Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 24: Krótka historia Leo Kovina

Uczestnictwo w zebraniu przy krawężniku dawało mieszkańcom osiedla Aura szansę wyróżnienia się. Z okazji tej korzystali najchętniej Iwan Iwanowicz, Sefardi Baroka oraz Leo Kovin, przez niektórych mieszkańców osiedla uznawany za zboczeńca politycznego. Był to osobnik młodszy niż pozostali pretendenci do sławy osiedlowej, porywczy, o lekko skośnych oczach i wystających kościach policzkowych. Najbardziej wyróżniały go teorie, jakie głosił. Przyciągały one w szczególności ludzi młodych, dających się uwieść niespójnymi ideami ukrytymi w wielkich słowach. Jego najciekawszymi pomysłami było państwo uproszczone, całkowite zniesienie podatków oraz wysadzanie w powietrze bezużytecznych instytucji.

Najbardziej uwielbiali Kovina anarchiści umysłowi. Ich adoracja wyrastała z przekonania, że teoria niekoniecznie musi mieć choćby minimalną możliwość praktycznego zastosowania. Cieszył się on ich mirem tak długo, dopóki jego kolejna żona lub dorastające dziecko nie wybiło im z głowy uwielbienia wykazując bezpłodność intelektualną mistrza. Najtrwalszą z teorii Kovina był polityczny podział mieszkańców kraju na kategorie ludzi, zwierząt, gadów i płazów. W sprawie owadów, poruszających się po otwartej przestrzeni oraz drobnych zwierząt hodowanych w mieszkaniach, które pominął w swojej teorii, na co zwrócono mu uwagę, wypowiedział się niezwykle prosto:

– Kto by zwracał uwagę na takie gówno! Koncentrujmy się na sprawach naprawdę ważnych dla obywateli.

Inną zasługą Kovina dla społeczeństwa było uszczęśliwienie czterech kobiet w trzech małżeństwach i jednym konkubinacie oraz spłodzenie pięciu dorodnych synów, najwyraźniej przypominających ojca obecnością przyrodzenia. Wzmianka o tym szczególe podobieństwa wprowadzała go w mroczny nastrój, ponieważ wiązała się z poglądem głoszonym za jego plecami, że to nie on ojcował całemu potomstwu. Był to zarzut nikczemny, gdyż partnerki Kovina wypowiadały się o jego jurności życzliwie, o ile w ogóle coś mówiły. Najczęściej, już po rozpadzie związku, machały tylko ręką lub odpowiadały skrótowo „Szkoda strzępić języka”. Wcześniej nie korzystały z przywileju wypowiedzi, ponieważ Kovin dla wprawy lub z czystej życzliwości ręcznie wypominał im błędne poglądy. Było powszechnie wiadomo, że w obejściu i w łóżku był panem i władcą. Mimo dwuznacznej reputacji kobiety lgnęły do niego jak niedźwiedź do miodu.