Piramida snów. Powieść fantastyczna. Odc. 6: Wieża Babel

Pogmatwane sny coraz bardziej męczyły Sefardiego. Odradzały się w piętrowym układzie, wrzuconym w tryby automatycznego mechanizmu powtórzeń. Był to właściwie jeden sen powielany wedle coraz bardziej skomplikowanego scenariusza, z coraz większą ilością niedopowiedzeń i dwuznaczności. Jego pałac miał teraz więcej pokoi, nowe wnętrza, wielkie łoże z baldachimem zmieniało kształt i miejsce położenia, Rolls Royce był jeszcze bardziej wyciszony, bardziej luksusowy i bogatszy w kolorze. Niezmieniony pozostał tylko wzór snu, składniki i kolejność zdarzeń. Znużony powtarzalnością i rosnącą komplikacją snu Sefardi zadawał sobie pytania:

– Po co ja śnię? Czemu to ma służyć?

W mocy snów tkwił jakiś absurd do kwadratu. Sefardi postanowił zmienić bieg wydarzeń; programował się w ciągu dnia powtarzając hasło, jakie sobie wymyślił.

Następnym razem, kiedy znalazł się w pałacu, nie dał się sprowokować uprzejmemu przypomnieniu szofera, że na podjeździe czeka na niego Rolls Royce, aby jak zwykle zabrać go na przejażdżkę. Odprawiwszy szofera, Sefardi podszedł do drabiny prowadzącej do nieba i zaczął się wspinać motywowany potrzebą zmiany scenariusza zdarzeń. Po niezbyt długiej wspinaczce drabina skończyła się; pojawiły się schody szerokie jak wiejska droga, pnące się ukośnie w górę przy ścianie nie znanej mu budowli wyglądającej jak masywna wieża.

Przypominałaby ona blok skalny, gdyby nie to, że wykonano ją z cegieł i małych bloków kamienia, zdobnych płytkimi reliefami przedstawiającymi drapieżne zwierzęta, głównie lwy, oraz konie. W ścianie pojawiały się co jakiś czas bramy; były to tylko atrapy, zamurowane lub zabudowane obciosanymi balami drewna. Sefardi nie miał czasu przyjrzeć im się bliżej; musiał uważać na mijających i wyprzedzających go ludzi pieszych, konnych i prowadzących wozy osadzone na wielkich skrzypiących kołach. Większość piechurów nosiła zmierzwione brody o barwie przybrudzonej miedzi oraz skołtunione włosy przypominające perukę gęsto poskręcanych loków. Ich ubiorem były gęsto tkane tuniki przypominające krótkie płaszcze, przylegające do ciała, wykonane z lejącej się materii. Gołe stopy mężczyzn chroniły solidne sandały, nad którymi widoczne były masywne łydki. Wszyscy poruszali się nie rozglądając się na boki, z zamglonym wzrokiem, jak automaty lub somnambulicy.

Kiedy Sefardi zastanawiał się nad niezwykłością wieży, ogarnęło go przeczucie, jakby kiedyś ją widział rozpadającą się w gruzy w ogniu piorunów. Było to tak mocne, że zaczął przyglądać się ceglano-kamiennej ścianie, szukając śladów ognia dla potwierdzenia, że wydarzenie naprawdę miało miejsce. Wobec braku dowodów uznał, że miał przywidzenie albo też wieżę zrekonstruowano.

Wkrótce dotarł do miejsca, gdzie w murze wykute było przejście do środka wieży. Po obydwu stronach wyłożono je niebieskimi płytkami z wizerunkami lwów o złowieszczo otwartych paszczach i groźnie uniesionych ogonach. Sefardi wszedł do środka i rozejrzał się. Rozpoznał ją natychmiast. Była to Wieża Babel, dobrze mu znana z obrazu Petera Breughla Starszego, tylko bardziej majestatyczna. Sefardi poczuł przyśpieszone bicie serca. Wieża była ostatnim, najwyższym piętrem jego piramidy. Wyżej był tylko bezmiar przezroczystego błękitu, przez który nawet w świetle słońca przebijały się odległe gwiazdy. 

Sefardi ruszył przed siebie, w wielki i zróżnicowany tłum dziwnych postaci. Nie miał chęci wracać; odzyskał wigor i chęci odkrywania świata. Postanowił pozostać tam tak długo, dopóki się nie znuży. Widział tak różne stroje, jakby pochodziły ze wszystkich stron świata i ze wszystkich epok historycznych, zupełnie jak w teatrze. Zatrzymywał się przy straganach z warzywami, owocami i wyrobami rzemieślniczymi, zadawał pytania, podchodził do grupek ludzi i włączał się w ich rozmowy, starając się jak najwięcej zobaczyć, usłyszeć i zapamiętać.

Nie od razu spostrzegł, że ich nie rozumie, ani oni jego. Poruszali się, gestykulowali, coś mówili; w istocie rzeczy otwierali tylko usta, przypominając somnambulików zatopionych w milczeniu. Sefardi zdał sobie sprawę, że żyje we współczesności, podczas gdy oni tkwili w przeszłości, w odległych czasach, stąd ich niezwykłe zachowanie i niemożliwość porozumienia się. Pomyślał, że ich ożywione twarze i sylwetki świadczą o używaniu narkotyków lub substancji halucynogennych.

Budząc się, Sefardi omalże nie spadł z łóżka. Stawiał nogę na ostatnim szczeblu drabiny, kiedy nagle zniknął mu z oczu. Resztki jego snu opadały na podłogę wiotkimi kłaczkami nie pozostawiając śladu po sobie. Sefardi pomyślał, że nie przeżył sugestywnego obrazu przeszłości, ale lustrzane odbicie przyszłości, rodzaj wizji, wyobrażenia nadchodzących zmian. Natychmiast zauważył podobieństwo między ludźmi z Wieży Babel i z otaczającej go teraźniejszości, z której wyłaniała się już przyszłość: ten sam zamglony wyraz twarzy, niewidzące spojrzenia, smartfony i tablety zastępujące amulety i talizmany, ten sam pośpiech i zagubienie w tłumie, mijanie się bez pozdrowienia, pęd ku nieokreślonemu celowi. Zdał sobie sprawę, jak wielu obywateli nie radzi sobie z rzeczywistością, z masowym przepływem informacji, niepewnością, niezdolnością oddzielenia prawdy od tysięcy drobnych kłamstw, jakimi wypełniona była sieć międzyludzkich kontaktów i powiązań. Atakowani przez dwuznaczne szczegóły, informacje i sygnały, ludzie bronili się zażywając leki, narkotyki, mówiąc dziwnym językiem, wtrącając obce słowa i przekleństwa, oraz zachowując się i ubierając się tak, aby zamaskować ucieczkę od rzeczywistości wymykającej się ich rozumieniu.

– Wieża Babel, jaką widziałem, to świat przyszłości, rodzący się na naszych oczach. Rzecz w tym, że w nawale spraw i zdarzeń nie zauważyliśmy tego jeszcze. Przyszłość jest naszym największym wyzwaniem. Nie to, co już złego się stało, z nami, z przyrodą, z atmosferą, ze zwierzętami, ale właśnie przyszłość. Czarno to widzę. – Zapisał w notatniku, dodając kilka szczegółów poczynionych obserwacji.

0Shares

Dogrywka negocjacyjna prezydenta Trumpa w Polsce. Cz 2.

W godzinach wieczornych prezydenci USA i Polski spotkali się ponownie. Bardzo przypadli sobie do gustu. Reprezentowali podobne poglądy, a układ gwiazd sugerował owocną współpracę.

President Trump podziękował serdecznie za doskonałą synchronizację przebiegu przemówienia.

– Kiedy wspomniałem Lecha Wałęsę, od razu wasi ludzie zaczęli buczeć. Fantastycznie to robicie. – Powiedział, po czym podjął długo oczekiwane zobowiązanie.

– Wypełnimy zasadę wspólnej obrony NATO wschodnich granic i obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Jest to postanowienie ważne na sześć miesięcy, po czym będzie automatycznie przedłużane. Okres wypowiedzenia: trzy miesiące. Takie mamy zasady.

President Kaczyński przyjął to oświadczenie ze zrozumieniem.

Następnie prezydenci wymienili się upominkami. President Trump otrzymał skrzydła husarskie, dla upamiętnienia chwały oręża polskiego pod Wiedniem. Od razu je przymierzył.

– Jak spotkam się z Putinem, to go wystraszę tym szumem! Fantastic! – Krzyknął, tak był ucieszony.

President Kaczyński otrzymał makietę muru, którym USA odgrodzi się od Meksyku. Była tak długa, że musiała być rozłożona na części.

– Doskonale! – Ucieszył się president Kaczyński. – Przyda nam się do umocnienia wewnętrznego podziału kraju.

Na zakończenie president Trump długo szarpał rękę Presidenta Kaczyńskiego; był to widomy znak szczerej przyjaźni. President Kaczyński odpowiedział poważnym ukośnym uśmiechem. Wszyscy wiwatowali. 

0Shares

Poufne rozmowy prezydenta Trumpa w Polsce. Cz. 1.

Na jaw wyszły ostatnio szczegóły poufnego spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Prezydentem Trumpem w dniu jego słynnego przemówienia na temat dziejów Polski. Mężczyźni zwracali się do siebie per „Mr President". Był tu pewien niuans językowy, ale tłumacz rządowy rozwiał go bardzo szybko: „Prezes” w języku polskim znaczy dokładnie „President” w języku angielskim.

Podjęto ważne zobowiązania. USA dostarczy Polsce gaz ziemny, pociski Patriot oraz będzie udzielać stałego poparcia idei Międzymorza z Polską w roli przywódcy. Podkreślono korzyści: dostawy gazu radykalnie zmniejszą zależność Polski od Rosji, a Międzymorze od Unii Europejskiej. President Kaczyński podkreślił, że pociski Patriot dobrze mu się kojarzą.

– Jesteśmy patriotami, nie wpuszczamy obcych do Polski. Mamy piękną tradycję.

President Trump powiedział a propos tradycji, że jest on spokrewniony ze znanym polskim rodem. President Kaczyński zainteresował się.

– Przestudiowałem drzewo genealogiczne. Mój dziadek wywodził się ze słynnego rodu Bufonów.

President Kaczyński nie pamiętał tego rodu. – Bardzo żałuję. – Wyjaśnił.

Dziękując za możliwość wystąpienia w Warszawie, president Trump wyjaśnił, że nie wspomniał roku 1989 w swoim przemówieniu, ponieważ ta część polskiej historii była dla niego niejasna. – Najważniejszy był wtedy Lech, ale chyba nie ten, o którym myślałem. Tak mi się wydaje. To delikatna kwestia, jak rozumiem.

President Kaczyński zobowiązał się do wyjaśnienia tej sprawy.

– Zmienimy wtedy podręczniki historii w USA. – Odpowiedział president Trump.

W międzyczasie obydwie pierwsze damy wymieniły się uściskami i uwagami na temat fryzur i sukni, oraz obiecały sobie wyjaśnić, na czym będzie polegać ich rola. – Dotychczas było to niejasne. – Zgodziły się.

Prezydenci złożyli przysięgi.

– I shall make my country great! – Pierwszy przysięgał president Trump. – Postawię mur większy niż chiński, oddzieli nas od Meksykan i muzułmanów.

– Uczynię mój kraj wielkim. – Szybko wyjaśnił tłumacz.

– Ja też uczynię mój kraj wielkim, ale nie potrzebuję muru. – Odpowiedział z przekonaniem president Kaczyński.- Mam ministra Błaszczaka, który już doskonale oddzielił nasz kraj od obcych. Nikt do nas nie przyjeżdża, nawet na zaproszenie. Zapraszamy serdecznie, ale oni mówią, że w Polsce im się nie podoba.

Temat ten bardzo zaintrygował Presidenta Trumpa, ale nie miał czasu go drążyć

0Shares