Komiks literacki. Bractwo krytykuje komandora. Odcinek 24.

Komandor Jaroszka miał powody do zmartwienia. W Bractwie Kontynentalnym odbywała się narada na temat jego okrętu i kursu, jaki przyjął oraz łamania zasad ruchu na wodzie. Zarzucono mu wiele błędów, z którymi oczywiście nie zgadzał się z góry wiedząc, że będzie krytykowany. Brzuchaty staruszek z wyglądu, sangwinik z usposobienia, cholernie nie znosił krytyki. Jego podwładni nigdy go nie krytykowali i takie postępowanie uznał za standard do stosowania.

Sprawy komandorskiej w bractwie bronił doskonały adwokat, podobno profesor. W kategoriach bractwa klasyfikowano go w wadze koguciej, nazywał się zresztą Kogutek. Widać było, że podkarmiony był ziarnem namoczonym w ideologii i miał ostrogi na nogach. Bezpardonowo dał odpór zarzutom przewodniczącego bractwa, występującego w roli oskarżyciela.

Taktyka obronna Kogutka polegała na tym, że atakował Bractwo oskarżając je o nadużycia, podłe traktowanie swoich członków, nieudolność administracyjną, nieznajomość historii okrętu „Cała naprzód” oraz zadawanie ciosów poniżej pasa. Nie zapomniał też przygadać szpetnie przewodniczącemu, że w jego kraju prostytutki chodzą po ulicach tabunami a uczniowie ćpają narkotyki kilogramami. Coś było na rzeczy, bo przewodniczący zaczerwienił się jak burak.

Przemówienie Kogutka było tak płomienne, że rozpaliło umysły przedstawicieli kilku innych okrętów, którzy wystąpili w obronie komandora. Uczynili to także pomniejsi załoganci komandora, członkowie bractwa. Potępili oni bractwo pod względem religijnym, historycznym, administracyjnym, prawnym i każdym innym. Jeden z nich obsobaczył bractwo i popłakał się ze wzruszenia.

Przeciw komandorowi wystąpiła opozycja okrętowa, też nieźle walcząca, ale mniej liczna i mniej bojowa.

Dyskusja w bractwie niewiele zmieniła. Opinia kontynentalna i światowa z łatwością rozpoznały łgarstwa dochodzące ze strony komandora, który od czasu objęcia władzy zachowuje się jak pijany marynarz, łamiąc przepisy kodeksu morskiego oraz wartości, na których bractwo się opierało. Przy okazji dostało się co nieco Najwyższemu Urzędnikowi Nijakiemu, że nie nadzoruje przestrzegania przepisów.

Komandor Jaroszka był nie tylko rozżalony, ale i zły. Głównie dlatego, że tego samego dnia odbyła się na okręcie demonstracja religijno-patriotyczna upamiętniająca tragiczną historię okrętu, na której jego przemówienie zakłócała opozycja okrętowa wznosząc okrzyki w rodzaju „Łgarz” i „Nie wykręcaj kota ogonem”.

Spór między komandorem a opozycją okrętową, która stwardniała podobnie do liny namoczonej w smole, oraz między Komandorem i Bractwem Kontynentalnym trwa. Komandor pisze swój własny ciąg dalszy historii okrętu, opozycja swój, media publiczne swój, bractwo swój a obserwatorzy głupieją, słowem każdy dudek ma swój czubek czyli sytuacja rozwija się w sposób nieprzewidywalny.

To, że pan Bóg widzi te bezeceństwa i nie grzmi, może sugerować, że i on pogubił się w ocenach zdarzeń. 

Komiks polityczny. Nijaki i reforma szkół. Odcinek 4.

Początek jesieni przyniósł stęsknionym dzieciom i ich rodzicom ważną uroczystość – zapowiedź uzdatniania systemu szkół morskich. Reformie nadano nazwę „Płyń po morzach i oceanach”. Na prośbę kapitana Jaroszki wzięła ją w kształtne dłonie Oficer Kulturalno-Oświatowa, kobieta z charakterem i ustami pełnymi reformatorskiej pasji i nadziei.

Dotychczasowy system nie był zły, ale załoga bardzo pragnęła go poprawić, uczynić jeszcze lepszym i piękniejszym, pełnym kwiatów i radosnego gwaru młodzieży aspirującej do mądrości i rozwagi. Ludzie, którzy lubią skróty myślowe mówili, że w sumie chodziło o to, żeby przenieść szkołę z jednej komórki drewnianej do drugiej i przestawić dwa klocki, aby było tak, jak dawniej, czyli lepiej.

Na uroczystości przemówił Nijaki, zwany też Człowiekiem Bez Twarzy, postać niezwykle ważna i tajemnicza. Przybył w towarzystwie żony, niestety niemowy; nawet kiedy ją proszono, aby mówiła, to odmawiała, choć podobno bardzo pięknie śpiewa i to w różnych językach. Nijaki to najwyższy urzędnik administracji morza, może mieć nawet dwa i pół metra, tak jest wysoki. Nazywają go różnie i różnie o nim mówią. Że nie jest tym, kim jest, że się ukrywa przed samym sobą, że popełnił grzech, którego nie może sobie wybaczyć, że jest bardzo nieśmiały. To, co o nim wiadome i pewne, to widoczna część jego organizmu, zakończona okrągłą uśmiechniętą twarzą, która obraca się jak ptak na prawo i na lewo, do góry i w dół, bardzo szybko, aby zobaczyć, kto się do niej uśmiecha, a kto nie.

Kapitan Jaroszka zaprasza go regularnie na wszystkie imprezy, prywatne i państwowe, i często prosi, aby przy okazji coś mu podpisał, na przykład laurkę, kartkę imieninową albo manifest statkowy, bo ma ładny charakter pisma i umie kaligrafować. Nijaki lubi bardzo sporty wodne, dlatego chętnie przyjeżdża na statek, aby sobie popływać po oceanie na hulajnodze wodnej. W tym sporcie, jak sam wyznał, jest najlepszy na świecie i lubi robić sobie zdjęcia w kombinezonie sportowym oraz nowym, czerwonym kasku ochronnym, co powiększa mu głowę i dodaje jej dodatkowego splendoru.

Nijaki bardzo lubi i ceni kapitana Jaroszkę, który jest dla niego dobry jak ojciec, uważa go za prawdziwą legendę, nomen-omen i w ogóle geniusza. Ktoś kiedyś powiedział, że widział, jak kapitan przez omyłkę przydepnął Nijakiemu palce u nóg i to dwa razy, w dodatku boleśnie, ale Nijaki zniósł to bardzo męsko i nawet się uśmiechnął. Incydent okazał się plotką, choć nigdy nie wiadomo, co jest plotką, co kłamstwem, a co prawdą. O Człowieku Bez Twarzy mówiono też, że jest strachliwy od dziecka, i dlatego, w obronie własnej godności, lubi się podporządkować, bo – jak mówi kapitan Jaroszka – na statku „Ordnung muss sein”. Nijaki podziela ten pogląd, w dodatku uważa, że bez porządku to on też żyć nie może i dlatego, oprócz samego Pana Boga, tak bardzo czci i szanuje kapitana Jaroszkę.

– Kocham go jak ojca. – Powtarza sobie po cichu, aby nie zapomnieć powinności synowskich w obliczu nieuzasadnionych żądań, że powinien mieć własne zdanie. Kiedy takie niebezpieczeństwo pojawia się na horyzoncie, Nijaki mówi sobie „Nie ze mną takie sztuczki, Bruner”; jest to stare porzekadło ludowe, które pozwala mu odpędzić złe spojrzenia i niebezpieczne pokusy.