Pisarz, wydawca oraz poezja jako wypełniacz na blogu

Drodzy Czytelnicy,

Ostatnie dni były wyczerpujące. Mam wiele obowiązków, oprócz rodzinnych także te związane z dystrybucją, promocją i reklamą  najnowszej powieści „Cztery portrety cudze i jeden własny” i jej udostępnieniu w księgarniach. Poświęciłem się temu. Jestem pod presją czasu, ponieważ efekt nowości nie trwa długo. Dlatego też będę teraz częściej publikować na blogu fragmenty mojej dotychczasowej twórczości, poezji, powieści i opowiadań, raczej niż tworzyć nowe treści.

Myślę o poezji. Wierszy w zbiorze „Klęczy cisza niezmącona” jest w sumie około czterdziestu siedmiu. Wiem, że moje poezje podobają się. Części czytelników czy raczej czytelniczek tak przypadły do gustu (co najmniej dwie panie), że znają niektóre wiersze na pamięć. To mi imponuje, ponieważ sam nie umiałbym wyrecytować nawet jednego.

Jestem zarówno autorem jak i wydawcą. Wydaję we własnym zakresie i na własny rachunek. Wydanie powieści „Cztery portrety cudze i jeden własny” kosztuje mnie, proszę sobie wyobrazić, 4 x mniej niż oficjalne wydanie przez firmę wydawniczą (sic!), ale muszę też podjąć ogrom wysiłków dystrybucji, promocji i reklamy książki. Gdyby nie wydanie własne, nie wydałbym tej książki. 

Przykładowo, niektóre obowiązki wydawcy: uzyskanie numeru ISBN (rejestracja i opis książki w systemie ISBN), wybór drukarni, dostarczenie  tekstu do przygotowania książki, dwie korekty tekstu, edycja i skład tekstu, ustalenie formatu książki, czcionki i wybór papieru, jego rodzaju, koloru i gramatury, zaprojektowanie i  przygotowanie okładki, zlecenie druku, zawarcie umowy dystrybucyjnej, opłacenie okładki, druku, składu i co tam jeszcze jest do opłacenia, załatwianie recenzji (wystąpiłem o nią do ponad dwudziestu recenzentów, dotychczas odpowiedziało tylko siedmiu, wysłanie książek do recenzji, ustalenie spotkań autorskich, przygotowanie spotkań (korzystam z własnego notebooka i rzutnika), publikacje fragmentów książki na blogu, na Facebooku i krótkich komunikatów na Twitterze, prośby kierowane do najbliżej rodziny przyjaciół i dobrych znajomych, aby publikowali na swoich stronach na Facebooku informacji o książce, zachęcali do kupna i sami zechcieli kupić egzemplarz książki. To praktycznie nie kończący się proces. Chcę zorganizować jeszcze konkurs z nagrodami na temat najnowszej powieści.

Kiedyś uważano, że dobry produkt sprzedaje się sam, dziś jest to jawna nieprawda. Czytelnicy mają ogromny wybór, ponadto jako społeczeństwo mało czytamy, rzadko kupujemy książki. W Polsce czyta książki 37 procent osób dorosłych, w Czechach ponad 80 %. Kiedy to piszę, chciałbym być Czechem, zbratałbym się literacko z dzielnym wojakiem Szwejkiem, piłbym piwo pilzneńskie i jadłbym knedle.  

Kupno książki w księgarni. Nie jest to już sytuacja, że pójdziesz do księgarni i znajdziesz każdą książkę na półce. Księgarnia ma u siebie powiedzmy 5.000 egzemplarzy różnych książek, w sumie w sprzedaży może mieć 25.000 tytułów. Dziś większość książek zamawia się w księgarni (na miejscu) lub przez Internet, aby otrzymać je kilka dni później w księgarni lub do domu kurierem, pocztą lub przez paczkomat.

„Klęczy cisza niezmącona” jak i pozostałe moje książki są wciąż w atrakcyjnych promocyjnych cenach. Wkrótce zostaną one podwyższone. Mój nowy dystrybutor uznał, i przychyliłem się do ich sugestii, że ceny moich książek – porównując z innymi książkami – mogą i powinny być wyższe. Zbyt niska cena może sugerować, że produkt jest niskiej wartości. Aż mnie ciarki przeszły po grzbiecie!

Podaję linki do księgarni:

Klęczy cisza, Sędzia i Niezwykła decyzja: https://tinyurl.com/y2r45ew5

Cztery portrety cudze i jeden własny:

Księgarnia Wyczerpane.pl:  https://www.wyczerpane.pl/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny.html

Empik: https://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

 

0Shares

Powieść „Cztery portrety cudze i jeden własny” i wpisy na blogu

Drodzy Czytelnicy,

Moja powieść jest już w sprzedaży także w Empiku po promocyjnej cenie. Podaję link: 

https://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

Poniżej przedstawiam kolejny fragment powieści. Mam nadzieję, że się spodoba i skłoni Państwa do poważnego zainteresowania się książką. Wkrótce ukażą się pierwsze recenzje powieści.  

Nie udzielam się na moim blogu tak aktywnie jak to planowałem jedynie dlatego, że absorbuje mnie promocja książki oraz organizacja spotkań z czytelnikami. Planuję też zorganizowanie konkursu na temat powieści z motywującymi nagrodami. Wszystko to wymaga czasu i energii.

Materiałów do publikacji na blogu mam aż nadto, gdyż nieprzerwanie coś dodaję do moich zbiorów, ostatnio głównie opowiadania, między innymi opowiadania kryminalne.

Serdecznie pozdrawiam,

Michael Tequila

Fragment powieści:

W trakcie jazdy samochodem tematem numer jeden nie było ani spotkanie, ani uczestnicy, ani nadzwyczajnej jakości upominki, ale samochód Bossa. Był to pojazd wyjątkowy, imponujący rozmiarami i konstrukcją. Samo wejście do pojazdu nie nastręczało problemów, było proste i łatwe. Wyzwaniem było wysiadanie. Z samochodu nie sposób było się wydostać, gdyż był głęboki jak fosa. Kiedy trzeba było wysiąść, co na końcu podróży było nieuniknione, okazało się to niemożliwe.

Najpierw wysiadał Mistrz, siedzący bliżej drzwi. Górna partia jego ciała była już na zewnątrz, lecz nogi uwięzły w środku, przy podłodze, jakby je do niej przywiązano. Przeszkodą był niespotykanie wysoki próg samochodu. Do pojazdu trzeba było przystawić stołeczek, aby po ułożeniu nań pośladków móc wyciągnąć nogi z wnętrza. Operacja była na tyle skomplikowana, że mimo synchronizacji ruchów Mistrza przez pomocników, nie był on w stanie wydostać się z pojazdu za pierwszą próbą.

Po udanej operacji kłopotliwy problem stał się tematem żartów. Oczywiście samochód, jak i sytuacje, jakie stwarzało korzystanie z niego, były absurdalne. Właściciel wehikułu bronił go, podkreślając jego wyjątkowe zalety.

– Kiedy inni muszą wynajmować bagażówkę do przewiezienia kwintala ziemniaków, węgla czy wieprzowiny, ja ładuję to bez trudu do mojego samochodu. – Boss mówił to bardzo poważnie.

Jego wypowiedź stała się drugim tematem żartów. Wszyscy na przemian żartowali i śmieli się, jednakże nie wyglądało to tak niewinnie i żartobliwie jak sugerowałby opis sytuacji, gdyż w grę wchodziły frustrujące doświadczenia związane z opuszczaniem pojazdu. Żarty przybierały taką postać, że przyjaciele niekiedy nie wiedzieli, czy jest to jeszcze żart, czy już nie. Było to dosyć skomplikowane. Towarzystwo bawiło się słowami jak dzieci zabawkami, z tym że dorośli nie usiłowali ich dzielić na kawałki, jak to mają w zwyczaju ciekawskie maluchy, aby zobaczyć, co jest wewnątrz.

*****
Na spotkaniu u Ambasadora, zgodnie z umową, przyjaciele zachowywali się tajemniczo, przynajmniej na początku, zgadując przede wszystkim, kto czym się zajmował do czasu wycofania się z pracy zawodowej. Od kilku lat byli już na stałych wakacjach, o czym wszyscy wiedzieli. Poza tym musieli się wszystkiego domyślać.

– Domysł jest czasem równie mocną podstawą orientacji w świecie jak pewność – spekulował na głos Poeta.

Przedstawiając się, nikt oczywiście nie wspomniał ani słowem, czym się zajmował lub zajmuje, albo jaka jest jego sytuacja rodzinna, aby była to niespodzianka, wymagająca odkrywania ich na nowo. Podobała im się ta zabawa; był to powiew młodości, dla której psikus, żart i krotochwila stanowiły sens życia.

– Teraz chodzi nam chyba bardziej o rozrzedzenie atmosfery zagubienia wiekowego, materii obrzydłej, lecz nieuniknionej – tak to ujął Poeta niezaniedbujący żadnej okazji, aby ćwiczyć umiejętność wypowiadania słów lekkich i skrzydlatych.

– Masz łatwość wysławiania się, choć i nam nic nie brakuje, tylko robimy to rzadziej – zauważył Ambasador, a pozostali mu przytaknęli. Zachowywał się swobodnie jak Zagłoba, twórca forteli i łamigłówek, postać genialnie skonstruowana przez autora.

Poeta zgodził się z przyjaciółmi. Był zbyt dumny, aby protestować. Pierwsze lody zostały przełamane, konwersacja rozkręcała się coraz bardziej. Aby zapobiec nadmiernemu rozluźnieniu atmosfery, gospodarz postanowił wprowadzić ład do spotkania, przynosząc najpierw ciasta, a zaraz potem pokazując przyjaciołom swój piękny samochód, nowiutki jak spod igły, wysoki, solidny i twardy jak meksykański macho. Demonstrując błyszczący od nowości, zmotoryzowany domek na kółkach, Ambasador obiecał zabrać gości w okrężną podróż po okolicach słonecznych i przewiewnych, tak bliskich im wszystkim wspomnieniami, że aż się w głowie kręciło.

0Shares

Zapowiedź nowej powieści „Cztery portrety cudze i jeden własny”

Drodzy Czytelnicy!

Wkrótce ukaże się w księgarniach moja najnowsza powieść „Cztery portrety cudze i jeden własny”. Być może już jutro, 30 lipca. Wkrótce po książce drukowanej pojawi się na rynku jej wersja elektroniczna epub i mobi. To mnie cieszy, ponieważ jest to szybko rozwijająca się część rynku. 

Poniżej, oprócz krótkiego opisu, przedstawiam fragment powieści.

Powieść liczy siedemdziesiąt sześć stron i ma charakter obyczajowo-psychologiczny. Fabuła osnuta jest wokół spotkania czterech przyjaciół z tej samej klasy po kilkudziesięciu latach od ukończenia szkoły. Okazją jest czterechsetlecie Akademii, liceum, do którego uczęszczali. Przyjaciele nie pamiętają już swoich imion i nazwisk, tylko pseudonimy. Każdy z bohaterów powieści kryje w sobie jakąś męczącą go tajemnicę.

Jeśli spotykasz się z dawnymi kolegami i koleżankami z klasy szkolnej, to jest to coś dla Ciebie. Wkrótce pojawią się recenzje na temat tej powieści. Śledźcie je i jeśli będą Wam się podobać, kupcie książkę. To najlepszy utwór literacki, jaki dotychczas napisałem. Na górnym pasku menu tej strony znajdują się skróty recenzji pozostałych książek, które dają wyobrażenie o jakości pisarstwa autora.   

Oto fragment:.

Spotkania z młodością mają to do siebie, że pamiętasz charakterystyczne sylwetki, a niektóre twarze widzisz tak, jakbyś ostatni raz oglądał je poprzedniego dnia, oprawione w ramy uśmiechu, kształt znanych ci oczu i ust, gładkiego czoła i włosów jak strzechy. Wtedy wszyscy byli szczupli, biegali po boisku, krzykiem wyrażali entuzjazm, gestykulowali. Byli szybcy jak zwierzęta, z wyjątkiem flegmatyków, których chód był emanacją temperamentu, silnika przyśpieszającego lub spowalniającego ruchy i gesty. Poeta dokonał w pamięci przeglądu twarzy kolegów, niewiele ich tam pozostało. Starał się odtworzyć listę wszystkich kolegów, jacy razem z nim kończyli liceum. Niektóre imiona wybiegały naprzeciw jego pamięci, inne kryły się w oparach zapomnienia, jakby nigdy ich nie było.

*****

W szkole, a było to liceum na dalekim Południu, i to przed ponad pół wiekiem, wybrali sobie pseudonimy zwane teraz ksywami. Zrobili to z takim przekonaniem i tak skutecznie, że zastąpiły one ich imiona i nazwiska. Jadąc na Południe, Poeta przypominał sobie wszystkie zdarzenia.

Ksywy sami sobie wymyślali. Kiedy się utrwaliły, tylko one były w użyciu. Przywierały do właścicieli tak skutecznie, że używano ich zamiast imion. Nawet nauczyciele, przeciwni tej praktyce, też się zapominali. Poeta przypomniał sobie nauczycielkę geografii wzywającą do tablicy Ambasadora lub przypominającą Bossowi o nieodrobionej lekcji. Na początku ciało pedagogiczne zgodnie uważało, że uczniowskie ksywy są pretensjonalne i egzaltowane, nawet głupie. Po pewnym czasie wszelkie pretensje pod ich adresem znikły, rozmydliły się. Ksywy zyskały własne życie i były równie autentyczne jak imiona, a nawet bardziej, bo to one były w użyciu, a nie przypadkowe coś, co figurowało na świadectwie urodzenia lub innym oficjalnym dokumencie.

Trzej koledzy, których spodziewał się spotkać, nazywali się Mistrz, Ambasador i Boss. Nie były to nazwy przypadkowe, ponieważ każda z nich odzwierciedlała aspiracje i charakter osoby. Mistrz szukał doskonalenia duchowego, patrzył bardziej w niebo niż na ziemię, Ambasador wykazywał naturalne umiejętności dyplomatyczne i negocjacyjne i łatwo układał sobie relacje z bliźnimi. Charakter Bossa miał w pełni uwidocznić się dopiero później, kiedy skończył studia i został kapitanem przemysłu, wielkim szefem.

0Shares

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 223: Kolejne kataklizmy

Z pozytywnym oczekiwaniem, ale i pewnym niepokojem, Sefardi kroczył samotnie Ulicą Czterdziestą Drugą w kierunku skrzyżowania z Czternastą Aleją, gdzie firma wydawnicza Prensa Nacional zorganizowała wielką uliczną księgarnię. Na dwóch gigantycznych regałach sięgających trzeciego piętra stały obok siebie, jak karni żołnierze, tysiące egzemplarzy jego książki „Wniebowstąpienie oszusta”. Zbliżając się do skrzyżowania widział z daleka rozległą ścianę książek, w różnych oprawach i wersjach językowych. Przesuwając się powoli w różnobarwnym tłumie usłyszał nagle dzwony; biły jak szalone zapowiadając coś niezwykłego. Ludzi zatrzymywali się zaniepokojeni i patrzyli w górę w kierunku źródła dźwięków. Za chwilę na ścianie czarnego budynku zalśnił wielki ekran telebimu, aby ukazać dziesiątki dziwnych postaci, skaczących, stojących i biegnących. Przebijając głosy dzwonów i wielkiego miasta męski głos wyjaśnił, że w Nomadii pojawił się nowy gatunek biologiczny, człowiekoń, zapowiadający nową przyszłość człowieka, zwierząt i natury, całej planety.

Ludzki strumień płynący w kierunku skrzyżowania, gdzie miał za chwilę rozpocząć się wielki festyn sprzedaży najgłośniejszej książki świata, skurczył się, zwątlał, w końcu zamarł. Przytłoczeni głosem huczących dzwonów, ludzie zawracali w kierunku telebimu. Dzwony nagle zamilkły. Sefardi popatrzył na ścianę książek i zmartwiał. Na jego oczach najpierw jedna, a zaraz potem druga prostopadła do niej ściana książek, przechyliły się w kierunku jezdni. Słychać było łoskot metalowych półek przygniatających pojazdy i ludzi oraz rumor setek tomów padających na ziemię z trzepotem okładek i kartek.

Sefardi poczuł się niepewnie, nie na swoich nogach. Jego książki, jego wielka nadzieja, rozpadły się jak domek z kart; mężczyzna zasłabł i osunął się na chodnik. Nikt na niego nie patrzył. Przechodnie przyglądali się zszokowani chaotycznym stosom książek na jezdni, aby za chwilę skierować oczy na telebim transmitujący przekaz o niezwykłym gatunku człowiekoni.

– To koniec świata! – zawył brodacz w czarnym garniturze, wyglądający na kaznodzieję. – Módlmy się! – Zawołał. – Módlmy się! – Powtórzył i uklęknął z oczami wtopionymi w czarny asfalt.

*****

Świątynia Wiary i Prokreacji zanurzyła się w wielkiej chmurze płomieni i dymu. Zewsząd słychać było płacz i okrzyki przerażenia. Wszyscy jednako uczestniczyli w ponurym spektaklu: widzieli ten sam obraz klęski, słyszeli ten sam huk padających na ziemię konstrukcji, dotykał ich ten sam podmuch płomieni trawiących wnętrze świątyni. Płonęło wszystko, co było w niej najcenniejsze: monstrancje, szaty, obrazy. Pożar poprzedziła seria niezbyt głośnych wybuchów. Jedynie obecni w świątyni księża nie przestraszyli się, pożar odczytali jako ostrzeżenie przed jeszcze większym, nieokreślonym niebezpieczeństwem i podjęli ewakuację wiernych.

Tragiczna wiadomość dopadła Czarną Eminencję, kiedy zmęczony sposobił się do krótkiej sjesty. Natychmiast udał się na miejsce zdarzenia. W otoczeniu współpracowników oglądał obraz własnej klęski: na jego oczach rozpadała się Świątynia Wiary i Prokreacji, duma jego życia. Starszy, siwiejący ksiądz o twarzy zdegenerowanego alkoholika, w usmolonej i pomiętej sutannie, biegł w jego kierunku wołając z daleka, że straszny pożar to kara za grzechy. Eminencja, sam w szoku, uspokoił podwładnego, aby dowiedzieć się szczegółów zdarzenia. Ksiądz powtarzał wciąż to samo „kara za grzechy”. Po chwili przyszedł do siebie na tyle, żeby wyjaśnić, że krótko przed pożarem ze świątyni wybiegła duża grupa kobiet zdeprawowanych wygodami cywilizacji, ograniczonych przyziemnymi ambicjami, chciwością wygodnego życia i zubożałą wyobraźnią.

– Miały za nic Boga, kościół i państwo. Powiedziały mi, że nie jest to miejsce dla nich. Jeśli będą rodziły dzieci to tylko za pieniądze. – Wydusił z siebie zadyszany starzec, dławiąc się z oburzenia.

Nieskładną rozmowę dwóch mężów kościoła przerwało zawalenie się frontowej ściany budynku. Zanim dym i kurz wypełniły przestrzeń, Czarna Eminencja zdążył zauważyć palec boży, ów cudowny palec boży, jak gwałtownie kurczy się w ogniu i szarzeje sycząc i parując jak wilgotna gałąź wrzucona do ogniska. Widok symbolu władzy bożej był dla niego cierpieniem, dotykającym go bezpośrednio i osobiście. Arcybiskup poczuł ból w klatce piersiowej. Zanim ogarnęła go ciemność, usłyszał syrenę karetki pogotowia i zdążył pomyśleć, że nadeszła nowa Apokalipsa, straszniejsza od poprzedniej.

0Shares

Informacje dla odwiedzających stronę – książki Michaela Tequili

Z przyjemnością informuję, że w sprzedaży w księgarniach stacjonarnych i internetowych są już trzy moje książki:

  • Sędzia od Świętego Jerzego (książka drukowana i ebook) (cena od 13,80 zł),
  • Klęczy cisza niezmącona (książka drukowana) (cena od 11,20 zł)
  • Niezwykła decyzja Abuelo Caduco (książka drukowana) (cena od 14,20 zł).

Opinie i recenzje można przeczytać klikając na przycisk na górnym pasku menu strony autorskiej (w formie fragmentów recenzji oraz linków do recenzji). Szeroki zakres recenzji podaje też portal www.lubimyczytac.pl z linkami do księgarni, gdzie książkę można najtaniej kupić.

Będę wdzięczny za informowanie o tym znajomych i przyjaciół.

Zachęcam do zakupu dla siebie lub na upominek.

Bądź patriotą! Kup książkę! Wspieraj autora!

Serdecznie pozdrawiam,

Michael Tequila

0Shares

Biznes i pisanie opinii o książkach

Zacząłem (przejściowo) traktować pisanie jak biznes: promuję i sprzedaję produkt. Proszę mi wierzyć, dzisiaj bez tego pisarz nie istnieje. Na rynku są tony książek, konkurencja jest zabójcza.

„Sędzia od Świętego Jerzego” jest w sprzedaży w księgarniach internetowych, z wyjątkiem – jak na razie – Empiku i Domu Książki. W nadchodzącym tygodniu ukaże się w księgarniach Matras (jest ich 200 w Polsce). Zaczynają też kupować biblioteki. Proszę zwrócić się do swojej biblioteki o zakup, nie jest to propozycja obraźliwa, wręcz przeciwnie, tym bardziej, że książka nie jest droga – ceny w księgarniach internetowych są od 15,15 zł do 23,00 zł. Proszę nie kupować wersji elektronicznej (ebooka); jest to zeszłoroczna uboższa wersja powieści. Wystąpiłem już do wydawcy (Virtualo Self-Publishing) o jej usunięcie.

Odczuwam brak opinii na temat mojej powieści, przed wszystkim na stronach księgarni, które ją sprzedają. Dlatego też wdzięczny będę nie tylko za przeczytanie powieści, ale także wystawienie opinii. Dobrym miejscem jest strona księgarni, idealnym portal www.LubimyCzytac.pl.

Dobrze mi zrobiło poświęcenie kilku godzin i przygotowanie sugestii, jak napisać opinię o książce, oraz przykładów, jak robią to inni. Większość przykładów to fragmentyopinii, które zostały określone przez czytelników jako „najbardziej wartościowe”.

Poniżej przedstawiam sugestie, jak pisać ocenę książki oraz dziewięć przykładów ocen. Nie ma potrzeby czytać ich do końca, chyba że ktoś ma na to chęć. Niektóre są naprawdę ciekawie napisane – dobra lektura także dla młodzieży. Pozdrawiam serdecznie.

IMG_3227-001Przerwa na kawę ale czyta się dobrze.

Jak napisać opinię o powieści:

  • Oceń tematykę. O czym jest powieść? Jaki to rodzaj: kryminalna, obyczajowa, romans, psychologiczna, thriller?
  • Ujęcie tematu, jego aktualność?
  • Ogólne wrażenie: Co jest szczególne, ciekawe, oryginalne, nowatorskie? Jak czyta się powieść?
  • Jakie ma mocne, słabe punkty? Co ci się podoba, a co nie i dlaczego?
  • Oceń fabułę/akcję: pasjonująca, wartka, wciąga, z pomysłem, nudna, schematyczna?
  • Oceń język: literacki, potoczny, piękny, wulgarny, nieporadny?
  • Oceń inne elementy: styl, temat, dialogi, początek i koniec powieści, wątki?
  • Oceń postacie bohaterów: interesujące, dobrze skonstruowane, oryginalne, nudne?
  • Jak widzisz powieść/autora w porównaniu z innymi powieściami/autorami?
  • Napisz, do kogo adresowana/kto mógłby być zainteresowany: młodzież, każdy, kobiety, ludzie starsi?
  • Podsumuj, jak oceniasz książkę? Bestseller/ świetna/udane nieudane dzieło?
  • Napisz, czy polecasz ją innym?

Przykłady opinii:

Opinia 1: Dobra na poziomie szkoły podstawowej. W pustyni i w puszczy to powieść dla młodzieży wydana przez Henryka Sienkiewicza. Opowiada o przygodach Stanisława Tarkowskiego i Nel Rawlison. Zarówno książka jak i film bardzo mi się podobały, to ciekawa i wciągająca historia młodych ludzi narażonych na wiele niebezpieczeństw w Afryce. Książka umożliwia nam poznanie obcych kultur i historii narodów, dzięki niej możemy nauczyć się czym jest prawdziwa przyjaźń, oddanie i poświęcenie. Uważam, że warto przeczytać tę powieść.

Opinia 2: W skrócie? Książka śliczna. Chociaż to słowo nie do końca oddaje to, co się czuje po jej przeczytaniu. Nie jest to książka o wojnie. Ale z wojną w tle. Nie jest to książka o romansach. Ale miłość zerka na czytelnika niemal z każdej strony. Więc o czym to książka? O tym, że trzeba być człowiekiem, bez względu na okoliczności. O tym, że trzeba kochać, bo jutro może być już za późno. Nie jest to powieść babska czy ckliwa. Myślę, że to powieść dla każdego, kto znajdzie chociaż odrobinę czasu by zagłębić się w świat Złodziejki: kraść z Nią jabłka, słuchać gry na akordeonie i przynosić radość ludziom…

Opinia 3: Powieść utrzymana jest w klimacie podobnym do „Cienia wiatru”, jednak więcej tu polityki i współczesnej historii. Reżim generała Franco kładzie się cieniem na losach jednego z głównych bohaterów, którego znamy dobrze z pierwszej części opowieści. Okazuje się jednak, że nie wiemy wielu rzeczy o przeszłości rodziców Daniela. Nie wie tego nawet sam młody księgarz.

W utworze jest sporo aluzji do wcześniejszych książek, co pozwala czytelnikowi na literacką zabawę, której trudno się oprzeć. Całość napisana jest pięknym językiem, a kwestie Fermina to literacki majstersztyk, łączący erudycję, inteligentny humor i rubaszność. Jest to powieść o wolności, przyjaźni, miłości i – oczywiście – o książkach i czytelniczej pasji.

Z bohaterami i ich światem żegnałam się z wielkim żalem, ale i z nadzieją, gdyż zakończenie jednoznacznie sugeruje, że będzie dalszy ciąg. Już czekam na kolejną powieść Zafona i mam nadzieję, że okaże się ona równie nastrojowa i piękna.

Opinia 4: „Złoto Bombaju” to powieść o mężczyźnie, uznawanego przez rodzinę i znajomych za nieudacznika. Akcja książki rozpoczyna się w Polsce w latach osiemdziesiątych. Eryk ma żonę i dwójkę dzieci. Ledwo wiążą koniec z końcem. Mężczyzna poddaje się losowi, bo uważa, że jego inicjatywa i tak by nic nie zmieniła, co nie zyskuje uznania w oczach innych. Pewnego dnia jego przyjaciel, Konrad, daje mu niezwykłą propozycję: razem wyjechać do Indii i przeżyć wielką przygodę, ale w zamian za przysługę. Jak się okazuje, przyjęcie propozycji nie jest do końca rozsądne, ani zgodne z prawem.

Książka jest dobra dla marzycieli. Autor świetnie opisał atmosferę bombajskich ulic, indyjskiej dżungli Goa i singapurskich ulic, przez co czujemy, jakbyśmy uczestniczyli w tej niesamowitej przygodzie, ale uwaga! Może brutalnie ściągnąć na ziemię!

Opinia 5: Czasami trafia się na książkę, podczas czytania której na myśl przychodzi cała masa zdań, wyrażeń, myśli, którymi można się posłużyć do opisania danej powieści, jednak po jej odłożeniu nie można sformułować nawet jednego, prostego zdania.

Jest to powieść, przez którą się płynie, głównie dzięki przyjemnemu językowi autora, którym się posługuje. Wpływ na to ma także prawdziwość tej historii, gdyż ja osobiście nie jestem w stanie zarzucić jej ani odrobiny nierealności – czy to w postawie bohaterów, czy może w toczących się wydarzeniach. Autor cechuje się wnikliwością przy analizowaniu podjętych przed siebie tematów, jednak robi to w taki sposób, że książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością i satysfakcją z udanej lektury.

Opinia 6: Na języku nadal czuję smak jej słów, w myślach cały czas mam historie i przygody bohaterów, którzy mnie wprost oczarowali. Klimat tej książki jest niesamowity, nie mogłam się od niej oderwać. Były momenty, gdy łzy nie chciały przestać płynąć, albo uśmiech sam pojawiał się na ustach. Historia Juliana była tak niesamowita i realna, że czułam się, jakbym ja sama ją przeżywała. Niebanalna, zaskakująca fabuła i piękne, idealnie moim zdaniem dopasowane do książki zakończenie. Urzekająca miłość Juliana i Penelope, która z góry została skazana na klęskę. Jestem pewna, że ta lektura pozostanie w mojej pamięci na bardzo długo i z przyjemnością do niej kiedyś powrócę. Po raz pierwszy spotkałam się z książką, w której smutek tak dziwnie przeplata się z radością. Bardzo polecam!

Opinia 7: Książka ukazuje dylematy młodych ludzi, i nie tylko. Niki i Alex tworzą udany związek do czasu, aż ten się jej oświadcza. Niki zaczyna mieć dylemat. Czy aby Alex jest tym jedynym, czy 20 lat różnicy to nie za dużo? Każdy ma dylematy, każdy się zastanawia czy to ta jedyna osoba, z którą chcemy dzielić resztę naszego życia. Co mi się nie podobało to cytaty. Mało ludzi sypie cytatami jak z rękawa a tutaj co druga postać miała zawsze jakiś cytat na poczekaniu, przez to książka chwilami traciła na autentyczności.

Opinia 8: „Mistrz i Małgorzata” jest zupełnie inna od tych wszystkich książek, które teraz czytałam. Ma w sobie coś zupełnie innego, coś, czego nie potrafię nazwać. Najważniejsze dla mnie jest to, że wciąga w zupełnie inny sposób, niż pozostałe książki. Nie ma jakichś zaskakujących zwrotów akcji, nie zaskakuje, nie wbija w fotel. Ale mimo to wciąga niesamowicie. To trochę tak, jakby owinęła się dookoła mnie niewidzialnymi sznurkami i nie pozwalała ani na chwilę przerwać czytania.

Opinia 9: Powieść ma klimat i język. Dużo tu ironii, groteski, czarnego humoru, sprzeczności i hiperboli. Świat, mimo że rzeczywisty i jak najbardziej realny, pokazany jest w krzywym zwierciadle, w którym liryzm łączy się z dosadnością, a poetyckie porównania przeplatają się z wulgaryzmami. Długie, niemal barokowe, wielokrotnie złożone zdania stanowią odrębny smaczek. Fabuła momentami przypomina pijacki sen. I śmieszno, i straszno – chce się powiedzieć, śledząc perypetie narratora i jego znajomych z odwyku. Sam bohater jest człowiekiem światłym, elokwentnym, wszechstronnym i błyskotliwym. Oprócz studium alkoholizmu mamy tu obraz współczesnej Warszawy i różnych środowisk zawodowych oraz społecznych. Całość czyta się szybko, raz z uśmiechem, raz z niemal filozoficzną zadumą.

 

2Shares