Fantazyjny przegląd wielkich wydarzeń krajowych.

Bald_eagle_at_the_Hawk_Conservancy_Trust, by Lewis Hulbert, Creative Commons

Nocą popuściłem cugli fantazji i strasznie się rozbrykała. Fantazja jest niezbędna do pisania komentarzy politycznych. Każdy wypowiada się na tematy polityczne, zdecydowałem się i ja, ponieważ też nie mam ku temu kwalifikacji. Mam nadzieję, że to co piszę, jest przynajmniej gramatycznie poprawne.

Premier Szydło ogromnie chwaliła Antoniego Macierewicza. „To nasz najlepszy, najwybitniejszy, najukochańszy Minister Obrony Narodowej”. – Wzniosła oczy go góry, wzywając pana Boga na świadka, który niestety nic nie odpowiedział. Chyba był zajęty, bo była to pora obiadowa. Podobno miał tylko potwierdzić później w wywiadzie udzielonym telewizji „Trwam”: „Dosyć mam was, Polaków, waszej polityki, waszego Kaczyńskiego, waszego rządu, Szkodnika Balcerowicza i Szkodnika Rzeplińskiego”. – Wymieniał i wymieniał wszystkich, którzy nadepnęli mu na pietę. Jemu, ale nie partii, tej jedynej, która też jest tworem bożym, a jeśli nie bożym, to bardzo pobożnym.

– Antoni Macierewicz to nasz najwybitniejszy Minister Obrony Narodowej.- Powtórzyła pani Premier. Amerykanie nie zrozumieli, bo u nich najwybitniejsi przywódcy wojskowi leżą w grobie, przeważnie na wojskowym cmentarzu w Arlington.

Kiedy pani Premier publicznie i mocno chwaliła pana Macierewicza, zobaczyła jego wzrok pełen miłości i natychmiast wyciągnęła rękę przez pół sali, aby ją całował. Znaczy się rękę, nie salę, choć nie wątpię, że z wdzięczności to i salę by całował, tak niezwykłe jest jego poczucie szacunku i wdzięczności dla Partii i jej Premiera.

W napadzie serdecznej podzięki, Minister Macierwicz ujął rękę pani Premier w swoje mocne, wojskowe dłonie, schylił głowę, potrząsnął siwą czupryna i całował. Ale jak! Całowanie to akt znamienny dla wielkiej Partii, do której należy, oraz jej Przywódcy. Minister całował długo i serdecznie, potem popatrzył na Panią Premier, coś zobaczył w jej oczach, chyba dezaprobatę, że było tylko raz. Wtedy całował po raz drugi, jeszcze dłużej i jeszcze serdeczniej. Przestał, kiedy pani Szydło obdarzyła go powłóczystym, niezwykle życzliwym kobieco-rządowym spojrzeniem i wyszeptała ciepło „Wariat”, w dobrym tego słowa znaczeniu. Oboje byli szczęśliwi, a ja z nimi, ponieważ nic nie cieszy mnie bardziej, niż szczęście dwojga dojrzałych, kochających się osób. Może z wyjątkiem wielkiej i wyjątkowej Partii, która też mnie cieszy, kiedy jest szczęśliwa (szczególnie nocą, kiedy może swobodnie oddawać się temu, co najbardziej kocha, czyli pieszczotom i czułościom wewnątrzpartyjnym).

Są prawnicy, którzy mówią, że jest to miłość kazirodcza, bo wewnątrz jednej rodziny. Nie wiem, czy dzisiaj można wierzyć wszystkim prawnikom. Co najmniej jednemu nie wierzę za grosz. Co do samego kazirodztwa, to też mi się nie podoba, podobnie jak inne zboczenia.  

C.d. nastąpi.

Obraz: Bald eagle, by Lewis Hulbert, Creative Commons

PS. Przy okazji wspomnę, jeśli podoba się Państwu styl mojego pisania, że zabiegam teraz o wydanie pierwszego zbioru moich opowiadań, które uważam za najlepszą część mojej dotychczasowej twórczości. Krótka forma, zwłaszcza satyra, groteska, humoreska, wychodzi mi chyba najlepiej, najbardziej odpowiada mojej duchowości.

 

 

Konkurs improwizacji politycznych wybitnych aktorów z Polski i zagranicy

Pow wow humour, by Lilyu, public licence

Miałem sen, jak to ja. Śnił mi się konkurs politycznej improwizacji teatralnej, z udziałem wybitnych aktorów polskich i jednego zagranicznego, wysokiego, dobrze ucharakteryzowanego i utytułowanego. Trudno mi było zgadnąć we śnie, kto to był. Mówią, że to prawdziwy celebryta. Nie za bardzo rozumiem, bo na przykład wśród piosenkarzy celebryta to artysta, który w czasie spektaklu wypina goły tyłek na publiczność, a ona nadal go kocha. Może nawet jeszcze więcej.

Aktorzy występowali parami, ich rolą było odegranie jednej określonej scenki teatralnej. Krótko mówiąc, mieli improwizować.

Scena 1: Na zapleczu teatru.

Aktorzy Obama i Duda, imion nie pamiętam, stoją bardzo wysoko na jakiejś potężnej górze, na samym szczycie. Grają. Są ubrani jak farmerzy amerykańscy w drodze do kościoła, w elegancko odprasowane garnitury. Tytułują się, że niby są tacy ważni.

– President Duda! Zrób coś, chłopie, wreszcie z tym trybunałem, bo udzielę ci reprymendy.

– President Obama. Nie mogę, naprawdę nie mogę. Płacze. He will kill me! He will kill me! On mnie zabije! Powtarza dwa razy.

– Who will kill you? Kto cię zabije? – Pyta te wyższy i podnosi brwi. Tutaj jest bardzo bezpiecznie. Sam przecież organizowałeś ten konkurs.

– Mr Kaczynsky. You do not know him! Aktor łka jak dziecko. Widać, że odczuwa wewnętrzny ból niemocy. Gra doskonale.

– I see. OK. Do not worry. Nie martw się. Zróbmy to tak. – Proponuje Amerykanin. – Ja niby to będę udzielać ci reprymendy, a ty tylko będziesz patrzeć na mnie z niemym wyrazem twarzy, że niby jesteś taki zaskoczony. Będziesz usprawiedliwiony w oczach tego okrutnika.

– Dobrze! Doskonale! – Podchwytuje niższy aktor. Oklasków nie ma, bo wszyscy czekają, że będzie ciąg dalszy.

Scena 2 Otwarta na salę teatralną. Widzowie, kamery telewizyjne i inne akcesoria.

Występuje aktor Duda przebrany za prezydenta. Zapytany przez podstawionego na widowni dziennikarza o szczyt tej góry wygłasza swoją kwestie. Robi to swobodnie, z uśmiechem, wielkie aktorstwo widoczne jak na dłoni, tak bardzo, że każdy patrzy na swoją dłoń. To siła sugestii. Ja również patrzę, ale nic nie widzę, bo trwa głęboka noc.

– Szczyt udał się nadzwyczajnie, To najwyższy szczyt i najpiękniejszy, jaki widziałem w życiu. Rewelacja. Thank you very much, President Obama, for coming here. Dzięki wejściu na ten szczyt jesteśmy teraz lepsi, zasobniejsi, szczęśliwsi i bezpieczniejsi.

Zabiera głos aktor Obama, też przebrany za prezydenta. – Wasz demokracja jest nadzwyczajna,. Rewelacyjna, boska. Dużo starsza, niż myślałem. I admire you sincerely. Podziwiam Was szczerze. Przesyła dłonią pocałunek w kierunku sali. – Ale musicie coś zrobić z tym waszym Constitutional Tribunal. Wymawia słowa jakoś tak śmiesznie, ale chyba wszyscy rozumieją, bo się cieszą. Aktor kontynuuje. – To nie słowa się liczą, ale to, co robicie na co dzień, wolność prasy, praworządność. Wygląda i mówi bardzo poważnie. Lekki dreszcz przechodzi widzów. Aktorstwo pierwsza klasa. Wszycy mu wierzą.

Nasz aktor nie jest gorszy. Jest nawet może i lepszy, gdyż patrzy Obamie prosto w oczy i na usta, widać tylko jego lewy profil, wzrok ma mroczny. Nie odzywa się. Jest marmurowy jak pomnik. Rewelacja. Wszyscy biją brawo. Nie chcą przestać. Myślę, aby się w obudzić, bo ile można słuchać klaskania. Przestają.

Scena 3. Otwarta na cały kraj.

Na scenie dobrze odżywiony aktor. Bardzo znany. Słynny Prezes. Taki pseudonim, pod którym znają go nawet dzieci z przedszkola. Wszycy biją mu brawo. Jest ubrany w togę, widać od razu, kogo gra. Wielkiego przywódcę. Szychę. Takiego, co to wszystko może.

– I jak panu podobał się szczyt na tej górze? Komu zawdzięczamy jego wspaniale przygotowanie? – Pada pytanie z widowni.

Aktor patrzy nieufnie, jak to tylko on potrafi, kto zadaje mu pytanie. Kiedy rozpoznaje, że to kobieta, obdarza ją łagodnym spojrzeniem i na odległość całuje ją w rękę, niezwykle szarmancko. Za chwilę jego spojrzenie staje się ostre jak … jak nie wiem, co. Bije od niego niezwykła siła przekonywania. Niektórzy to odbierają jak powiew wielkich skrzydeł husarskich, podmuch Historii (z dużej litery, bo mała już się zużyła).

– Szczyt był niezwykle udany. – Oświadcza wielki aktor. – Dzięki komu? – Od razu zadaje pytanie. Wszyscy zgadują prawidłową odpowiedź. Napięcie dramatyczne rośnie. Widać wysiłek na twarzach, podobnie jak i na jego twarzy. Następuje zespolenie audytorium z aktorem. Boska gra! – I mnie ogarnia zachwyt, choć to tylko sen.

– Dzięki naszemu znakomitemu Antoniemu Macierewiczowi, Ministrowi Armii, naszemu Gołębiowi Pokoju. On jeden to wszystko zorganizował, własnoręcznie. Antoni jest boski w organizacji, bez niego kot by tu nawet nie miauknął. Aktor rozgląda się za kotem. Cisza, jak makiem zasiał. Wszycy są pod wpływem.

Nagle ktoś, chyba nieprzytomny, albo nie z tej epoki, wyrywa się głupio, niezręcznie.

– A Prezydent Duda? Jakie zasługi on ma dla tej góry? Dla tego szczytu.- Poprawia się.

Wybitny aktor patrzy niemo na salę. Cudowna gra. Wszyscy delektują się, kilka osób mlaska z zachwytu, jakby jedli przewyborne, historyczne już, śmietankowe lody Calypso. Znowu syzyfowy wysiłek na twarzy aktora, kiedy usiłuje sobie przypomnieć nazwisko. Napięcie audytorium osiąga apogeum. Większość kobiet i niektórzy mężczyźni szczytują. Pozostali tylko o tym marzą. Taki jest los człowieka. – Myślę we śnie.

– Duda? Duda? Powtarza aktor. – Nie przypominam sobie. Po chwili uśmiech szeroki jak ława poselska rozjaśnia jego twarz. – A! Ten Duda! Przepraszam, zamyśliłem się głęboko. Zupełnie o nim zapomniałem. Jeszcze raz przepraszam. Napięcie opada. Aktor kłania się głęboko. Widzowie są wzruszeni, wstają, sala aż huczy od braw.

Aktorów to my mamy pierwszej klasy. W niczym nie ustępujemy zagranicy, przynajmniej tej zachodniej, bo Wschód ma też rewelacyjny teatr. Trochę im ustępujemy, ale tylko w uzbrojeniu sceny teatralnej. Ale to sprawa chyba drugorzędna. Najważniejsze jest dobre aktorstwo.

Rzeczpospolita Polska im. Lecha Kaczyńskiego

Piramida Cheopsa, Kheops Pyramid, by Nina, public domain

Do tysięcy ulic, placów, skwerów, stowarzyszeń, ruchów społecznych, nagród, sal zwykłych i sal konferencyjnych (jedna), ruchów, stowarzyszeń, alei, rond, muzeów, szkół podstawowych, gimnazjów i podobnych obiektów im. Lecha Kaczyńskiego, wczoraj doszedł jeszcze jeden: Terminal Paliwowy im. Lecha Kaczyńskiego, zwany także Gazoportem im Lecha Kaczyńskiego. W Onecie pojawił się nawet tytuł: Terminal Paliwowy w Świnoujściu im. Lecha Kaczyńskiego.

Boże! – Pomyślałem sobie wówczas. Jak rozpaczliwie Jarosław Kaczyński musi kochać siebie samego, aby narażać pamięć brata na takie szykany! Żeby jego imię i nazwisko figurowało na każdym przedmiocie, wielkim terminalu paliwowym, małym skwerku, i maciupcim pudełku zapałek! Czy on sam, Jarosław, lub pamięć jego brata, Lecha, będą od tego większe, szlachetniejsze, mądrzejsze? Jeśli ktoś wie, niech podniesie rękę lub głos.

Nigdy nie przyszło mi na myśl, że bezmyślność może przybrać rozmiary ośmieszające nie tylko pomysłodawcę, ale i św.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego obecna władza pragnie wypromować na bohatera narodowego. Lech Kaczyński stał się świętym, postacią uniwersalną, duchowym sponsorem i symbolem wszystko, co chodzi, stoi, siedzi i leży. Produkt „im. Lecha Kaczyńskiego” staje się stopniowo równie popularny, co " Trzy w jednym", „Mleko zero tłuszczu" i "Kiełbasa 36 % zawartości mięsa”.

Zmiana wszystkiego na „im Lecha Kaczyńskiego” zacznie się poważnie nie wcześniej niż za tydzień, ponieważ ten nadchodzący należy do Pazdana, piłkarza nożnego, najświeższego bohatera narodowego.

Przewiduję gwałtowny wzrost przedsiębiorczości. Najlepszym pomysłem, podobno już opatentowanym i opublikowanym w ustawowym terminie, jest tabliczka metalowa łączona na jednym końcu. Jej treść to: „im. Lecha Kaczyńskiego”. Dokręca się ją do starej nazwy, mającej wymiar standardowej tabliczki i sprawa gotowa. Przykład: Ul. Tadeusza Kościuszki im. Lecha Kaczyńskiego.

Podobno rolnik spod Koszowa, niejaki Paweł Ireneusz Sobiepański, wyhodował specjalne ziarna. Posadzone w letniej glebie i podlewane czerwcowymi deszczami rosną jak na drożdżach układając gałązki i liście w kształt „im. Lecha Kaczyńskiego”. Pomysł wziął się stąd, że kierowany duchem miłości partyjnej rolnik oznaczył swój kawałek ziemi „Działka nr 2105 im. Lecha Kaczyńskiego” i to przyniosło rewelacyjne wyniki. Wynalazca planuje produkować i sprzedawać hurtowo oryginalne żywopłoty, drzewa i krzewy. Nie muszę pisać, że pomysły tego rodzaju błogosławią potentaci religijni życzliwi wobec partii rządzącej.

Jedno jest pewne. Nasz rząd, reprezentowany przez najbardziej zmilitaryzowanego patriotę w kraju, Antoniego Macierewicza, wprowadzi wkrótce nowe nazewnictwo w całym resorcie, począwszy od szyfrów, przez samoloty bojowe, aż po pociągi pancerne. Rozkaz wydał Minister Obrony Narodowej Antoni Macierwicz im. Lecha Kaczyńskiego na wniosek Sztabu Generalnego Wojska Polskiego im. Lecha Kaczyńskiego.

Za kilka lat jedno tylko pozostanie niezmienione, bo byłoby to jawne kłamstwo. Otóż pomysl oznaczenia wszystkiego jedną nazwą nie może być nazwany „Pomysłem im. Lecha Kaczyńskiego”.

– Sprawiedliwość musi być. Prawo już mamy. – Powiedział Jarosław Kaczyński. Jeśli nie powiedział, to wkrótce powie. Zdumiałbym się, gdyby przestał mieć pomysły na ulepszania rzeczywistości.

Jestem z nim, to mój ukochany bohater. Oznaczanie przedmiotów i idei jego imieniem uważam jednak za przedwczesne. Choć kto wie, skoro jest Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy? Zapomnijcie o tej nazwie. Ma się ona wkrótce zmienić. Czyjego imienia będzie ten port, nie śmiem zgadywać.

Dwa znamienne dni. Psychiatryczny zapis przeżyć.

Wain cats 6, by Lous Wain, public domainPrzeżycia układają mi się w dni, dni w blogi, a blogi w książkę. Piszę ją od trzech lat. Wkrótce skończę.

Rano, w drodze po Coca-Colę i 2 x Nimm, które okazały się zamknięte razem z Żabką, spotkałem Malamuta Alaskańskiego. On, rodzaj męski, szedł w towarzystwie, rodzaj żeński, który trzymał go na smyczy. To mnie upewniło, że kobiety są władcze, kiedy nie są okrutne. W kraju mamy matriarchat, tylko w Sejmie patriarchat.

Malamut miał na sobie puszyste srebrnoszare futro z białym kapturem mordy i przepiękne oczy. W futrze, twarzy i oczach można było się zakochać. Podjęliśmy konwersację. Była trudna, bo mówiliśmy różnymi językami, podobnie jak partia i naród. Utożsamiam się na narodem, co mi wolno; razem z wiekiem otrzymałem licencję poetycką.

Ja mówiłem po polsku, on po malamutańsku. Mimo to porozumieliśmy się w sprawach fundamentalnych. Zapraszał mnie na jogging. Bardzo serdecznie. Pokazywał to także na migi, podskakując, podbiegając i szczekając. Odpowiedziałem, że nie mogę, że jestem w sandałach, idę do sklepu i w ogóle to pić mi się chce. Chyba mi nie uwierzył. Szczekał i szczekał, zachęcając do przebieżki. Raz nawet polizał mnie w rękę. Boże, jak ja chciałbym, aby politycy mieli takie piękne twarze i maniery!

W drodze powrotnej spotkałem kobietę, wiek średniomłody, cała czarna, na czarnych koturnach; twarz nie pozostawiała wątpliwości, że trzymana była w mące. Olśniewająca niewiasta.

Obie istoty z białymi twarzami zapewniły mi pozytywne przeżycia; ustawiło mnie to na cały dzień.

Dwa dni temu miałem mniej szczęścia. W TV też ukazała się kobieta, też miała bladą twarz. Najpierw krzyczała, potem wskazała mnie palcem i grzmiała. Poznałem ją. Przestraszyłem się, czy jej to nie zaszkodzi.

Sporządziłem psychiatryczny zapis przemówienia. W większości są to cytaty. Sam bym tego nie wymyslił.

Prolog. Frans Timmermans, UE, wyraźnie wzruszony, Prezes Jarosław, Deus ex Machina, wyraźnie nieobecny.

Obraz: Kobieta, Beata, od Prezesa, słuszna budowa ciała, niebieska suknia na tle flag, spracowane ręce, usta do całowania. Broszki nie zauważyłem. Była tylko plakietka: Niech żyje Prezes!

Okrzyki: Mamy silną wolę, jesteśmy zainteresowani, wszystkie siły polityczne, odpowiedzialność, dziś prowadzimy dialog, podejmujemy kroki, ważny dzień, jesteśmy blisko, uspokoić i wyjaśnić, przyjazny dialog, rozwiązać spór polityczny, nie złamiemy prawa i konstytucji, szukamy wspólnego języka, wypracować i znaleźć.

Kosiniak-Kamysz, od Wyspiańskiego: Był podnoszony temat, zachęcanie, szansa na rozmowę, podpowiedź na postulat, jesteśmy otwarci.

Wnioski: Zasługujesz na to. Czy mnie ktoś słyszy? Operacja się udała, ale nieboszczyk umarł. Brawo ty.

Drugie przemówienie sejmowe Prezesa Kaczyńskiego do wiernych

Grzesznik klęczący by Wenceslas Hollar, public domairPrzeczytałem szeroko komentowane pierwsze przemówienie Pana Prezesa do wiernych i napisałem drugie, uzupełniające i wyjaśniające zawiłości pierwszego.

Towarzysze i Towarzyszki! Narodzie Suwerenie!

W Dniu Święta Flagi Partyjnej wygłosiłem przemówienie; nie wszyscy je zrozumieli, taka w nim była głębia i szczerość. Nawiązuję do pojęć użytych przeze mnie w przemówieniu, których znaczenie umknęło prostym umysłom, jakich nie brakuje w naszym kraju. Pojęcia te to „legitymacja” oraz „rodzaj”.

Mówiąc o legitymacjach, miałem na myśli sprawy głębokie i ważne. Najprostsza to legitymacja szkolna, tak banalnie prosta, że jej nawet nie wspomnę. Ale są, cytuję siebie, „legitymacje, o których można powiedzieć, że są głębsze”. Jedna z nich, ”legitymacja ogromnie istotna” to „ legitymacja drugiego rodzaju”, a wszystkie je łączy, znowu cytuję, „legitymizacja”. Mówiąc o legitymizacji, która „ma pięć rodzajów”, nawiązałem oczywiście do Księgi Rodzaju, najważniejszej Księgi Biblii. Księga Rodzaju zawiera treści najbliższe naszemu wielkiemu partyjnemu sercu bijącemu dla Narodu.

Wymienię je w skrócie: początek ludzkości i źródło grzechu, świat stworzony przez Boga, pierwotny stan szczęścia, upadek pierwszych ludów i grzech pierworodny, zabójstwo Abla przez Kaina, moralne zepsucie ludzkości, potop, przymierze Boga z Noem oraz Wieża Babel.

Co i kogo one oznaczają, nie będę mówić, bo jest to równie oczywiste jak nasza miłość do Narodu w imię Suwerena. Nie od rzeczy będzie jednak – myśląc w kategoriach piekła i czyśćca, grzechu i zła – wspomnieć o naszych oponentach: PO, Nowoczesnej, PSL, a także złoczyńcach z KOD i Trybunału Konstytucyjnego, tej studni wszelkiego zła, a nawet o Kukizie16 niebezpiecznie balansującym na muzycznych wrotkach na krawędzi prawdy i kłamstwa.

Nie będę przedłużać przemówienia, gdyż i tak doskonale rozumiecie mnie bez słów. Powiem krótko, otwarcie i szczerze: My to wszystko naprawimy! Naprawimy Polską Księgę Rodzaju!

 

Nowa atmosfera w Sejmie. Dni rozwagi, skupienia i miłości.

Book_of_Ezekiel_Chapter_1-1_(Bible_Illustrations_by_Sweet_Media)Po pomyślnym rozwiązaniu sprawy aborcji, Prezes poprosił opozycję („po raz ostatni”, jak wyjaśnił) o dni rozwagi, skupienia i miłości. Prośbę natychmiast przyjęto; w Sejmie powstał Komitet Pokoju, łączący sercami partię rządzącą i trzy partie opozycyjne.

Czwarta partia została wyłączona.

– To partia niepoważna i hałaśliwa; biegają po scenie z gitarami, w ciężkich wojskowych buciorach. – Wyjaśnił uprzejmie Prezes. – Nie rozumieją, czego naprawdę pragniemy. Samym śpiewem niewiele ugramy, a przecież nam chodzi najbardziej, wam oczywiście mniej, o naszą ukochaną ojczyznę. Trzy ostatnie słowa wypowiedział z dużej litery. – Znacie mnie, bracia! – Kontynuował. Jestem człowiekiem konsekwentnym. Jak powiedziałem przed wyborami parlamentarnymi, że wymienimy w kraju wszystko, od sprzątaczek w radach nadzorczych po kamasze na uzbrojeniu armii, to słowa dotrzymuję. – Jeszcze raz serdecznie was proszę o zaniechanie swarów i wojny, którą prowadziliście z nami od dłuższego czasu. Zrozumcie, kochani, jesteśmy najbardziej pokojową partią na świecie. Ubiegamy się w tej sprawie o zapis w Księdze Guinnessa. Świętej pamięci Matka Teresa z Kalkuty przy nas to zwykła buntowniczka!

Trzej opozycjoniści wybuchnęli śmiechem z ogromnej radości, że wreszcie wróciły normalne czasy; rechotali i rechotali jak pijane żaby na wiosnę. Prezes mruknął wyrozumiale „spoko” i czekał, aż się uspokoją. Nie przemawiał już więcej. Powtórzył tylko łagodnym głosem prośbę o pokój do zakończenia Dni Młodzieży i wyjazdu Ojca Świętego z Polski.

– Jak tylko skończy się ten okres, od razu poprawimy wszystko. Obiecuję wam z głębi serca, że jeszcze tej samej nocy opublikujemy wyrok Trybunału Konstytucyjnego, a prezydent natychmiast, bez zwłoki, jak tylko wróci z nart w Himalajach, zaprzysięgnie tych biednych trzech sędziów, którzy wskutek własnej nieuwagi zagubili się w statystyce. Zawsze chcieliśmy to zrobić, tylko nam przeszkadzano.

Kiedy skończył, wybuchł serdecznym śmiechem z radości, jaką sprawił obywatelom swoją wypowiedzią i dobrocią serca. Zza sceny dobiegły oklaski klakierów wynajętych przez Suwerena, cieszącego się z powrotu pokoju i normalności. Wszystkie partie polityczne zbratane w uścisku podjęły taniec, poważnie, cicho stąpając w miejscu, w ciżemkach zamiast woskowych buciorów, aby nie ranić uszu Prezesa.

Na wieść o pokoju w Sejmie, naród otworzył usta z zachwytu i zdumienia. Zrozumiał, że partia rządząca zmieniła się o całe 360 stopni i że teraz wszystko pójdzie jak z płatka. Ludzie pragnęli ściskać Prezesa, co drugi nawet całować go po rękach. Prezes przyzwyczajony do hołdów uśmiechał się dobrotliwie na wiadomość o pieszczotach, jakie mu oferowano.

Na scenę społeczną wróciła normalność. Obywatele rwali się do telewizorów, aby oglądać wiadomości, odwoływano karetki pogotowia, odkładano do lamusa białe kaftany. Rząd ogłosił święto „Wiosny Pokoju”. Wszyscy już rozumieli, że obietnica Prezesa to rzecz pewniejsza niż skała. Zagranica też to zaważyła. President Obama poprosił natychmiast o audiencję u Prezydenta Dudy, aby poinformować go, że dla uczczenia tej wspaniałej chwili oddaje cały arsenał militarny swojego kraju do dyspozycji Ministra Obrony Narodowej, słynnego także w USA Anthony Matsierevitsch’a.

– God bless you, dear Yaroslav. I love you! – Krzyknął President Obama przed odlotem do Waszyngtonu. Do piersi tulił malutkiego pluszowego żuberka podarowanego mu przez polski rząd na wspomnienie Puszczy Białowieskiej zjedzonej przez korniki.

Michael Tequila: „Sędzia od Świętego Jerzego”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Koń Anonim: Jestem, więc kopię.

New year picture author unknown
Nie wiem, skąd bierze się przeświadczenie przywódców, ich bezwstydna czelność pouczania obywateli, którzy na nich nie głosowali (czy nawet głosowali), co jest słuszne, a co niesłuszne, co mądre, a co głupie i jak powinno się żyć.

Jedynym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest skrzywienie psychiczne, owa bezgraniczna arogancja lub rodzaj otępienia, który zamyka politykom oczy na różnorodność ludzkich postaw, wartości i wrażliwości.

Obudziłem się, szczęśliwy, że się w ogóle obudziłem, bo przecież mógłbym zrobić coś przeciwnego, obudziłem się – powtarzam – z dziwnym poczuciem, że coś jest nie tak. Dziwność nie zaskoczyła mnie specjalnie, bo w dzisiejszych czasach nic nie jest z góry wiadome ani pewne.

Czułem, że się zmieniłem. Sprawdzam, patrzę, faktycznie jestem inny. Stało się to albo we śnie (mam wrażenie, że wciąż rosnę wraz z dojrzewającą częścią społeczeństwa) albo pod wpływem nauczania Pana Prezesa i Pana Prezydenta. Chyba raczej to drugie. Tak, na pewno to drugie!

Uczestniczyłem ostatnio w regularnych relaksujących rekolekcjach (RRR) prowadzonych przez tych dwóch wybitych mężów stanu na temat prawdy, moralności, patriotyzmu i dumy. Dzięki ich nauczaniu wiele zrozumiałem. To mnie zmieniło.

Nie mogę dłużej ukrywać natury zmiany: stałem się Koniem.

Z koniem, Drodzy Państwo, łączą człowieka serdecznie nie tylko przysłowia i porównania: pracowity jak koń, chudy jak szkapa, rży jak koń (to o pewnej pani z parlamentu), harować jak koń (nie warto tego robić, trzeba pracować mądrze, choćby nawet i w zaprzęgu), baba z wozu, koniom lżej (to chyba niesłuszne), zdrowy jak koń czy też zad jak u kobyły (to bardzo obfite), ale i głębsze więzi, ideologiczno-ekonomiczne.

Wracam do tematu. Nie ma znaczenia, jakim koniem jestem, zwykłym, pociągowym, wyścigowym czy kawaleryjskim; ważne jest jedynie to, że ciągnie mnie do żłobu. Tak mnie zdefiniowali zgodnie rzecznicy Pana Prezesa i Pana Prezydenta na podstawie mojego uczestnictwa w manifestacjach KOD-u. Ich diagnoza, nie tylko, że słuszna, to jeszcze daje mi wyraźne korzyści. Dzięki niej stanąłem mocniej na ziemi, nie na dwóch, ale na czterech kończynach.

Na wszelki wypadek postanowiłem to sprawdzić. Pognałem kłusem na najbliższą manifestację KOD-u. Prezes i Prezydent bezwzględnie mają rację. Byli tam tylko ci, co utracili przywileje i których odsunięto od żłobu. Ani jedni ani drudzy nie mogą się z tym pogodzić. Osobiście, mówię to szczerze, po końsku, brak żłobu odczuwam bardzo boleśnie. Inne konie, uczestnicy spotkań KOD-u czują to samo. Tak mówiły.

Nie jestem pewien, czy powszechna tęsknota za żłobem to dobrze czy źle. Z jednej strony, im więcej chętnych do żłobu, tym trudniej się dopchać. Z drugiej jednak, tworzymy wspólnotę obywatelską, o której tak przekonywująco o mówił Pan Prezydent i której budowę sam mocno wspiera.

Ostatnie dwa nauczania, Prezesa Kaczyńskiego w Łomży i Prezydenta Dudy w Otwocku, ich treść, głębia i prawda, wpłynęły na mnie kojąco. Dwie wspaniałe oracje na każdym musiały zrobić wrażenie: muzyka słów, żywa gestykulacja, subtelna mowa ciała. Pan Andrzej (pozwolę sobie na to serdeczne zbliżenie) uroczo nadymał wagi i toczył wzrokiem w prawo i w lewo wymawiając hasło: „Ojczyznę dojną racz nam zwrócić, Panie!” Powtarzanie tego hasła sprawiało mu prawdziwą radość. Ludzi bili mu brawo.

Pan Jarosław z kolei podniecił się kilka razy przy mównicy tak bardzo, że zacząłem bać się o jego serce. Powinien być ostrożniejszy z podnietą. Jego reakcję uznałem za wyraz głębokich ojcowskich uczuć wobec nas, obywateli, oraz targającej nim pasji naprawy ojczyzny i likwidacji zła.

Obydwaj mężowie stanu poddali analizie zjawiska zachodzące w kraju: głębokiej, odkrywczej, prawdziwie freudowskiej. O ile poprzednio ich tylko szanowałem, to teraz ich po prostu kocham. Mężczyźnie w dojrzałym wieku nie wstyd przyznać się do prawdziwych uczuć. W telewizji wtórowała im Pani Premier i Pan Minister Sprawiedliwości; też mówili doskonale i przekonywująco, ale to jednak nie to samo.

Był to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Coś we mnie pękło ze wzruszenia, coś się narodziło. Mam nadzieję, że i inni też tak to przeżyli. Teraz to i Trybunał Konstytucyjny nie jest mi straszny.

Podsumuję: Zmieniłem się. Myślę, więc kopię!

Michael Tequila: „SĘDZIA OD ŚWIĘTEGO JERZEGO”, powieść psychologiczno-obyczajowo-kryminalna do nabycia w księgarniach Matras, Dom Książki i księgarniach internetowych.

Niespokojna relacja z życia politycznego i obywatelskiego.

Malczewski_Jacek Hamlet Polski public domain
Żyję niespokojnie. W Sejmie dzieje się tak wiele, że w dzień nie mam czasu, aby zrobić cokolwiek poza oglądaniem wiadomości telewizyjnych. Noc jest dla jeszcze straszniejsza, ponieważ w Sejmie dzieje się jeszcze więcej. PiS pracuje teraz na dwie zmiany, dzienną i nocną. Prezydent pracuje nieprzerwanie.

– To dobrze, myślę. – Myśleniem i pracą społeczeństwa się bogacą. U nas społeczeństwo dzisiaj to głównie PiS, jego zwolennicy i pan Andrzej Duda, co do którego roli nie jestem pewien. Zewsząd słyszę, że jest prezydentem. Szkoda tylko, że nikt nie wyjaśnia czyim. Wiem natomiast, bez podpowiedzi, że bardzo nie lubi Trybunału Konstytucyjnego, skoro nie zaprzysięga sędziów wybranych przez Sejm.

W Sejmie ujawnili się działacze poprzedniego ustroju. Dla jasności, nie chodzi o III Rzeczpospolitą, tylko o PRL. Ale są to dobrzy działacze, zwani niegdyś aktywistami. Do życia w Sejmie powołał ich PiS. Trybunał Konstytucyjny nie spełnia swojej roli, wobec czego pan Prezes zatrudnił trybunów z szeregów PZPR-u. Nienawidzi komunistów, ale nie tych najlepszych. Umie docenić ludzi.

Awangardę PiS stanowi dzisiaj poseł Stanisław Piotrowicz, były prokurator PRL, do którego inni posłowie zwracają się z szacunkiem „Towarzyszu Prokuratorze”. To on najżywiej referuje sprawy Trybunału Konstytucyjnego. W 1981 roku jako szef Prokuratury Rejonowej w Krośnie pan Piotrowicz oczyścił z zarzutów księdza pedofila z Tylawy. Jakie podał uzasadnienie można znaleźć na stronach www.natemat.pl. W 1984 roku Stanisław Piotrowicz został odznaczony przez władze PRL brązowym krzyżem zasługi.

Na pytanie, dlaczego były prokurator PRL-u reprezentuje dziś PiS w Sejmie, Wicemarszałek Terlecki (a może był to poseł Suski o twarzy tchnącej błyskotliwością, nie pamiętam), odpowiedział, że PZPR miało 3 miliony członków i niektórzy byli dobrymi ludźmi. To dobrze. Po rządami PiS nic w kraju się nie zmarnuje.

Prezes Kaczyński przyjmuje w Sejmie coraz więcej hołdów. Członkowie PiS podchodzą do niego, siedzącego na ławie poselskiej, po błogosławieństwo, pochylają nisko głowy i szepcą swoje prośby. Kiedy pochylają się, całują go a rękę, ale tak dyskretnie, że trudno to zauważyć. On uważnie wysłuchuje i poważnie kiwa głową na tak, albo nie. Petenci skrzętnie to rejestrują w pamięci i odbiegają, aby wcielić z życie przekazywane idee. Ludzie mówią, że pan Prezes to najbardziej znany teraz ojciec chrzestny. Czyj, nie wiadomo. Może Prezydenta Dudy, który jest do niego tak serdecznie usposobiony?

Obraz to: „Hamlet Polski” Jacka Malczewskiego.

Jego Hamlet kojarzy mi się z jedną z czołowych postaci naszego życia politycznego. W oryginalnym dramacie „Hamlet” pasjonującym problemem jest kwestia szaleństwa. Hamlet udaje szalonego, ale to nie znaczy, że szalonym faktycznie nie jest. Siłą sprawczą kierującą postępowaniem Hamleta jest zemsta.

Wielki Teatr Polityczny. Reżyser: Prezes Kaczyński, aktorzy: Prezydent i Trybunał, audytorium: Naród.

Prorok Jonasz, fresk Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej.
Teatr polski wyszedł na ulicę. Jarosław Kaczyński, wieszcz narodowy i dramaturg, reżyseruje sztukę teatralną pod tytułem „Wielkie wciskanie Kitu”.

Jarosław Kaczyński jest nieszczęśliwy. Pan Bóg dał mu pełnię władzy, lecz on jest nieszczęśliwy. Ma większość parlamentarną, wierną i szybką, zdolną w ciągu nocy uchwalić, co mógłby tylko sobie życzyć, na przykład powszechne ograniczenie dostępu do Internetu, podsłuchy albo zakaz zgromadzeń publicznych w imię walki z terroryzmem, albo szkołę większą niż PRL-owskie 1000 szkół na Tysiąclecie, lecz on jest nieszczęśliwy, czuje, że nic nie może zrobić. To wielkie poczucie frustracji jest pozytywne: daje mu siłę walki.

Jest wróg. Na drodze stanął mu Trybunał Konstytucyjny, biblijny wielki Wieloryb, otwierający paszczę, aby połknąć jego, Jarosława-Jonasza i uniemożliwić mu naprawę państwa. Trybunał chce mu odebrać 500 zł na dziecko, zniweczyć wiek emerytalny, wstrzymać reformę szkolnictwa, uniemożliwić połączenie prokuratury z sądami, i w ogóle rzucać PiS-owi kłody pod nogi. Trybunał nie chce szczęścia Narodu. Trybunał jest wrogiem Narodu.

Prezydent Duda jest inny, jest posłuszny, a zarazem odporny. Piszą do niego byli prezydenci, premierzy, marszałkowie sejmu i senatu, wydziały prawa polskich uniwersytetów, prawnicy, różne organizacje i osoby prywatne, aby przestrzegał obowiązujących w Polsce praw i zasad demokracji, ludzie tysiącami protestują na ulicach, w mediach publicznych i w Internecie, lecz on wytrwale i twórczo gra swoją życiową rolę w spektaklu „Wielkie wciskanie Kitu”. Sam wielki reżyser powołał go do niej.

Aktorstwo Andrzeja Dudy nie zna granic. On, Prezydent Rzeczypospolitej, jedzie nocą do Prezesa partii na konsultacje, a nie Prezes do niego, i jak trzeba, to o dowolnej nocnej porze zaprzysięga sędziów Trybunału Konstytucyjnego świeżutko wypieczonych w Sejmie, gdzie rządzi Jarosław Kaczyński.

Toczy się spektakl: „Wielkie wciskanie Kitu”.

Naród to widzi i docenia (Sondaż TNS przeprowadzony 10 i 11 grudnia): PiS – 27 % poparcia, Nowoczesna – 24 %: PO – 16%, Kukiz15 – 12 %, Zjednoczona Lewica – 6%. Było to badanie przeprowadzone „twarzą w twarz”.

Dla porównania, na początku grudnia wyniki sondażu TNS były następujące: PiS – 42 % poparcia, PO – 17%, Nowoczesna – 10 %: PO – 16%, Kukiz15 – 12 %, Zjednoczona Lewica – 6%. Było to badanie prowadzone drogą telefoniczną.

Czy metoda badań mogła wpłynąć na wyniki?

Dyrektor Krassowska z TNS wyjaśnia: „W badaniach face-to-face możemy mieć do czynienia z pewnym rodzajem poprawności politycznej, badani chętniej przyznają się do popierania zwycięzcy. W badaniach telefonicznych ten efekt może być słabszy ze względu na większe poczucie anonimowości respondenta”.

Naród widzi i docenia sztukę, reżysera i aktorów.

Obraz: Prorok Jonasz, fresk Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej.

O Polityce, Prezesie, Partii oraz metodach analizy i opisu

Malczewski_Jacek_Do_slawy public domain
Ożywiłem się politycznie, kiedy kupiłem sobie i zacząłem studiować opasłe tomisko (970 stron) „Freud, życie na miarę epoki” autorstwa profesora Petera Gray’a, który „wykorzystując mnóstwo niepublikowanych dokumentów zgłębia psychikę Freuda, ukazuje jego pasje, śledzi zdumiewającą drogę naukową, odkrywa prawdziwą drogę jego miłości do córki Anny i przedstawia nietypową psychoanalizę, której ją poddawał” (to słowa z okładki).

Psychoanalityczne ożywienie było mi potrzebne, aby zrozumieć wygraną PiS-u i przegraną PO, i pokonać zaskoczenie, jakie ogarnęło a następnie rozświetliło zwolenników zwycięskiej partii (ponad 25 % społeczeństwa) i zasmuciło zwolenników PO (poniżej 25 %), nie wzruszając pozostałych 50%, czyli tych, którzy nie wiedzieli, nie chcieli lub zapomnieli, jak głosować, co i tak nie zmieniło rezultatu.

Wyborcze ćwiartowanie społeczeństwa nie jest oczywiście dokładne, jest wręcz zgrubne, lecz ma jeden plus: upraszcza perspektywę widzenia. Ćwiartowanie kojarzy mi się z rąbanką i PRL-em, który poprzez ciągłość historyczną delikatnie tkwi także w dzisiejszym społeczeństwie. Nie da się zaprzeczyć, że zbiorowo wyrastamy z PRL-u i z polskości, niegdyś koślawo reprezentowanej przez wspomniany PRL, który źle mi się kojarzy. W tym jestem być może odmieńcem, ponieważ wielu rodakom PRL nadal kojarzy się dobrze. Różnica tkwi w naturze i poziomie zboczenia.

Freuda zacząłem studiować, aby zarówno zrozumieć lepiej, co i dlaczego źle lub dobrze mi się kojarzy (autoanaliza), jak i wejrzeć głębiej w życie polityczno-społeczne toczące się wokół nas, budzącego nadzieje jak i frustracje.

Do analizy i opisu życia politycznego, nazwijmy je śmiało i szeroko, „naszego, ojczystego, rodzimego, polskiego”, stosuję różne techniki: analizy statystycznej, skrytej obserwacji i jawnych porównań, opisu literackiego i groteski. Są to chwyty, które strażnicy czystości ideologicznej mogliby nazwać podstępnymi. Z góry im to wybaczam kierując się duchem miłości bliźniego. Policzka jednak nie nadstawiam.

Nie wiem, dlaczego tak się zachowuję, ale taki już jestem, skomplikowany i komplikujący. Piszę o polityce, partiach i politykach z ambicją sprawienia czytelnikom przyjemności literackiej, zaoferowania zabawy i edukacji, podobnie jak w przedszkolu, gdzie dzieciaczki bawiąc się – uczą. Radość połączona z korzyścią to mój ideał.

PS. Pragnę Państwa poinformować, że przenoszę moje dziennikarstwo społeczne na blog pod adresem www.PsychoanalizaPolityczna.blog.pl
www.PsychoanalizaPolityczna.blog.pl

PIS. Nowy lepszy rząd w interpretacji ewangelicznej.

Jarosław Kaczyński w Bielsko Biała 2015 autor Silar Commons Wikimedia
Mamy nowy rząd. Lepszy, mądrzejszy, bardziej dalekowzroczny i oszczędny, więcej dający, mniej biorący, nie to, co poprzednicy. Zanim pójdę dalej przytoczę słowa prokuratora Hipolita Kiryłowicza z „Braci Karamazow” Fiodora Dostojewskiego:

Cytuję: „Umówmy się już zawczasu: Nie wierzcie mi, nie wierzcie, będę mówił dalej, a wy mi nie wierzcie. Dajcie mi się jednak wypowiedzieć i zapamiętajcie z mych słów cokolwiek przynajmniej” (Loc 11338).

Na czele rządu stanęła pani Szydło, osoba miła, a zrobiła to na życzenie Pana Prezesa, osoby wszechmocnej, powszechnie podziwianej, o której Amerykanie powiedzieli, że jest najbardziej wpływową osobą w Polsce, w co i ja nie wątpię. Pani Premier będzie stanowić rodzaj przedmurza chrześcijaństwa polskiego, a może i europejskiego, za którym stać będzie właściwy mur w osobie Pana Prezesa. Jest to konstrukcja nowoczesna, ulepszona, ufna we własną szlachetność i nieomylność, co jest ważne zważywszy, że poprzednie polskie konstrukcje tego typu boleśnie legły w gruzach.

Nowy rząd uformował się szybko, siłą rozmachu Komitetu Politycznego, organizacji tajnej, nieprzenikliwej, nieprzepuszczającej informacji na zewnątrz. Działała ona tak szybko, że nie zdążyła zaprosić na rozmowy o rządzie pani Premier, która, jak się okazało, pilnie wymagała wypoczynku, co też chętnie i pożytkiem dla partii i społeczeństwa uczyniła.

Rozmowy pod nieobecność Pani Premier dały dobre rezultaty w postaci dobrego rządu, który będzie dobrze rządzić, z dobrymi skutkami, w dodatku nie przywiązując się do stołków.

W nowym rządzie zwiększyła się znacznie ilość ministrów oraz towarzyszących im ministerstw. Ma to głębokie uzasadnienie, gdyż nic nie wyrasta z niczego, inaczej mówiąc z pustego i Salomon nie naleje, nie tylko ten biblijny, ale i miniony już bankowy Salomon Brothers, amerykański, niezwykle bogaty, a więc zdolny czynić cuda.

Liczba Ministrów i Ministerstw zwiększyła się podobno dlatego, nie jestem tego całkiem pewien, więc nie musicie mi wierzyć, że PiS jest wielką rodziną, rozległą jak dorzecze Amazonki, w którego szuwarach kryło się – jak się okazało, a nie było to jasne wcześniej – wielu dobrze urodzonych krewnych, każdy z nich obarczony potrzebami, pragnieniami i marzeniami.

Zwiększenie liczby ministerstw jest jak najbardziej słuszne, gdyż ludziom, zwłaszcza bliskim, należy czynić dobro, a nie ograniczać ich małością, choć z pozoru wygląda to jak kwadratura koła albo kolistość kwadratu. Sam łamałem sobie nad tym głowę dopóki nie zrozumiałem, że w strategii gospodarczej PiS wzrost biurokracji jest formą zwalczania bezrobocia. Na pewno okaże się to skuteczne. PiS zawsze energicznie zwalczał bezrobocie krytykując partię nieudolnie rządzącą, czyli PO, i słusznie wykazując palcem, że produktem ich szkodniczego działania jest nędza emigracji, tułaczka rodaków, po kontynencie i krajach zamorskich, gdzie są źle traktowani, słabo zarabiają i nie przesyłają pieniędzy do kraju, aby tutaj kupować ziemię i budować domy.

W tej sytuacji zrozumiałe było, że Pan Prezydent, występując w Londynie – pod nieobecność Pana Macierewicza – jako zbrojne ramię PiS zniechęcał polskich emigrantów do powrotu do kraju, gdzie było i miało być źle, aż do czasu, kiedy władzę objął PiS, partia ludzi sprawiedliwych i religijnych, kierujących się miłością bliźniego (a nie tylko rozumem jak nieudolne PO), co jest przejawem wielkoduszności i mądrości, gdyż rozum sprowadza ludzi na manowce, czyli jest elementem zawodnym, wiara zaś w prawdę i sprawiedliwość nigdy tego nie czyni.

Najbardziej zachwyciło mnie stanowisko Ministra w KPRM ds. kontaktów z Parlamentem. – Przecież oni wszyscy są codziennie w Sejmie! Po co ten Minister? – Zawołał ktoś głośno.

– To nie jest tak. – Odparłem. – Stanowisko objął pan Lipiński, spokrewniony serdecznością z Panem Prezesem. Na pewno jest to słuszne, gdyż dobrych ludzi trzeba wyróżniać i wynagradzać.

Serdeczność w kręgach Pana Prezesa wyraża się uczciwym podzielaniem jego poglądów, naśladowaniem go, chodzeniem w jego ślady, większe, wyraźniejsze i zawsze prowadzące we właściwym kierunku. Nie wszyscy rozumieją to i czasem popełniają błędy, choć przecież „errare humanum est”. Pan Prezes z reguły nie wybacza takich odstępstw od normy, lecz kiedy to czyni, to tylko z najwyższych pobudek, dla dobra zbłąkanej owieczki, zamartwiając się, aby nie doznała ona krzywdy schodząc na pobocze, gdzie czyhają rekiny i wilki z innych partii, gotowe pożreć zbłąkaną istotę.

Owieczką taką by pan poseł Ziobro, który zbłądził, potem zrozumiał, że źle uczynił i pokajał się, przez co zyskał dozgonną życzliwość Pana Prezesa potrafiącego docenić także kilkunastu innych posłów wnoszonych w wianie przez syna marnotrawnego. Pan Ziobro został przyjęty ponownie na łono Partii i obdarzony wysokim stanowiskiem w rządzie, aby sprawnie połączyć w sobie stanowiska oskarżyciela i sędziego, tego, który wskazuje palcem i tego, który decyduje o obcięciu tego palca. No, może nie od razu palca, ale paluszka, a może stopki, kto to wie?

Zakończenie tematu amputacją było niestety konieczne, abyśmy wszyscy zrozumieli wielką politykę, źródło szczęścia całego narodu.

Prezentacja nowego rządu

KennixnBył sen. Kto go miał, wiadomo. Miał spełnić się w piątek 6 listopada 2015, ale zaniemógł. Więc znowu się śni. Wielka scena na wielkiej sali. Chyba tronowej. Na pierwszym planie Jarosław Kaczyński, Prezes.

Przed nim, nieco z boku, Beata Szydło, Premier. Łączą ich niewidzialne sznurki porozumienia. Pan Prezes przygląda się jej z ufnością, ma nadzieję, że nie popełni błędu. Na wszelki wypadek pilnuje ją.

Obok kandydaci na ministrów, cała chmara. Wszyscy odświętni, w garniturach i wstępnych uśmiechach. Obok, z boków, dostojnicy i duchowni. Jest ich wielu, bo są ważni.

Wchodzą media, telewizje, radia i gazety. Najpierw Trwam, potem Radio M. Potem inne. W głębi pejzażu Antoni Macierewicz, w uniformie wojskowym, z rewolwerem u boku, odświętnie srebrny na głowie, odpędza, ale bardzo uprzejmie, Telewizję TVN. Na jego prośbę starszawy duchowny, dojrzały jak ojciec, ekskomunikuje ją.

Nadchodzi moment. Z ust padają nominacje ministerialne. Gratulacje, uśmiechy, łzy radości. Pan Prezes całuje kogoś w rękę. Lubi to. Tłum ministrów rośnie, kandydatów na ministrów maleje. Wśród ostatnich wyróżnia się Pan Jarosław Gowin. Wysoki, dostojny, dyskretna aureola nad głową. Nieznana kobieta w ciężkich okularach, chyba dziennikarka, a może Posłanka Beata Kępa, klęka przed nim, całuje w palec i szepcze: Wasza Dostojność. Adresat, łagodnym jak szmer strumienia głosem, upomina ją: „Odejdź z Bogiem, dobra kobieto, to jeszcze nie teraz”. Potem spogląda z dozą niepokoju, choć i z ufnością, w kierunku Pani Premier. Boi się, że go wykolegują. Ta uspokaja go spojrzeniem, rozciągniętym między nią a Panem Prezesem, któremu towarzyszy Komitet Polityczny. Pan Minister Sasin żywo tłumaczy telewizji, że Pani Premier wróciła już z urlopu, że jest wypoczęta i że to ona jest na sali.

Pan Gowin odczuwa drżenie w nogach. Modli się w kierunku Pani Premier: „Choćby Ministerstwo Gry w Szachy. Byłem rektorem dziesięć lat, dużo graliśmy. Znam się na wszystkim”. Ta go uspokaja. W końcu wywołują jego nazwisko. Otrzymuje nominację. Jakie ministerstwo, dokładnie nie wiadomo. Ale już jest ministrem. Pełen ufności podnosi oczy do nieba, dziękuje. Wygląda dostojnie.

Przynoszą stołki. Każdy z Ministrów, bez wahania, ślubuje słuszność, prawdę i uczciwość, po czym odwiązuje się od stołka. Tak jak zapowiedział Pan Prezes Kaczyński i powtórzył Pan Mariusz Błaszczak.

Na zewnątrz sali świat jest przyssany do telewizorów, Polacy, Niemcy, Amerykanie, Chińczycy, młodzież nie, bo patrzy w smartfony. Wszyscy się cieszą, niektórzy mniej. Połowa widzów, ta większa, uroczyście ubrana, wiwatuje, podobnie jak nowy rząd, poważnie i odpowiedzialnie. Druga połowa, ta mniej liczna, choć nadal duża, patrzy z ukosa, jakby z niepokojem, gdyż ludzie lubią być malkontentami. Niektórzy w kieszeniach trzymają kamienie. Po co, nie wiadomo. Ktoś wyjaśnia: To na wszelki wypadek.

Zapowiada się wiele. Nad salą pojawiają się girlandy zmian, najpierw ideologii. Do Pana Prezesa podchodzą kobieta i mężczyzna i wyjmują z walizy setki tysięcy pięćsetek. Będą rozdawać. Zaraz potem wypisują pierwsze zwolnienia z niepotrzebnych stanowisk, jest ich wiele, najpierw w Telewizji. To początek reform.

Scena rozmięka, sen rozmywa się. Kto go ma, wiadomo. A może nie wiadomo? Pozostaje rzeczywistość, nadzieja i dwa pomniki. Ten drugi to Przeszłość. Ten pierwszy, większy, błyszczący, to pomnik Przyszłości, która już się spełnia.

Raj gastronomiczno-polityczny czyli obietnica lepszego życia

Umiem zachwycać się życiem. Przeczytałem folder Smaki Portugalii, smaki Hiszpanii i zachwyciłem daniami. Były to: królik po myśliwsku, kaczka z zielonymi oliwkami i pomarańczą, jagnięcina z soczewicą, karkówka z czarnej świni iberyjskiej.

Kocham kaczki, króliki i jagnięta jako dania. Oświadczam to z ręką na żołądku. Świnia niestety gorzej mi się kojarzy; nie dość, że jest czarna i iberyjska (co brzmi strasznie), to w dodatku w trakcie sprawdzania automatycznego pisowni otrzymałem komunikat: „Wskazany wyraz jest uznawany za wulgarny”. To rozpaliło mi wyobraźnię. Chyba nie ma potworniejszego przekleństwa niż „ty czarna świnio iberyjska!”.

Pozostałe trzy dania zapowiadają raj (wchodzi on w życie równocześnie z nową władzą, może jest to przypadek, a może nie). Raj, ale nie dla każdego. Na stronie Onetu przeczytałem wypowiedź posła PiS-u, że w Polsce katolicy są prześladowani. Wkrótce będą także i sędziowie. Współczuję im, jak każdemu prześladowanemu, z wyjątkiem uchodźców zmierzających (nie tak znowu tłumnie) do Polski, bo to straszni ludzie według Prezesa Kaczyńskiego.

Łącznikiem między rajem gastronomicznym a rajem społecznym jest pani prof. Krystyna Pawłowicz. Słuchałem ją przez radio jadąc samochodem. Nie powiem, mówiła bardzo przekonywająco. Ma szczęście, bo przemawiała w Radio Maryja. Skoro tam wystąpiła i to z ostrą oceną polskich sędziów to znaczy, że jest wyjątkiem wśród prześladowanych katolików. Swoją wiarę potwierdziła serdecznym „Z panem Bogiem”.

Jej postulat był następujący. Sędzia w Polsce może najwcześniej objąć urząd w wieku 29 lat (ona sugerowała 36 lat). Obejmując urząd sędzia ma obowiązek przedstawić zaświadczenie o zdrowiu psychicznym wystawione przez psychologa. Zakres tego zaświadczenia jest taki sam, jak osób nabywających broń. Pani Profesor uważała, że nie odpowiada to potrzebom, ponieważ praca sędziego jest innej (bardziej złożonej i odpowiedzialnej) natury. Inaczej mówiąc, sędziowie powinni być gruntowniej badani przez psychologa.

Nie piszę tego dla żartu, tylko satyrycznie, a to nie znaczy, że sprawa nie jest poważna. Jestem za jej propozycją, ale – jak to w życiu i w Sejmie bywa – pod pewnym warunkiem, czyli nie za darmo. Otóż postuluję, aby badaniom u psychologa byli poddawani także posłowie, ponieważ ich funkcja jest znacznie poważniejsza niż funkcja sędziów. Sędziowie mogą zrujnować życie niektórym ludziom, posłowie całemu społeczeństwu. Nalegam na to tym bardziej, że pani posłanka Pawłowicz kiedyś sama ubrudziła sobie ręce. Widziałem w telewizji, jak obficie posilała się fast food’em na sali sejmowej w trakcie obrad. Co więcej, tłustymi ustami obsobaczyła posłów protestujących z powodu jej rozpasanej konsumpcji w Sejmie.

Mam nadzieję, że postulaty, zarówno ten przedstawiony przez Panią Profesor jak i mój, dosłyszy i weźmie do serca nowy minister sprawiedliwości. Poznamy go jutro.
Wydaje mi się, że już go gdzieś widziałem, młodzieżowo łagodny i gładki na twarzy, choć trochę niegrzeczny. Kłócił się kiedyś z Prezesem Kaczyńskim. Nie wiem, dlaczego to robił. Tak się nie postępuje.

Rzecz o nowym układzie politycznym i nowych czasach w Polsce.

J.Kaczyński-C.Rice_(2006)Czyli o Jarosławie Kaczyńskim. Jakiś Amerykanin powiedział, że jest to teraz największy człowiek w Polsce. Ja bym tak nie przesadzał. To co? Tak nagle urósł w ciągu kilku dni? Zamyśliłem się. Dlaczego właściwie o tym piszę?

– Dlaczego w ogóle piszę?

– Piszę, bo jestem. A jestem dlatego, że myślę. To słynne kartezjuszowskie (szkoda, że nie moje) „Cogito, ergo sum”.

Jest to oczywiste łgarstwo, inaczej mówiąc fałsz. Już dawno je obaliłem, tak jak Jarosław Kaczyński obalił poprzedni rząd, któremu się wydawało, że jest silny siłą wielkiego dorobku kraju, wzrostu gospodarczego i inwestycji. Prawdę „myślenia i bycia” zrozumiałem, kiedy uświadomiłem sobie, że „jestem” nawet wtedy, kiedy w ogóle „nie myślę”.

Jarosław Kaczyński stał się centrum władzy w Polsce. Wszyscy mu się kłaniają, jeżdżą do niego, całują go (nie powiem w co), powołują się na niego. To niezwykle ciekawe. Nie zajmując żadnego stanowiska, z wyjątkiem prezesury w zwycięskiej partii politycznej, decyduje o wszystkim. Jest teraz wysoko, gdzieś między społeczeństwem a panem Bogiem. Jest władzą absolutną w Polsce. Ma przewagę w Sejmie, Senacie i ma za sobą pana Prezydenta. Może uchwalić co zechce, może z wyjątkiem zmiany konstytucji, bo do tego trzeba mieć dwie trzecie głosów, czyli jeszcze większe poparcie. Ale to też nie jest niemożliwe, od czasu kiedy do parlamentu weszli Kukiz15 i PSL, gotowi – po tańcu rytualnym i wypaleniu fajki pokoju – współpracować z PiS-em.

Absolutyzm w Polsce stanowi największe wyzwanie dla siebie samego. Wszyscy mogą teraz mieć pretensje do PiS i Jarosława Kaczyńskiego o wszystko, co zostało obiecane. Niekoniecznie o to, że się to nie stanie, ale dlaczego nie od razu i dlaczego takim kosztem.

– Uwaga, teraz będę prorokować! Wstaję z krzesła, prostuję się, wznoszę ręce do góry, patrzę najpierw w niebo czyli w kierunku sufitu, potem na Was, Drodzy Czytelnicy, i mówię potężnym głosem: Kocham Jarosława Kaczyńskiego i nowy układ polityczny! Kocham, ponieważ będę mieć o czym pisać.

– Dlaczego tak sądzisz? – Tym pytaniem-upomnieniem ściągnąłem siebie na ziemię jak …No, nie wiem jak.

– Nie jest ważne dlaczego, tylko jak. Otóż moją odrębność, czyli zboczenie, widzę w tym, że wokół dostrzegam absurd, groteskę, statystykę, cokolwiek się nie dzieje. Groteskowe jest na przykład to, że pomimo niewątpliwych osiągnięć PO społeczeństwo skopało tę partię w wyborach parlamentarnych, i teraz, cokolwiek pozytywnego PiS nie zrobi, to w przyszłych wyborach parlamentarnych (może nie najbliższych, ale tych drugich) społeczeństwo też ich skopie.

Któryś z socjologów powiedział ostatnio, że analizował różne sondaże społeczne i wynika z nich niezbicie, że społeczeństwo, zwłaszcza ludzie młodzi, stało się strasznie roszczeniowe. Zgadzam się z tym. To znamienny fakt. Wielu ludzi młodych ma pretensje do państwa (czyli rządu), że nie mają pracy i żądają, aby im ją dano.

Kto o tym słyszał? Państwo stwarza warunki do wzrostu gospodarczego, poprawy kwalifikacji zawodowych, dba o minimalne warunki zatrudnienia, ale bezpośrednio raczej nie zapewnia pracy z wyjątkiem oczywiście stanowisk państwowych (szkolnictwo, służba zdrowia, wojsko) i aparatu urzędniczego, którego nadmierny rozrost PiS akurat krytykował i teraz będzie musiał zmniejszać, czyli zwiększać bezrobocie.

Nastały trudne czasu do rządzenia. Ogromnie wzrosły oczekiwania społeczne (PiS miał w tym solidny udział), a teraz będzie musiał je zaspokoić. Staną przeciwko niemu zarówno ci, którzy byli i są mu przeciwni, jak i ci, którzy go popierali w oczekiwaniu na spełnienie ich trudnych do spełnienia potrzeb, pragnień, marzeń i wyobrażeń.

Nie oszukujmy się. Potrzeby ludzkie zawsze przerastają możliwość ich zaspokojenia. Czy chodzi o służbę zdrowia, zatrudnienie, pomoc rodzinie, czy o coś innego, obywatele będą mieli pretensje do władzy, prawie wszyscy, chorzy, bezrobotni, wykształceni (zdobyli wykształcenie, ale nie mają pracy), nieposiadający własnych mieszkań (chcą „godnie żyć”). Nawet ja.

Mój przypadek jest równie chorobliwy jak innych roszczeniowców. Mam pretensje do PiS, że jest za bardzo „ideologiczny”, za bardzo „religijny” (przemówienia polityków z ambony”), za bardzo „zaprzeczający faktom” (Polska w ruinie), za bardzo „patrzący do tyłu i na cmentarz” (katastrofa smoleńska), zamiast pod nogi i przed siebie, za bardzo „rozpychający się” (chcemy jeszcze wyższej pozycji, czyli „godne miejsce” w Europie, choć i tak mamy bardzo wysoką).

Jestem zepsuty, ale w dobrym celu: edukacji i rozrywki. Patrzę w sufit i wymyślam rzeczy, prorokuję, prognozuję posługując się groteską i statystyką (np. ile razy Prezydent Duda dziękował i komu w dniu zaprzysiężenia w Sejmie). W ten sposób, lekko i zwiewnie jak kolorowa ważka nad zarosłym stawem, opisuję polską rzeczywistość społeczno-gospodarczą, którą w sumie oceniam bardzo pozytywnie.

– Nie oszukujmy się! – Wołam wielkim głosem. – Nastały czasy „Zbrodni i kary”, „Braci i siostry Karamazow” czyli PiS i pani Premier, oraz Fiodora Dostojewskiego i coś niesamowitego musi z tego wyniknąć.

W przyszłość patrzę z otuchą. Mam pomysły i to jest moja siła. Nigdy nie będę bezrobotny!

Rewelacyjne wyborcze regenerum regenerujące

Hmong women oglądajace zdjęcia Bob Tubbs Public domainWyniki wyborów parlamentarnych prawie są już znane. Gratuluję wszystkim osobom głosującym na PiS. Sam głosowałem na inną partię, ale tego żałuję. Byłbym teraz w obozie wygranych; każdy lubi otrzeć się o wielkość.

W reklamie TV usłyszałem hasło „Regenerum regenerujące”. Przypadło mi do gustu jako znak nowych czasów. Teraz zregenerujemy się całkowicie: nasz Prezydent, nasz Prezes, nasza Premier, nasza Większość w parlamencie, wkrótce nasza Większość konstytucyjna. Zmienimy wszystko razem, jeśli nie sami to z panem Pawłem Kukizem15.
Prezes Kaczyński był w czarnym garniturze i czarnym krawacie (chyba z racji pogrzebu PO). Najpierw były podziękowania zmarłym (śp. Lech Kaczyński i inni), potem wzajemne całowanie się zwycięzców, gratulacje.

Teraz cytaty z przemówienia pana Prezesa: „Także wielu, wielu innym. Jeszcze długo będziemy dziękowali. Wyciągamy rękę do tych, którzy chcą dobrej zmiany. Zadanie niesłychane, więc trudne. Żadnej zemsty, żadnych osobistych wycieczek, żadnego kopania tych, którzy upadli z własnej winy. I słusznie”. Koniec cytatów.

Tu się sprzeciwiłem. Kilka tygodni temu biegnąc ścieżką przez las zaczepiłem o wystający fragment ściętego korzenia i upadłem na twarz. Wina była bezsprzecznie moja, bo go nie zauważyłem. Ale czy było to słuszne, że upadłem? Wątpię.

Są także inne pytania. Także nadzieje i oczekiwania. Moje również. Jestem młody i mam oczekiwania. Przed wszystkim mieszkania w cenie 2.500 zł, góra 3.500 zł za metr kwadratowy. To konkret. Powiedział to sam pan Prezes. Kiedy już takie pojawią się na rynku, dajcie szybko znać. Stanę w kolejce. Będę oszczędzać, kupię kilka, aby rozdać w najbliższej rodzinie tym, którzy nie mają własnego mieszkania.

Jeśli obiecane mieszkania się nie pojawią, będę skarżyć się na piśmie. Nawet panu Prezydentowi. On mnie na pewno zrozumie. Jest przecież Prezydentem wszystkich Polaków.

Arytmetyka wyborcza. Prognoza koalicji rządzącej.

Triumwirat film media.press.tv

W drodze po chleb powszedni i codzienne mleko spotkałem sąsiada z osiedla, Iwana Iwanowicza Iwanczyna, Polaka z krwi i kości, choć międzynarodowego pochodzenia, osobnika dojrzałego, krzepkiego i uważnego politycznie. Przemówił do mnie. Zabrał głos, jakby był jakimś analitykiem politycznym i wyłożył mi swoje poglądy na przedwyborczą rzeczywistość. Zapisałem je i odtwarzam.

– Obserwuję uważnie scenę polityczna, obliczam głosy i kalkuluję. Wiem, kto będzie rządzić w Polsce po 25 października. Moje kalkulacje są oparte na analizie statystycznej oraz starannej ocenie programów partii politycznych i sile argumentacji jej przywódców.

– Kto będzie rządzić? – Przerwałem mu niecierpliwie, choć trochę niegrzecznie, chcąc jak najszybciej poznać prawdę.

Starzec nie dał się zbić z pantałyku i kontynuował.

– W skład koalicji rządzącej wejdzie PiS, Kukiz15 i Korwin-Mikke, w skrócie PKK. Zgodnie z perspektywicznym sondażem Millward Brown uzyskają oni odpowiednio 37%, 5,9% i 4,1% poparcia, czyli razem 47 %. To zapewni koalicji przewagę w Sejmie. Pozostałe partie wykluczam jako zbyt małe lub niezdolne z gruntu do rządzenia. Partii rządzącej grunt po prostu usunął się nagle spod nóg, co świadczy o jej nędzy i zagubieniu.

– Każda z trzech wymienionych partii koalicyjnych stanowić będzie jeden filar. Trzy filary zapewniają doskonałą równowagę, zwłaszcza jeśli rozumiemy ewangeliczne słowa „Omne trinum perfectum”, co znaczy „Każda trójca jest doskonałością”. Nie wierzę w każdą trójcę, ale w tę uwierzyłem. O jej przywódcach dużo pisano już wcześniej, zwłaszcza Dostojewski i Freud. Czytam właśnie księgę „Freud, życie na miarę epoki”, ponad 900 stron, i znajduję tam liczne odniesienia do panów Kaczyńskiego, Kukiza i Korwina-Mikke. Freud poddał ich psychoanalizie i wyciągnął niezwykle trafne i pozytywne wnioski. To mnie umocniło w przekonaniu, że i ja słusznie w nich wierzę.

– Skromnie powiem, ciągnął Iwan Iwanowicz, że udzielam poparcia tej koalicji. Mogę dodać, tym razem nieskromnie, że wierzę w jej zdolność przemiany Polski w lepszą, sprawniejszą, bogatszą, piękniejszą, uczciwszą i bardziej sprawiedliwą.

– PiS czyli Filar Nr 1. Nie muszę przedstawiać tej partii, bo jej siła i powaga są oczywiste. Reprezentują ją: dojrzała myśl Jarosława Kaczyńskiego, wyraziste usta Beaty Szydło oraz siwa głowa Antoniego Macierewicza. To rzeczowa kombinacja: dojrzałość, wyrazistość i jeszcze raz dojrzałość. Do tego dochodzi poparcie pana Andrzeja Dudy, prezydenta wszystkich obywateli, światłego przeciwnika partii nieudolnych, twarzą i sylwetką coraz wyraźniej wskazującego kierunek rozwoju kraju – ku obfitości jadła i osobistego spełnienia.

– Kukiz15 czyli Filar Nr 2. Liczba 15 nawiązuje – jak rozumiem – do wieku, w którym pan Kukiz osiągnął dojrzałość polityczną, którą potem doskonalił śpiewnie i muzycznie, aby rozwinąć pojemność płuc. Rozwój osobisty wykorzystał w trakcie ostatniej debaty telewizyjnej przywódców wszystkich partii politycznych przekrzykując głupią konkurencję, a nawet prowadzących debatę dziennikarzy, którzy nie wiedzieli, o co pytać. On to wiedział i wyraził. Dla mnie było to wspaniałe przeżycie.

Nie przerywałem sąsiadowi, gdyż mówił przekonywująco. Kontynuował.

– Teraz jego, czyli pana Kukiza, argumentacja. Trzeba zmienić wszystko, czyli ustrój, parlament, konstytucję, kraj i obywateli. Drogę do zmiany utorują JOW-y, które same w sobie zadecydują, że wybierani będą tylko ludzie uczciwi i mądrzy, potrafiący docenić także dobrą muzykę i śpiew, czyli kulturę osobistą i zbiorową, jakżeż potrzebną naszemu społeczeństwu. Zmiana konstytucji i wprowadzenie JOW-ów to sprawa prawie już załatwiona, ponieważ PKK będzie miało poparcie dwóch trzecich wszystkich posłów w Sejmie. Gdyby jej zabrakło, to dobiorą poparcie z PSL, partii elastycznej koalicyjnie, gotowej wnieść do rządu także plan obniżki kosztów utrzymania poprzez zwiększoną konsumpcję jabłek. Popieram ten pomysł, ponieważ jestem za godnym życiem obywateli, o którym wielokrotnie i przekonywująco mówiła pani Beata Szydło.

– Pan Kukiz stawia na pracę. Cytuję: „Córka pani Kopacz wyjedzie sobie do Kanady, a moje dzieci będą tyrać”. Pomysł ciężkiej pracy własnych dzieci świadczy o jego szlachetności, ale też i o niezwykłej przytomności umysłu i rozwadze, ponieważ NFZ nie wydoli ponieść kosztów leczenia pana Kukiza nadwerężającego dla dobra kraju nie tylko płuca, struny głosowe i umysł, ale i całe rozedrgane emocjonalnie ciało. Przetwarzanie ogromnej ilości jego niezwykle trafnych pomysłów musi odbić się na jego zdrowiu. Martwię się o niego i modlę się, aby i inni też się modlili o jego powodzenie i zdrowie, które służy nam wszystkim.

W tym momencie Iwan Iwanowicz przeżegnał się i zaraz kontynuował.

– Janusz Korwin-Mikke czyli Filar Nr 3. To niezwykły człowiek, prawdziwy atut, filar zdecydowany i jednoznaczny w opisie i zwalczaniu zjawisk niezdrowych dla kraju, niezłomny w poglądach i reprodukcji rozszerzonej, jakżeż potrzebnej naszemu społeczeństwu w obliczu zalewu terrorystami obcymi nam religijnie i ideologicznie. Osobiście szczególnie cenię pana Korwina–Mikkego za plan wysadzenia w powietrze Unii Europejskiej, postawienia w to miejsce wielkiego domu publicznego i zniesienia wszelkich podatków, aby i biedniejsi obywatele mieli środki na radość cielesno-duchową. Cenię go także za przyjaźń ze Związkiem Radzieckim reprezentowanym przez prezydenta, który skutecznie walczy z imperialistami amerykańskimi na Ukrainie, w Radzie Bezpieczeństwa i w Syrii. Mój rozmówca znowu przerwał, ale tylko na chwilę, aby podsumować swój wywód. – Nie będę mówić więcej o nowej koalicji, ponieważ wierzę, że wszyscy rozumni jak i mniej zamożni we własną myśl obywatele zgadzają się ze mną i nie zawahają się udzielić poparcia mojej koalicji przy urnach wyborczych. – Oby tylko nie sfałszowano wyborów. – Dodałem, aby też powiedzieć coś rozumnego.

Czytaj wiecej: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/arytmetyka_wyborcza_prognoza_koalicji_rzadzacej_338595.html

Serdeczna rozmowa z samym sobą o przyszłości Polski

Whiskey ze-znienawidzonym-prawem-walczono-2564_lOd kilku tygodni nie wiem, o czym pisać. Uczucia targają mną po kątach, to w tę, to w tamtą stronę. Siatkarze wygrywając dziesięć kolejnych meczy (wszystkie oglądałem w bezpośredniej transmisji) i Robert Lewandowski strzelając seryjnie pięć bramek w ciągu prawie jednej minuty doprowadzili mnie do ekstazy, w której byłbym gotów ukochać wszystko, co polskie do końca mojego życia, gdyby nie Jarosław Kaczyński i jego druh serdeczny, Antoni Macierewicz. Po słynnym przemówieniu tego pierwszego w Sejmie na temat rządów szariatu w Szwecji i kościołów zamienianych przez muzułmanów w toalety we Włoszech oraz świeżutkim oskarżycielskim przemówieniu Prokuratora Generalnego Antoniego Macierewicza w USA, gotów byłem pójść do mego gabinetu, odgryźć kawał biurka, wypić wszystką wodę z kwiatów, objąć siebie samego serdecznie za szyję i dusić aż do zwycięskiego końca.

W ostatnich tygodniach wiele zmieniło się w Polsce. Pan prezydent rozwiódł się z połową narodu, a już z całą pewnością ze mną. Kiedy ogłosił publicznie, że otrzymał mandat całego narodu na reprezentowanie go w sprawach emerytalnych, referendalnych, kontaktów z rządem, głoszenia prawd ludzkich i bożych z ambony i przed amboną, w kraju i za granicą, zaprotestowałem głośno.

– Omylił się pan, Panie Prezydencie. Ode mnie pan go nie otrzymał! – Krzyknąłem tak przeraźliwie, że wywołałem grozę w samym sobie oraz w żonie, która zszokowana moim szokiem wybaczyła mi wszystkie grzechy przeszłe i część przyszłych, licząc, że to uratuje mnie przed zawałem serca.

– Nie będę ukrywać dłużej moich uczuć! – Postanowiłem i zacząłem ryczeć, wyć, tupać w miejscu, wpadając w końcu w spokojny spazm jak pani Beata Szydło, której we śnie odmówiono premierostwa, jak ksiądz Charemsa publicznie tulący w Watykanie swego homoseksualnego współmałżonka, któremu odmówiono błogosławieństwa oraz ksiądz profesor Oko, któremu (mimo szybkiego opowiadania życiorysów wszystkich męczenników cierpliwości) odmówiono szacunku dla jego wiedzy o homoseksualizmie w rurze wydechowej.

– Przestałem kochać prezydenta, PiS, homoseksualizm i księży promujących w telewizji miłość czystą oraz karcących miłość nieczystą! – Krzyczałem i krzyczałem, choć mnie to strasznie bolało, bo jednak PiS i pan Prezydent to przecież przewodnie siły narodu mające uczynić z Polski ósmy cud świata, a księża to apostołowie rozgrzaszenia siebie samych i wielkich polityków wobec Stwórcy, który patrzy i nie grzmi, choć powinien. Ostatnie dwa wyrazy proszę przyjąć z ostrożnością, gdyż nie jest w moim zwyczaju pouczanie Najwyższego o jego obowiązkach.

W sumie nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby nie nasi siatkarze i Robert Lewandowski, których wyczynami żyję i żyć będę w nastroju podniosłego oczekiwania lepszego jutra przed wyborami parlamentarnymi i po wyborach. Cokolwiek się nie zdarzy, pamiętajcie, pozostanę optymistą.

Nie wiem, po co napisałem to wszystko, gdyż chciałem tylko podzielić się z Wami, Drodzy Rodacy, moim nieustraszonym optymizmem w obliczu aktów okrucieństwa polityków, partii oraz księży danych nam wszystkim przez Opatrzność.

Chodzę pijany ze szczęścia i przewiduję

Chodzę pijany ze szczęścia. Zarzuciłem sześciomedalowy szampan „Russkoje Igristoje”, w zamian poję się wiadomościami politycznymi: o dalszej promocji prezydenta przysłowiem „Dudy w miech”, przyszłej premier przysłowiem „Wylazło szydło z worka”, obecnej premier hasłem „PKP przyszłości” i o Jarosławie Kaczyńskim, niepromowanym, lecz promującym nienaganne maniery, ciemne garnitury, ciasne uśmiechy i deski do prasowania zamiast pleców. Ostatnio stał się bardziej pobożny, odmawia przemówień cywilnych koncentrując się na udzielaniu błogosławieństw z ambon kościelnych. Stojąc wysoko, wydaje się jeszcze wyższy. Jest dla wszystkich przykładem, jak rosnąć.

Rozmawiam z Iwanem Iwanowiczem Iwanczynem o przyszłości kraju.

– Będzie dobrze. – Entuzjazmuje się.

– A jak kościół namiesza wielką chochlą w kotle polityki i wszystko zmieni?

– To może być źle, ale i tak będzie lepiej, ponieważ naród oczekuje zmiany. Tak czy inaczej nic się nie zmieni z wyjątkiem sądów, emerytur, kontrolowanych zakupów i sprzedaży, rządu, prezesów, marszałków, konstytucji, JOWwów, składu Sejmu, podręczników szkolnych, eutanazji, euro oraz in vitro, które stanie się out vitro.

Teraz trochę prognoz. W październiku przewiduję dwa kondukty w Warszawie: jeden żałobny, drugi weselny, z pytaniami, która partia będzie szła w którym. Będą grane i śpiewane dwa wielkie dzieła muzyczne: żałobne Requiem Mozarta oraz marsz weselny Mendelssohna, obydwa w wykonaniu Pawła Kukiza i jego nowej orkiestry symfonicznej. Widzę już, jak między konduktami biega Zjednoczona Pomieszana Lewica, dumne PSL, świeże jak kwiat Niezależni.PL oraz Korwin-Mikke z pytaniami na spieczonych ustach: Ty do domu weselnego czy na stypę? Meteorolodzy zapowiadają burzliwą imprezę kulturalną połączoną z piorunami radosnych powitań i deszczami żałosnych pożegnań.

PS. Nie czekaj październikowej literatury wakacyjnej, bo może być za późno. Kup sobie lub w upominku powieść: Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego. Wielka treść wakacyjno-polityczno-kryminalna, cena 17 do 23 zł. Zasługujesz na to! Czytanie poprawi ci cerę, humor i zmniejszy zmarszczki pod oczami. Sam przeczytałem i czuję się dużo lepiej. Kup teraz, zanim poczta dostarczy ci drugą Grecję do spłacenia!

Ostatki wyborcze

Zapętliłem się przedwyborczo tak niesamowicie, że nie wiem jak teraz wyzwolić się od nadmiaru uczuć. Pod naporem dyskusji internetowych i facebookowych o prezydencie zidentyfikowanym jako Komoruski, zmieniłem zdanie. Jestem neutralny.

Daję równe szanse obu kandydatom na prezydenta, kierując się zasadą rewolucji francuskiej: Równość, Wolność, Braterstwo. W polskim braterstwie wyraża się miłość do bliźniego w formach, o których nie śniło się nawet Świętemu Franciszkowi.

Moja ocena kandydatów: Bronisław. Komorowski jest starszy i powolniejszy, co mam mu za złe, Andrzej Duda jest młodszy i szybszy, także w składaniu obietnic, co mam mu za dobre. Rokuję mu więc lepsze szanse. Dzisiaj największe znaczenie ma ilość słów nadziei, nie całusy, uściski i kiełbasa wyborcza z całego kurczaka.

Obejrzałem spot a Andrzejem Dudą, jego rodziną osobistą i rodziną partyjną. Pojawił się na nim także Jarosław Kaczyński, uśmiechał się i szedł bardzo wolno. Wyglądał mi na chorego. Wszyscy pozostali byli zdrowi.

Żona pana Dudy oświadczyła, że stoi za mężem, po czym patrząc w oczy panu Prezesowi oświadczyła wznosząc ostrzegawczo palec środkowy uniesiony w górę: „Stoję za mężem i nie boję się Pana Prezesa”. Na co on odpowiedział godnym milczeniem i tak łagodnym uśmiechem, jakby prosił o pigułkę przeciwbólową. Wydawało mi się, że wyszeptał suchymi wargami: Ja też się pani nie boję! Czy pokazywał coś palcem środkowym, tego nie zauważyłem.

Czekam z niecierpliwością na wynik dyskusji wyborczej, a potem wyborów. Jestem dobrej myśli. Jeśli wygra Komorowski, wygrają starsi dojrzali obywatele, tacy jak ja, którzy oczekują stabilności i zwykłego rozwoju, jeśli wygra Duda, wygra młodość, która wyżyje się w nowych stanowiskach pracy, szybszych awansach, szybszych powrotach z emigracji; w sumie kraj ruszy jak z kopyta ku prawdzie, uczciwości i zamożności.

Starsi obywatele będą potrzebować skrzydeł, aby dotrzymać im kroku. Słabsi w ramionach mogą potrzebować szczudeł. Nie martwię się on nich jednakże, bo pan Antoni Macierewicz będzie ministrem obrony narodowej i każdemu przydzieli skrzydła bezpieczeństwa. Będzie dobrze.

W gronie osób popierających pana Dudę, ktoś trzymał transparent: „Popieraj Andrzeja Dudę! Zawsze możesz popełnić samobójstwo!” Myśl, pomyślałem, jest przednia, ponieważ daje popierającemu opcję wolności, gdyby się zawiódł, co nie jest możliwe, choć niektórzy mówią, że jest możliwe. Krótko mówiąc, różnie to ludzie mówią.

Od dzisiaj ogłaszam dla siebie stan milczenia przedwyborczego. Usta już zakleiłem, teraz tylko przymocuję ręce do biurka z dala od klawiatury.

Do zoba przy urnach wyborczych! 

Gdzie ja jestem?

Szukam odpowiedzi na trudne pytania. Nie wiem, gdzie jestem. Mam ciągle omamy. Rozglądam się wokół, ludzie chodzą wolni i radośni jak wiosenne słońce po łące, a w Warszawie mrok i smutek.

Niestety proszę Państwa, byłem w błędzie. Nie jesteśmy wolni. Tak mnie dzisiaj poinformowali moi najulubieńsi aktorzy: Kaczyński, Czarnecki, Mastalerek, Błaszczak. Jak mam im nie wierzyć, kiedy nawet Jan Pietrzak z rękami związanymi sznurem śpiewa tęsknie o wolności. Skleił sobie na stałe dwa palce na kształt litery V, aby pokazać, że jego wiara w wolność jest niezwyciężona.

Niewola, w której żyje trzydzieści procent naszego społeczeństwa, skłania mnie do refleksji głębokiej jak dół. Nie potrafię cieszyć się w samotności, kiedy inni cierpią. Od dzisiaj modlę się, aby i im pan Bóg dał wolność. Nie wiem, dlaczego dotychczas im nie dał. To niesprawiedliwe. Najgorsze, że prawdopodobnie On o tym nie wie, że ludzie u nas tysiącami żyją w niewoli. Nie rozumiem tego.

Jedynym pocieszycielem w ciężkich czasach jest pan Antoni Macierewicz, pirotechnik. Podobnie jak ja strasznie lubi fajerwerki, iluminacje, nocne oświetlenia, głosy płynące z góry, detonacje. Samolot, na którym eksperymentuje wciąż wybucha. To może być niebezpieczne. Martwię się o niego. Sam dym z takiej ilości wybuchów może być niebezpieczny. Pan Antoni może poważnie się zatruć.

On jest nadzwyczajny. Gromadzi wciąż naukowców, a ci cierpliwie wyjaśniają teorie kolejnych wybuchów. Samo liczenie tych wybuchów i teorii wymaga ogromnego wysiłku. Naukowców pana Macierewicza są na szczęście miliony. Kiedy wchodzą czwórkami za stół konferencyjny, aż ziemia drży. Lubię te momenty. Wzruszenie i radość ściskają mi gardło. Zwłaszcza wtedy, kiedy razem z panem Macierewiczem posiedzeniu przewodniczy pani Paranoja.

Paranoja nadrzewna

Właśnie usłyszałem w telewizji Adama Bielana. – Oni tu już idą! – Zawołał strasznym głosem.

– Kto? – Krzyknąłem.

– Oni! Aresztanci! Kułacy! Złodzieje! Oficerowie śledczy! Hodowcy królików! Uciekajcie! – Krzyknął ostrzegawczo.

Szczerze powiem: zapłakałem z rozpaczy. Znowu okupanci!

Linki do najnowszych recenzji powieści Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego:

09 04 2015 Autorka recenzji: Agnieszka Kolanowska, http://nieterazwlasnieczytam.blogspot.com

10 04 2015 Autorka recenzji: Katarzyna Roszczenko, http://www.zksiazkawdloni.pl