomości Pani Premier”.

„Wielce Szanowny Pani Prezesie! Stadnina koni, zaniedbywana przez osiem lat przez Platformę Obywatelską, jest w totalnej ruinie. Konie jednak przeżyły. Pragnę Pana zapewnić, że pod moim kierownictwem staną się one większe i jeszcze bardziej szlachetne, będą miały dłuższe nogi, tęższe łby i mocniejsze kopyta, aby przynosić krajowi niekończący się strumień zaszczytów i dewiz”.

Jego serce wypełniło dziękczynne rżenie. Po chwili namysłu, dopisał:

„P.S. Jeśli będzie Pan sobie życzyć, to konika biłgorajskiego i tarpana też doprowadzę do właściwych rozmiarów”.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Premier Szydło prowadzi udaną psychoterapię Kongresu USA

L0003549 The douche, a method for calming violent lunatics. Credit: Wellcome Library, London. Wellcome Images images@wellcome.ac.uk http://wellcomeimages.org The douche, a method for calming violent lunatics. Ciba Symposium Published: 1230 Copyrighted work available under Creative Commons Attribution only licence CC BY 4.0 http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

L0003549 The douche, a method for calming violent lunatics.
Credit: Wellcome Library, London. Wellcome Images
images@wellcome.ac.uk
http://wellcomeimages.org
The douche, a method for calming violent lunatics.
Ciba Symposium
Published: 1230
Copyrighted work available under Creative Commons Attribution only licence CC BY 4.0 http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/


Kongresmeni USA chcieli nas upokorzyć pisząc list do polskiego rządu: „Chcemy wyrazić nasze zaniepokojenie działaniami polskiego rządu, które zagrażają niezależności mediów i Trybunału Konstytucyjnego oraz psują wizerunek Polski jako wzorca przemian demokratycznych”.

Pani Premier Szydło natychmiast zareagowała. Zrobiła to w punktach:

1. Przypomniała Kongresmenom, że ich „diagnoza sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego jest obarczona wieloma błędami” oraz „daleką nieznajomością faktów, które są związane z tą sprawą”;

2. Zdziwiła się, że „wewnętrzny spór polityczny w moim kraju staje się powodem do prób ingerencji ze strony polityków innych państw”;

3. Zapewniła, że „Państwa troska o sprawy Polski jest ważna i cenna”;

4. Pouczyła, że „zainteresowanie i dobra wola amerykańskich polityków nie może przekształcić się w pouczanie i narzucanie działań dotyczących wewnętrznych spraw mojej Ojczyzny. Przyjaźń budowana przez lata, nie może stać się ofiarą pochopnych sądów, opartych na nieprawdziwych informacjach;

5. Umocniła w przekonaniu, że „naszą demokrację i wolność cenimy tak samo mocno, jak Państwo, Nasi Amerykańscy Przyjaciele;

6. Uświadomiła, że „Budujemy nasz kraj, w oparciu o te wartości z poświęceniem i oddaniem od pokoleń”;

7. Wyraziła szczere życzenie: „Chcemy, by szanowano nasze suwerenne wybory i decyzje.”

Dzięki nadzwyczaj udanej akcji naszej pani Premier podnieśliśmy się z kolan na arenie międzynarodowej. Amerykanie zrozumieli, gdzie jest ich miejsce i że nie mogą grać z nami w cymbergaja na swoich zasadach.

Wojskowe bazy amerykańskie w Polsce, których nam nie załatwił zdegenerowany i kłamliwy rząd PO, mamy już zapewnione.

Dla uczczenia pierwszego historycznego zwycięstwa nad Kongresem USA zostanie dzisiaj odśpiewany w Sejmie hymn: „Nie będzie Amerykanin pluł nam w twarz” a następnie „Wyklęty powstań ludu ziemi, powstańcie, których gnębi głód”.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Ostateczne pożegnanie z polityką satyryczną i satyrą polityczną.

Enchantments_seen_lately_on_the_mountains_of_Wales._Satire_c.1780
Jestem zafrasowany. Po raz drugi poważnie wytłumaczyłem sobie, że czas przejść na emeryturę blogerską. W świecie naszej polityki, świecie trwałych wartości i charakterów, jest to normalne.

Postanowienie jest poważne. Jeśli coś jeszcze skrobnę, to jedynie wtedy, kiedy długopis ugryzie mnie w rękę dla przypomnienia czegoś ważnego, o czym wolałbym zapomnieć.

Odchodząc, przypomnę, że jestem patriotą. W Polsce wszyscy jesteśmy patriotami. Mamy dwa nurty patriotyzmu, jeden „Za”, i drugi „Przeciw” To wyraz postępowego pluralizmu. Nurt „Za” jest ważniejszy, bo jest przy władzy, dobrej władzy, czyli takiej, która nie korumpuje. Jej symbolem jest „dobra zmiana”, hasło już zapisane w Encyklopedii Postępowej Mysli Europejskiej.

Sytuacja polityczna do odejścia jest doskonała.

Prezydent Duda uniewinnił niewinnego, zaprzysiągł kilku naszych sędziów, nie zaprzysiągł żadnego obcego. Obcych zostawił na świeżym powietrzu. To bardzo przyzwoite i sportowe zachowanie. Pan Prezydent pracuje od początku dużo i szybko, także nocą, podpisując akty prawne seryjnie produkowane w Sejmie. Fantastycznie też jeździ na nartach. W dowód uznania Suweren – w ostatnim sondażu – podwyższył mu swoje poparcie do 56 procent.

Brawo Suweren!

Prezes Kaczyński też stał się strasznie popularny, wręcz sławny. Komitet Obrony Demokracji organizuje demonstracje, aby entuzjastycznie sławić jego imię.

– Kaczor! Kaczor! – Dzisiaj w 35 miastach w Polsce ludzie tysiącami wylegli na ulice, aby okrzykami poparcia dla Prezesa, Premiera i Prezydenta rozgrzewać zziębnięte wargi.

Premier Szydło przemawiała ostatnio w Europarlamencie. Świetnie wypadła. Oglądałem całe wystąpienie notując ważniejsze myśli i słowa (cytuję: wolność, suwerenność, sprawiedliwość, wspólnota oparta o zaufanie, silna zjednoczona Europa, z otwartą przyłbicą, ojcowie i dziadowe przelewali krew, robimy to zgodnie z prawem, szanując konstytucję, szanując ustawy). Premier zachwyciła słuchaczy nie tylko dobrą nowiną, ale i podwójną broszką oraz płynnymi ruchami rąk. Czego nie wyjaśniła rękami, uzupełniła słowami. Powiedziała szczerze, co PiS robi w kraju i za granicą. Przypomniała o milionie uchodźców ukraińskich, których przyjęliśmy z serdecznością. Europarlamentarzyści zrozumieli, że jesteśmy szczodrzy i nie musimy już nikogo przyjmować. Pani Premier odpowiedziała na wszystkie pytania, a nawet więcej.

Oprócz niej były jeszcze w Europarlamencie dwa rewelacyjne polskie wystąpienia. Europoseł Legutko pytał, skąd członkowie Parlamentu Europejskiego brali informacje o PiS-ie. Nikt tego nie wiedział. To go tak wzruszyło, że poseł zaczął się krztusić. Potem przemówił jeszcze Korwin-Mikke, chyba największy polski orator. Obiecał wysadzić w powietrze Parlament Europejski. Poczułem się dumny.

Wystąpił także Europoseł Platformy Obywatelskiej. Powiedział krótko i zwięźle: Jesteśmy patriotami i dlatego jesteśmy neutralni.

– Prawdziwi chrześcijanie. – Pomyślałem.

Jeśli ktoś cię wielokrotnie kopie, nadstaw mu drugi policzek – Uzupełnił Europoseł. Tak to mniej więcej wyraził. Bardzo mi to przypadło do gustu.

W Europarlamencie najmocniej poparli nas Brytyjczycy, konkretnie, dobrze opalone i odżywione chłopisko. Chwalił PiS, panią Premier, Polskę i naszą godność narodową. Brytyjczycy są bardzo równi. Rząd handluje z nimi uprzejmościami na zasadzie „ręka rękę myje” (łac. „manus manum lavat”).

Nie szczędziły nam też pochwał inne poważne frakcje: Ekstremiści, Nacjonaliści, Radykałowie i Neoanarchiści. Pani Premier przyjmowała ich wystąpienia łagodnym uśmiechem i dyskretnymi oklaskami. W nagrodę za przemówienie w Europarlamencie i przypomnienie, że serdecznie zajęliśmy się milionem uchodźców z Ukrainy, Suweren podwyższył Pani Premier poziom zaufania do 39%.

Brawo Suweren!

Przed nami pomyślne perspektywy: spadającego złotego, rosnącego deficytu, sprawiedliwego Franka Szwajcarskiego, szybszych i tańszych emerytur, wymiany złych redaktorów i dziennikarzy na dobrych, wysokich urzędników na jeszcze wyższych o obowiązkowej przynależności politycznej, 500 zł na każde dziecko, biedne i bogate, podsłuchów obywateli ze względu na bezpieczeństwo państwa, Trybunału Konstytucyjnego udającego się na zasłużony spoczynek, szybkiej rotacji ustaw i wielu, wielu innych wspaniałości.

Odchodzę w poczuciu narodowego szczęścia rosnącego na drożdżach słynnej już w świecie firmy P & S. Odchodząc marzę, aby wraz z posłem Stanisławem Piotrowiczem, rzecznikiem polityki historycznej PiS, wspólnie odśpiewać: „Wyklęty powstań ludu ziemi”.

Kiedy przejdę na emeryturę, zapiszę się do Klubu Tanich Emerytów, Sekcja Obywatelska Wtórnych Analfabetów, gdzie też będę popierać wszystkie siły postępowe, gwarantów dobrej nowiny.

Polska jest piękna!

Pożegnalne Życzenia Noworoczne Urbi, Orbi, Politykom i Narodowi

Spring morning in the Han Palace Qiu Ying_001
W samym końcu roku obudziło się we mnie głębokie uczucie powiedzenia prawdy o sobie i o innych. Wstyd mi się przyznać, że dopiero koniec roku, mroźny i słoneczny, okazał się patronem głębszych uczuć.

Wyrażam ból, żal i współczucie Narodowi z powodu bezżenności Naczelnika Państwa, który zanurzony w stanie starokawalerskim nie ma przy sobie nikogo, kto powiedziałby mu prawdę, jaki jest naprawdę.

Mężczyzna, proszę Państwa, żeni się po to, aby poznać prawdę o sobie, gdyż nikt tak szczerze i otwarcie nie ujawnia mu rzeczywistości jak żona, istota powołana przez Boga do życia w celach edukacyjnych, naprawczych i terapeutycznych, a nie tylko prokreacyjnych, jak myślą fałszywi demografowie i politycy zarażeni troską o 500 zł dla statystycznego wzmocnienia społeczeństwa. Kościół, matka nasza, ostatnio nieco osłabła i milcząca w sprawach ważnych dla narodu, nie na darmo uważa małżeństwo za rzecz świętą.

Gdyby nie żona, każdy mężczyzna polityczny, z nielicznymi wyjątkami mężczyzn-ideałów, których należałoby wypychać i wieszać w kościołach jako wota jak to wspaniale opisywał Henryk Sienkiewicz, wzlatuje w górę podobnie do balona, nadęty przekonaniem o swojej mądrości, zdolnościach i idealizmie. Tylko serdeczna w uczuciach kobieta ściąga mężczyznę na ziemię, przywraca równowagę i uświadamia w sposób bezkompromisowy, kim i czym jest.

Tego właśnie brakuje Naczelnikowi Państwa. Otoczony tłumem dworzan, wasali i pochlebców, karmionych przez niego z ręki i trzymanych na pasku, nie ma szansy, aby któryś czy któraś z nich (bez względy na to, jak często całowana jest w rękę) powiedziała mu w przypływie szczerości chrześcijańskiej, co o nim myśli, czy choćby – w naturalnej kobiecej skłonności ku delikatności jak pani prof. Pawłowicz czy pani prof. Kępa – wyraziła nieskrępowaną opinię o postępowaniu pryncypała.

Mam na myśli tylko jedyną słuszną metodę korygowania błędnych zachowań osób bliskich (ale nie tylko): nie mówić o nich samych, lecz o ich czynach. Ilustrując to wziętym z życia przykładem, nie należy mówić „jesteś głupi”, albo „takiego kretyna jak ty jeszcze nie widziałem”, lecz ująć to delikatniej, bezosobowo, „zrobiłeś coś beznadziejnie głupiego”, albo, „nic bardziej kretyńskiego nie mogłeś wymyśleć”. Przedstawione przykłady odnoszą się oczywiście do poważniejszej skali przestępstw przeciw rozumowi i natężeń uczuć w ich odbiorze.

Z chwilą, kiedy człowiek przyswoi sobie terapeutyczną prawdę małżeńską, czuje się od razu lepiej. Może prowadzić ze sobą twórcze konwersacje, ilekroć przejdzie mu chęć porozmawiania z kimś naprawdę inteligentnym, co zdarza się każdemu z nas z wyjątkiem osób o nieuleczalnej słabości umysłu.

W podsumowaniu końcoworocznej zadumy pochylam się nad Naczelnikiem Państwa, aby przedstawić wymowną inwentaryzację krytyk jednej tylko jego inicjatywy. Chodzi o Ustawę Naprawczą o Trybunale Konstytucyjnym i o to, kto wyraził negatywne opinie, krytykę, zastrzeżenia, niechęć lub choćby obawy. Pomijam oczywiście sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy nie dość, że pracują powoli, to są jeszcze narodowi ideologicznie „obcy” i wymagają jak najszybszej wymiany na „naszych”.

Zastrzeżenia i apele zgłosili (w kolejności alfabetycznej):

• Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich;
• Anne Brasseur, szefowa Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy
• Byli sędziowie Trybunału Konstytucyjnego;
• Frans Timmermans Wiceszef Komisji Europejskiej;
• Helsińska Fundacja Praw Człowieka;
• Jan Jarzab, szef europejskiego Bura Wysokiego Komisarza ONZ do spraw człowieka;
• Komitet Obrony Demokracji, który ostatnio powiększył swoje członkostwo do ponad 50.000 osób
• Konfederacja Lewiatan;
• Krajowa Rada Sądownictwa;
• Przedstawiciel Adwokatury
• Przedstawiciel Radców Prawnych
• Przewodnicząca Sądu Najwyższego
• Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”
• Przywódcy opozycji parlamentarnej.

Na zakończenie pragnę powiadomić Państwa, że zdecydowałem się zakończyć ostatecznie moją karierę satyrycznego dziennikarstwa społecznego oraz pisarstwa blogowego. Mam inne, ciekawsze obowiązki przed sobą.

Na drugie, definitywne już zakończenie, składam najszczersze życzenia noworoczne osobom uwznioślonym urzędami oraz nam wszystkim, mieszańcom politycznym uformowanym w dwie kolumny; jednej patrzącej do tyłu i drugiej patrzącej do przodu.

Tak więc, życzę w kolejności hierarchicznej:

– Naczelnikowi Państwa, aby nie minęła go prawda o nim samym objawiona przez czynnik nadludzki, skoro ludzki nie jest w stanie;
– Panu Prezydentowi, aby mniej męczyły go sny o Trybunale Stanu;
– Pani Premier, aby obdarowano ją luksusowymi perfumami otrzeźwienia „Co ja robię!? Co ja robię!?”

Osobom pozostałym, czyli nam wszystkim, życzę, abyśmy w Nowym Roku 2016 nie obudzili się z ręką w nocniku, z którego nie będziemy mogli jej wyjąć i umyć, ponieważ zabroni nam tego Towarzystwo Największej Wzajemnej Adoracji, dla którego własne dobro stoi ponad prawem.

Wszystkiego Najlepszego!

Pani Premier leci na szczyt Unii Europejskiej i Turcji, i wyjaśnia

Klemens_Brosch_Verhungerte_Flüchtlinge 1916 Public domain

Przed odlotem do Brukseli na szczyt 28 przywódców Unii Europejskiej i Turcji Premier Szydło powiedziała: Rozmowy zdominuje kwestia uchodźców. Jesteśmy gotowi, by pomagać humanitarnie, żeby przeznaczyć środki na pomoc, dla tych, którzy tej pomocy humanitarnej potrzebują. Ale jesteśmy krytyczni. Będziemy o tym rozmawiać.

Jesteśmy krytyczni, jeśli chodzi o przyjmowanie imigrantów do Polski, ale będziemy jeszcze bardziej krytyczni. Nasze stanowisko jest niezmienne. Chcemy angażować się w pomoc humanitarną. Będziemy o tym rozmawiać.

Chcemy, by zostały wzmocnione zewnętrzne granice Schengen, by zostały zbudowane nowe wieżyczki obserwacyjne, położone druty kolczaste, zainstalowane silniejsze głośniki, aby kierować uchodźcami. Nie będziemy budować muru, ale będziemy o tym rozmawiać.

Obraz to: Klemens_Brosch:_Verhungerte_Flüchtlinge 1916

Sejm. Pani Premier. Expose. Analiza statystyczna.

Statystyka. Tablice_państwowe-Polska_spis_powszechny_1921.pdf GUS I GUSExpose Pani Premier udało mi się poddać analizie statystycznej. Statystyka pokazuje wagi i znaczenia zdarzeń. Statystyka jest dyscypliną naukową, nie kłamie, fałszywa może być tylko interpretacja danych.Abyś czuł się bezpiecznie, sam zinterpretuj sobie dane. Możesz nawet sam wykonać sobie analizę statystyczną.

Statystyka expose Pani Premier mówi wiele: co jest bardzo ważne, mniej ważne, a co nie istnieje. Najwięcej było wyrazów na „P”. Nie wiem, czy to istotne, statystycznie jednak wyróżniające.

• Polska i polski. 55 razy: Polska jako kraj oraz polska wieś, polski obywatel, rodzina, kapitał, przedsiębiorczość. To było zrozumiałe.
• Sprawa. 29 razy: sprawy małe, codzienne, wielkie, społeczne, uchodźców, bezpieczeństwa, suma małych spraw. To normalne.
• Polityka i politycy, 23 razy: nasza polityka, polityka zagraniczna, kwestia uczciwości polityków, „polska polityka musi być inna”. To brzmiało dumnie.
• Zmiana, 23 razy: dobra zmiana, zmiany jakości, procedur, formuły, sytuacji i funkcji, a nawet „nasz rząd cofnie te zmiany”. To przypominało trochę: „La donna e mobile”, „Kobieta zmienna jest”.
• Państwo, państwowy i państwowość, 21 razy: nasze państwo, Szanowni państwo!, przedsiębiorstwa państwowe itp. To budziło szacunek.
• Wielki i wielkie, 15 razy: wielka droga, wielka miara, wielkie środki, wielki plan, wielkie wyzwania, wielka ilość nowych miejsc pracy, wielkie osiągnięcia, rezerwy, nawet wielkie klęski żywiolowe. To było imponujące.
• Sprawiedliwość i sprawiedliwy – 13 razy. To było pozytywne.
• Prezydent, 4 razy, w tym „Panie prezydencie!”, „we współpracy z panem prezydentem” oraz „świętej pamięci pana prezydenta”.
• Media, 4 razy. Były wyjaśnienia: „Inaczej jest w przypadku mediów publicznych” oraz „Obywatel ma prawo do rzetelnej i obiektywnej informacji”. Będzie inaczej. To było obiecujące.
• Pokora, tylko 2 razy, raz w kontekście: pokora, praca, umiar, roztropność i skuteczność. To było bardzo ewangelickie.

Najciekawsze jest jednak chyba to, co nie pojawiło się w expose.

• Niepełnosprawność. W exposé była jedna „roztropność” i dwie „odpowiedzialności”, ale ani razu „niepełnosprawność”. Może to i zrozumiałe. W Polsce jest tylko 5 460 000 osób niepełnosprawnych. Oraz ich opiekunowie, którym (opiekunowie dorosłej osoby niepełnosprawnej) rząd PO, całkiem niedawno, w bólach, podwyższył zasiłek opiekuńczy do 520 zł miesięcznie przy kryterium dochodowym 664 złote miesięcznie na osobę (w rodzinie opiekuna i podopiecznego łącznie). Po co więc wspominać w expose niepełnosprawnych? Pani Premier zaapelowała jednak do wrażliwości poselskiej, cytuję:„Ale drodzy państwo, szczególnie wy, którzy w tej chwili tak ożywiliście się siedząc na sali zastanówcie się, czy nie jest wstydem dla polskiego państwa, dla nas wszystkich, że dzisiaj w Polsce…”. „Czy to nie jest wasz wstyd?” Mowa była o dzieciach i biedzie. Podobno dzieci też bywają niepełnosprawne.

• Pani Premier w expose wykazała natomiast troskę o osoby starsze (1 raz, w kontekście opieki zdrowotnej, konkretnie w zdaniu, cytuję: „A więc osobami starszymi”) oraz starsze pokolenie (też 1 raz, cytuję: „Możliwości zapewnienia przez państwo godnego życia starszemu pokoleniu uwarunkowane są głównie poziomem PKB. Mechanizmy gromadzenia środków na te cele to w istocie kwestia techniczna”. To było bardzo wyczerpujące.

• Ukraina i Rosja nie ujawniły się statystycznie. Słowa nie padły. Wschód przestał istnieć, choć w świadomości społeczeństwa chyba nadal istnieje „Smoleńsk” i „wrak”, jedno do wyjaśnienia, drugie do odebrania. Nie wiem, co o tym myśleć.

Na końcu zacytuję literaturę piękną: „Ja z wami razem już nic nie odczuwam: ta chmura, którą widzę pod sobą, ta czarność i ciężkość, z której się śmieję; to wasza chmura brzemienna ciszą. Wy spoglądacie w górę, gdy(ż) chcecie podniesienia. Ja patrzę na dół, bom jest wyniesiony”. Tako rzecze Zaratustra.

W istocie rzeczy ani się nie śmieję, ani nie czuję się wyniesiony. Mam tylko w sobie wahania, niepewność, pytania. I statystykę jako aparat poznawczy.

Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 6: Przygotowania

To już dzisiaj – pomyślał Premier i wstał zza biurka, aby rozprostować nogi. Niepokój i troska mieszały się w jego głowie jak zupa gotująca się na wolnym ogniu. Miał wrażenie, że słyszy bulgotanie. Musiał przygotować się do największych rozgrywek w bieżącym sezonie. Wszyscy się przygotowywali. Założył krótkie spodenki, solidne ochraniacze na kolana i łydki, przez głowę naciągnął koszulkę. Zastanawiał się nad czymś przez chwilę, po czym machnął ręką. Obuwia nie wkładał. Miał je w bagażniku samochodu.

Założę je dopiero przed wyjściem na murawę – postanowił. Podszedł do lustra i ocenił się. Podobała mu się własna sylwetka; emanowała determinacją i duchem walki. Miał o co wałczyć, był przecież premierem rządu.

Walczyć, ale fair, a nie bezpardonowo i bez zasad, jak ten platfusowaty kołek – mruknął do siebie. Ten kreator oskarżeń i fałszywej rzeczywistości! Nie chciał wymawiać jego nazwiska. Mierziło go. Nie było zresztą potrzeby. I tak wszyscy wiedzieli, o kogo chodzi. Było ich tylko dwóch. Dwóch rozgrywających. On i ten drugi. Reszta to płotki, drobiazg bez znaczenia.

Jego rozmyślania przerwał sygnał telefonu komórkowego, którego numer znali tylko najbardziej zaufani współpracownicy i żona. Premier słuchał uważnie przez kilkadziesiąt sekund.

Nie zapomnijcie tylko zabrać narzędzi i wszystko starannie przygotować. Kończę, bo nie mam już czasu. Do szybkiego zobaczenia. Nara – niedbale rzucił do mikrofonu jak papierem do kosza na śmieci.

Wychodząc z gabinetu umocnił w sobie przekonanie, że musi zadać swemu największemu przeciwnikowi ostateczny cios. Plany, myśli i ostre słowa zostawiał dla siebie; publicznie demonstrował spokój i opanowanie. Był oględny w słowach.

Chyba dlatego większość ludzi uznaje mnie za człowieka zrównoważonego i spokojnego. Ale to nie będzie trwało wiecznie – doszedł do wniosku wsiadając do samochodu, który czekał na niego przy krawężniku.

Na drugim końcu rozległego budynku sejmowego do rozgrywek przygotowywał się Kaczan, przewodniczący Partii Nowych Kreacjonistów, najostrzejszy krytyk rządu i Partii Ewolucjonistów.

PE! Pieprzone Elementy! – z gniewem wymawiał te słowa, kiedy myślał o Słabosilnym i jego partii. Nie znosił go. Jego buty, kłamstw, nieudolności. A przede wszystkim jego ostatniej wygranej. Kiedyś sam był wygrany, ale krótko. Tylko dwa lata.

To przecież tylko nędzne pół sezonu. Dobre i to – pocieszył się. Jego zespół był wtedy najlepszy.

Chętnie utopiłbym tego gnojka w kałuży brudnej wody deszczowej, gdybym tylko wiedział, że mnie nie złapią – nie była to myśl, którą dzieliłby się z kimkolwiek. Ale jego ludzie i przyjaciele i tak o tym wiedzieli. Wiedzieli i podzielali jego uczucia. Cieszyło go to, ponieważ jednoczyło to partię. Ale jak zdobyć zrozumienie i poparcie większości społeczeństwa? – pytanie to nieprzerwanie przewalało się w jego myślach jak worek ze starociami, z którymi niewiadomo co zrobić.

Nie idzie nam zbyt dobrze. Może dlatego, że nie mamy jeszcze rzetelnego programu politycznego. Tylko dobre hasła. Porzucił powracające automatycznie myśli i skoncentrował się. Z szafy wyjął duży pakunek zawierający strój do gry w polo i zaczął ubierać się. W pierwszym rzędzie włożył nowiutką koszulkę polo i spodnie do konnej jazdy, a następnie wysokie buty. Wszystkie akcesoria były najlepszej marki, zostały nabyte w specjalistycznym sklepie w Londynie. Poczuł się lepiej. Przerwał ubieranie się, sięgnął do szuflady biurka i wyjął z niej rewolwer. Przyjrzał mu się i uśmiechnął się. Sprawdził zawartość magazynka i sięgnął po dodatkowy magazynek. Nie wiadomo, co może się zdarzyć na takiej imprezie – mruknął do siebie uspokajająco. Po ubraniu się zaczął wciskać do wielkiej torby obły ciemny przedmiot o dużych gabarytach. Mocował się chwilę przeklinając. To przyda się później – mruknął w końcu z zadowoleniem, kiedy udało mu się pokonać oporny materiał. Mógł pakowanie zlecić swojemu pracownikowi lub ochroniarzowi, ale pewne rzeczy wolał robić osobiście. Nie należał do ludzi łatwo obdarzających innych zaufaniem.

Zbliżający się zmierzch zarzucał dyskretną sieć spokoju na rywalizacje i nienawiści polityczne. Rozglądając się po gabinecie, czy czegoś nie zapomniał, Kaczan nieprzerwanie roztrząsał pomysły i sytuacje, analizował i planował. Walka polityczna stała się wulgarna i prostacka – tak uważało wiele ludzi. Jak ją ucywilizować? – nikt nie znał na to odpowiedzi. Tego był pewien. Jego to nie męczyło. Wręcz przeciwnie. Dobrze czuł się w wirze oskarżeń, wątpliwości i niepewności. To był jego styl. Tylko tak mógł wygrać z przeciwnikiem: obudzić powszechną niepewność i niechęć społeczeństwa do rządzących i ich poczynań – pomyślał zamykając drzwi wyjściowe na trzy klucze. Kwestionować wszystko, co robią. Oskarżać. Obarczać winą – to dobra strategia.

Opuszczając gabinet nacisnął klamkę i sprawdził, czy dobrze zamknął. Ruszył w kierunku małego prywatnego parkingu, gdzie czekali na niego ludzie ochrony i zaufani współpracownicy. Zatrzymał się zanim doszedł do rogu budynku. Rozglądnął się. Wokół nie było nikogo. Wahał się. Po chwili zawrócił i jeszcze raz sprawdził, czy drzwi zostały dobrze zamknięte. Inspekcja wypadła pomyślnie. Przywódca Partii Nowych Kreacjonistów odetchnął z ulgą i uspokoił się.

 

Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 5: Narada

Zaproszeni nie mieli pojęcia, czego naprawdę dotyczyć będzie narada u prezydenta ani jak długo będzie trwać. Wezwano ich w trybie pilnym bez bliższych wyjaśnień.

Dowiecie się państwo na miejscu. Mogę tylko powiedzieć, że to bardzo ważne i poufne spotkanie. Nie mogę nic więcej ujawnić – sekretarka prezydenta mówiła przytłumionym głosem jakby bała się, aby jej nie podsłuchano. Na spotkanie oprócz Premiera zaproszeni zostali marszałkowie Sejmu i Senatu, minister spraw wewnętrznych oraz minister spraw zagranicznych. Obecny miał być także doradca polityczny prezydenta.

Prezydent spóźnił się czternaście minut. Nie było to do niego podobne, gdyż zawsze był bardzo punktualny. Cenił sobie punktualność. Kiedy wchodził do gabinetu, wszyscy siedzieli już jak na rozgrzanych węglach. Premier był zdecydowany opuścić Pałac Prezydencki nie czekając ani chwili dłużej.

Wydatny brzuch i krótkie nogi głowy państwa nie tworzyły najlepszego wrażenia. Nie miało to jednak większego znaczenia. Był popularny. Inne, pozytywne cechy zadecydowały, że człowiek o tak nieatrakcyjnej posturze i wyglądzie wybrany został na najwyższy urząd w państwie. Prezydent był doskonałym mówcą i wytrawnym graczem politycznym. Znany też był ze stanowczego charakteru. Niektórzy nazywali to uporem. Nikt jednak nie kwestionował jego oddania dla społeczeństwa i kraju. Wielu uważało go za prawdziwego patriotę.

Prezydent przywitał się, przeprosił za spóźnienie i zaprosił obecnych do Małego Gabinetu. Gestem ręki wskazał miejsca w niezbyt wygodnych fotelach. Przedstawiciel sił zbrojnych nie jest nam potrzebny. Ja jestem wodzem naczelnym – wyjaśnił prezydent lakonicznie. Uśmiechnął się przy tym dziwnie jakby chciał zdezorientować obecnych, czy żartuje czy mówi poważnie.

Przepraszam, że zaprosiłem państwa w nagłym trybie. Sytuacja kraju to dyktuje. Dzisiaj otrzymałem kolejny raport wskazujący na znaczne pogorszenie się atmosfery politycznej. Walka polityczna prowadzi nasz kraj na manowce. Powiedzmy sobie szczerze: nikt nad tym nie panuje. Ani ja, ani parlament, ani pan, panie premierze. Słabosilny nie oponował, nie było sensu zaprzeczać prawdzie. W Małym Gabinecie czuło się napięcie.

Coraz gorzej jest też z nadzieją na poprawę sytuacji – kontynuował prezydent. Społeczeństwo nie ufa politykom. Nie znosi ich. Nie wezwałem jednak państwa po to, aby przelewać z pustego w próżne i mówić to, co wszyscy i tak już wiemy – prezydent przebiegł wzrokiem po obecnych. Wyczuł raczej niż zauważył natężoną uwagę i pewien niepokój. Postanowił nie przeciągać spotkania.

Za kilka dni odbędą się ostatnie przed wyborami parlamentarnymi rozgrywki sportowe partii i organizacji politycznych. Sportowe Igrzyska Polityczne to nasza tradycja. Każdy lubi komuś dokopać – zażartował. Zniechęcony brakiem pozytywnej reakcji audytorium, szybko wymazał uśmiech z twarzy.

Po cichu organizuje się ogromną demonstrację w dniu otwarcia igrzysk – Prezydent podniósł nieco głos, aby podkreślić rangę wypowiadanych słów. Nie wiemy, kto to wymyślił ani kto za tym stoi. Mogę jedynie domyślać się. Wygląda mi to na ryzykowny a może i niebezpieczny eksperyment społeczny. Niektórzy przywódcy partii politycznych pod pozorem rozgrywek sportowych chętnie rozprawiliby się z przeciwnikami politycznymi. Byłaby to wielka kompromitacja dla politycznego establishmentu jak i dla całego kraju. Może nawet coś bardziej niebezpiecznego niż kompromitacja. Rozgrywek nie można zakazać, ponieważ nie ma takiego prawa. Organizatorzy uzyskali już formalną zgodę władz lokalnych. Teren rozgrywek znajduje się kilkanaście kilometrów poza granicami administracyjnymi stolicy, gdzie wśród terenów leśnych jest w budowie wielki kompleks sportowy.

Nastała chwila milczenia. W pobliżu stołu konferencyjnego zaczęła krążyć mucha. Jej uparte brzęczenie kojarzyło się z przysłowiową ciszą przed burzą.

Życzyłbym sobie, aby sportowe rozgrywki partii politycznych przyniosły korzyść całemu społeczeństwu, a nie tylko zwycięskim zespołom i entuzjastom sportu. Przesilenie społeczne jest nieuniknione. Może objawi się ono właśnie w rywalizacji sportowej, która jest wyrazem rywalizacji politycznej? Partie polityczne traktują wygraną swojej drużyny jak zwycięstwo polityczne. Nie jest to tak bardzo niezrozumiałe i nielogiczne. Cieszyłbym się, gdyby rozgrywki sportowe pokazały społeczeństwu, które siły polityczne najbardziej zasługują na jego zaufanie swą grą i zachowaniem swoich kibiców, a które są najsłabsze sportowo i najbliższe zachowaniom antyspołecznym i anarchii.

Panie prezydencie! Czy ten eksperyment społeczny, jak pan to nazwał, nie jest zbyt niebezpieczny i czy w związku z tym nie powinien go pan zakazać? Konstytucja daje panu stosowne uprawnienia. Impreza jest pod pańskim patronatem, co nie jest bez znaczenia – sugerował premier, który pierwszy zabrał głos po zakończeniu wystąpienia głowy państwa.

Prezydentowi nie podobała się sugestia premiera.

Chce, abym za niego i innych wybierał gorące kasztany z ognia. Cholerny Leon. Wydaje mu się, że jak jego imię oznacza lwa, to jest naprawdę lwem. Obydwa Leony zalazły mi już za skórę: ten drugi, bo jest nieprzytomnie agresywny i ten tutaj, ponieważ nie umie go poskromić. Zachowuje się wobec niego jak stara panna na wydaniu wobec spóźnionego fatyganta do ręki. Po wyładowaniu w myślach negatywnych uczuć wobec szefa rządu i jego głównego przeciwnika, prezydent udzielił odpowiedzi.

Myślałem o tym i powiedziałem sobie: nie! Są to największe na kontynencie rozgrywki sportowe partii i organizacji politycznych, gdzie wszyscy spotkają się z wszystkimi, aby się skonfrontować. W naszym kraju sport ma niezwykle wysoką rangę, pełni role symboliczną i przewodnią. Powiedziałem sobie: wóz albo przewóz. Albo wygrają siły porządku i spokoju, albo wichrzyciele i anarchiści. Proszę nie cytować mojego ostatniego zdania, gdyż nigdy go nie wypowiedziałem. Mam nadzieje, że wygrają ci, którzy są lepiej przygotowani, bardziej zdyscyplinowani, przekonywujący i godni uznania społecznego. Mam już dosyć dwuznaczności, która formacja polityczna najbardziej nadaje się do rządzenia krajem w imieniu społeczeństwa. Niechby to się rozstrzygnęło choćby i na stadionie! – kilka sekund później prezydent zacisnął zęby na dolnej wardze z uczuciem niezadowolenia z niefortunnie sformułowanej wypowiedzi. Schylił się do swojego doradcy do spraw politycznych i podzielił swoją obawą. Moje ostatnie zdanie wypadło co najmniej niezręcznie. Nie sądzisz? Rozstrzyganie sporów politycznych na stadionie! Co za fatalne sformułowanie!

Nie uważam, że było tam cos niestosownego. Proszę się nie martwić, nikt nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy są przyzwyczajeni do takiego myślenia. Polityka i rywalizacja idą razem ręka w rękę. Czy to rywalizacja sportowa czy inna, to jest bez znaczenia.

Prezydent odetchnął z ulgą tym bardziej, że nikt nie zamierzał zadawać dalszych pytań. Odebrano jego komunikaty jako zupełnie zrozumiale.

Rozgrywki sportowe partii i organizacji politycznych miały wymiar znacznie szerszy niż sport. Były równoległe i związane z rozstrzygnięciami natury politycznej. Kto wygra na stadionie, wygra prawdopodobnie w wyborach! – Premier Słabosilny nie musiał przekonywać siebie do tego hasła. On w nie wierzył. Wiedział, że musi przywalić Kaczanowi w rozgrywkach, jeśli chce ostatecznie i zdecydowanie przekonać społeczeństwo do siebie i swojej partii. Jego rozmyślania przerwał Prezydent, aby dokończyć przesłanie wciąż błąkające się w jego głowie.

Nie jestem jedyny, który przywiązuje wielką wagę do rozgrywek i ich wyników. Działam w porozumieniu ze środowiskami społecznymi, które podobnie jak ja przejmują się losem kraju. One będą organizatorami igrzysk, które odbędą się dokładnie od dziś za dwa tygodnie. Dodam, że sugerowano mi, że sędzią głównym igrzysk będzie ktoś, kto umie radzić sobie z kłopotliwymi sytuacjami na największych imprezach sportowych. Komitet organizacyjny Sportowych Igrzysk Politycznych powiadomi państwa o bliższych szczegółach imprezy. Sam nie mam nic więcej do powiedzenia. Sugeruję przygotować się do tych rozgrywek szczególnie starannie. Strzeżonego pan Bóg strzeże!

Wychodząc z Pałacu Prezydenckiego Premier Słabosilny podzielił się swoimi odczuciami i wątpliwościami z towarzyszącymi mu ministrami. Miał do nich pełne zaufanie.

Nie sądzicie, że ostatni fragment wypowiedzi Prezydenta zabrzmiał ostrzegawczo?. Co ten szczwany lis z wydatnym brzuchem miał na myśli? W ogóle to całe spotkanie było dla mnie niejasne. On gra jakąś dwuznaczną rolę. Mówił tak, jakby chciał, aby nasza partia i rząd na imprezie sportowej dokonali konfrontacji z Kaczanem i opozycją w celu pokazania społeczeństwu, kogo należy obdarzyć zaufaniem i władzą w najbliższych wyborach parlamentarnych. Prezydent zachował się jak Piłat, który umywa ręce i obarcza nas odpowiedzialnością za to, co stanie się w trakcie Igrzysk.

Wiesz co, Leon? To brzmi może i nonsensownie na pierwszy rzut oka, ale nie jest takie głupie. Musimy się nad tym porządnie zastanowić w wąskim gronie i stworzyć plan gry. Nie pod orkiestrę prezydenta ani Kaczana, ale naszą własną. Z muzyką skomponowaną przez rząd i odtańczoną przez nasz zespół. Mam nadzieję, że to, co powiedziałem nie zabrzmiało zbyt po indiańsku – Minister Spraw Wewnętrznych zatrzymał się po zakończeniu wypowiedzi. Wraz z nim zatrzymali się jego towarzysze. Trzej prominentni przedstawiciele Partii Ewolucjonistów popatrzyli po sobie ze zrozumieniem, skinęli głowami na znak aprobaty i podali sobie ręce na krzyż. Sześć dłoni splotło się w uścisku przymierza, którego celem było zwycięstwo.

Prawie noworoczny wywiad z Przewodniczącym PiS

Koniec roku jest czasem podsumowań. Zebrania myśli, zastanowienia się, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Większość z nas ma swoje własne poglądy, niektórzy wolą kierować się poglądami innych osób, które uważają za przywódcze i wizjonerskie.

Przewodniczący PiS, które jest drugą siłą polityczną w Polsce, okazał się osobą otwartą i szczerą. To raczej rzadka cecha u polityka. A może miałem szczęście uzyskując ten wywiad?

Panie przewodniczący! Jestem zaszczycony Pańską zgodą na udzielenie wywiadu.

Nie ma za co dziękować. To mój pierwszy wywiad udzielany przedstawicielowi Australii. Proszę zadawać pytania, bo mam mało czasu. Chyba pan wie, że jestem bardzo zapracowany. Nie mam nawet czasu chodzić na posiedzenia Sejmu. Są one zresztą nudne i małowartościowe.

Proszę mi wobec tego powiedzieć, nad czym pan teraz pracuje. Setki tysięcy osób pasjonuje się Pańską działalnością.

Pracuję nad nową strategią mojej partii, która w najbliższych wyborach parlamentarnych powali na kolana Platformę Obywatelską. Ich rząd od dłuższego czasu trzeszczy w szwach.

Skąd to trzeszczenie?

To pan nie wie? Afera goni aferę, nadużycia, nieudolność, niekompetencja, niemoc, wyprzedaż majątku narodowego, złodziejstwo, fatalny stan gospodarki, nieporadność, impotencja, indolencja, drętwota, letarg, marazm i apatia. Mógłbym jeszcze wymieniać dłużej. Ale po co?

Strasznie dużo tego „nie”. Czy pan widzi w działaniach rządu choćby jedną pozytywna rzecz?

Nie, nie widzę. A pan? Jeśli pan widzi, to niech pan wymieni.

Spróbuję. Na przykład budowa autostrad, mostów i wiaduktów. To kawał rzetelnej roboty. Większość osób tak uważa. A drugie, to dobra organizacja Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej.

No, ale pan zalał! W naszej ocenie to dwie największe klęski ostatniego dwudziestolecia. My zbudowalibyśmy autostrady wcześniej, więcej, lepiej i dużo taniej. A mistrzostwa? Przecież to gorzej niż nędza. Na samym początku haniebna klęska. Minister Sportu zupełnie nie przygotowała polskiej drużyny do mistrzostw. Mógł jej w tym pomóc premier, ten piłkarz od siedmiu boleści. To akt zdrady narodowej. Rząd zrobił wszystko, aby tylko przypodobać się Niemcom i Rosji.

Nad czym skoncentruje się PiS w przyszłym roku?

Na dobrej robocie.

A konkretnie?

Na pogłębianiu patriotyzmu, odbudowie tożsamości historycznej, wyjaśnieniu przyczyn katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, ściągnięciu wraku samolotu do kraju, budowie pomników ofiar katastrofy, przemarszach pod Pałac Prezydencki dla podtrzymania wiary i patriotyzmu.

Toż to prawie wszystko sprawy przeszłości! A gdzie sprawy dnia dzisiejszego? I najbliższej przyszłości? Zdobycie i dobre wykorzystanie dotacji z Unii Europejskiej, ochrona zdrowia, leki, edukacja, bezpieczeństwo obywateli, zwalczanie bezrobocia, rozwój infrastruktury, pomoc dla osób najuboższych, poprawa sytuacji osób niepełnosprawnych, poprawa funkcjonowania kolei, ułatwienia dla biznesu, usprawnianie aparatu sprawiedliwości, kultura i tysiące innych podobnych spraw.

Nie musi pan mi o tym przypominać! Sam wiem o tym najlepiej. Zajmiemy się tym, kiedy dojdziemy do władzy. Dzisiaj są sprawy ważniejsze. Te, które wymieniłem.

Kto wam będzie wam pomagać w realizacji waszych celów?

Te grubo ponad 30 % obywateli, które według sondaży popierają PiS oraz postępowe grupy kościoła i społeczeństwa. Wiem także, że rząd USA pozytywnie ocenia nasze inicjatywy.

Czy pan może wymienić te postępowe grupy kościelne?

Oczywiście. To wszyscy wiedzą. To Ojciec Rydzyk, jego kościół, jego radio, jego telewizja, jego wierni. Poza tym kilku biskupów i wielu księży parafialnych w mniejszych miejscowościach.

Czy zwróci się pan o pomoc także do Piotra Księdza Natanka? Ostatnio jest głośno o nim.

Dlaczego by nie? To bardzo postępowy duchowny. I wykształcony. Jest doktorem habilitowanym. Mówi prawdę wszystkim w oczy. To niektórym się nie podoba. Nie boi się mówić o grzechu, diable, jaskrawym malowaniu paznokci, tatuażach, muzyce techno i heavy metal, i o Szatanie. A wie pan chociaż, kogo on ma namyśli wymieniając Szatana.

Nie mam pojęcia.

Obecny rząd. Nie powiem, że polski rząd, tylko obecny rząd. Z premierem na czele.

Czy zaangażowanie Kościoła w sprawy doczesne to dobra rzecz dla państwa i obywateli?

Oczywiście, że tak. Kościół musi zaangażować sie głębiej w politykę i sprawy interesu narodowego, po to abyśmy mogli wspólnie odsunąć od władzy ludzi nieuczciwych, kłamliwych, nieumiejących rządzić. To nie są prawdziwi patrioci. To oni pogrążają nasz kraj w ciemnocie, ubóstwie i głupocie. My doprowadzimy kraj do dobrobytu i szczęścia. Moja w tym głowa!