Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 41: Detektyw Cavano włącza się do akcji

Sefardi przemyślał sytuację i postanowił wziąć sprawę w swoje ręce, zaczynając nie od głowy, ale od ogona. W klubie miłośników wynalazczości wyszukał detektywa. Pamiętał go jeszcze z dawniejszych czasów, kiedy przedstawiał swoje poglądy na temat wynalazków w zegarmistrzostwie. Był to starszy mężczyzna, nieaktywny już zawodowo. Cieszył się dobrą reputacją i nazywał się Cavano.

Spotkali się w parku, na ławce przy stawie, gdzie pływały kolorowe kaczki krzyżówki. Poznał go z łatwością. Mężczyzna nie postarzał się wiele. Nadal miał obfitą czuprynę, krócej przystrzyżoną i więcej siwizny na skroniach. Wyglądał na zmęczonego, jego oczy straciły nieco blasku. W chwili, kiedy rozpoczęli rozmowę, powróciło mu dawne lśnienie oczu, zmarszczki złagodniały, a twarz odzyskała świeżość. Nudził się na emeryturze, do której namówiła go żona i chętnie zgodził się na spotkanie. Sefardi widział znowu tego samego człowieka, pełnego wigoru i chęci działania. Wyjaśnił mu, czego potrzebuje.

– Chodzi mi o ustalenie, jak Barras Blawatsky wynagradza swoich ludzi, jaki jest ich poziom dochodów i jakie mają majątki. Oficjalnie nie sposób uzyskać takich informacji, ponieważ oni ściśle przestrzegają zasad nieujawniania nikomu uposażeń.

– Jeżeli okaże się niemożliwe zdobycie info o dochodach, to może da się ustalić, ile wydają lub inwestują. To bywa łatwiejsze i też pokazuje w przybliżeniu poziom zamożności – zasugerował Cavano.

Słuchającemu dziwnie zabrzmiało określenie „info”. Detektyw użył je wymawiając jakby z lubością. Sefardi uznał to za drobne dziwactwo. – To dobre do poczty elektronicznej – pomyślał, nie zastanawiając się nad tym dłużej.

– Sądzi pan, że mogłoby to być łatwiejsze? Ludzie wydają pieniądze na tyle różnych rzeczy.

– Mam swoje sposoby. Nie chodzi zresztą o wszystkie wydatki tylko o te największe: zakup domu, ziemi, samochodu, wyjazd na dłuższy urlop lub wakacje. To daje pojęcie, czy ktoś wydaje pieniądze tak, jakby miał kopalnię złota, stanowisko prezesa firmy czy też dobrze uposażonego urzędnika.

Sefardi wymienił trzy nazwiska osób niedawno mianowanych na wysokie stanowiska. Wyjaśnił, dlaczego ci ludzie interesują go w szczególności. Nie ukrywał swych podejrzeń, uważając, że im więcej detektyw będzie wiedział, tym lepiej dla śledztwa. Cavano zadał jeszcze kilka pytań. Pytanie o swoje wynagrodzenie skwitował prosto.

– Zwróci mi pan poniesione wydatki. Może nawet nie wszystkie, ponieważ niektóre rzeczy robię dla przyjemności. Być może nie będę pana obciążać kosztami objazdu ciekawych posiadłości. Lubię takie przejażdżki. Jesteśmy zresztą po tej samej stronie barykady.

Oświadczenie detektywa Sefardi przyjął jako potwierdzenie bliskiej znajomości i solidarności. Przyjaciele, bliscy znajomi i miłośnicy jego wynalazków chętnie okazywali mu pomoc. Był to atut bycia znaną osobą.

Cavano ustalił adresy zamieszkania osób wskazanych przez Sefardiego. GPS bezbłędnie doprowadził go do pierwszej posiadłości. Z odległości, aby nie wzbudzać podejrzeń, obejrzał rezydencję przez lornetkę. Informację o jej wartości znalazł w oświadczeniu podatkowym właściciela, kiedy był jeszcze parlamentarzystą. Na szczęście nie pomyślał o jej usunięciu z rejestru. Dla pewności chciał sprawdzić transakcję zakupu posiadłości. Tej jednej nie znalazł, miał więcej szczęścia z dwiema pozostałymi posiadłościami. Wobec braku zapisu transakcji skontaktował się z agentem nieruchomości i umówił na spotkanie. Pozując na klienta zapytał, czy przypadkiem właściciel jej nie sprzedaje.

– Piękne miejsce, zadbany ładny dom, akurat coś dla mego syna. Przejeżdżałem tamtędy, podobało mi się. Może akurat właściciel zechce ją sprzedać, może ma jakieś plany. Jeśli nie teraz to może później. Pytam o to, bo a nuż mam szczęście – Cavano rozgadał się na temat syna, jak dobrze mu się powodzi i jak serdeczne są między nimi stosunki. Agent handlu nieruchomościami cen zakupu nie pamiętał, ale podał mu, ile mogły w przybliżeniu kosztować, po czym przeprosił, że nie może mu poświęcić więcej czasu z uwagi na spotkanie z następnym klientem. Cavano poprosił go o wizytówkę, dziękując mu z pomoc i wyrażając nadzieję, że syn zechce skontaktować się z nim, aby coś dla niego znalazł. Stojąc już przy samochodzie spojrzał przez wielkie okno biura. Mężczyzna rozmawiał z sekretarką, śmiał się. Cavano miał wrażenie, że mówi o nim, ponieważ dwa razy uniósł w górę rozłożone ręce w geście charakterystycznym dla niego, kiedy wyrażał zdziwienie lub niepewność. Przeszło mu przez myśl, że na pewno nazwał go starym gadułą. Nie zmartwiło go to; cieszył się, że dzięki spotkaniu uzyskał to, czego potrzebował.

W następnym dochodzeniu poszło mu gorzej. Pojechał na miejsce, obejrzał rezydencję z frontu i z boku, od strony młodego lasu sosnowego, po czym zapukał do sąsiada naprzeciwko, aby zapytać, czy ktoś nie sprzedaje domu w pobliżu. Przedstawił mu wypraktykowaną już historię syna poszukującego domu w okolicy. Sąsiad okazał się nieufny albo rzeczywiście nic nie wiedział. Odpowiadał niechętnie tłumacząc się, że mieszka pod tym adresem od niedawna, zerkając do drugiego pokoju, gdzie krzątała się żona, jakby od niej oczekiwał pomocy lub ratunku.

W pobliskim miasteczku Cavano również nie znalazł nikogo, kto mógłby mu pomóc. Dwaj lokalni agenci handlu nieruchomościami okazali się nieobecni. Prawdopodobnie niewiele by to pomogło, ponieważ na tym terenie bardziej aktywni byli pośrednicy z centrum kraju. Detektyw miał jeszcze kilka innych kontaktów, okazały się jednak nieprzydatne. Miał już zrezygnować i wrócić do domu, kiedy przyszedł mu do głowy inny pomysł. Nie było to nic nadzwyczajnego, miał już wcześniejsze doświadczenia. Jedynym jego mankamentem było to, że wymagał więcej czasu i cierpliwości.

Skrót recenzji powieści Michaela Tequili „ Sędzia od Świętego Jerzego”: http://michaeltequila.com/?page_id=39

Skrót recenzji opowiadań Michaela Tequili „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco”:http://michaeltequila.com/?page_id=1265