Hiszpania 5: Gerona, zabytki, historia i lwica do całowania

Gerona (j. hiszpański, wym.: cherona) lub Girona (j. kataloński, wym.: dżirona). Girona me emociona – to tytuł broszurki informacyjnej. Miasto założone przez rzymskiego wodza Pompejusza około roku 79 p.n.e., 103 km na północ od Barcelony i 60 km od granicy francusko-hiszpańskiej. Na wycieczkę do Gerony pojechaliśmy autobusem.

W pamięci zapadły mi:

• Katedra NMP (Catedral de Santa María), budowa od XI do XVIII wieku, posiada jedną nawę o największej rozpiętości na świecie, jeśli chodzi o architekturę gotyku i drugą największą w świecie chrześcijańskim po bazylice św. Piotra w Rzymie. Do katedry prowadzą ogromne schody, 99 stopni, na których nakręcano, jak sobie przypominam, jeden z filmów Gwiezdne Wojny.

• Mury obronne z czasów rzymskich (Muralla Romana), rozbudowywane w wiekach późniejszych, można po nich chodzić. Rozpościera się z nich imponujący widok na miasto. To kilkudziesięciometrowy, chyba najwyższy mur, jaki widziałem.

• Przez miasto płyną cztery rzeki: Ter, Onyar, Galligants i Güell. Rzeka Onyar ma wody tyle, co kot napłakał, z mostu widać w niej wielkie karpie, wedle słów przewodniczki najgorsza i najtańsza ryba w tym regionie.

• System rowerów miejskich Girocleta, ma kilkanaście punktów wynajmu i przyjmowania rowerów wokół centralnej części miasta. Rozmawiałem z pracownikiem. Korzystanie z roweru jest bardzo proste: zarejestrowanie się i wyrobienie karty abonamentowej. Karta jednodniowa kosztuje 2 Euro (zastaw zwrotny 150 Euro).

• Lwica z Gerony. Wedle starego zwyczaju, aby zapewnić sobie szczęśliwy powrót do miasta, trzeba wspiąć się na kolumnę i pocałować lwicę w tyłek. Stałem pod posągiem z dumą, bo i my mamy podobny zabytek, z tym, że jest to lew żywy, przywódczy, którego duszę całują wierni wyznawcy oraz rodziny wielodzietne, za łaski, jakie im okazał.