Pierwszomajowe anatomiczne spojrzenie Iwana Iwanowicza na świat

Iwana Iwanowicza spotkałem jak zwykle przy chodniku. Stał zamyślony i gapił się przed siebie. Spojrzał na mnie spode łba i powiedział:

– Pierwszy maja zaczął mi się wrednie, choć niesamowicie. O godzinie szóstej piętnaście, jak w pysk strzelił, zrobiłem sobie kawy, cały kubek, i wyszedłem na balkon. Wstawał słoneczny dzień. Najpierw usłyszałem głosy ptaków, potem głośne szuflowanie lub zamiatanie chodnika szczotką wykonaną z żelaznych wiórów, następnie dzwony kościelne, a jak te umilkły, głośne krakanie znad rzeczki. Chwilę potem, jak wielka tęcza ukazała mi się na całej szerokości nieba ogromna, goła dupa.

W tym momencie zdałem sobie sprawę: takie jest życie! Jeśli tego głośno nie powiedziałem, to tylko z obawy, że mi ludzie nie uwierzą. Mogą oglądać gołe pośladki codziennie i to większej ilości, a starszemu, doświadczonemu człowiekowi nie uwierzą!

Dziś tylko mogę wierzyć samemu sobie i nielicznym innym osobnikom, interesującym się wszystkim, co ważne w życiu: astronomią, genetyką, sztuczną inteligencją, Kim Dzong Unem, który jednym naciśnięciem grubego palucha może postawić pod ścianą 10 milionów ludzi w Korei Południowej, literaturą kryminalną, filozofią, psychologią, polityką, sztuką, transhumanizmem, milionami ludzi umierających z głodu w Afryce czy choćby erotycznymi marzeniami I Prezesa.

Jeśli nie masz szerszych zainteresowań i wrażliwego sumienia, to jesteś zakuty łeb. I nawet o tym nie wiesz. To jest smutne!

Iwan Iwanowicz był wyraźnie rozdrażniony. Krytyczny i niedwuznaczny. Patrząc na mnie swymi zmęczonymi od niewyspania oczami, kontynuował tyradę:

– Na przykład czytelnictwo w naszym kraju. Czyta zaledwie 37 czy też 38 procent dorosłych osób. Co to jest za liczba!? To czysta nędza, jeśli weźmie się pod uwagę, że są to osoby, które przeczytały co najmniej jedną książkę w roku! Wyobraża pan sobie!? Jedną książkę w roku! Tych którzy przeczytali ponad dziesięć książek w roku jest tylko zaledwie dwanaście procent. A wie pan, jaka część społeczeństwa czyta w Czechach? Około dziewięćdziesięciu procent Jesteśmy w większości analfabetami i prymitywami a uważamy się za dumny i mądry naród, bo mamy osiągnięcia ekonomiczne, ładne domy i samochody. Okropność. To gorsze niż kret w sypialni, który powyrywał ci wszystkie klepki na podłodze.

Współczesność, drogi panie, parcieje na potęgę. Wokół widzi się ludzi zaślepionych obrazkami, jak nerwowo przebiegają palcami po smartfonie, oglądając zdjęcia swoje, swoich dzieci, przyjaciół i idoli. Narcystyczne samozapatrzenie!

Zupełne PRL tylko w nieco innym kierunku. Demokracja dała nam wszystko, a my co? Zamiast spojrzeć szerzej na świat, patrzymy samym sobie w oczy i zastanawiamy się: czy ja jestem OK, czy jestem ładna, czy jestem zgrabna, czy jestem mądry, dostatecznie bogaty, czy moje dziecko umie pływać, jeździć na koniu, na łyżwach i na rowerze, tańczyć w balecie, grać mistrzowsko w szachy i układać klocki Lego we wzory matematyczne! Orzą w te biedne dzieci, aby tylko zaspokoić swoje niezaspokojone ambicje. Albo czy zrobiłem sobie dostatecznie dużo zdjęć selfie?

– Wie pan co? – Iwan Iwanowicz spojrzał smutno na mnie. Wyglądał jak łotr z krzyża zdjęty.

To chyba dlatego powiedział:

– Czy mogę się dziwić, że w tych warunkach świat jawi mi się dzisiaj jak ogromna biała dupa? Absolutnie nie. I Sekretarza partyjnego zastąpił nam I Prezes, obydwaj uwielbiają władzę niezależną do ludzi, stanie na piedestale i wskazywanie kierunku marszu pod dyktando. Dzisiaj wszystko to kojarzy mi się anatomicznie.

Malkontent splunął na dłoń, uderzył kantem drugiej dłoni, i powiedział:

– Jeśli ślina poleci w prawo, to się powieszę, jeśli w lewo, to się utopię. Tak czy inaczej coś zrobię. Może nawet pójdę na marsz pierwszomajowy, aby przypomnieć sobie jak wyglądają czerwone flagi i lewica.

Michael Tequila – książki https://tinyurl.com/y895884p

0Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 162: Hipologia

Hipologia stała się autentyczną pasją Josefa. Zapisał sobie i zapamiętał jej fachową definicję „nauka traktująca o koniu, jego budowie, fizjologii, filogenezie, hodowli i chowie”, aby nie stracić z pola widzenia nawet najmniejszej cząstki wiedzy także o sobie samym. Dzięki studiom poznał słynne konie starożytności, Bucefała, Incitatusa, współczesności, czempionkę Pianissimę, umiejącego porozumieć się z ludźmi Mądrego Hansa, długowiecznego Old Billy, w końcu konie przerastające literacką sławą wszelką wyobraźnię: mówiącego Bri, Jolly Jumpera zwanego Wesołkiem, Rosynanta sprawnego w walce z wiatrakami, ośmionogiego Sleipnira oraz szybkiego i mądrego Swadelfari’ego.

Josef sporządził sobie krótką listę zwycięzców najsłynniejszych zawodów rydwanów w starożytności oraz zwycięzców późniejszych zawodów hippicznych, notując, któremu ze słynnych koni postawiono pomniki. Co do Cefali, to sam wymyślił taką nazwę dla konia, którego cesarz Neron uczynił senatorem.

Studiowanie obrazów, opisów, historii i pomników koni pozwoliły Josefowi docenić ten niezwykły gatunek. Poznanie genetyki doprowadziło go z kolei do głębokiego przekonania, że koń i człowiek nie są sobie tak bardzo odlegli, jak myślą ludzie, ponieważ są one związane ze sobą nićmi ewolucji niby dwa pasma włosów w warkoczu. To mu ogromnie odpowiadało, gdyż zrozumiał, że nie powinien doszukiwać się wyższości konia nad człowiekiem lub odwrotnie. Nie potrzebował już tłumaczenia, który gatunek jest lepszy czy gorszy i dlaczego.

Tej nocy śniło mu się królestwo niebieskie, po którym biegali w jednym zaprzęgu człowiek i koń, obydwaj wspaniale umięśnieni. Potem między nimi pojawił się trzeci osobnik, Centaur, i tak już zostało do końca snu. Po przebudzeniu Josef żałował, że snów nie można nagrywać na taśmie filmowej lub zapisywać w jakikolwiek inny sposób.

Zbieranie i opracowywanie przysłów o koniach okazało się nowym, pasjonującym zajęciem, choć wcale nie łatwym. Josef spisał wszystkie przysłowia w jednym miejscu, wykonując iście encyklopedyczną pracę. W odróżnieniu od innych zajęć traktował tę pracę – nie wiadomo dlaczego – z lekkim przymrużeniem oka. Od razu pozwolił sobie na pewną manipulację. Przysłowie „Zrobić kogoś w konia” wykluczył, uznając, że niesłusznie degraduje ono konia do małości ludzkiego myślenia o innych istotach. Podobne zdanie miał o przysłowiu „Ma łeb wielki jak koń”. Łeb zaakceptował, ponieważ był to termin naukowy stosowany w weterynarii, ale samo porównanie uznał za niezgodne z zasadami poprawności politycznej.

Historia konia trojańskiego zaskoczyła Josefa nieporadnością interpretacji. W jego ocenie koń trojański nie był żadnym podstępem, ale pozytywnym aktem wyzwolenia Troi spod jarzma satrapy Priama. Sam koń był istotą wolną, bez krępującej ciało uprzęży, masywnie zbudowaną. W swoim wnętrzu miał dostatecznie dużo miejsca, aby wojownicy mogli czuć się wygodnie i nieskrępowanie, bawić się mieczami, być może nawet cicho grać na organkach taniec z mieczami.

*****

W miarę nabywania wiedzy Josef coraz mocniej odczuwał potrzebę dzielenia się z ludźmi i końmi swoją wiedzą i przemyśleniami. Podświadomie zdawał sobie sprawę, że były też inne przyczyny, mianowicie obecność zgrabnych klaczy, które ludzie nazywali oni kobyłami, co wydało mu się niestosowne. Wyobraził sobie, że jego nazywają wałachem i zimno mu się zrobiło. Wolał widzieć siebie pod postacią wysportowanego ogiera, sprawnego i imponującego samemu sobie, nie mówiąc o klaczach.

Bur Bury i Ifigenia, kiedy usłyszeli o jego przystąpieniu do Klubu Aktywistów Końskich i jego aktywności w Internecie, szczerze mu pogratulowali. W związku z nominacją na członka klubu Josef przeszedł chrzest bojowy; musiał przebiec półmaraton, w trakcie którego jurorzy oceniali jego sprawność, sylwetkę i maniery. Na szczęście nie patrzyli mu zęby, co go ucieszyło, bo nie znosił tego rodzaju inwazji w swoją prywatność. Członkostwo w klubie dało mu uprawnienie umieszczania flagi Republiki Koni na kantarze lub innej część ubioru końskiego. Od tej pory zawsze pamiętał, zwłaszcza w Dzień Ogiera i Wałacha, Dzień Klaczy i Kobyły, Światowy Dzień Konia i podobne święta, o fladze ze złotym wizerunkiem Centaura.

Angażując się społecznie, Josef mimo woli zaniedbał się osobiście; mniej ćwiczył, lecz dobrze się odżywiał, w związku z czym utył. W przeddzień jego urodzin Ifigenia i Bur Bury pamiętali, aby kupić mu w upominku figurę Centaura, porcelanową, z jego pyskiem. Był tym zachwycony, dawno już nie przeżywał takiej ekstazy, tym bardziej, że podejrzewał, że wciąż dawano mu środek uspokajający, co go wyciszało. W dzień urodzin chyba nic mu nie dodano do jedzenia, ponieważ był wesoły jak rozbiegany źrebak.

 

3Shares