Komisja Wenecka jest po naszej stronie

W opublikowanej we wtorek opinii Komisja Wenecka poinformowała, że przeprowadzona w marcu 2016 roku zmiana w systemie sprawiedliwości w Polsce to tylko nic nie znaczące przywrócenie unii personalnej ministra sprawiedliwości i szefa prokuratury.

– To był tylko drobiazg, rzecz zupełnie bez znaczenia. Cieszymy się ogromnie i gratulujemy. Przeszliśmy na waszą stronę. Macie absolutną rację. Po informacjach przekazanych UE przez Premiera Morawieckiego zrozumieliśmy nasze błędy, za które serdecznie przepraszamy. Byliśmy niedoinformowani, nieuważni, jest nam wstyd za brak obiektywności. Ustaliliśmy, że Polski parlament nie jest fasadowy, prezydent nie jest marionetką, a sędziowie i sądy nie zależą od woli jednego człowieka. Mówimy to publicznie, tak myślimy i serdecznie wam gratulujemy. – Przewodniczący Komisji rozpływał się z radości. Zrobił sobie nawet selfie smartfonem, aby zachować radosny wyraz twarzy. – Nigdy się tak nie cieszyłem – powiedział. – Co więcej, prokuratorowi generalnemu nie zwiększono w ogóle uprawnień i nie przyznano możliwości interweniowania i wpływania na bieg indywidualnych spraw, np. przez wydawanie wiążących poleceń podwładnym. – Uważamy to za wyraz wspaniałej wstrzemięźliwości – podkreślił.

– Prokuratorzy nie są też szykanowani postępowaniami dyscyplinarnymi i karnymi z powodu krytycznych uwag wobec zmian wprowadzanych przez ministra Ziobrę.

– Cieszą nas ogromnie nagrody przyznawane im przez pana ministra. – Zbig Ziobro, he is wonderful. – Zachwycał się przewodniczący podając, że od listopada 2016 do kwietnia 2017 wyróżniono premiami 30 śledczych z Prokuratury Krajowej, w tym samego Prokuratora Generalnego Święczkowskiego i jego zastępców. Kwota nagród dla prokuratorów w ostatnim półroczu 2017 wyniosła około 941.000 zł, a najwyższa nagroda 15.000 zł.

Przewodniczący cytował też słowa prokuratora Święczkowskiego z wystąpienia w telewizji www.wPolsce.pl w październiku 2016 roku: „W czasach, gdy była tzw. niezależna Prokuratura Generalna, nie było (…) w prokuraturze systemu nagradzania. Wyróżniający się prokuratorzy w żaden sposób nie byli promowani. Teraz mamy system nagród, system awansów, który pozwala nam wybierać tych najlepszych prokuratorów, najbardziej zaangażowanych, i ich nagradzać. Bo nie może być tylko metoda kija. Musi być też marchewka”.

– Kluczowi śledczy z zespołu smoleńskiego nie dostali żadnych awansów. Absolutnie żadnych! Wręcz przeciwnie, obniżono ich pensje. Nie awansował szef grupy Marek Kuczyński ani jego zastępca Krzysztof Schwartz. Awansu nie dostali także Robert Bednarczyk i Jerzy Gajewski. – Przewodniczący Komisji Weneckiej przedstawiał nazwiska usprawiedliwiając się: – I am sorry, the Polish language is so wonderful, but the names are so difficult!

W końcu przewodniczący podsumował: – W Polsce – wbrew pogłoskom – nie dzieje się nic niedobrego, praworządność jest umacniana, róbcie tak dalej, a osiągnięcie wielki sukces. Prokuratura nie musi być apolityczna. Dobrze, że jest polityczna. To standard, który za waszym przykładem rekomendujemy teraz wszystkim krajom Unii Europejskiej. Boże jacy wy jesteście cudowni! Popiera was teraz 27 krajów Unii Europejskiej, no może z wyjątkiem Węgier, ale oni wynegocjują wam z Rosją tanią ropę naftową, gaz ziemny i nową elektrownię atomową.

Przewodniczący i sędziowie Komisji Weneckiej byli tak wzruszeni, że klękali przed świętymi obrazami i dziękowali w imieniu wolnego świata, że w całej Unii Europejskiej tylko w Polsce sytuacja rozwija się korzystnie.

Credo. Powaga, satyra i groteska. Pytam i odpowiadam.

Cossack Mamay, author unknown, public domain

Mogę odmówić sobie wszystkiego, ale nie odmówię sobie przekonania, że umiem krytycznie analizować i dokonywać syntezy, że stać mnie na refleksję i na własne poglądy niezależnie od tego, co myślą inni ludzie. Jestem wolnym człowiekiem.

Wzorem pewnego dyrektora jeszcze z czasów PRL sam zadaję sobie pytania i sam na nie odpowiadam.

Pytam: Dlaczego uprawiam satyrę i groteskę jako formę dziennikarstwa społecznego?

Odpowiadam: Ponieważ są to formy literackie najlepiej nadające się do opisywania dzisiejszej ojczyźnianej rzeczywistości, która jest zarazem tragiczna i śmieszna, głupia i poważna, mająca jakiś sens i bezsensowna. Jak niegdyś dzikie króliki w Australii, objawy rodzimej paranoi uparcie i masowo wybiegają na jezdnię politycznego i społecznego szaleństwa. To mnie bulwersuje i męczy.

PiS mając pełnię władzy, przewagę głosów w Sejmie i w Senacie, co zdarzyło się po raz pierwszy od 1989 roku, i bezwarunkowe poparcie prezydenta, nie mogąc zmienić konstytucji, albo Bóg wie z jakich innych względów, dokonuje zamachów na trybunał konstytucyjny, służbę cywilną, tworząc dwuznaczne związki sądownictwa i prokuratury, opanowując w pełni tajne służby, itp.

Jarosław Kaczyński, Prezes PIS, przywódca zwycięskiej partii politycznej, odmawia objęcia stanowiska Premiera, co jest powszechnym zwyczajem w krajach demokratycznych, lecz steruje wszystkimi sprawami państwowymi, nie ponosząc z tego tytułu żadnej odpowiedzialności prawnej.

Pan Prezes, spiritus movens wszystkiego, co się rusza i stoi, co mówi i milczy, nasila konfrontacje między popierającą go częścią społeczeństwa, a tą, która coraz żywiej mu się sprzeciwia, broniąc swojej wolności. Prezes wydaje się zapominać o prawdziwości przysłowia „Qui seme le vent, recolte la tempete”, „Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”. Każde wielkie napięcie społeczne kończy się z zasady burzliwym przesileniem. Rewolucje biorą się z poczucia krzywdy, sprzeciwu, odrzucając na bok uległość i poczucie przyzwoitości.

Pan Prezes usiłuje uszczęśliwić społeczeństwo swoimi wizjami tego, co słuszne i niesłuszne, mądre i głupie, patriotyczne i niepatriotyczne, potrzebne i niepotrzebne, zapominając, że większość ludzi ma już głęboko przemyślany i utrwalony światopogląd i będzie opierać się rękami i nogami, kiedy ktoś usiłuje go zmienić.

Minister Spraw Zagranicznych w imieniu rządu występuje o opinię Komisji Weneckiej, ważnego organu opiniodawczego w sprawach konstytucji i praworządności Unii Europejskiej, której zasad zobowiązaliśmy się przestrzegać, aby wkrótce głosić, że to „tylko opinia”, „opinia jednostronna”, „nie musimy do niej się stosować”, „jesteśmy państwem całkowicie niezależnym” itp.

Dziesiątki i setki członków PiS, ludzi poniekąd myślących, głosi, pisze i powiela dokładnie to, co wymyślił sobie Prezes Kaczyński w pasji tworzenia społeczeństwa na wzór i podobieństwo swoje.

Prawnik Andrzej Duda, który po zaskakujących wyborach został nieoczekiwanie dla siebie i dla społeczeństwa Prezydentem RP, posłusznie wykonuje to, o co go prosi lub czego żąda Prezes PiS, podpisując w ciemno, często po nocy, tak jakby dzień był niestosowną porą, przedstawione mu ustawy, mimo iż wokół wszystkie instytucje prawne, organizacje społeczne, uczelnie i autorytety wytykają niezgodność takiego postępowania z zasadami prawa i demokracji.

Prezydent jeździ nocą do prezesa partii na konsultacje, kiedy w całym świecie demokratycznym to przywódcy partii politycznych jeżdżą do prezydentów, aby rozmawiać o sprawach państwowych lub choćby pokonwersować o tym, co warto, a czego nie warto jeść, pić, czytać lub słuchać.

Prezydent i Premier wykonując polecenia Prezesa Kaczyńskiego ponoszą ryzyko, że kiedyś odpowiedzą za nie wobec Trybunału Stanu i poniosą konsekwencje swoich obecnych działań, jakby żyli ułudą, że aktualna władza jest nienaruszalna i wieczna.

Kościół Katolicki, w czasach PRL-u ostoja praw człowieka i obywatela, wielki i poważny rozjemca, dzisiaj udostępnia partii rządzącej swoje ambony na głoszenie prawd zupełnie niezwiązanych z wiarą w Boga. Kościół milczy nie dostrzegając, że coraz więcej ludzi wierzących odsuwa się od niego, i wręcz staje się jego krytykami. Mówiła o tym (na manifestacji KOD-u w Gdańsku) żona Lecha Wałęsy, człowieka, którego Kościół bezwarunkowo wspierał w nieodległej przeszłości.

Przykłady sytuacji niezrozumiałych i nonsensownych, niepotrzebnych i bulwersujących, dają się mnożyć prawie w nieskończoność, lecz nie widzę potrzeby, abym ja to czynił. Moja odpowiedzią jest satyra i groteska, formy literackiego sprzeciwu wobec bezsensu, okrucieństwa i głuchoty władz.

Uprawiając satyrę i groteskę nawiązuję do teorii ewolucji Darwina w przekonaniu, że podobnie jak buntująca się część społeczeństwa pochodzę od zupełnie innej małpy niż samouwielbiająca się władza.