Psy i ich właściciele. Humoreska.

Z Iwanem Iwanowiczem, człowiekiem wielu narodowości i zbiornicą talentów, zgadaliśmy się na temat psów.

 – Pies to wyższy gatunek człowieka, przyszłościowy. Taki to naturalnego środowiska ci nie zniszczy torbami plastikowymi, najwyżej nieco zapaskudzi trawnik lub podwórko, za co winniśmy karać ich właścicieli, a nie samego producenta zabrudzeń, nie napluje ci do zupy, jak to się zdarza między dziećmi, nie poszczuje na ciebie trolli, jak to się dzieje w niektórych ministerstwach. Ech, nie ma co mówić – westchnął głęboko i zamilkł. Oczy zaszkliły mu się ze wzruszenia.

Aby go pocieszyć, powiedziałem.

– Od dawna myślę o pisaniu o psach i ich właścicielach na moim blogu.

Rozmówca zareagował pozytywnie.

– Zrób to mój drogi, pies to taki przyjaciel człowieka! Nie to co komornik czy urząd, który wyrwie ci spod głowy ostatnią poduszkę, gdzie trzymałeś pieniądze.

– Waham się jednak, Iwanie Iwanowiczu, czy nie należałoby napisać o innych zwierzętach hodowanych dla przyjemności przez człowieka. Na przykład żółw. Znam osoby, które hodują żółwia w domu i bardzo sobie to chwalą. Taki to nie obudzi cię w nocy głośnym szczekaniem, nie napadnie na gości, których lubisz, nie ściągnie ci kiełbasy ze stołu. Żółw zadowoli się marniutkim listkiem sałaty i naparstkiem wody. W ostateczności można z niego zrobić zupę, podobno jest znakomita.

Mojemu rozmówcy nie podobały się sugestie.

– Równie dobrze mógłbyś pisać o krowie. To w dodatku bardzo użyteczne zwierzę.

Pociągnąłem ten temat.

– Zgadzam się. Krowa leży też w spektrum moich zainteresowań przyrodniczo – pisarskich. Jest łagodna, cicha, daje mleko, nie włazi z brudnymi nogami do domu, jak to się zdarza psom. W dodatku nie ma ona łatwego życia, podobnie jak człowiek. Raz mi się nawet śniła. Zagadała do mnie, kiedy skarżyłem się na ciężkie życie.

C.d.n.

0Shares

Gdzie jesteśmy? Dokąd zmierzamy?

Na pierwsze pytanie odpowiadam: Nie wiem. Na drugie odpowiadam: Też nie wiem.

Od czasu jak wróciłem z sanatorium, obserwuję dziwne zmiany w sobie i w kraju. To mnie skłania do przedstawienia tezy, że dzisiaj wszystko jest fantasy.

Piszę to głównie pod wpływem Iwana Iwanowicza Iwanczyna, który opowiedział mi historię swoich ostatnich trzech dni.

Cytuję:

Patrzę przez okno i widzę siebie idącego chodnikiem. Lewa noga osobno, prawa noga osobno. Lewa ręka wskazuje rząd, prawa wskazuje nauczycieli. Widzę, że oczy nie tylko moje, stają w słup i pozostają w tym stanie do wieczora, kiedy trzeba już iść spać. W tym przejściowym dziennym stanie zagubienia odkrywam w sobie uczucie niezmiernej miłości do świata, że dał nam taki rząd a wraz z nim tyle szczęścia. Kocham go, jak żaden inny. Mądry, dostojny, przewidujący. Społeczeństwo ciągnie kraj na manowce, a on je sprowadza na drogę cnoty i prawości. Mówię o tym otwarcie, stać mnie na to, gdyż zhardziałem w ogniu wiadomości płynących z prasy, radia, telewizji i mediów ulotnych, gdzie każdy może pluć do woli.

Z niechęcią myślę o nauczycielach. Są zawistni wobec zwierząt. Też chcieliby żyć jak one, ale rząd pilnuje, aby się nie zezwierzęcili opływając w dobrobycie. To prawdziwe niebezpieczeństwo. Widzę to w miejscach publicznych. W restauracjach, barach, pubach i kafejkach pełno jest teraz zwierząt. Wymachują banknotami; krowy – pięćset złotowymi, świnie – stuzłotowymi. Słyszę ich głosy:

– Nastały dla nas dobre czasy. Będziemy chlać do upadłego. Dzisiaj stać nas na to. Nie to co za poprzedniego rządu. Sami żarli i pili, nie dzielili się z nami. Ten rząd jest inny. To dobre pany.

Iwan Iwanowicz przerywa swoją relację, pochyla się nade mną i wyznaje jak na spowiedzi:

Cytuję:

Też chciałbym być zwierzęciem. Może nawet to zrealizuję. Kiedy zobaczycie mnie leżącego wygodnie w rynsztoku albo okrążającego wielki słup ogłoszeniowy wykrzykując „Zamknęli mnie! Zamknęli!” to wiedzcie, że to ja, Iwan Iwanowicz Iwanczyn, człowiek który zapragnął być zwierzęciem, istotą zamożną, wolną i myślącą.

0Shares