Dzień 20 grudnia. Świat opanowała gorączka.

Sytuacja jest skomplikowana. Toczy się wielka gra, tu i tam, w szerszym i węższym kontekście. Szerszy kontekst to trzy imperia: Zachodnie, Wschodnie i Dalekowschodnie. Pierwsze jest najbogatsze, drugie najbardziej agresywne, trzecie rośnie szybko w siłę i ma za sobą moc Ideologii. Niektórzy naukowcy nazywają ten okres Wielką Deformacją. Czy nazwa się utrzyma nie wiadomo, bo zasady gry są ustalone minioną tradycją, ale niestabilne. W ostatnich miesiącach na Dalekim Wschodzie pojawił się dodatkowy agent destabilizujący, tym bardziej niebezpieczny, że ma potężną broń zdolną napromieniować pół świata. Jest to państwo jednoosobowe.

Imperium Zachodnie zadeklarowało wczoraj nowe zasady gry. Pierwsza z nich brzmi: Pokój tak, a jeśli nie, to ustalimy go siłą. Na czele Imperium stoi stary człowiek z rudą brodą, która przesuwa się w górę, kiedy mu robią zdjęcie lub pokazują w telewizji. Jest to prawdopodobnie hazardzista. Nikt nie wie dokładnie, jak bardzo.

W kraju z samego rana cisza. To normalne, bo mróz. Pod pokrywką wielkiego gara przemian cały czas utrzymuje się ciśnienie. W nocy do rządowej sortowni poczty zwanej Kancelarią nadeszły życzenia z okazji Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

Pierwsze było w ozdobnej kopercie: Przyszłemu Imperatorowi życzymy najserdeczniej nieprzerwanej podaży premierów, coraz lepszych i mądrzejszych, z coraz większą ilością języków i perspektyw rozwoju, oraz wielu pomysłów na odbudowę imperium z ruiny. Prywatnie także puszystych tygrysków, działających uspokajająco w trakcie głaskania. Podpisano: Naród. Pod podpisem figurują miliony paraf.

Sortownicy domyślają się, że nie wszyscy obywatele są szczerzy w tych życzeniach, wolą jednak trzymać język za zębami. Kierują się zasadą „Morda w kubeł”, która milcząco uwidacznia się w coraz większej ilości miejsc. 

W drugiej kopercie życzenia są bardziej uczuciowe. Koperta jest koloru intensywnie żółtego i wygląda jak kubraczek. Pani Ex-Premier życzymy od serca wypoczynku od minionych ciężkich obowiązków i oby jak najszybciej wyszła igła z worka, kto był lepszym premierem; Ona, zasłużona i wierna przyszłemu Imperatorowi, czy ten Nowy, któremu przyszły Imperator umeblował gabinet.

Problem z identyfikacją podpisu jest ten sam, co poprzednio. Nie wiadomo, kto podpisał szczerze, a kto z obowiązku.

Gra trwa.

Z 19 na 20 grudnia. Pierwsza noc. Gra o Przyszłość.

Temperatura nocą spada poniżej zera. W południe wymieniono gabinet. Nikt nie mówi czyj, ale wszyscy to wiedzą, jak i to, że stoi za tym przyszły Imperator. Nie widziano go od tygodnia.

W kącie budynku rządowego znaleziono pajęczynę. To zły znak. Ludzie szepczą o zbliżających się prześladowaniach. W powietrzu wisi zapach spalenizny. Nad ranem przychodzi smog i pogłębia swąd.

Na czele Komitetu Wykonawczego nowego rządu staje Perukarz, osobnik rosły i ociężały, z pozoru misiowaty. Mówi tak, że nikt go nie rozumie. Na nogach ma ciężkie buty. Podobno kiedy spotyka się z ludźmi, niby niechcąco nadeptuje na stopę tym, którzy mu się nie podobają, aż wyją z bólu. Ludzi trzymają się od niego z daleka.

Premier oferuje Wielkiemu Bratu Ruro pokój pod warunkiem, że ustąpi w kilku sprawach. Chodzi przede wszystkim o to, aby Wielki Brat Ruro dał spokój ze swoimi niedorzecznymi podejrzeniami. Wielki Brat milczy, potrzebuje czasu na przemyślenie.

Sytuacja jest dwuznaczna. Trwa czas domysłów i zgadywania, co dalej. 

Komiks polityczny. Nowy dowódca „Imperium I”. Odcinek 12.

zwyciezca-haw-par-villa-by-user-sengkang-public-domain

Na największym pancerniku świata, „Imperium I”, władzę przejmie wkrótce Admirał Brutl (wymawiaj: bratl). Wygrał on wielostopniowe zawody wolnoamerykanki organizowane co cztery lata. Uczestniczyli w nich kandydaci dwóch konkurujących ze sobą obozów.

Na ostatnim odcinku, morderczym triathlonie, walczyło już tylko dwóch zawodników. Wszystko odbyło się zgodnie z ceremoniałem okrętowym.

Brutl okazał się zawodnikiem silniejszym i lepiej przygotowanym. Był to chłop masywny jak niedźwiedź, rudy, z włosami tak gęstymi, że można by go za nie z bagna wyciągać. O wygranej zadecydowało ponad tysiąc sędziów. Przeciwnikiem Brutla była zawodniczka, baba jak tur, równie ambitna, za to bardziej doświadczona, bardziej znana i popierana przez widzów, niestety bez charyzmy.

Walka o fotel dowódcy „Imperium I” nie była całkiem uczciwa; zawodnicy podkładali sobie nogi, popychali się, Brutl kilka razy stosował niedozwolone praktyki i to wobec widzów, starając się powalić ich na ziemię nieuczciwymi chwytami od dołu, poniżej pasa. Poszkodowani złożyli zażalenia, sędziowie wyrzucili je jednak do kosza, podobnie jak i oskarżenia złożone wobec drugiego zawodnika o elektroniczne machlojki. Uzasadnienie brzmiało: „Wolnoamerykanka ma swoje zasady i tradycje”.

Obydwaj zawodnicy pokazywali sobie również gesty obsceniczne, wyzywali się nawzajem i od czasu do czasu nurzali w błocie. Krótko mówiąc, była to brutalna gra, w której wygrywa silniejszy. – Skomentował redaktor naczelny znany imperialnego dziennika „Njusy Waszyngtona”, wyznawca Karola Darwina.

Brutlowi sekundował po cichu znany zawodnik zamorski, dowódca pancernika „Imperator II”, zwanego także „Imperatorem Lokalnym”, niezwykle ambitny, o którym mówiono, że ma atom w pięści. Byli tacy, co twierdzili, że to wariat, inni, że tylko udaje szaleńca, jeszcze inni widzieli w nim zawodnika najwyższej klasy oceanicznej.

I-szy Oficer Komandora Jaroszki, Zbrojmistrz Sęp, skomentował wyniki zawodów wyjątkowo pozytywnie, z oczami płonącymi z zachwytu, jak to on: – Zwycięstwo Brutla rokuje dla nas i dla naszego okrętu jak najlepiej. Nigdy jeszcze nie byliśmy w tak korzystnej sytuacji. Brutl kierujący "Imperium I" to najlepszy sprzymierzeniec, on po prostu uwielbia komandora Jaroszkę, ceni jego styl walki i osiągnięcia, jak również to, że regularnie płacimy wysokie składki członkowskie.

Niektórzy obserwatorzy okrętownictwa uznali entuzjazm Sępa za nieuzasadniony; mimo ich sceptycyzmu na okręcie komandora Jaroszki „Great Crazy” zapanował prawdziwy entuzjazm, choć pod pokładem pojawiły się przypadki zasłabnięć, biegunki, a nawet depresji. Dowództwo okrętu nie przejmuje się tymi drobiazgami i twardo trzyma kurs na Wyspy Szczęścia, gdzie zarezerwowano podobno bajeczne kwatery wypoczynkowe dla wszystkich pasażerów.