Dzisiaj nie muszę siłować się z wyobraźnią

Los był dla mnie, i nie tylko dla mnie, łaskawy. Szczodrze mnie obdarzył bogactwem myśli i serca dwóch wielkich ludzi. Przygotowałem tylko zwięzły opis zdarzenia opatrując go własnym tytułem: „PiS mocarstwem głowy i ręki. Morawiecki i Kaczyński – giganci literatury x 100!”

Reszta w ciekawie ilustrowanym wywiadzie http://wyborcza.pl/7,75410,25187478,moj-dom-moj-prad-moja-twierdza.html#a=190&c=8000…

Tytuł wywiadu: „Kaczyński miał piękne poematy o kotach i prostytutkach, Morawiecki jest bardziej ekonomiczny”. To źródło inspiracji, studnia cytatów, genialna reklama wyborcza PiS do Sejmu i Senatu.

Obszerny cytat z „Wyborczej”:

Morawiecki ma o wiele większą niż Kaczyński i Szydło zdolność intrygowania ludzi spoza żelaznego elektoratu. I Kaczyński świetnie sobie z tego zdaje sprawę. Mnie to jednak przeraża, bo jest w Morawieckim coś laboratoryjnego, syntetycznego, on wygląda jak produkt. Jak wytwór naukowca hochsztaplera. Jest posklejany z kilku polskich charakterów. Łączą się w nim polski karierowicz, biznesmen w typie stereotypowego Janusza, dresiarz, kibol, Hugo Kołłątaj, ksiądz Skarga, Emilia Plater i prymas Wyszyński. Wszystkie te twarze są dość płaskie, żadna nie jest porządnie zamocowana i nie uważam, by się z tego mogło narodzić coś konstruktywnego. Sęk w tym, że ludzie nie widzą tych wielu twarzy jednocześnie. Widzą jedną, tę, którą chcą widzieć.

Morawiecki wygląda jak program komputerowy napisany, by za wszelką cenę zintegrować społeczeństwo. Czuję się z tym nieswojo, bo to niczym scenariusz odcinka „Black Mirror”. Nie widzę tu tak ważnych wymiarów życia publicznego jak głębia idei, odwaga zmian, dążenie do poszerzania praw i wolności. Widzę robota, który powie wszystko i każdemu.

 

0Shares

Piszę tylko dla tych, co nie mają czasu.

To moje postanowienie. Ponieważ dzisiaj nikt nie ma czasu, będę pisać dla nikogo. Sposób pisania: zwięźle, dosadnie i niegłupio. To mój zamiar. Ponieważ piszę dużymi literami, możesz czytać blog na smartfonie, jadąc tramwajem, autobusem, stojąc w kolejce po sanki dla dziecka lub czekając na dzienną dawkę pieszczot od żony albo kochanki. Wystarczą Ci dwie minuty czasu. Nie na pieszczoty oczywiście, tylko na czytanie.

Piszę prawdę, samą prawdę i tylko prawdę. Kłamię tylko wtedy, kiedy pewien intelektualista w złotych okularach zachęci mnie do tego dobrym przykładem. To zasady, od których nie odstępuję bez uzasadnienia. Jeśli trzeba, uzasadnienie zawsze się znajdzie. 

Język mam bogaty. Dziś rano w łazience, kiedy oceniałem jego stan przed użyciem, zauważyłem na nim pięćset dolarów amerykańskich, w jednym banknocie z wizerunkiem prezydenta Trumpa. Konsultowałem ten fakt ze znajomym księdzem, poważnym, brodatym, ze wzrokiem wbitym w niebo, nie w dół na sprawy cielesne. Potwierdził mi jak na spowiedzi, że są takie banknoty. Są bardzo rzadkie i mają wartość kolekcjonerską.

– Prezydenta Trumpa każdy ci wymieni na butelkę dobrego koniaku lub trzy butelki wina mszalnego. Taki banknot to rarytas. – Ksiądz zachwycił się, zaczął cmokać i cytować fragmenty Biblii o uprawie winorośli. Wyszedłem, aby nie zostać świętym.

Jego wypowiedź poruszyła mnie tym bardziej, że słyszałem, że prezydent Trump jest bliskim krewnym prezesa Kaczyńskiego; obydwaj używają tych samych słów, tak samo myślą, a nawet mają te same sny o potędze i rodzinie. Z tym, że prezydent jest żonaty, a prezes pozostaje w stanie starokawalerskim, co mu się chwali, bo niejeden mężczyzna też chciałby być w takim stanie, mimo że jest żonaty.

Zszedłem na niebezpieczne tory. Mogę nie zauważyć, kiedy nadjedzie pociąg i uwiezie mnie w nieznane, gdzie nie będą grać Błękitnej Rapsodii ani opery Porgy nad Bess Gershwina, mimo że będzie to już amerykański raj.

Zakończę apelem: Pobieraj tutaj codzienną dawkę rozrywki, a nastroi cię to optymistycznie, nie będziesz myśleć o braku czasu ani szefie, który grzebie ci w sumieniu lub komputerze.

To moja najnowsza powieść Cztery portrety cudze i jeden własnyhttps://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

A to jej pierwsza bardzo pozytywna recenzja: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4898774/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny/opinia/53663296#opinia53663296 

0Shares

Maszynka do mielenia ludzi. Wywiad ze Zbigniewem Ćwiąkalskim.

Oto link do oryginalnego artykułu: http://wyborcza.pl/7,75968,25110901,maszynka-do-mielenia-ludzi-czyli-sady-dobrej-zmiany-wywiad.html?token=A2hthdM7AyCLZCziOHre725M92uBJOv7WqFOcOkES4A

Afera Piebiaka? To nie mieści się w żadnych kategoriach. Brakuje skali, aby to ocenić – mówi Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości.

Jak pan odbiera to, co się dzieje obecnie w resorcie Zbigniewa Ziobry? Z doniesień medialnych wynika, że wiceminister i ważny sędzia delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości inspirowali internetową hejterkę do akcji zniesławiających sędziów.

– Brakuje mi słów. Powiem wprost: to jakieś dno dna. Nie mogę sobie wyobrazić, że tego rodzaju działalność miała miejsce w Ministerstwie Sprawiedliwości, czyli w resorcie, który odpowiada za to, aby w Polsce było przestrzegane prawo. Tymczasem wychodzi na jaw, że ludzie stanowiący filary tego resortu uczestniczyli w procederze, który – w mojej ocenie – ma cechy przestępcze. PS. 

Widzi pan podstawy do tego, aby sędzia, b. wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak odpowiadał nie tylko dyscyplinarnie, ale także karnie za organizowanie systemowego hejtu wobec niezależnych sędziów?

– Przede wszystkim uważam, że tacy ludzie nie powinni być sędziami. Odpowiedzialność dyscyplinarna i pozbawienie prawa do wykonywania zawodu sędziego nie załatwia jednak problemu. Mamy tu bowiem do czynienia z podejrzeniem podżegania do stalkingu, przekroczeniem uprawnień oraz ujawnieniem danych osobowych bez zgody zainteresowanych. W obecnej sytuacji nie liczę jednak na to, że prokuratura całkowicie zależna od polityków cokolwiek w tej sprawie zrobi. Dlatego gdy patrzę na to, co się teraz dzieje, jestem dumny z tego, że doprowadziłem do rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w 2010 r. Powrót do unii personalnej w 2016 r. spowodował, że prokurator generalny jest sędzią we własnej sprawie dotyczącej go jako ministra sprawiedliwości. Nie ma więc żadnej szansy na rzetelne zbadanie tej sprawy.

Zbigniew Ziobro kurczowo trzyma się stołka i nie podaje się do dymisji, o czym to świadczy?

– Że najważniejsze jest utrzymanie się przy władzy. Standardy nie mają znaczenia.

P.S. Serdecznie gratuluję tym wszystkim którzy popierali i nie daj Boże nadal popierają PiS i partie stowarzyszone! Rzygać mi się chce! Piszę to z całą szczerością. Po po nocach spać nie mogę. 

Porównania, że to „metody stalinowskie, ubeckie, nie są przesadzone”. Komentarze nt. sprawy wiceministra Łukasza Piebiaka. To jest link do audycji TOK FM: http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103087,25102477,porownania-o-ubeckich-metodach-nie-sa-przesadzone-komentarze.html

0Shares

Zwięzły i oszczędny przegląd wydarzeń politycznych.

Przedstawiam przegląd wydarzeń z ostatniego tygodnia (opracowany na podstawie informacji Gazety Wyborczej”). Dają one obraz postępowania obecnie rządzących władz oraz sytuacji politycznej w kraju. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, sprawdź w innych źródłach, co jest a co nie jest prawdą. Trwa kampania wyborcza do Sejmu i warto wiedzieć na kogo głosować, a na kogo nie głosować. Jako człowiek pobożny dodam „Boże, miej nas w swej opiece!”

  • PiS konsekwentnie odmawia ujawnienia, kto poparł członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa, która pomaga ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze w „porządkowaniu” wymiaru sprawiedliwości. Ignoruje także prawomocny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Najpierw jego wykonanie zablokował – łamiąc prawo zdaniem specjalistów – szef Urzędu Ochrony Danych Osobowych, były radny PiS.
  • Grupa posłów PiS poszła jeszcze dalej. Chce, aby Trybunał Konstytucyjny „skasował” wyroki nakazujące ujawnienie list poparcia. Te działania sugerują niedwuznacznie, że członkowie nowej KRS nie mieli wystarczającej liczby podpisów albo podpisywali sobie listy nawzajem.
  • Marszałek Sejmu Marek Kuchciński złożył dymisję po ujawnieniu „rodzinnych lotów” do domu rządowym gulfstreamem. I choć instrukcja organizacji lotów HEAD najważniejszych osób w państwie jest jasna i zabrania zabierania członków rodziny czy postronnych gości, to i Kuchciński i Jarosław Kaczyński zapewniają, że ani prawo, ani dobre obyczaje nie zostały złamane.
  • Honorowy patronat prezydenta, udział szefów IPON i Urzędu ds. Kombatantów oraz wicemarszałka Sejmu, wielogodzinna relacja rządowej TVP z uroczystości w Warszawie – tak obóz władzy świętował 75-lecie powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ, jedynej polskiej formacji zbrojnej kolaborującej z Niemcami w trakcie II wojny światowej.
  • Szwedzki minister sprawiedliwości zarzuca kłamstwo europosłance PiS Beacie Mazurek, która twierdziła, że Szwedzi masowo uciekają do Polski przed powstającymi w ich kraju „strefami szariatu”. – Pani poseł powinna raczej zapytać, dlaczego tak wielu Polaków ucieka z Polski – zwrócił się do Beaty Mazurek Morgan Johansson.
  • Europoseł PiS Ryszard Czarnecki musi przeprosić europosłankę PO Różę Thun za porównanie jej do „szmalcowników” – zdecydował warszawski sąd.
  • Około 150 osób zaatakowało słownie (policja nie dopuściła tym razem do fizycznej konfrontacji) uczestników pierwszego Marszu Równości w Płocku. Wśród atakujących była grupka nastolatków krzyczących wulgarne hasła i wykonująca obsceniczne gesty.
  • Około 3 tys. osób przyszło w Krakowie na wiec poparcia dla abp. Marka Jędraszewskiego, który 1 sierpnia w Bazylice Mariackiej mówił o nowym totalitaryzmie – „tęczowej zarazie”. Pod krakowską kurią jednym z głównych haseł było „Stop homoherezji”. Wśród uczestników wiecu poparcia byli politycy PiS, m. in. wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.
  • Lekarze rezydenci wznawiają protest. „Rząd nas oszukał”. – Celujemy w okres wyborczy, żeby wymusić na rządzących lepszą realizację porozumienia z lutego 2018 r. – mówi Jan Czarnecki, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.
  • Biznesmen Gerald Birgfellner został przesłuchany w Austrii w ramach pomocy prawnej dla strony polskiej. To było siódme przesłuchanie Birgfellnera, który w styczniu br. doniósł do prokuratury, że prezes PiS Jarosław Kaczyński zatrudnił go do zbudowania drapacza chmur na działce należącej do spółki Srebrna, ale mu nie zapłacił. Polska prokuratura nie wszczęła dotąd śledztwa, bez tego nie można przesłuchać nikogo poza Birgfellnerem. Ignoruje także nagrania rozmów z Kaczyńskim, które Austriak przekazał władzom śledczym.
  • Dziwna śmierć Kosteckiego w więzieniu. Kluczowy świadek w sprawie obyczajowej afery na Podkarpaciu, w którą ma być zamieszany były marszałek Sejmu Marek Kuchciński, miał tajemnicze ślady na szyi.

0Shares

Kampania wyborcza trwa. Prawda czy nie prawda?

Moje motto:

„Myślę, więc piszę. Piszę, więc kopię. W ten sposób demonstruję zwierzęcą naturę człowieka”. 

Kancelaria Sejmu wciąż nie ujawnia pełnego wykazu 23 rodzinnych lotów marszałka Marka Kuchcińskiego. Zamiast tego prezes PiS zarządził, by takie przeloty można było zalegalizować i opłacać. Sam Kuchciński milczy. We wtorek w Sejmie omijał ekipy dziennikarskie. Jeden z reporterów krzyknął: „Panie marszałku, dlaczego pan zabierał rodzinę na pokład i czy nie jest panu wstyd?”. Kuchciński nie zareagował, a funkcjonariusz straży marszałkowskiej zabronił dziennikarzom filmowania.

Wykazy z listą pasażerów i z datami, w których Kuchciński wraz z rodziną latał rządowym gulfstreamem na trasie Warszawa-Rzeszów i z powrotem, są ważne z dwóch powodów. Na podstawie dat można sprawdzić, czy marszałek – jak twierdzi – wykonywał w tym czasie obowiązki służbowe, czy też po prostu wykorzystywał samolot specjalny, by latać na weekendy do domu. Z kolei listy pasażerów pozwoliłyby zweryfikować spekulacje, że zdarzały się przeloty, w czasie których Kuchcińskiego nie było na pokładzie, a samolot przewoził tylko jego żonę lub któreś z trojga dzieci. Informacje o tym, że na lotnisku w Rzeszowie z samolotu wysiadały same dzieci marszałka, podała wczoraj „Rzeczpospolita” powołując się na relacje pracowników lotniska.

Bądź przyzwoity! Głosuj na PiS!

0Shares

Obudziła mnie Wyobraźnia. Nie samą literaturą człowiek żyje. Koszula bliższa ciału.

Rano obudziła mnie Wyobraźnia. Zastukała wskazującym paluchem do mojej głowy najpierw z zewnątrz, potem od wewnątrz, w końcu popukała mnie w czoło.

– Co o tym wszystkim myślisz? – zapytała.

Nic nie odpowiedziałem, bo akurat pojawiła się przede mną ogólna sala obrad Parlamentu Europejskiego. Beata Szydło stała na fladze unijnej i wygłaszała płomienne przemówienie. Ściany były prawie gorące od żaru jej słów. Mówiła po polsku. Zauważyłem, że żaden poseł Unii Europejskiej nie ma słuchawek na uszach a kabina tłumaczy jest pusta.

– Co jest? – Zapytałem.

– Weszliśmy do Parlamentu Europejskiego i od razu zmieniamy Unię, tak jak obiecaliśmy. – Odpowiedziała pani Beata z promiennym uśmiechem. Był szeroki i szczery. Zaimponował mi. – Najpierw nauczyliśmy ich mówić naszym językiem. To teraz pierwszy język unijny. Po drugie wprowadziliśmy klęczniki, aby wygodniej było im wstawać z kolan. Po trzecie, po kolei organizujemy sprawy Unii, tak jak to sobie wyobraziliśmy.

– Jak panią i PiS odebrano w Unii? – Zapytałem onieśmielony jej osiągnięciami.

– Bardzo dobrze. Doskonale wręcz. Wszyscy posłowie pamiętali moją walkę w czasie reelekcji Tuska. Podchodzili do mnie i mówili: – Ty, Bea, i ten twój PiS jesteście cudowni. Pierwsi na świecie wystąpiliście przeciwko kandydatowi swojego kraju. Na to trzeba charakteru i odwagi. Dwadzieścia siedem krajów go chciało a wy powiedzieliście „Nie”. I wygraliście. To nie ten sam Tusk teraz. Utarliście mu nosa. No a wasz kandydat, ten Saryusz-Wolski, to gigant. Rewelacja! Powszechnie znany. Podobno to najlepszy disk-jockey w waszej partii. Rewelacja!

Chwilę później Wyobraźnia wyświetliła kolejny obraz parlamentu Europejskiego. Beata Szydło siedziała obok Theresy May, premier Wielkiej Brytanii, która jej udzielała wskazówek, jak zorganizować Polexit.

– Ty, Bea, zrobisz to lepiej. Ja popełniłam poważne błędy. Chcieliśmy to zrobić na chała-drała, wy to robicie powoli i systematycznie. Ale co będziemy gadać o exitach! Opowiedz mi o sobie, o swoim dorobku dyplomatycznym.

Pani Beata wyciągnęła przybornik i pokazał jej dużą sikawkę strażacką.

– Mój poprzednik miał większą, ale nie umiał się nią posługiwać. Zamiast jej użyć zorganizował referendum na temat Brexitu. – Wtrąciła Theresa May.

– Kiedyś dowodziłam strażakami. To były moje najlepsze lata. – Kontynuowała pani Beata. – Oni poszliby za mną w ogień i dym. To była prawdziwa walka. Cały czas kryzysy. Gaszenie pożarów. To wtedy nauczyłam się zarządzać krajem. Ale opłaciło się. Teraz widzisz sama jak Polskę szanują w Unii. Zmieniamy całą Unię, tak jak obiecaliśmy. Dzisiaj PiS stanowi największe ugrupowanie polityczne w Unii. Razem z Węgrami trzęsiemy tą organizacją. Decydujemy o wszystkim. Pieniędzy będziemy mieli teraz jak lodu. Martwię się tylko, gdzie my je wszystkie upchamy. Nie ma takiego wielkiego siennika!

– Macie na pewno wielkie potrzeby. Każdy je ma.

– Pewnie! Mamy nauczycieli. Ale ten problem rozwiążemy inaczej. Zaproponowaliśmy zmniejszenie ich liczby i zwiększenie uposażeń pozostałych nauczycieli o zaoszczędzoną kwotę wynagrodzeń. Dyskutujemy teraz, jaki procent ma odejść. Coś za coś. Większa wydajność, więcej pieniędzy! Zrobimy to samo z pielęgniarkami, niepełnosprawnymi, pracownikami sądów i administracji. Tylko górników oszczędzimy, bo to ciężko pracujący ludzie. Potrzeba nam więcej węgla, bo będziemy produkować miliony samochodów z napędem elektrycznym.

– Ależ on ma łeb! – Wykrzyknęła Tera. – Mam na myśli twojego szefa, pana Kaczyńskiego. Premiera zresztą też. Zawsze ich podziwiałam. Oni są tacy postępowi, wszystko widzą w perspektywie. No i te wasze reformy aparatu sprawiedliwości. Sędziowie to złodzieje i oszuści. Ufać możesz tylko parlamentarzystom i to tylko ze swojej partii. Wiem coś o tym. – Entuzjazmowała się Tera.

– Mój szef to nasz skarb narodowy. Jego imieniem nazwaliśmy salę konferencyjną w Unii Europejskiej. Druga będzie nosić imię jego brata, ale najpierw musimy odkręcić tabliczkę z nazwiskiem Wałęsy. Mało kto już go pamięta. To niepopularna postać. Dlatego musimy zmienić podręczniki historii – Westchnęła pani Beata i zaczęła składać sprzęt pożarniczy do przybornika.

W tym momencie Wyobraźnia wygasła. Zdążyła jeszcze tylko postukać mnie palcem w czoło. Nie wiedziałem dlaczego akurat mnie. Poczułem się jednak wyróżniony i dumny, że to my przewodzimy Europie.  

Michael Tequila: Niezwykła decyzja Abuelo Caduco – 40% taniej. Skorzystaj i kup!  http://tinyurl.com/yxt5v8zm 

Michael Tequila – książki https://tinyurl.com/y895884p

0Shares

Krótko o tym, co w trawie piszczy

Rozmawiałem dziś z Iwanem Iwanowiczem. Obydwaj lubimy wiedzieć, co w trawie piszczy.

Piszczy szczególnie w Warszawie, choć trawy jest jeszcze jak na lekarstwo. Zachwycaliśmy się przedsiębiorczością obywateli.

Cytuję Wyborczą (z grubsza):

Sondaż, którego wyniki publikuje dziś „Wyborcza”, nie pozostawia wątpliwości: większość Polaków negatywnie ocenia biznesowe działania prezesa PiS, związane z budową wartego 1,3 mld zł wieżowca na działce spółki Srebrna. Nie podoba się to nawet zwolennikom PiS. Blisko 60 proc. badanych przez CBOS Polaków uważa, że nagrania z partyjnej centrali przy Nowogrodzkiej stawiają prezesa PiS w złym świetle. Takie zdanie ma także 21 proc. wyborców PiS. Spośród ośmiu stwierdzeń, najlepiej podsumowujących to, co słychać na ujawnionych przez „Gazetę Wyborczą” „taśmach Kaczyńskiego”, ankietowani często wybierali zdania: „PiS nadużywa władzy, aby budować swoje zaplecze finansowe” oraz „Jarosław Kaczyński de facto podejmuje decyzje biznesowe, czego nie powinien robić”.

Rwiemy do przodu, Bracia i Siostry!

3Shares

Nie samym chlebem człowiek żyje. Studiuję najnowszą historię Partii Wielkich Nadziei. Na zakończenie trochę humoru.

 Day dreams by Godward.

Dziś jest niedziela. Postanowiłem poluzować sobie jak furtka zawiasom w dobrze naoliwiony dzień. Tyle otwartych pytań i odpowiedzi, ile unosi się obecnie w atmosferze, i mnie zachęca do otwartości. Co to zresztą za otwartość? To tylko śledzenie i obserwowanie dziejów Partii Wielkich Nadziei. I napisanie od czasu do czasu zwięzłego przeglądu dziejów ludzi i organizacji kochających cień i uroki w nim pozostawania. Historię opowiedział mi przyjaciel z osiedla.

*****

Iwan Iwanowicz rozmawiał z Królem Jaro. Król wyglądał trochę przygaszony. Chciał być cesarzem, a tu nagle kłody same zaczęły mu się rzucać pod nogi. Na pytanie Iwana Iwanowicza, co słychać, odpowiedział:

– Jest nieźle, ale mogłoby być lepiej. Miałem plan, który spalił na panewce. Nie! Nie! Nie na panewce, ale na kapiszonie, w dodatku wilgotnym. Miałem plan i szukałem wykonawcy, kogoś młodego i ambitnego. Kuzyn naraił mi innego kuzyna, Austriaka. Polak i Austriak dwa bratanki. I od wieży, i od szklanki, jak mówią. Na imię ma Josef Birkemaier. Albo Hohenzollern. Nie pamiętam. Czasem pamięć mnie zawodzi. – Józiek! – Mówię. – Zbudujesz mi dwa pomniki? – Czemu nie? A w jakim kształcie? – Zapytał. – Dwóch wież z głowami wybitnych ludzi na szczycie.

– Jak wysokie mają być te wieże? – Dwieście – trzysta metrów. Nie mniejsze niż w Dubaju. Co ważne, muszą być skonstruowane jak koń trojański. Z zewnątrz nie widać, co jest wewnątrz. Chcę zrobić wszystkim niespodziankę. – Daj mi tylko upoważnienie. – Powiedział kuzyn. Wyciągnąłem kartkę i od ręki wypisałem mu upoważnienie. Ustaliśmy, co ma robić i kiedy.

– I co? – Zapytał Iwan Iwanowicz.

– Nic. – Wyjaśnił Król. – Kilka dni temu Józiek przyszedł do mnie z rachunkiem grubości książki telefonicznej za wykonaną robotę. Powiedziałem, że nie zapłacę, bo suma jest wyższa nawet niż te dwie wieże. Kiedy się zdziwił, wyjaśniłem, że żartowałem, dając mu to zlecenie. Jakaś umiarowa kwota, sto lub dwieście złotych, to tak, ale nie półtora miliona złotych.

– A jak chciałbyś mi zapłacić po wykonaniu wszystkich prac? To byłoby ponad jeden miliard. – Zapytał kuzyn. – To nie jest problem. – Odpowiedziałem. – Ja i moi przyjaciele znamy kilka firm. W większości to fundacje. Zrobią zrzutki. To dobrzy ludzie, pobożni, solidni. Chętnie robią darowizny. – Jak byś ich przekonał do zapłacenia takiej kwoty? Mogliby nie chcieć. – Zapytał Józiek. – Może to głupie pytanie, ale mnie to interesuje. My Austriacy lubimy dociekać sedna sprawy. – Te firmy i fundacje są skonfigurowane na kształt konia. A ja trzymam lejce. Rozumiesz? – Wyjaśniłem kuzynowi kryjąc uśmiech za okularami, które ostatnio zacząłem nosić. Więcej nie rozmawialiśmy, bo przyleciał goniec i powiedział, że ma dla mnie wiadomość od mego przyjaciela z prokuratury, który ma chwilę wolnego czasu i zaprasza mnie na kawę i kieliszeczek wina.

– Jak ktoś jest królem, to ma wszędzie przyjaciół. Szczęściarz! – Westchnął Iwan Iwanowicz.

Ciekawskim udostępniam kilka linków:

https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/kuzyn-kaczynskiego-to-nie-ja-nagralem-prezesa/56gsf4q

https://onet100.vod.pl/i/news/matczak-o-tasmach-kaczynskiego-lekcewazenie-tej-sytuacji-jest-niepowazne/ex36f1

https://onet100.vod.pl/http://onet100.vod.pl/i/news/borowski-o-kaczynskim-on-unika-jakiejkolwiek-odpowiedzialnosci/5kzez2

https://onet100.vod.pl/i/news/onet24-kaczynski-i-50-tys-zl-dla-ksiedza/e392h5

Na zakończenie, dla poprawy humoru, znakomity i dowcipny (szkoda, że tak krótki) występ kabaretowy kilku moich ulubionych artystów.

 

4Shares

Życzenia Świąteczne i Noworoczne

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia oraz Nowego Roku 2019 życzę:

  • Aptekarzom – epidemii grypy, aby ludzie kupowali jak najwięcej lekarstw;
  • Ludziom, aby zdrowi byli i nie musieli truć się lekarstwami;
  • Antoniemu Macierewiczowi – nowego Misia oraz złotego medalu zasługi za skuteczne odchudzenie wojska z generałów, nowoczesnego sprzętu wojskowego i funduszy na modernizację;
  • Bezrobotnym pozostającym na garnuszku mamusi – pracy, która sama przyjdzie do nich i nie będzie wymagać kwalifikacji ani wysiłku;
  • Członkom PiS – najwyższych odznaczeń hołdowniczych i lenniczych z rąk Tego, Co Stoi Nad Nimi, za wierność jego chimerycznym ideom i przywiązaniu do przeszłości;
  • Donaldowi Tuskowi – powrotu do kraju w samo południe, na białym lub czarnym koniu;

  • Dzieciom – aby korzystając nieprzerwanie ze smartfonów nie zapomniały całkowicie języka w gębie, ruchu na świeżym powietrzu, sportu oraz rozumienia żywego człowieka;
  • Ekshibicjonistom – łagodnej pogody, wygodnego płaszcza oraz uznania za osiągnięcia w demonstracji dzieł sztuki zdobniczej;
  • Górnikom i prezydentowi Dudzie – aby widzieli mniej czarnego węgla pod ziemią a więcej szarego CO2 w powietrzu,
  • Grzegorzowi Schetynie – uśmiechu pełniejszego niż uśmiech spłoszonego zajączka oraz pięści jak młot do wykucia porozumienia partii opozycyjnych;

  • Henrykowi Kowalczykowi, Ministrowi Środowiska – uniknięcia awansu na stanowisko Ministra Ochrony Środowiska, aby nie musiał wypowiadać się o energetyce innej niż węglowa;
  • Krystynie Pawłowicz z PiS – jeszcze więcej testosteronu oraz obfitości wymyślnych przekleństw pod choinką, w sali sejmowej i w sądzie;
  • Księżom pedofilom – długich i szczęśliwych lat za kratami z widokiem na ogródek jordanowski;
  • Łagodnym zboczeńcom i dewiantom seksualnym – uczestnictwa w kolorowych paradach na przekór cnotliwym politykom;
  • Marszałkowi Sejmu, mocarnej laski marszałkowskiej, aby uderzając w podłogę wyzwalał z niej kolejne źródła krystalicznej wody przyzwoitości i szacunku dla opozycji i obywateli;
  • Mężczyznom nie umiejącym kochać – skorzystania z porad zawartych w książce „Pokochaj swego penisa”;
  • Obywatelom nadmiernie powściągliwym w wyrażaniu opinii o władzy – wniebowstąpienia razem z całym swoim dobytkiem cnoty i skromności;
  • Obywatelom nie czytającym nawet jednej książki rocznie – aby zapoznali się z ogłoszeniem o metodach czytania literatury pięknej przez sen;
  • Ojcu Rydzykowi – skromnego roweru, o jakim zawsze marzył, objęcia stanowiska I-go Sekretarza partii Ruch Prawdziwa Europa oraz niekończących się snów o potędze;

  • Osobom notorycznie przeklinającym – żeby im pypeć wyrósł na języku;
  • Paniom ekspedientkom, kształtnym i uśmiechniętym, Czarnym Łaniom ze sklepu wędliniarskiego, Białym Łaniom ze sklepu piekarniczego oraz Zielonym Gazelom z Żabki – spełnienia egzotycznych marzeń;
  • Panu Bogu – aby nie zapomnieli o nim wierzący i przytulili Go do serca przynajmniej raz w roku na Boże Narodzenie;
  • Partiom opozycyjnym – zwartości frontu przeciw kafarom usiłującym wbić państwo, prawo i obywatela w ramy posłuszeństwa partii rządzącej;
  • Premierowi Morawieckiemu – wora słodkich kłamstw pod choinką oraz powrotu pamięci liczb i zdarzeń sprzed roku 2015;
  • Prezesowi Kaczyńskiemu – objęcia na Broadway czołowej roli w sztuce Straszny Dziadunio oraz pokojowej nagrody Nobla w kategorii Siwy Jastrząb Pojednania i Pokoju;

  • Prezydentowi Dudzie – tysiącwatowej żarówki, aby nie prześladowały go fatamorgany wyimaginowanych wspólnot i tajemniczych sędziów-przestępców, a także zaszczytnego tytułu Einsteina Polityki Zagranicznej;
  • Psom – długiego łańcucha i kagańca dla właścicieli, aby i oni zaznali rozkoszy wolnego wybiegu;
  • Senatorowi Biereckiemu ze Skoków – sławy sądowej odpowiadającej skali jego osiągnięć towarzyskich i majątkowych;
  • Stanisławowi Karczewskiemu, chirurgowi z zawodu – ostrego skalpela do sprawniejszego wycinania wypowiedzi opozycji i pytań dziennikarzy;
  • Wstającym z klęczek – aby pozostali jak najdłużej w takiej pozie, skoro im to sprawia tyle przyjemności;
  • Zbigniewowi Ziobro – tytułu Macho Praworządności oraz licznych wyrazów wdzięczności za reformę systemu sprawiedliwości oddalającą nas na bezpieczną odległość od Unii Europejskiej;
  • Zwierzętom z Ogólnopolskiego Folwarku Zwierzęcego im George’a Orwella – odzyskania głosu w noc noworoczną i użycia go w czasie nadchodzących wyborów parlamentarnych.

W końcu Nam Wszystkim, zwyczajnym ludziom i obywatelom – abyśmy zdrowi byli jak konie i nie dali się skopać wiekowi, pogodzie, nadmiernym obowiązkom oraz wrednym politykom.

Michael Tequila

7Shares

Aforyzmy polityczne. Ukochane dziecko prezesa.

Rysiu Czarnecki, ukochane dziecko prezesa Kaczyńskiego, używa cudownie okrągłych słów, aby głosić słodkie prawdy mocarnej rzeczywistości i zwalczać nikczemne kłamstwa opozycji, oraz okrągłej twarzy, aby wyrazić zdziwienie z powodu jej istnienia.

2Shares

Nawet we śnie oglądam rzeczywistość. Piramida cyrkowa.

Śnił mi się Jarosław Kaczyński, wyszedł zza pleców Augusta II Mocnego, jeszcze bardziej mocarny, trzymał na ramionach premiera Morawieckiego i ex-premier Szydło, obciążonych wielkimi premiami, a ci trzymali na ramionach marszałka Sejmu i kilku ministrów, w tym ministra Macierewicza obciążonego generałami i niezakupionymi helikopterami.

Zawiał wiatr, chyba historii, piramida zachwiała się, potem przyszedł huragan, w końcu rozległ się wielki łomot i coś zwaliło się na ziemię. Po chwili zrobiło się cicho i odczułem wielką ulgę. Nie wiem, co się dalej działo, bo obudziłem się postanawiając być prorokiem we własnym kraju.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sursum corda, Bracia i Siostry! Sursum Corda! C.d na  https://tinyurl.com/yc4bbpnd

 

0Shares

Pierwszy dzień świąt. Ale jakich?

Zadaję pytanie w tytule i piszę nieco chaotycznie, aby dać wyraz mojemu rozczarowaniu, że tak właśnie piszę. Mam na to uzasadnienie.

Kilka razy wznosiłem dziś, pierwszego dnia świąt, toasty, choć to podobno raczej nie wypada, ale były one bardzo skromne, kieliszeczkami, góra 25 milimetrów wysokości, najpierw za zdrowie pań, potem za zdrowie rodziny, wśród której w dyskusji wyróżniały się dzieci, niezwykle skutecznie zabierające głos. Podejrzewam, że śledzą one z pasją debaty prowadzone w Sejmie przez miłosiernie panującą nam partię, w szczególności zaś wypowiedzi posła Suskiego, który mówi wolno, dostojnie i z błyskiem zęba mądrości. Otóż ten błysk zauważyłem u jednego z dzieciątek rodzinnych, śledzących – jak wspomniałem – dyskusje w Sejmie, na które opozycja otrzymała regularny przydział jednej minuty na osobę.

Kończąc sprawę toastów, ostatni mój toast był „Za zdrowie szampana”, imienia nie wymienię, bo było zagraniczne, czyli obce, co nie jest miłe.

Pierwszy dzień świąt był niezwykle udany. Były to najsmaczniejsze święta mojego życia: zupa grzybowa, karp smażony, tak dobry, że go ucałowałem z radości w wyimaginowany pysk, zanim go zjadłem, różne pierożki, sałaty i inne frykasy. Obserwując siebie uważnie przy stole zauważyłem, że cieszę się niezmiernie, że inni Polacy też się cieszą, że rząd się cieszy, ponieważ pierwszy dostrzegł światła naszej wspólnej wspaniałej przyszłości opartej na współpracy i serdeczności.

– Trzeba mieć oczy jak reflektory, aby je zauważyć – dziwnie zauważył Iwan Iwanowicz, mój sąsiad z osiedla, przewodniczący Komitetu Narad przy Krawężniku.

Z rzeczy mniej miłych, na które musimy być przygotowani, choć życie układa nam się jak po różach, bez kolców, wymienię informację, że pewien obcokrajowiec (co dobrze wiedzieć), niejaki Gene Sharp, napisał książkę po tytułem „Od dyktatury do demokracji”, którą można pobrać bezpłatnie ze strony http://www.aeinstein.org/free-resources/free-publications/polski/ (Albert Einstein Insititution). Nie wiem, po co komu taka książka, skoro na świecie, w Europie, nie mówiąc o naszym kraju, jest przecież bajecznie i nigdy nie było tak dobrze, mimo marnej pogody, i nie ma potrzeby myśleć o przechodzeniu stamtąd dotąd.

Uzupełnię jeszcze moje wcześniejsze życzenia świąteczne życząc Panu Prezesowi Kaczyńskiemu dużej podaży sensownych w cenie premierów do wymiany, zaś Panu Ministrowi Macierewiczowi świeżutkiego szampana „Russkoje Igristoje”, który nie tylko że jest smaczny, ale i głowa po nim nie boli.

0Shares

Szybka autostrada w kierunku Turcji

Mgła była tak gęsta, że zadusiła dwóch robotników. Wkrótce się okazało, że to nie robotnicy, tylko lekarze, nauczyciele, sędziowie i prokuratorzy, i nie dwóch, tylko dwa tysiące, i nie zadusiła mgła, tylko zwolnił rząd. Zwalniani usprawiedliwiali się jak mogli: rozumiemy bardzo dobrze, reforma musi iść naprzód, my jesteśmy słabiutcy jak pijane niemowlę, ci co przyjdą w nasze miejsce będą naprawdę dobrzy.

Sam fakt zwolnień bardzo dobrze robi narodowi, gdyż tworzy motywację, wszyscy stają się szczęśliwi i pracują jak wiatraki. Dobrze, że rząd reformuje służbę zdrowia, edukację, sądy i prokuraturę, bo były już nie do zniesienia. Oprócz samoobsługowych pułapek na myszy, nic tam nie działało, nawet proste w obsłudze drewniane schody ruchome.

Mamy silny rząd. Jakakolwiek ustawę uchwali, prezydent ją bez zwłoki akceptuje, (pod warunkiem, że ma prawo do współudziału), Trybunał Konstytucyjny od razu zaklepuje jako legalną i oddala ewentualne skargi. Jest to najprostsza droga, aby silny rząd stał się jeszcze silniejszy. I o to właśnie chodzi, gdyż coraz szybciej pędzimy do tyłu i zbliżamy się już do Turcji, gdzie wymienia się wszystko i wszystkich, od razu z imienia i z nazwiska, w dodatku prosto do więzienia, aby w kraju było więcej przestrzeni dla ludzi pracy.

W UE udało się pani premier załatwić sprawę wynagrodzeń pracowników delegowanych, „może nie wszystko, ale obroniliśmy się przed najgorszym”. Fantastycznie powiedziane: załatwiliśmy wiele, ale najważniejsze, że obroniliśmy się przed najgorszym. Rząd zna wszystkie przysłowia.

To, co teraz napiszę, to prawdziwa bomba. Forbes ogłosił, że premier Szydło jest dziesiatą najbardziej wpływową kobietą na świecie, dwa rzuty kajakiem za królową Elżbietą II (miejsce 8). Siła oddziaływania pani premier wzmocniła mnie na duchu. Poczułem się tak bardzo w sobie, że zamiast sześciu kaw wypiłem pięć. Cieszy mnie także to, że to zaszczytne miejsce zajmuje pani Premier (jest to sprawa tylko między nami Polakami) ex aequo z Jarosławem Kaczyńskim. Można by powiedzieć, że jest to niezwykle udana szyfrowana kombinacja otwartej decyzyjnie pani premier i ukrytego decyzyjnie Jarosława Kaczyńskiego.

Nie wiem, dlaczego tak dobry rząd ma być wymieniany. Chyba na jeszcze lepszy i to będzie fantastyczne, bo już jest doskonały. Świadczy o tym niezwykła wpływowość pani premier na świecie.

Obyśmy tylko zdrowi byli.

0Shares

Dogrywka negocjacyjna prezydenta Trumpa w Polsce. Cz 2.

W godzinach wieczornych prezydenci USA i Polski spotkali się ponownie. Bardzo przypadli sobie do gustu. Reprezentowali podobne poglądy, a układ gwiazd sugerował owocną współpracę.

President Trump podziękował serdecznie za doskonałą synchronizację przebiegu przemówienia.

– Kiedy wspomniałem Lecha Wałęsę, od razu wasi ludzie zaczęli buczeć. Fantastycznie to robicie. – Powiedział, po czym podjął długo oczekiwane zobowiązanie.

– Wypełnimy zasadę wspólnej obrony NATO wschodnich granic i obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Jest to postanowienie ważne na sześć miesięcy, po czym będzie automatycznie przedłużane. Okres wypowiedzenia: trzy miesiące. Takie mamy zasady.

President Kaczyński przyjął to oświadczenie ze zrozumieniem.

Następnie prezydenci wymienili się upominkami. President Trump otrzymał skrzydła husarskie, dla upamiętnienia chwały oręża polskiego pod Wiedniem. Od razu je przymierzył.

– Jak spotkam się z Putinem, to go wystraszę tym szumem! Fantastic! – Krzyknął, tak był ucieszony.

President Kaczyński otrzymał makietę muru, którym USA odgrodzi się od Meksyku. Była tak długa, że musiała być rozłożona na części.

– Doskonale! – Ucieszył się president Kaczyński. – Przyda nam się do umocnienia wewnętrznego podziału kraju.

Na zakończenie president Trump długo szarpał rękę Presidenta Kaczyńskiego; był to widomy znak szczerej przyjaźni. President Kaczyński odpowiedział poważnym ukośnym uśmiechem. Wszyscy wiwatowali. 

0Shares

Poufne rozmowy prezydenta Trumpa w Polsce. Cz. 1.

Na jaw wyszły ostatnio szczegóły poufnego spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Prezydentem Trumpem w dniu jego słynnego przemówienia na temat dziejów Polski. Mężczyźni zwracali się do siebie per „Mr President". Był tu pewien niuans językowy, ale tłumacz rządowy rozwiał go bardzo szybko: „Prezes” w języku polskim znaczy dokładnie „President” w języku angielskim.

Podjęto ważne zobowiązania. USA dostarczy Polsce gaz ziemny, pociski Patriot oraz będzie udzielać stałego poparcia idei Międzymorza z Polską w roli przywódcy. Podkreślono korzyści: dostawy gazu radykalnie zmniejszą zależność Polski od Rosji, a Międzymorze od Unii Europejskiej. President Kaczyński podkreślił, że pociski Patriot dobrze mu się kojarzą.

– Jesteśmy patriotami, nie wpuszczamy obcych do Polski. Mamy piękną tradycję.

President Trump powiedział a propos tradycji, że jest on spokrewniony ze znanym polskim rodem. President Kaczyński zainteresował się.

– Przestudiowałem drzewo genealogiczne. Mój dziadek wywodził się ze słynnego rodu Bufonów.

President Kaczyński nie pamiętał tego rodu. – Bardzo żałuję. – Wyjaśnił.

Dziękując za możliwość wystąpienia w Warszawie, president Trump wyjaśnił, że nie wspomniał roku 1989 w swoim przemówieniu, ponieważ ta część polskiej historii była dla niego niejasna. – Najważniejszy był wtedy Lech, ale chyba nie ten, o którym myślałem. Tak mi się wydaje. To delikatna kwestia, jak rozumiem.

President Kaczyński zobowiązał się do wyjaśnienia tej sprawy.

– Zmienimy wtedy podręczniki historii w USA. – Odpowiedział president Trump.

W międzyczasie obydwie pierwsze damy wymieniły się uściskami i uwagami na temat fryzur i sukni, oraz obiecały sobie wyjaśnić, na czym będzie polegać ich rola. – Dotychczas było to niejasne. – Zgodziły się.

Prezydenci złożyli przysięgi.

– I shall make my country great! – Pierwszy przysięgał president Trump. – Postawię mur większy niż chiński, oddzieli nas od Meksykan i muzułmanów.

– Uczynię mój kraj wielkim. – Szybko wyjaśnił tłumacz.

– Ja też uczynię mój kraj wielkim, ale nie potrzebuję muru. – Odpowiedział z przekonaniem president Kaczyński.- Mam ministra Błaszczaka, który już doskonale oddzielił nasz kraj od obcych. Nikt do nas nie przyjeżdża, nawet na zaproszenie. Zapraszamy serdecznie, ale oni mówią, że w Polsce im się nie podoba.

Temat ten bardzo zaintrygował Presidenta Trumpa, ale nie miał czasu go drążyć

0Shares

Fantazyjny przegląd wielkich wydarzeń krajowych.

Bald_eagle_at_the_Hawk_Conservancy_Trust, by Lewis Hulbert, Creative Commons

Nocą popuściłem cugli fantazji i strasznie się rozbrykała. Fantazja jest niezbędna do pisania komentarzy politycznych. Każdy wypowiada się na tematy polityczne, zdecydowałem się i ja, ponieważ też nie mam ku temu kwalifikacji. Mam nadzieję, że to co piszę, jest przynajmniej gramatycznie poprawne.

Premier Szydło ogromnie chwaliła Antoniego Macierewicza. „To nasz najlepszy, najwybitniejszy, najukochańszy Minister Obrony Narodowej”. – Wzniosła oczy go góry, wzywając pana Boga na świadka, który niestety nic nie odpowiedział. Chyba był zajęty, bo była to pora obiadowa. Podobno miał tylko potwierdzić później w wywiadzie udzielonym telewizji „Trwam”: „Dosyć mam was, Polaków, waszej polityki, waszego Kaczyńskiego, waszego rządu, Szkodnika Balcerowicza i Szkodnika Rzeplińskiego”. – Wymieniał i wymieniał wszystkich, którzy nadepnęli mu na pietę. Jemu, ale nie partii, tej jedynej, która też jest tworem bożym, a jeśli nie bożym, to bardzo pobożnym.

– Antoni Macierewicz to nasz najwybitniejszy Minister Obrony Narodowej.- Powtórzyła pani Premier. Amerykanie nie zrozumieli, bo u nich najwybitniejsi przywódcy wojskowi leżą w grobie, przeważnie na wojskowym cmentarzu w Arlington.

Kiedy pani Premier publicznie i mocno chwaliła pana Macierewicza, zobaczyła jego wzrok pełen miłości i natychmiast wyciągnęła rękę przez pół sali, aby ją całował. Znaczy się rękę, nie salę, choć nie wątpię, że z wdzięczności to i salę by całował, tak niezwykłe jest jego poczucie szacunku i wdzięczności dla Partii i jej Premiera.

W napadzie serdecznej podzięki, Minister Macierwicz ujął rękę pani Premier w swoje mocne, wojskowe dłonie, schylił głowę, potrząsnął siwą czupryna i całował. Ale jak! Całowanie to akt znamienny dla wielkiej Partii, do której należy, oraz jej Przywódcy. Minister całował długo i serdecznie, potem popatrzył na Panią Premier, coś zobaczył w jej oczach, chyba dezaprobatę, że było tylko raz. Wtedy całował po raz drugi, jeszcze dłużej i jeszcze serdeczniej. Przestał, kiedy pani Szydło obdarzyła go powłóczystym, niezwykle życzliwym kobieco-rządowym spojrzeniem i wyszeptała ciepło „Wariat”, w dobrym tego słowa znaczeniu. Oboje byli szczęśliwi, a ja z nimi, ponieważ nic nie cieszy mnie bardziej, niż szczęście dwojga dojrzałych, kochających się osób. Może z wyjątkiem wielkiej i wyjątkowej Partii, która też mnie cieszy, kiedy jest szczęśliwa (szczególnie nocą, kiedy może swobodnie oddawać się temu, co najbardziej kocha, czyli pieszczotom i czułościom wewnątrzpartyjnym).

Są prawnicy, którzy mówią, że jest to miłość kazirodcza, bo wewnątrz jednej rodziny. Nie wiem, czy dzisiaj można wierzyć wszystkim prawnikom. Co najmniej jednemu nie wierzę za grosz. Co do samego kazirodztwa, to też mi się nie podoba, podobnie jak inne zboczenia.  

C.d. nastąpi.

Obraz: Bald eagle, by Lewis Hulbert, Creative Commons

PS. Przy okazji wspomnę, jeśli podoba się Państwu styl mojego pisania, że zabiegam teraz o wydanie pierwszego zbioru moich opowiadań, które uważam za najlepszą część mojej dotychczasowej twórczości. Krótka forma, zwłaszcza satyra, groteska, humoreska, wychodzi mi chyba najlepiej, najbardziej odpowiada mojej duchowości.

 

 

0Shares

Konkurs improwizacji politycznych wybitnych aktorów z Polski i zagranicy

Pow wow humour, by Lilyu, public licence

Miałem sen, jak to ja. Śnił mi się konkurs politycznej improwizacji teatralnej, z udziałem wybitnych aktorów polskich i jednego zagranicznego, wysokiego, dobrze ucharakteryzowanego i utytułowanego. Trudno mi było zgadnąć we śnie, kto to był. Mówią, że to prawdziwy celebryta. Nie za bardzo rozumiem, bo na przykład wśród piosenkarzy celebryta to artysta, który w czasie spektaklu wypina goły tyłek na publiczność, a ona nadal go kocha. Może nawet jeszcze więcej.

Aktorzy występowali parami, ich rolą było odegranie jednej określonej scenki teatralnej. Krótko mówiąc, mieli improwizować.

Scena 1: Na zapleczu teatru.

Aktorzy Obama i Duda, imion nie pamiętam, stoją bardzo wysoko na jakiejś potężnej górze, na samym szczycie. Grają. Są ubrani jak farmerzy amerykańscy w drodze do kościoła, w elegancko odprasowane garnitury. Tytułują się, że niby są tacy ważni.

– President Duda! Zrób coś, chłopie, wreszcie z tym trybunałem, bo udzielę ci reprymendy.

– President Obama. Nie mogę, naprawdę nie mogę. Płacze. He will kill me! He will kill me! On mnie zabije! Powtarza dwa razy.

– Who will kill you? Kto cię zabije? – Pyta te wyższy i podnosi brwi. Tutaj jest bardzo bezpiecznie. Sam przecież organizowałeś ten konkurs.

– Mr Kaczynsky. You do not know him! Aktor łka jak dziecko. Widać, że odczuwa wewnętrzny ból niemocy. Gra doskonale.

– I see. OK. Do not worry. Nie martw się. Zróbmy to tak. – Proponuje Amerykanin. – Ja niby to będę udzielać ci reprymendy, a ty tylko będziesz patrzeć na mnie z niemym wyrazem twarzy, że niby jesteś taki zaskoczony. Będziesz usprawiedliwiony w oczach tego okrutnika.

– Dobrze! Doskonale! – Podchwytuje niższy aktor. Oklasków nie ma, bo wszyscy czekają, że będzie ciąg dalszy.

Scena 2 Otwarta na salę teatralną. Widzowie, kamery telewizyjne i inne akcesoria.

Występuje aktor Duda przebrany za prezydenta. Zapytany przez podstawionego na widowni dziennikarza o szczyt tej góry wygłasza swoją kwestie. Robi to swobodnie, z uśmiechem, wielkie aktorstwo widoczne jak na dłoni, tak bardzo, że każdy patrzy na swoją dłoń. To siła sugestii. Ja również patrzę, ale nic nie widzę, bo trwa głęboka noc.

– Szczyt udał się nadzwyczajnie, To najwyższy szczyt i najpiękniejszy, jaki widziałem w życiu. Rewelacja. Thank you very much, President Obama, for coming here. Dzięki wejściu na ten szczyt jesteśmy teraz lepsi, zasobniejsi, szczęśliwsi i bezpieczniejsi.

Zabiera głos aktor Obama, też przebrany za prezydenta. – Wasz demokracja jest nadzwyczajna,. Rewelacyjna, boska. Dużo starsza, niż myślałem. I admire you sincerely. Podziwiam Was szczerze. Przesyła dłonią pocałunek w kierunku sali. – Ale musicie coś zrobić z tym waszym Constitutional Tribunal. Wymawia słowa jakoś tak śmiesznie, ale chyba wszyscy rozumieją, bo się cieszą. Aktor kontynuuje. – To nie słowa się liczą, ale to, co robicie na co dzień, wolność prasy, praworządność. Wygląda i mówi bardzo poważnie. Lekki dreszcz przechodzi widzów. Aktorstwo pierwsza klasa. Wszycy mu wierzą.

Nasz aktor nie jest gorszy. Jest nawet może i lepszy, gdyż patrzy Obamie prosto w oczy i na usta, widać tylko jego lewy profil, wzrok ma mroczny. Nie odzywa się. Jest marmurowy jak pomnik. Rewelacja. Wszyscy biją brawo. Nie chcą przestać. Myślę, aby się w obudzić, bo ile można słuchać klaskania. Przestają.

Scena 3. Otwarta na cały kraj.

Na scenie dobrze odżywiony aktor. Bardzo znany. Słynny Prezes. Taki pseudonim, pod którym znają go nawet dzieci z przedszkola. Wszycy biją mu brawo. Jest ubrany w togę, widać od razu, kogo gra. Wielkiego przywódcę. Szychę. Takiego, co to wszystko może.

– I jak panu podobał się szczyt na tej górze? Komu zawdzięczamy jego wspaniale przygotowanie? – Pada pytanie z widowni.

Aktor patrzy nieufnie, jak to tylko on potrafi, kto zadaje mu pytanie. Kiedy rozpoznaje, że to kobieta, obdarza ją łagodnym spojrzeniem i na odległość całuje ją w rękę, niezwykle szarmancko. Za chwilę jego spojrzenie staje się ostre jak … jak nie wiem, co. Bije od niego niezwykła siła przekonywania. Niektórzy to odbierają jak powiew wielkich skrzydeł husarskich, podmuch Historii (z dużej litery, bo mała już się zużyła).

– Szczyt był niezwykle udany. – Oświadcza wielki aktor. – Dzięki komu? – Od razu zadaje pytanie. Wszyscy zgadują prawidłową odpowiedź. Napięcie dramatyczne rośnie. Widać wysiłek na twarzach, podobnie jak i na jego twarzy. Następuje zespolenie audytorium z aktorem. Boska gra! – I mnie ogarnia zachwyt, choć to tylko sen.

– Dzięki naszemu znakomitemu Antoniemu Macierewiczowi, Ministrowi Armii, naszemu Gołębiowi Pokoju. On jeden to wszystko zorganizował, własnoręcznie. Antoni jest boski w organizacji, bez niego kot by tu nawet nie miauknął. Aktor rozgląda się za kotem. Cisza, jak makiem zasiał. Wszycy są pod wpływem.

Nagle ktoś, chyba nieprzytomny, albo nie z tej epoki, wyrywa się głupio, niezręcznie.

– A Prezydent Duda? Jakie zasługi on ma dla tej góry? Dla tego szczytu.- Poprawia się.

Wybitny aktor patrzy niemo na salę. Cudowna gra. Wszyscy delektują się, kilka osób mlaska z zachwytu, jakby jedli przewyborne, historyczne już, śmietankowe lody Calypso. Znowu syzyfowy wysiłek na twarzy aktora, kiedy usiłuje sobie przypomnieć nazwisko. Napięcie audytorium osiąga apogeum. Większość kobiet i niektórzy mężczyźni szczytują. Pozostali tylko o tym marzą. Taki jest los człowieka. – Myślę we śnie.

– Duda? Duda? Powtarza aktor. – Nie przypominam sobie. Po chwili uśmiech szeroki jak ława poselska rozjaśnia jego twarz. – A! Ten Duda! Przepraszam, zamyśliłem się głęboko. Zupełnie o nim zapomniałem. Jeszcze raz przepraszam. Napięcie opada. Aktor kłania się głęboko. Widzowie są wzruszeni, wstają, sala aż huczy od braw.

Aktorów to my mamy pierwszej klasy. W niczym nie ustępujemy zagranicy, przynajmniej tej zachodniej, bo Wschód ma też rewelacyjny teatr. Trochę im ustępujemy, ale tylko w uzbrojeniu sceny teatralnej. Ale to sprawa chyba drugorzędna. Najważniejsze jest dobre aktorstwo.

0Shares

Rzeczpospolita Polska im. Lecha Kaczyńskiego

Piramida Cheopsa, Kheops Pyramid, by Nina, public domain

Do tysięcy ulic, placów, skwerów, stowarzyszeń, ruchów społecznych, nagród, sal zwykłych i sal konferencyjnych (jedna), ruchów, stowarzyszeń, alei, rond, muzeów, szkół podstawowych, gimnazjów i podobnych obiektów im. Lecha Kaczyńskiego, wczoraj doszedł jeszcze jeden: Terminal Paliwowy im. Lecha Kaczyńskiego, zwany także Gazoportem im Lecha Kaczyńskiego. W Onecie pojawił się nawet tytuł: Terminal Paliwowy w Świnoujściu im. Lecha Kaczyńskiego.

Boże! – Pomyślałem sobie wówczas. Jak rozpaczliwie Jarosław Kaczyński musi kochać siebie samego, aby narażać pamięć brata na takie szykany! Żeby jego imię i nazwisko figurowało na każdym przedmiocie, wielkim terminalu paliwowym, małym skwerku, i maciupcim pudełku zapałek! Czy on sam, Jarosław, lub pamięć jego brata, Lecha, będą od tego większe, szlachetniejsze, mądrzejsze? Jeśli ktoś wie, niech podniesie rękę lub głos.

Nigdy nie przyszło mi na myśl, że bezmyślność może przybrać rozmiary ośmieszające nie tylko pomysłodawcę, ale i św.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego obecna władza pragnie wypromować na bohatera narodowego. Lech Kaczyński stał się świętym, postacią uniwersalną, duchowym sponsorem i symbolem wszystko, co chodzi, stoi, siedzi i leży. Produkt „im. Lecha Kaczyńskiego” staje się stopniowo równie popularny, co " Trzy w jednym", „Mleko zero tłuszczu" i "Kiełbasa 36 % zawartości mięsa”.

Zmiana wszystkiego na „im Lecha Kaczyńskiego” zacznie się poważnie nie wcześniej niż za tydzień, ponieważ ten nadchodzący należy do Pazdana, piłkarza nożnego, najświeższego bohatera narodowego.

Przewiduję gwałtowny wzrost przedsiębiorczości. Najlepszym pomysłem, podobno już opatentowanym i opublikowanym w ustawowym terminie, jest tabliczka metalowa łączona na jednym końcu. Jej treść to: „im. Lecha Kaczyńskiego”. Dokręca się ją do starej nazwy, mającej wymiar standardowej tabliczki i sprawa gotowa. Przykład: Ul. Tadeusza Kościuszki im. Lecha Kaczyńskiego.

Podobno rolnik spod Koszowa, niejaki Paweł Ireneusz Sobiepański, wyhodował specjalne ziarna. Posadzone w letniej glebie i podlewane czerwcowymi deszczami rosną jak na drożdżach układając gałązki i liście w kształt „im. Lecha Kaczyńskiego”. Pomysł wziął się stąd, że kierowany duchem miłości partyjnej rolnik oznaczył swój kawałek ziemi „Działka nr 2105 im. Lecha Kaczyńskiego” i to przyniosło rewelacyjne wyniki. Wynalazca planuje produkować i sprzedawać hurtowo oryginalne żywopłoty, drzewa i krzewy. Nie muszę pisać, że pomysły tego rodzaju błogosławią potentaci religijni życzliwi wobec partii rządzącej.

Jedno jest pewne. Nasz rząd, reprezentowany przez najbardziej zmilitaryzowanego patriotę w kraju, Antoniego Macierewicza, wprowadzi wkrótce nowe nazewnictwo w całym resorcie, począwszy od szyfrów, przez samoloty bojowe, aż po pociągi pancerne. Rozkaz wydał Minister Obrony Narodowej Antoni Macierwicz im. Lecha Kaczyńskiego na wniosek Sztabu Generalnego Wojska Polskiego im. Lecha Kaczyńskiego.

Za kilka lat jedno tylko pozostanie niezmienione, bo byłoby to jawne kłamstwo. Otóż pomysl oznaczenia wszystkiego jedną nazwą nie może być nazwany „Pomysłem im. Lecha Kaczyńskiego”.

– Sprawiedliwość musi być. Prawo już mamy. – Powiedział Jarosław Kaczyński. Jeśli nie powiedział, to wkrótce powie. Zdumiałbym się, gdyby przestał mieć pomysły na ulepszania rzeczywistości.

Jestem z nim, to mój ukochany bohater. Oznaczanie przedmiotów i idei jego imieniem uważam jednak za przedwczesne. Choć kto wie, skoro jest Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy? Zapomnijcie o tej nazwie. Ma się ona wkrótce zmienić. Czyjego imienia będzie ten port, nie śmiem zgadywać.

0Shares

Dwa znamienne dni. Psychiatryczny zapis przeżyć.

Wain cats 6, by Lous Wain, public domainPrzeżycia układają mi się w dni, dni w blogi, a blogi w książkę. Piszę ją od trzech lat. Wkrótce skończę.

Rano, w drodze po Coca-Colę i 2 x Nimm, które okazały się zamknięte razem z Żabką, spotkałem Malamuta Alaskańskiego. On, rodzaj męski, szedł w towarzystwie, rodzaj żeński, który trzymał go na smyczy. To mnie upewniło, że kobiety są władcze, kiedy nie są okrutne. W kraju mamy matriarchat, tylko w Sejmie patriarchat.

Malamut miał na sobie puszyste srebrnoszare futro z białym kapturem mordy i przepiękne oczy. W futrze, twarzy i oczach można było się zakochać. Podjęliśmy konwersację. Była trudna, bo mówiliśmy różnymi językami, podobnie jak partia i naród. Utożsamiam się na narodem, co mi wolno; razem z wiekiem otrzymałem licencję poetycką.

Ja mówiłem po polsku, on po malamutańsku. Mimo to porozumieliśmy się w sprawach fundamentalnych. Zapraszał mnie na jogging. Bardzo serdecznie. Pokazywał to także na migi, podskakując, podbiegając i szczekając. Odpowiedziałem, że nie mogę, że jestem w sandałach, idę do sklepu i w ogóle to pić mi się chce. Chyba mi nie uwierzył. Szczekał i szczekał, zachęcając do przebieżki. Raz nawet polizał mnie w rękę. Boże, jak ja chciałbym, aby politycy mieli takie piękne twarze i maniery!

W drodze powrotnej spotkałem kobietę, wiek średniomłody, cała czarna, na czarnych koturnach; twarz nie pozostawiała wątpliwości, że trzymana była w mące. Olśniewająca niewiasta.

Obie istoty z białymi twarzami zapewniły mi pozytywne przeżycia; ustawiło mnie to na cały dzień.

Dwa dni temu miałem mniej szczęścia. W TV też ukazała się kobieta, też miała bladą twarz. Najpierw krzyczała, potem wskazała mnie palcem i grzmiała. Poznałem ją. Przestraszyłem się, czy jej to nie zaszkodzi.

Sporządziłem psychiatryczny zapis przemówienia. W większości są to cytaty. Sam bym tego nie wymyslił.

Prolog. Frans Timmermans, UE, wyraźnie wzruszony, Prezes Jarosław, Deus ex Machina, wyraźnie nieobecny.

Obraz: Kobieta, Beata, od Prezesa, słuszna budowa ciała, niebieska suknia na tle flag, spracowane ręce, usta do całowania. Broszki nie zauważyłem. Była tylko plakietka: Niech żyje Prezes!

Okrzyki: Mamy silną wolę, jesteśmy zainteresowani, wszystkie siły polityczne, odpowiedzialność, dziś prowadzimy dialog, podejmujemy kroki, ważny dzień, jesteśmy blisko, uspokoić i wyjaśnić, przyjazny dialog, rozwiązać spór polityczny, nie złamiemy prawa i konstytucji, szukamy wspólnego języka, wypracować i znaleźć.

Kosiniak-Kamysz, od Wyspiańskiego: Był podnoszony temat, zachęcanie, szansa na rozmowę, podpowiedź na postulat, jesteśmy otwarci.

Wnioski: Zasługujesz na to. Czy mnie ktoś słyszy? Operacja się udała, ale nieboszczyk umarł. Brawo ty.

0Shares