Komiks pisarski. Niedobry dzień komandora. Odcinek 18.

To był potrójnie zły dzień dla komandora Jaroszki, dowódcy okrętu „Całą Naprzód”.

Najpierw oskarżono jego I-szego Oficera, Zbrojmistrza Sępa, że tworzy oddziały skautów (w tajnym kodzie zwane Defensa Popular), które w maskach gazowych, w hełmach z czarną lunetką i z nowoczesnymi dwururkami na plecach biegają po lasach i straszą grzybiarzy i spacerowiczów, potem najwyższy urzędnik, niejaki Nijaki, przemawiał na zjeździe apologetów niewinności, gdzie oklaskiwano pod niebo przewodniczącego Krzywej Przybudówki, chłopa wielkiego jak góra i jak zawsze nieogolonego, w końcu Zastępca Komandora ds. Kulturalnych pochylił głowę, coś omyłkowo przeczytał i przeprosił trzy białogłowy.

– Nikt niepotrzebnie nie straszy ludzi po lasach, nie bije braw przewodniczącym krzywych konstrukcji ani nie strzępi języka na przeprosiny. – Skomentował sucho około północy komandor Jaroszka wyrażając z niewyspania domniemanie (była głęboka, czarna noc i na dworze hulał wiatr, co potęgowało grozę sytuacji), że pasażerowie jego okrętu mogą wspomniane trzy potknięcia uznać za słabość osobistą załogi, a pośrednio i jego samego.

– Ależ Panie Komandorze, apologeci niewinności nie są pańskimi ludźmi a najwyższy urzędnik Nijaki nie należy do pańskiej załogi. – Wyjaśnił rzecznik Nijakiego zastrzegając się równocześnie, że jego pryncypał jest wprawdzie najwyższy, ale „oczywiście po Panu, Czcigodny Mistrzu”.

– Nie należy do mojej załogi …. – Powtórzył jak echo Komandor Jaroszka. – Może i nie należy, a może i należy, to zależy, jak się na to patrzy. W każdym bądź razie jestem jego ojcem chrzestnym, a on jest moim chrzestnym synem, a ojciec i syn to jedno, jak mówi Święta Księga. Musicie o tym pamiętać i nie powtarzać głupot.

Był zdenerwowany, bo kilka minut wcześniej śniło mu się, że tonął w bagnie własnych iluzji i urojeń na temat okrętu i pasażerów. Komandor był przesądny jak każdy kompleksowo wierzący człowiek.

Komiks literacki. Dance macabre. Odcinek 14.

W kabinie panowała ciemność. Komandor podszedł do bulaja i odsunął zasłonę, aby wpuścić do wnętrza szary dzień. Był poruszony. Nie chodzi o to, że ktoś go poruszył, tylko o widok, jaki ujrzał. Spodziewał się go, a mimo to był poruszony.

Za oknem odbywał się Dance Macabre. Z grobów wychodzili zmarli i wskazywali palcami w jego kierunku, jedni oskarżająco, inni życzliwie. Był przekonany, że większość patrzyła na niego życzliwie, ze zrozumieniem. Za nimi, na dalszym planie, stały rodziny zmarłych, smutne, niektóre wyraźnie porażone cierpieniem. Byli to aktorzy. Komandor zdziwił się, że byli oni smutni i cierpiący, gdyż był to tylko spektakl teatralny zorganizowany w celach rozrywkowych i badawczych. Dowódcę natychmiast otoczyli jego zastępcy i oficerowie, aby wyjaśnić mu niektóre szczegóły dotyczące spektaklu.

Kilka lat wcześniej nastąpiła potworna katastrofa, z nieba spadł na ziemię obiekt kosmiczny i pozabijał mnóstwo ludzi. Pochowani w ziemi, teraz powstawali z niej, aby odbyć makabryczny taniec. Zbrojmistrz Sęp, wybitny znawca teorii nieszczęść, z głębokim przekonaniem i błyskiem w oku przekonywał, że obiekt kosmiczny rozpadł się w powietrzu, a nie rozbił o ziemię, i że osoby wywołane z ziemi to potwierdzą i udokumentują ponad wszelką wątpliwość. Do Zbrojmistrza dołączył Oficer ds. Prawa Morskiego, określając sytuację krótką komendą „Prawo jest prawem” i wyrażając przekonanie, że należy je stosować w sposób bezwzględny, jeśli służy ono dobrym społecznie celom.

– My, załoga statku, dowodzonego przez komandora Jaroszkę, jednoczymy się z wami w bólu. – Wymawiając te słowa oficer zwrócił elegancko nieogoloną twarz do rodzin stojących za wykonawcami makabrycznego tańca i dodał dla pocieszenia: „Prawo jest prawem, nawet jeśli wywołuje w was żal, ból i wściekłość”. Po namyśle, a może i bez namysłu, bo wszystko miał zakodowane w ścisłym prawniczym umyśle, dyskretnie przeprosił komandora, że spektakl nie odbył się po cichu, głęboką nocą, tak, jak powinien, aby nie wzbudzać zaniepokojenia, bo przecież nie ma się czym niepokoić. Komandor i sztab oficerski uznali, że rodziny będące przeciwnikami spektaklu ogarnęła niepotrzebnie gęsta mgła szaleństwa, typowa dla jednostek egoistycznych, dążących po trupach do celu.

Zapadło grobowe milczenie. Nikt nie bił braw, ponieważ wszyscy zachwycali się scenerią Dance Macabre i grą aktorską, jak również oryginalnością pomysłu i wyrafinowaną reżyserią spektaklu. Najwyższe gremia artystyczne, akademie sztuk pięknych i baletu, zgodnie uznały, że Dance Macabre przejdzie do historii tańca i teatru jako jedno z najwybitniejszych osiągnieć artystycznych komandora Jaroszki i jego załogi.