„Zbrodnia i kara” czyli „Bracia i siostra Karamazow”. Akt 1.

Na podstawie donosów prasowych powstaje scenariusz współczesnej sztuki teatralnej „Zbrodnia i kara” czyli „Bracia i siostra Karamazow”. Jest to tragedia nawiązująca do twórczości znanego pisarza Fiodora Dostojewskiego.

Sztuka przedstawia historię rodziny Karamazow, która w wyniku ciosów zadanych przez naród partii rządzącej obejmuje niepodzielną władzę w kraju. W przewrocie ważną rolę odegrały podsłuchy telefoniczne, wzrost gospodarczy, emigracja, uchodźcy i czynniki tzw. egzotyczne. Rodzina składa się z wielu braci i jednej siostry.

Przewodnie aspekty fabuły to niepodzielność władzy oraz najstarszy z braci Karamazow, niejaki Jaro, głowa rodziny.

Jest godzina 3.16 w nocy. Odczytuję to na pasku komputera. Trwa potworna cisza powyborcza. Nad krajem gromadzą się mroczne chmury telewizyjne, radiowe i prasowe. W powietrzu krąży upiór mrożący krew w żyłach. Nadszedl czas zemsty. Naród jest podzielony, pół narodu plus jeden jest za zemstą, drugie pół minus jeden drży z niepokoju i trwogi. Nikt nie wie, co się stanie.

Nadchodzi pierwszy donos prasowy. Cytuję: „Komitet polityczny braci Karamazow zdecydował, że kandydatem partii na premiera jest siostra Karamazow, Bea”. Zanim to się stało, potężny Jaro, spotkał się z siostrą w tak zwane „cztery oczy”. Trwało to (cytuję) „ponad godzinę i zdecydowało o jej ostatecznej nominacji”.

– Będziesz rządzić! – Rzucił twardo Jaro. Ktoś musi się poświęcić.

– Dlaczego ja? –Zapytała Bea. Jej głos owijała niepewność. – Przecież ty jesteś mądrzejszy i potężniejszy.

– Tak obiecałem narodowi! Nie kłóć się ze mną, wiesz przecież, że cię kocham. Dla twego bezpieczeństwa będę pociągać sznurki, abyś wiedziała, jak masz się poruszać.

– A co mam mówić? –Zapytała już śmielej siostra.

– Każdego dnia o świcie otrzymasz wytyczne emailem. Wszystko przemyślałem.

– Co robimy najpierw? Jakie priorytety, kochany bracie?

– Decyduję to właśnie w mojej głowie. Chcę, byście wszyscy wyłączyli się z myślenia. Ja jestem od tego.

– A co z poparciem miłościwie nam panującego Cesarza.

– Ha, ha, ha! – Zaśmiał się brat Jaro swobodnie jak ten wiatr pustynny. – Sam go wytypowałem na tron cesarski i udzieliłem poparcia w zdobyciu władzy. Będzie do mnie przyjeżdżać nocą, aby odbywać konsultacje.

– Dlaczego nocą?

– Bo w dzień razi go słońce.

– Mimo silnych okularów przeciwsłonecznych?

– Właśnie. Wszystko przewidziałem, włącznie z okularami.

Po skończonej audiencji siostra Karamazow wychodzi. Akcja dramatu wije się niby złowrogi wąż i nabiera przyśpieszenia. W najmniej spodziewanym momencie zjawia się opozycjoner polityczny niejaki Liro i oświadcza rzeczowo, jakby mówił o porcji zmrożonych ośmiorniczek (cytuję): „Chętnie domknę wieko trumny tym wszystkim ludziom”. Liczy na karierę podręcznego grabarza. Nad krajem pojawiają się chmury smolistych nietoperzy. Czuć zapach siarki i słychać pisk. Te dziwne niby ptaki chcą wkręcać się we włosy. Na widowni pozostają tylko łysi. Jedynie oni nie boją się nietoperzy.

Gubię się. Jest godzina 4.02. Trwa przejmująca cisza. Na dworze śmierdzący smog dusi noc. Jest strasznie. Myślę o narodzie. Przestaję myśleć, kiedy zdaję sobie sprawę, że myśli za nas i o nas wszystkich brat Jaro Karamazow. Uspokajam się. Jest mi smutno. Nie umiem przewidywać przyszłości. Jest godzina 4.07. Idę do toalety. To strach. Chodzę po pokoju. Godzina urasta do 4.30. Decyduję się wrócić do łóżka i głowę zakryć kołdrą. Będę czekać na donosy porannych mediów.