Kierunek Twitter

Tak bardzo nie mam nic do powiedzenia, że chyba powinienem zostać premierem. Pani premier sama prawie nie zabiera już głosu na temat obrony narodowej, polityki zagranicznej oraz współpracy z prezydentem. Są to sprawy wyłączone do osobistego użytku osób uprzywilejowanych przez los.

– A co ja się będę mieszać się w takie głupoty, jak inni robią to lepiej? – Premier odpowiedziała sama sobie patrząc w lustro, po czym rzuciła w nie pantofelkiem, który z związku ze zbliżającą się zimą i rosnącą stopą życiową będzie zmieniać na wysokie buty zimowe.

Tęgość naszego rządu wyraża się dzisiaj w ciele raczej niż czynach, z wyjątkiem oczywiście reformowania wszystkiego, co się rusza, a nawet tego, co od dawna nie wykazuje znaków życia. Jak zauważyłem, w górę wagowo idą nie tylko Amerykanie, ale i nasz Prezes, Premier oraz Minister Spraw Zagranicznych. Tęgość jest oznaką statusu, przykładem są choćby dawni chińscy mandaryni. Cieszy mnie, że mamy swoją wagę w skali międzynarodowej.

W reformowaniu jesteśmy mocni. Reformujemy siebie i innych. Idąc w ślad mistyków i proroków rządowych postanowiłem i ja się zreformować. Z Facebooka przechodzę na Twitter, na którym już zamieściłem ponad 20 tweetów. Na Facebooku będę zamieszać głównie fragmenty mojej twórczości literackiej (książki, opowiadania itp.).

O Twitterze Wikipedia mówi, co następuje: „Twitter jest modny wśród elit i chętnie wykorzystywany przez osoby publiczne, w tym m.in. przez polityków, dyplomatów, publicystów i dziennikarzy. Swoje profile na Twitterze mają także gazety, czasopisma, instytucje państwowe, firmy, ośrodki medyczne, celebryci itp. Tweety znanych osobistości (np. papieża, prezydenta USA i RP) nierzadko przygotowują specjaliści ds. komunikacji.”

Bądź elitarny, zapisz się na Twitter i śledź Michaela Tequilę. Nazwisko jest alkoholizowane, łatwe do zapamiętania. Jeśli jego tweety Ci się spodobają, daj swój „like”, jeśli nie, skop je w …., określ je mianem p…., albo wyraź swój słuszny gniew w inny jeszcze bardziej twórczy sposób.

Oto kolejny fragment mojego opowiadania jako zachęta do zakupu książki „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. Humoreski i inne opowiadania":

„Racjonalny umysł Arturo Cwikly żywił ciepłe uczucia dla intuicji, przeznaczenia i czasu. Arturo wierzył w Nowy Rok, jako wyodrębniony moment w czasie. Równie dobrze mógłby uwierzyć, że noga zaczyna się od kolana albo od kostki, ponieważ Nowy Rok jest w istocie Starym Rokiem, który powiedział: – Dzisiaj odradzam się w niewiadomym celu. Bo czas nie ma celu. „A może ma?” – zadał sobie pytanie Arturo, Argentyńczyk słowiańskiego pochodzenia. Jego ojciec był imigrantem z Czech, człowiekiem niezamożnym, ale ambitnym, który pragnął zapewnić jedynakowi wysokie wykształcenie. I zapewnił, choć przez śmiercią nie był już pewien, czy jego decyzja była słuszna, ponieważ Arturo – zamiast poświęcić się karierze naukowej – oddał się namiętnościom.

Arturo był człowiekiem wolnej woli, ateistą z wyboru, który zdecydował się zapomnieć, kto spłodził go na początku długiej linii ewolucji i jakie wynikały stąd konsekwencje. Zignorował swoich przodków, uważając, że to los przypisał mu rolę mężczyzny i miejsce w życiu. W Boga nie wierzył. Ateizm był jego wiarą, a zarazem formą sieroctwa, samotności i odosobnienia”.

Przerywnik literacki „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco”. Poprzednie dwa wpisy to podróże hiszpańskie.

Dla rozrywki przedstawiam fragment opowiadania z mojej niedawno wydanej książki „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco i inne opowiadania”. Recenzje tej książki są powyżej na górnym pasku menu pod przyciskiem „Opowiadania – recenzje”.

Tego przedpołudnia, mimo niewątpliwych zachęt do życia ze strony natury i sąsiadów, Abuelo wyraźnie opadł z sił. W głowie mu się kręciło, a ręce i nogi latały mu jak u paralityka. Był to nieudawany objaw syndromu niespokojnych nóg. Nabył go stosunkowo niskim kosztem, włócząc się godzinami po mieszkaniu z powodu bezsenności, a następnie umocnił, chodząc często do lekarza. Po drodze modlił się, aby go nie wyleczono, bo chciał umrzeć. Lekarz spełniał jego milczące życzenia nieudzielania mu pomocy, ponieważ wizyty u niego nie dawały skutku. Abuelo nie musiał go prosić ani przypominać się, co było bardzo miłe. Był zresztą zbyt dumny, aby poniżać się prośbami w tak trywialnej sprawie.

Oprócz niedomagań starości, była również inna ważna przyczyna, przez którą nie widział sensu dalszego życia. Przywódca partii rządzącej przez aklamację, Kacyk, obiecał mu złote góry, a on nie potrzebował złota. Abuelo myślał o biedakach, którym nic nie obiecano, choć bardzo prosili. To go dobijało, bo był człowiekiem współczującym. Co do zakończenia życia, to chciał, aby było ono godne, aby go pamiętano, a pamięć po nim była życzliwa, nie byle jaka, kończąca się z chwilą wyjścia żałobników z cmentarza.

Wobec przeciwności losu Abuelo nie pozostawał bezczynny. Jak tylko poczuł, że go oszukano, podobnie jak jego rodzinę, przyjaciół, znajomych i tysiące innych obywateli, stworzył sobie plan. Chodziło o ratowanie społeczeństwa, całego, z wyjątkiem tych, którzy uczestniczyli w spisku. Wybory i ich rezultat uważał za spisek. Plan traktował poważnie a zarazem radośnie. Żadne tam smutki, rozpacze, niepokoje, co się stanie i jak to będzie. Dla jego pomyślnej realizacji musiał zmienić się trochę, ale nie za dużo. Problemem było to, że miał ciemniejszą cerę, która wyróżniała go w tłumie. Niewiele ciemniejszą, tylko o jeden odcień. Musiał ją rozjaśnić. Znał się na kolorystycznych niuansach, bo lubił obrazy i sam malował w przeszłości. Ciemniejszej karnacji nie uznawał za przeszkodę, tylko za utrudnienie, coś, co daje się wyeliminować.

Zachęcam do zakupu. Książka jest we wszystkich księgarniach.