Konkurs improwizacji politycznych wybitnych aktorów z Polski i zagranicy

Pow wow humour, by Lilyu, public licence

Miałem sen, jak to ja. Śnił mi się konkurs politycznej improwizacji teatralnej, z udziałem wybitnych aktorów polskich i jednego zagranicznego, wysokiego, dobrze ucharakteryzowanego i utytułowanego. Trudno mi było zgadnąć we śnie, kto to był. Mówią, że to prawdziwy celebryta. Nie za bardzo rozumiem, bo na przykład wśród piosenkarzy celebryta to artysta, który w czasie spektaklu wypina goły tyłek na publiczność, a ona nadal go kocha. Może nawet jeszcze więcej.

Aktorzy występowali parami, ich rolą było odegranie jednej określonej scenki teatralnej. Krótko mówiąc, mieli improwizować.

Scena 1: Na zapleczu teatru.

Aktorzy Obama i Duda, imion nie pamiętam, stoją bardzo wysoko na jakiejś potężnej górze, na samym szczycie. Grają. Są ubrani jak farmerzy amerykańscy w drodze do kościoła, w elegancko odprasowane garnitury. Tytułują się, że niby są tacy ważni.

– President Duda! Zrób coś, chłopie, wreszcie z tym trybunałem, bo udzielę ci reprymendy.

– President Obama. Nie mogę, naprawdę nie mogę. Płacze. He will kill me! He will kill me! On mnie zabije! Powtarza dwa razy.

– Who will kill you? Kto cię zabije? – Pyta te wyższy i podnosi brwi. Tutaj jest bardzo bezpiecznie. Sam przecież organizowałeś ten konkurs.

– Mr Kaczynsky. You do not know him! Aktor łka jak dziecko. Widać, że odczuwa wewnętrzny ból niemocy. Gra doskonale.

– I see. OK. Do not worry. Nie martw się. Zróbmy to tak. – Proponuje Amerykanin. – Ja niby to będę udzielać ci reprymendy, a ty tylko będziesz patrzeć na mnie z niemym wyrazem twarzy, że niby jesteś taki zaskoczony. Będziesz usprawiedliwiony w oczach tego okrutnika.

– Dobrze! Doskonale! – Podchwytuje niższy aktor. Oklasków nie ma, bo wszyscy czekają, że będzie ciąg dalszy.

Scena 2 Otwarta na salę teatralną. Widzowie, kamery telewizyjne i inne akcesoria.

Występuje aktor Duda przebrany za prezydenta. Zapytany przez podstawionego na widowni dziennikarza o szczyt tej góry wygłasza swoją kwestie. Robi to swobodnie, z uśmiechem, wielkie aktorstwo widoczne jak na dłoni, tak bardzo, że każdy patrzy na swoją dłoń. To siła sugestii. Ja również patrzę, ale nic nie widzę, bo trwa głęboka noc.

– Szczyt udał się nadzwyczajnie, To najwyższy szczyt i najpiękniejszy, jaki widziałem w życiu. Rewelacja. Thank you very much, President Obama, for coming here. Dzięki wejściu na ten szczyt jesteśmy teraz lepsi, zasobniejsi, szczęśliwsi i bezpieczniejsi.

Zabiera głos aktor Obama, też przebrany za prezydenta. – Wasz demokracja jest nadzwyczajna,. Rewelacyjna, boska. Dużo starsza, niż myślałem. I admire you sincerely. Podziwiam Was szczerze. Przesyła dłonią pocałunek w kierunku sali. – Ale musicie coś zrobić z tym waszym Constitutional Tribunal. Wymawia słowa jakoś tak śmiesznie, ale chyba wszyscy rozumieją, bo się cieszą. Aktor kontynuuje. – To nie słowa się liczą, ale to, co robicie na co dzień, wolność prasy, praworządność. Wygląda i mówi bardzo poważnie. Lekki dreszcz przechodzi widzów. Aktorstwo pierwsza klasa. Wszycy mu wierzą.

Nasz aktor nie jest gorszy. Jest nawet może i lepszy, gdyż patrzy Obamie prosto w oczy i na usta, widać tylko jego lewy profil, wzrok ma mroczny. Nie odzywa się. Jest marmurowy jak pomnik. Rewelacja. Wszyscy biją brawo. Nie chcą przestać. Myślę, aby się w obudzić, bo ile można słuchać klaskania. Przestają.

Scena 3. Otwarta na cały kraj.

Na scenie dobrze odżywiony aktor. Bardzo znany. Słynny Prezes. Taki pseudonim, pod którym znają go nawet dzieci z przedszkola. Wszycy biją mu brawo. Jest ubrany w togę, widać od razu, kogo gra. Wielkiego przywódcę. Szychę. Takiego, co to wszystko może.

– I jak panu podobał się szczyt na tej górze? Komu zawdzięczamy jego wspaniale przygotowanie? – Pada pytanie z widowni.

Aktor patrzy nieufnie, jak to tylko on potrafi, kto zadaje mu pytanie. Kiedy rozpoznaje, że to kobieta, obdarza ją łagodnym spojrzeniem i na odległość całuje ją w rękę, niezwykle szarmancko. Za chwilę jego spojrzenie staje się ostre jak … jak nie wiem, co. Bije od niego niezwykła siła przekonywania. Niektórzy to odbierają jak powiew wielkich skrzydeł husarskich, podmuch Historii (z dużej litery, bo mała już się zużyła).

– Szczyt był niezwykle udany. – Oświadcza wielki aktor. – Dzięki komu? – Od razu zadaje pytanie. Wszyscy zgadują prawidłową odpowiedź. Napięcie dramatyczne rośnie. Widać wysiłek na twarzach, podobnie jak i na jego twarzy. Następuje zespolenie audytorium z aktorem. Boska gra! – I mnie ogarnia zachwyt, choć to tylko sen.

– Dzięki naszemu znakomitemu Antoniemu Macierewiczowi, Ministrowi Armii, naszemu Gołębiowi Pokoju. On jeden to wszystko zorganizował, własnoręcznie. Antoni jest boski w organizacji, bez niego kot by tu nawet nie miauknął. Aktor rozgląda się za kotem. Cisza, jak makiem zasiał. Wszycy są pod wpływem.

Nagle ktoś, chyba nieprzytomny, albo nie z tej epoki, wyrywa się głupio, niezręcznie.

– A Prezydent Duda? Jakie zasługi on ma dla tej góry? Dla tego szczytu.- Poprawia się.

Wybitny aktor patrzy niemo na salę. Cudowna gra. Wszyscy delektują się, kilka osób mlaska z zachwytu, jakby jedli przewyborne, historyczne już, śmietankowe lody Calypso. Znowu syzyfowy wysiłek na twarzy aktora, kiedy usiłuje sobie przypomnieć nazwisko. Napięcie audytorium osiąga apogeum. Większość kobiet i niektórzy mężczyźni szczytują. Pozostali tylko o tym marzą. Taki jest los człowieka. – Myślę we śnie.

– Duda? Duda? Powtarza aktor. – Nie przypominam sobie. Po chwili uśmiech szeroki jak ława poselska rozjaśnia jego twarz. – A! Ten Duda! Przepraszam, zamyśliłem się głęboko. Zupełnie o nim zapomniałem. Jeszcze raz przepraszam. Napięcie opada. Aktor kłania się głęboko. Widzowie są wzruszeni, wstają, sala aż huczy od braw.

Aktorów to my mamy pierwszej klasy. W niczym nie ustępujemy zagranicy, przynajmniej tej zachodniej, bo Wschód ma też rewelacyjny teatr. Trochę im ustępujemy, ale tylko w uzbrojeniu sceny teatralnej. Ale to sprawa chyba drugorzędna. Najważniejsze jest dobre aktorstwo.

Nowa atmosfera w Sejmie. Dni rozwagi, skupienia i miłości.

Book_of_Ezekiel_Chapter_1-1_(Bible_Illustrations_by_Sweet_Media)Po pomyślnym rozwiązaniu sprawy aborcji, Prezes poprosił opozycję („po raz ostatni”, jak wyjaśnił) o dni rozwagi, skupienia i miłości. Prośbę natychmiast przyjęto; w Sejmie powstał Komitet Pokoju, łączący sercami partię rządzącą i trzy partie opozycyjne.

Czwarta partia została wyłączona.

– To partia niepoważna i hałaśliwa; biegają po scenie z gitarami, w ciężkich wojskowych buciorach. – Wyjaśnił uprzejmie Prezes. – Nie rozumieją, czego naprawdę pragniemy. Samym śpiewem niewiele ugramy, a przecież nam chodzi najbardziej, wam oczywiście mniej, o naszą ukochaną ojczyznę. Trzy ostatnie słowa wypowiedział z dużej litery. – Znacie mnie, bracia! – Kontynuował. Jestem człowiekiem konsekwentnym. Jak powiedziałem przed wyborami parlamentarnymi, że wymienimy w kraju wszystko, od sprzątaczek w radach nadzorczych po kamasze na uzbrojeniu armii, to słowa dotrzymuję. – Jeszcze raz serdecznie was proszę o zaniechanie swarów i wojny, którą prowadziliście z nami od dłuższego czasu. Zrozumcie, kochani, jesteśmy najbardziej pokojową partią na świecie. Ubiegamy się w tej sprawie o zapis w Księdze Guinnessa. Świętej pamięci Matka Teresa z Kalkuty przy nas to zwykła buntowniczka!

Trzej opozycjoniści wybuchnęli śmiechem z ogromnej radości, że wreszcie wróciły normalne czasy; rechotali i rechotali jak pijane żaby na wiosnę. Prezes mruknął wyrozumiale „spoko” i czekał, aż się uspokoją. Nie przemawiał już więcej. Powtórzył tylko łagodnym głosem prośbę o pokój do zakończenia Dni Młodzieży i wyjazdu Ojca Świętego z Polski.

– Jak tylko skończy się ten okres, od razu poprawimy wszystko. Obiecuję wam z głębi serca, że jeszcze tej samej nocy opublikujemy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, a prezydent natychmiast, bez zwłoki, jak tylko wróci z nart w Himalajach, zaprzysięgnie tych biednych trzech sędziów, którzy wskutek własnej nieuwagi zagubili się w statystyce. Zawsze chcieliśmy to zrobić, tylko nam przeszkadzano.

Kiedy skończył, wybuchł serdecznym śmiechem z radości, jaką sprawił obywatelom swoją wypowiedzią i dobrocią serca. Zza sceny dobiegły oklaski klakierów wynajętych przez Suwerena, cieszącego się z powrotu pokoju i normalności. Wszystkie partie polityczne zbratane w uścisku podjęły taniec, poważnie, cicho stąpając w miejscu, w ciżemkach zamiast woskowych buciorów, aby nie ranić uszu Prezesa.

Na wieść o pokoju w Sejmie, naród otworzył usta z zachwytu i zdumienia. Zrozumiał, że partia rządząca zmieniła się o całe 360 stopni i że teraz wszystko pójdzie jak z płatka. Ludzie pragnęli ściskać Prezesa, co drugi nawet całować go po rękach. Prezes przyzwyczajony do hołdów uśmiechał się dobrotliwie na wiadomość o pieszczotach, jakie mu oferowano.

Na scenę społeczną wróciła normalność. Obywatele rwali się do telewizorów, aby oglądać wiadomości, odwoływano karetki pogotowia, odkładano do lamusa białe kaftany. Rząd ogłosił święto „Wiosny Pokoju”. Wszyscy już rozumieli, że obietnica Prezesa to rzecz pewniejsza niż skała. Zagranica też to zaważyła. President Obama poprosił natychmiast o audiencję u Prezydenta Dudy, aby poinformować go, że dla uczczenia tej wspaniałej chwili oddaje cały arsenał militarny swojego kraju do dyspozycji Ministra Obrony Narodowej, słynnego także w USA Anthony Matsierevitsch’a.

– God bless you, dear Yaroslav. I love you! – Krzyknął President Obama przed odlotem do Waszyngtonu. Do piersi tulił malutkiego pluszowego żuberka podarowanego mu przez polski rząd na wspomnienie Puszczy Białowieskiej zjedzonej przez korniki.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.