Opowiadanie Spektakl Odcinek 8

Jakub Kowalski poczuł się zmęczony. Może bardziej niż zmęczony, czuł się znużony życiem pełnym ruchu, obowiązków i odpowiedzialności.
Wiesz, Piotrze, chętnie podzieliłbym się odpowiedzialnością z kimś innym, ale nie znam nikogo, kto mógłby przejąć choćby jej część i potrafił wypełniać moje obowiązki. Wszystko sam wymyśliłem i teraz ponoszę tego konsekwencje. Jestem jak ten rzeźbiarz, który kupił ogromną górę i wykuł w niej wizerunki amerykańskich prezydentów. Teraz musi oprowadzać turystów, pobierać opłaty, opowiadać historię tworzenia rzeźb, pilnować ich przed zniszczeniem, usuwać grafitti i tak dalej. Niekończąca się praca. Ponadto musi słuchać nie tylko wyrazów uwielbienia dla swego talentu i osiągnięć, ale i krytyki. Ludzie potrafią wyrażać niezadowolenie, że muszą iść pod górę dziesiątki stopni, nawet wtedy, gdy mają udogodnienia w postaci elektrycznych wind. Niektórym nie podobają się same rzeźby. Jak widzisz, Piotrze, mam powody, aby czuć się zmęczony. Chyba muszę coś zmienić w moim życiu.
Piotr od dawna był prawą ręką Jakuba, którego ogromnie szanował, wręcz uwielbiał. Nazywał go Drogim Jakubem, Kochanym Jakubem, a czasem nawet Wielkim Jakubem, tak ogromny był jego podziw dla autora dzieł pełnych artyzmu i złożoności, które stworzył na przestrzeni swego wyjątkowo długiego życia. Cóż takiego trapi cię dzisiaj, Kochany Jakubie? Nie wydajesz się być w dobrym nastroju, choć dzień jest taki piękny – zamilkł, aby pozwolić mówić temu, kto był ważniejszy i mądrzejszy.
Niepokoi mnie narastający rozdźwięk między moimi możliwościami a oczekiwaniami tych, którymi się opiekuję i którym pomagam. Dawniej polegali na mnie całkowicie i akceptowali prawie wszystko, co dla nich robiłem. Bali się mnie i szanowali. Teraz tworzą coraz więcej sami, uniezależniają się ode mnie. Co więcej, niektórzy zaczynają mnie ignorować, uważają, że są mądrzejsi. Nie mam ich tego za złe, to bardzo ludzka cecha, tak samo jak niewdzięczność za wyświadczone dobro. Oczywiście uogólniam, nie wszyscy są tacy. Jest wielu wspaniałych ludzi.
Przepraszam cię, Drogi Jakubie, ale nie za bardzo rozumiem, o czym mówisz – Piotr był inteligentnym człowiekiem, jednakże nie zawsze nadążał za myślami szefa. Niekiedy jego wypowiedzi wydawały mu się wręcz abstrakcyjne.
Chodzi o nowoczesną technologię, inżynierię genetyczną, ogólny postęp nauki i wiedzy, za którym wielu nie nadąża. Czy to wszystko może służyć człowiekowi z pożytkiem? Jakub zamyślił się głęboko. Nie wiem – odpowiedział sam sobie po chwili rozkładając ręce. W istocie rzeczy pragnął tylko podzielić się troskami i niepokojami z Piotrem. Miał do niego ogromne zaufanie z racji jego wiary, dobroci i poświęcenia dla ludzi.
Ludzie zaczynają manipulować dobrami, które im powierzyłem. Tworzyłem je przez wieki i tysiąclecia, zostały dopracowane w najmniejszych szczegółach. A teraz oni usiłują – i to obawiam się skutecznie – powielać moje metody produkcji. Nie mają jednak cierpliwości, aby każdy nowy twór, nowe osiągnięcie testować tak długo, jak ja, aby uzyskać pewność, że jest idealny. To, co oni tworzą, obraca się często przeciwko nim.
Na przykład co? – Piotr bezwiednie przerwał Jakubowi, choć słuchał go jak zwykle z uwagą i szacunkiem. Mimo zaawansowanych lat zachowywał się wobec Jakuba jak student wobec uwielbianego mistrza, któremu nikt nie jest w stanie dorównać.
Na przykład elektryczność, samochód, telewizja, bomba atomowa, telefon komórkowy, narkotyki, chemiczne środki ochrony roślin. Wszystko, co zazwyczaj daje ludziom korzyści, ale równocześnie czemuś zagraża, coś niszczy, unicestwia: czyste środowisko naturalne, zdrowie a nawet życie, spokój ducha, poczucie więzi, miłość bliźniego, faunę. Taki telefon komórkowy. Znakomity wynalazek. Ale czy wiesz, jak niektórzy ludzie rozmawiają przez telefon komórkowy: plotą godzinami, co im ślina na język przyniesie, bez żadnego lub ze znikomym pożytkiem. Nie czyni to ich mądrzejszymi, lepszymi czy zdrowszymi. To mnie martwi – podsumował Jakub.
I co zamierzasz w tych sprawach zrobić, Kochany Jakubie? – Piotr starał się delikatnie doprowadzić dyskusję do końca, ponieważ miał jeszcze obowiązki do spełnienia.
Mam kilka pomysłów. Testuję je po kolei. Przede wszystkim wcielam się w ludzką postać i idę między ludzi. Rozmawiam z nimi, uczę się lepiej ich rozumieć, ich czasy i warunki. To daje mi szansę ogarnięcia wszystkiego i minimalizacji zła, które jawi się często niewinnie i niepostrzeżenie. Dobro napotyka nieprzerwany opór. Jak powiedział pewien ojciec trojga dzieci o swoim synu: On jest odporny na wiedzę! Czy to nie pięknie powiedziane? – Jakub zachwycił się skojarzeniem nabywania wiedzy z odpornością.
Gdzie ty ich uczysz, Drogi Jakubie? Sam kiedyś nauczałem trochę, ale były to czasy prostoty – Piotr przypomniał sobie otwarte place i przestrzenie oraz tłumy, przed którymi występował jako mówca i nauczyciel. Dzisiaj to chyba nie wchodzi w rachubę – wyraził wątpliwość.
Nie, raczej nie. Tylko muzycy, piosenkarze, sportowcy i politycy są w stanie przyciągnąć wielotysięczne tłumy. Przeważnie jest to tania rozrywka, niewymagająca wiele myślenia. Zwłaszcza mecze, gdzie kopie się piłkę lub … przeciwnika – odpowiedział Jakub. Ja stosuję inne metody. Chętnie rozmawiam z ludźmi nawet w pubie.
W pubie? – twarz Piotra wyrażała zaskoczenie. Kiedyś to było nie do pomyślenia – dodał w myśli.
A tak, Piotrze. Jesteś zaskoczony, ponieważ za twoich czasów było to nie do pomyślenia – Jakub czytał myśli Piotra, którego ta nadzwyczajna zdolność mistrza zawsze wprowadzała w zdumienie i niepokój.
Wiem, że wielu ludziom nie spodobałyby się moje metody. Ale tradycyjne metody są coraz mniej skuteczne. Ludzie gonią czas i inaczej słuchają. Na kazaniach w kościele słyszą o grzechu, pijaństwie i okrucieństwie wobec bliźnich. Ale czy biorą to sobie do serca? Ilu to mężczyzn znęcających się nad żonami lub dziećmi zmieniło się pod wpływem kazania? Przekaz musi zawierać coś głębszego, zaangażować słuchacza, poruszyć jego wrażliwość. W pubie – kontynuował Jakub – ludzie koncentrują się tylko na dwóch rzeczach: zawartości kieliszka lub kufla i rozmowie. Łatwiej jest przekonywać. Ludzie mają czas i słuchają.
Nie pytają ciebie kim jesteś? – rozmowa tak dalece wciągnęła Piotra, że zapomniał o swoich obowiązkach.
Czasami. Wtedy odpowiadam, że jestem człowiekiem wielu zawodów, a także kaznodzieją. Nie przeszkadza im to. Wiedzą, że każdy ma jakiś talent i musi zarabiać. Tylko jednemu redaktorowi przyznałem się ostatnio, że jestem Bogiem. Musiałbyś widzieć jego minę. Był totalnie zdezorientowany. Nie wiedział, co z sobą zrobić.
Czy nikt, Kochany Jakubie, nie powiedział ci czegoś złośliwego na temat głoszenia nauk w pubie? – Piotr nie był zachwycony metodą mistrza.
Bardzo rzadko. Kiedyś powiedziałem, że Bóg zamyka jedne drzwi, ale otwiera inne. Daje ludziom szansę na coś nowego. Wtedy ktoś skomentował: Czasem są to drzwi do tego samego domu, czasem do piwniczki z dużą ilością alkoholu, a czasem do celi więziennej lub pomieszczenia z mocnym hakiem i sznurem u sufitu.
Jak możesz się domyślić, wszyscy wybuchnęli śmiechem. Też się zaśmiałem, bo to był żart. Była w nim prawda, ale niekompletna. To był ostry żart dobrego obserwatora, poczyniony na pograniczu śmiechu i rozpaczy. Jesteś bystrym i inteligentnym człowiekiem – powiedziałem wtedy autorowi żartu. Musiałem żart skomentować, aby zrozumiano jego pełny sens. Zamykając jedne drzwi, Bóg otwiera inne, ale do człowieka należy wybór, z których skorzysta. Po to Bóg dał mu rozum i serce, aby dokonywał mądrych wyborów. Ponosi ryzyko, ale i osiąga korzyści. Opatrzność czasami, ale bardzo rzadko, dokonuje wyboru za ciebie. W sytuacji, kiedy sam doprowadzasz się do haka u sufitu, sznur potrafi się urwać. Wtedy w bolesnym zderzeniu z podłogą, otrzymujesz lekcję od Opatrzności, szansę głębokiej refleksji i zmian w życiu.

Warsztat pisarski – słownictwo

Nowe technologie informatyki i komunikacji elektronicznej ułatwiają jak i trochę komplikują nam życie. Do duumwiratu łatwości i komplikacji dochodzi jeszcze wpływ innych kultur i języków. Najsilniejszy jest niewątpliwie wpływ języka angielskiego. Jego światowa dominacja w sferze informatyki i komunikacji przekłada się na wzbogacanie jak i zaśmiecanie języka polskiego. W tym drugim przypadku mam na myśli używanie w języku polskim anglojęzycznych wyrazów, terminów i zwrotów, które mają klarowne odpowiedniki polskie.

Dla parających się pisaniem poprawne i bogate słownictwo jest ogromną zaletą. W tej materii też napotykam problemy. Najbardziej kłopotliwe pojawiają się w mojej pracy jako tłumacza, ale nie tylko. Kiedy mam wątpliwości co do użycia wyrazu lub zwrotu korzystam z wyszukiwarki Google. Najprostszy przykład, który mi się nasuwa to ebook, e-book i e-książka. Wszystkie te wyrazy są w użyciu w polskim języku. Który z nich użyć? Wpisane do wyszukiwarki Google dają następujące wyniki (w każdym z przypadków wybrałem język polski jako język wyszukiwania):

ebook – 5.730.000 wyników

e-book – 3.380.000 wyników

e-książka – 134.000 wyników

Nie ulega wątpliwości, że forma „ebook” wybija się nad inne jako najbardziej popularna. Jestem przekonany, że będzie ona coraz powszechniej używana po prostu dlatego, że jest najprostsza. Ja używam jej z bardzo praktycznego względu. Kiedy zapisuję adres pliku, w którego nazwie jest e-book, komputer obcina mi adres na myślniku. Z ebookiem nie ma tego problemu.

Inny ważny aspekt doboru wyrazów wiąże się ze znajomością ich synonimów. Wszyscy chyba mamy tendencję (często zupełnie nieświadomie) do nadużywania pewnych wyrazów np. „powiedział, powiedziała itd.”. Ma to niebagatelne znaczenie w pisaniu dialogów. Sam najchętniej szukam synonimów posługując się generatorem synonimów www.synomix.pl. To wspaniały wynalazek: szybki i prosty w użyciu, bogaty w słownictwo. Po wpisaniu „powiedzieć” Synomix pokazuje aż 56 wyrazów i fraz, które są synonimami (łącznie z takimi jak: oznajmić, stwierdzić, zakomunikować, rzec i ogłosić, szczególnie bliskoznacznymi w stosunku do „powiedzieć”).

Polskie ebooki w zagranicznych sieciach sprzedaży

Na naszych oczach dzieją się rzeczy nadzwyczajne. Nie mam na myśli oczywiście Jarosława Kaczyńskiego i jego partii Prawo i Siła, które są dorobkiem polskim, ojczystym, sarmackim, głośnym i niespokojnym, w dodatku tajemniczym i groźnym. (proszę nie przerażać się, to tylko wprawka do powieści kryminalnej, o której napisaniu od dawna marzę).

Polskie ebooki dotychczas były publikowane i sprzedawane głównie w kraju. Barnes and Noble jest jedną z największych sieci internetowych sprzedaży ebooków. Był i jest największym konkurentem firmy Amazon. Sprzedaje także własny i popularny czytnik ebooków „Nook” (stąd nazwa sieć sprzedaży ebooków „Nook Store”).

Nook Store został ostatnio zreorganizowany, aby móc sprzedawać klientom amerykańskim ebooki w coraz większej ilości języków obcych. Dzisiaj Nook Store oferuje książki w 12 językach obcych, podczas gdy Kindle Store (Amazon) tylko w 5 językach. Oto porównanie:

Język

Ilość książek w Kindle Store

Ilość książek w Nook Store

Hiszpański

33.000

45.000

Rosyjski

17.000

Niemiecki

34.000

9.800

Francuski

13.000

5.100

Włoski

7.400

3.500

Portugalski

4.800

1.900

Duński

643

Fiński

540

Polski

86 Nook

Duński

47

Japoński

36

Afrikaans

19

Urdu

2

Kliknięcie na link zamieszczony w rubryce pokazującej polskie ebooki przenosi na stronę, gdzie pokazano 82 polskie tytuły. Rzecz w tym, że nie obejmują one wszystkich polskich ebooków w sprzedaży Nook Store. Po wpisaniu „Michael Tequila” do wyszukiwarki księgarni „odnalazłem” tam swoje trzy pozycje. Z nieznanych względów ich tytuły zostały okaleczone, jak to można zobaczyć na stronie http://www.barnesandnoble.com/s/Michael-Tequila?store=ebook&keyword=Michael+Tequila. Problem wyraźnie tkwi w przetwarzaniu polskich liter diakrytycznych (ć, ż, ń, ó, ś itd.), gdyż wszystkie tytuły książek zostały obcięte dokładnie przed jedną z takich liter.

Dla odmiany, księgarnia Kobobooks eksponuje te same trzy książki w wyjątkowo atrakcyjny sposób, w dodatku opatrując każdą z nich użytecznymi dla potencjalnego nabywcy  opisami. Nie jest to jeszcze informacja kompletna, ale już na bardzo profesjonalnym poziomie http://www.kobobooks.com/search/search.html?q=%22Michael+Tequila%22 .

Sprzedając ebooka poprzez księgarnię zagraniczną wypada czasami autorowi uzbroić się w cierpliwość albo interweniować dla uzyskania prezentacji i opisu książki, które będą zachęcać raczej niż zniechęcać klientów do zakupu.

Urodziny i ryczący koala

Uczestnictwo w urodzinach bywa ucztą dla ciała i ducha. Przedostatnie zaproszenie na urodziny było dla mnie prawdziwym przeżyciem. Na uroczystość złożyły się: solenizantka z mężem, mieszane towarzystwo gości, znakomita kolacja, wino Shiraz 2009 z czterema złotymi medalami, trzy tematy rozmów i kilka skarg, w tym jedna słuszna.

Przybyłem z poważnym opóźnieniem, czego żałuję. Towarzystwo siedziało przy stole na murawie za domem i delektowało się przekąskami, napojami i rozmową o polskich skrótach językowych. Jedna z pań wyraziła zdecydowaną dezaprobatę z powodu skrótu „sorki”. Wspomniano też „nara”, „do zoba”, „dzięks” i inne skróty, których używa się dla zbliżenia nas do Amerykanów i Anglików mających najwybitniejsze osiągnięcia na tym polu. Może to i lepiej: jeśli masz coś powiedzieć w ciągu trzech minut, powiedz to w ciągu minuty. Przeczuwam, że mówienie skrótami to przyszłość komunikacji międzyludzkiej. Czysta oszczędność czasu i gęby, szczególnie ważna dla tych, którzy mają krzywy zgryz lub wypowiedzieli walkę dentystom.

Pani domu, która była solenizantką, była przeważnie nieobecna wśród gości z uwagi na obowiązki związane z ich przyjmowaniem. Pan domu był obecny i zabawiał gości. Ten podział obowiązków wydawał mi się naturalny, aczkolwiek chyba niesprawiedliwy. Solenizantka wyraziła żal na późniejszym etapie spotkania formułując go mniej więcej tak: Co to za urodziny, jeśli solenizantka nie ma czasu porozmawiać z zaproszonymi gośćmi? Poparłem skargę i przestawiłem sugestię: goście przychodzący na urodziny powinni być już po posiłku, czyli najedzeni. Mówię to poważnie, gdyż sam odczuwam brak czasu na rozmowę z gości w trakcie obchodów moich imieninourodzin.

W momencie żywej konwersacji przy stole dwie panie oderwały się nagle od towarzystwa w poszukiwaniu świerszcza, który głośno hałasował. Był on nie do zniesienia szczególnie dla jednej z nich. Wysiłki zmuszenia owada do milczenia spełzły na niczym mimo tupania i poruszania gałęziami drzewa, pod którym się ukrył. Dla dokończenia walki z potwornym owadem zaangażowano pana domu, który polewał domniemane miejsce zamieszkania intruza strumieniami wody z węża ogrodowego. Chyba nie zaszkodziło to zwierzęciu, ponieważ kontynuowało swą pasję artystyczną.

Rozmowa zeszła na głośno zachowujące się owady, ptaki i ssaki. Padały skargi i oskarżenia. Okazuje się, że australijskie świerszcze, wrony, magpies a nawet niedźwiadek koala potrafią szaleńczo hałasować. Weźmy pod uwagę koalę. Szukając partnerki ma zwyczaj siedzieć nocą na ulubionym eukaliptusie i „ryczeć głośno jak lew”. Wiedziałem wcześniej, że koala potrafi naćpać się liści eukaliptusa, które zawierają olejki eteryczne i poruszać się jak pijany. Teraz wiem, że potrafi ryczeć. Jest przez to bliski gatunkowi ludzkiemu: osobnik mocno pijany też ryczy (nawet bez powodu). W moim odczuciu, koala jest bliższy człowiekowi bardziej niż małpa, którą oddziela od nas tylko 3-procentowa różnica w genach. Nie wiem, co na to powiedzą osoby wierzące w stworzenie człowieka bezpośrednio przez Pana Boga. Nie martwię się jednak, ponieważ według najnowszych teorii Bóg stworzył małpę i zaniechał dalszych eksperymentów. Tak bardzo nie podobało mu się to, co stworzył. Co z tego wynikło opisał kilka milionów lat później niejaki Darwin. Czytajcie Darwina zamiast oglądać dziennik telewizyjny.

Dla udowodnienia moich racji załączam linki do dwóch nagrań YouTube.

http://www.youtube.com/watch?v=F8eyOA5ub8E&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=gs08r8vBlHI&feature=related