O inkwizycji politycznej i osobistej

Zauważyłem ciekawe komentarze pod ostatnim wpisem na blogu. Nasunęły mi one refleksje na tematy własne i cudze.

Każdy z nas komentuje wydarzenia w sposób odzwierciedlający nie tylko fakty, ale i własną osobowość, sposób myślenia i widzenia świata, system wartości. Dla mnie znamienne były nie tyle wyniki wyborów, ile niska frekwencja. Społeczeństwo ma wysokie wymagania wobec władz, ustawodawczych i wykonawczych, ale w większości nie zadaje sobie minimalnego trudu, aby własnym aktem woli wyrazić opinię, kogo widziałoby przy władzy.

Czytam właśnie „Idiotę” Fiodora Dostojewskiego i tak sobie myślę, że ludzie szukają ideałów. Ideał jest tylko wyobrażeniem, pożądanym stanem, który nie istnieje w rzeczywistości. Podejrzewam, że niejeden wyborca tak bardzo bierze sobie to do serca, że gdy nie widzi partii idealnie odpowiadającej jego czy jej odczuciom, to nie idzie na wybory. Dręczy mnie czasami myśl, dosłownie i w przenośni, czy gdybyśmy prześwietlili osoby najbardziej krytyczne wobec największych partii, PO i PiS-u, z których każda ma swoich zajadłych przeciwników i gorących zwolenników, to jak wypadłyby te osoby w sprawach takich jak uczciwość, prawda, obowiązkowość, szacunek dla bliźniego itp. Czy okazałyby się one takimi ideałami, jakimi chciałyby widzieć każdą z tych partii i ich przywódców?

Może warto stanąć raz – tytułem eksperymentu – nie po stronie Inkwizycji, ale po tej drugiej stronie, czyli obiektów jej zainteresowań? Kiedy sam to czynię, lub przynajmniej wyobrażam sobie, że czynię, wówczas jawi mi się przed oczami obraz Francisco Goyi: „Kiedy umysł zasypia, budzą się potwory”. Napawa mnie on przerażeniem, a zarazem radością. Radością, ponieważ dowiaduję się czegoś ciekawego o sobie, co ściąga mnie w dół i twardo osadza na ziemi.

Zachęcam do nader pouczającej lektury „Inkwizycja hiszpańska” Henry’ego Kamen’a. Jest dostępna w bibliotekach publicznych.