Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 36: Demografia i podwójne imię kobiety

Kiedy liczba mieszkańców Nomadii przekroczyła dwadzieścia milionów, rząd ekspediował nadwyżkę obywateli do krajów radosnej nadziei. Tak nazywano kraje zatrudniające u siebie emigrantów z Nomadii. Kiedy liczba mieszkańców spadała poniżej dwudziestu milionów, rząd zwiększał imigrację z krajów czarnej rozpaczy. Tak nazywano kraje mające nadwyżki demograficzne.

Działania rządu oceniano wskaźnikami wrażliwości społeczno-ekonomicznej. Wskaźniki obliczano osobno dla każdej zmiany społecznej wywołanej przez bodziec finansowy zastosowany przez rząd. Zmiany mogły dotyczyć bezrobocia, urodzeń, emigracji, imigracji i podobnych spraw. Obliczeniom służył wielowariantowy model matematyczny reakcji społeczeństwa. 

Wszystkie sznurki działań rządu trzymał w ręku Barras. Nic nie działo się bez jego udziału lub akceptacji. Zwolennicy nazywali go „ojcem ojczyzny”. Odpowiadało mu to, kreowało go na bohatera.

– Zachowuje się jak mitologiczny Zeus – zżymał się Sefardi.

Po pewnym czasie, zauważając niekonsekwencje i zaskakujące zwroty polityki rządu, Sefardi doszedł do wniosku, że demografia jest tematem zastępczym, mającym na celu odciągnięcie uwagi obywateli od innych, bardziej drażliwych i kłopotliwych spraw.

Isabela, z którą nierozważnie podzielił się swoją obserwacją, zareagowała krótko:

– Ależ pan jest nieufny, don Sefardi! Jak kogut, który podejrzewa każdą kurę o zdradę z nieistniejącym rywalem.

Temat koguta nie schodził jej z ust, poruszała go wcześniej kilkakrotnie. Sefardi uznał, że gospodyni jest niewyżyta seksualnie.

Wieczorem rozmawiali o imionach. Sefardi wyjaśniał, jakie znaczenie ma staranny wybór imion i nazwisk bohaterów powieści. Przywiązywał do tego wielką wagę.

– Jeśli bohater jest lekkoduchem, niewłaściwe byłoby obdarzenie go imieniem cieszącym się szacunkiem i powagą. Każde imię ma odmienne pochodzenie, znaczenie, budzi różne skojarzenia, inaczej jest odbierane.

– Czy wie pan, don Sefardi, że ja mam dwa imiona? – Isabela wyskoczyła jak Filip z konopi przerywając mu wypowiedź. – Jedno to Isabela, drugie to Angelika. Lubię obydwa i nie wiem, dlaczego używa pan uparcie tylko mojego pierwszego imienia. Już mi się to znudziło. Niby taki wielki wynalazca i kandydat na pisarza, a ciągle powtarza pan ten sam lejtmotyw konwersacyjny? Dobrze powiedziałam? – Nie była pewna ostatnich słów.

– Dobrze pani powiedziała, ale nie wiem, jak mogę to zrobić. Czy w dni parzyste mam używać pani pierwszego imienia, a w nieparzyste zwracać się do pani Angeliko? – Sefardi potrafił być uszczypliwy, nawet niesympatyczny. W duchu usprawiedliwiał to drażniącą go bezmyślnością i naiwnością kobiety.

– Doskonały pomysł! Bardzo mi się podoba pańska sugestia. Wreszcie ruszył pan głową. – zachwyt Isabeli-Angeliki był szczery. Przyjęła propozycję Sefardiego na serio; pilnowała potem, aby przestrzegał zasady używania właściwego imienia każdego dnia. Ponieważ dni mu się wciąż myliły, szukał rozwiązania, które pozwoliłoby mu uniknąć ciągłych przypomnień, wobec których czuł się jak człowiek ubezwłasnowolniony. W końcu znalazł rozwiązanie; uznał je za żartobliwe.

– Skoro jedynka jest pierwszą liczbą systemu dziesiętnego, a Angelika zaczyna się od pierwszej litery alfabetu, będę używać imienia Angelika w dni nieparzyste, a Isabela w pozostałe dni, czyli parzyste.

Isabela wpadła w zachwyt, źrenice jej się powiększyły, kąciki ust podniosły w uśmiechu. Po chwili w jej oczach pojawił się figlarny błysk. Było w tym coś przewrotnego. Sefardi nie był pewien, czy kobieta nie pogrywa sobie z nim w kulki. Czasem nachodziło go nieodparte wrażenie, że jest znacznie inteligentniejsza, niż pokazywała to po sobie. Wydało mu się, że gra jakąś podstępną rolę, przekornie bawi się nim, rzucając mu wyzwania i obserwując jego reakcje. Tego wieczoru po raz pierwszy miał wrażenie, że to ona jest kotem, a on myszką, nie na odwrót. Okazała się zagadką, labiryntem, z którego nie zawsze udawało mu się wyjść bez uszczerbku. Postanowił bardziej się pilnować. 

Znaczenie imion w życiu i literaturze

Imiona i nazwiska postaci literackich mają swoją wymowę. Nie pojawiają się one przypadkowo, przynajmniej nie powinno tak być z punktu widzenia dzisiejszej sztuki pisarskiej. Muszą one spełniać pewne kryteria, przede wszystkim odpowiadać charakterowi i roli postaci (zwłaszcza pierwszoplanowej). Imię bohatera jest z nim integralnie związane poprzez jego osobowość, historię, działania. Osoba pozytywna będzie mieć zapewne imię miłe w brzmieniu lub skojarzeniach, zupełnie odmiennie autor „ochrzci” natomiast czarny charakter, łajdaka. W powieści nie powinny pojawić się imiona lub nazwiska, które są do siebie podobne, ponieważ może to dezorientować czytelnika. Nie powinny też być one zbyt długie lub skomplikowane, ponieważ utrudnia to ich zapamiętywanie.

Życie też ma swoje „imienne” wymagania i mody. Jak wybrać imię dziecka? – oto pytanie na miarę omalże szekspirowską. Rozważania o imionach dzieci przedstawia dalszy ciąg dzisiejszego blogu. Został on przygotowany przez Olę Michalak, osobę przeuroczą a zarazem zdecydowaną, jeśli chodzi o wybór imienia.

Co do imienia, to od dłuższego czasu trwa w Polsce era przywracania do łask pięknych polskich imion takich jak Franciszek, Stanisław, Leonard, Antonina, Klara, Apolonia, Pola itp. Wciąż także popularne są imiona pochodzenia rosyjskiego jak Nadia, Lena, Natasza. Sama osobiście znam kilka Antosi. Jako dziecko wołają na te dziewczynki Antosia lub Tosia, ale jak będzie dorosła to raczej zwrócą się do nich Pani Antonino, a nie Pani Antosiu. Tak samo jest z popularnym imieniem Zosia; pełne imię to wciąż Zofia. Brzmi również niezwykle poważnie. Uczyłam dziewczynki o imieniu Róża i Jaśmina i nigdy nie zauważyłam, by komukolwiek, kto według naszego uznania nosi oryginalne imię, dzieci dokuczały czy przezywały.

To tak samo jak żadnego dziecka nie dziwi, że po szkole poruszają się dzieci na wózkach inwalidzkich, czy przez porażenie mózgowe mają inny wyraz twarzy niż zdrowe dzieci. Myślę, że to już nie te czasy. Szybciej będą się wyśmiewać, jak ktoś będzie miał niemodny telefon komórkowy niż oryginalne imię. Po prostu w szkołach jest już tyle dzieci o najróżniejszych imionach, że nikomu się to już nie wydaje ani dziwne, ani wyjątkowe.

Poza tym niedaleko patrząc, kiedy nasi rodzice nadawali imię Sonia, to były to czasy, kiedy to imię nadawano ulubionej suczce. Dzisiaj chyba już nikt nie nadaje tego imienia zwierzakom. Podobne dobre rady dostawała teściowa, kiedy decydowała się nazwać syna Fryderyk. Pojawiły się zastrzeżenia: A że poważne, a że będą się śmieli i wołali Chopin. Ani Sonia, ani Fryderyk nie mają problemów z akceptacją swojego imienia i przynajmniej ludzie zwracają się do nich z pełnego imienia: Soniu, Fryderyku. Do mnie natomiast nikt nie mówi Aleksandra, wszyscy mówią Ola. Także, co mi z tego, że mam ładne pełne imię, jak i tak ludzie posługują się o wiele brzydszym skrótem.

A co do skojarzeń z chorobami. Na przykład imię Amelia. Co się okazało? Amelia (łac. amelia, z gr. α = „bez” + μέλος, μέλεα = „kończyna, kończyny”) – to wada wrodzona polegająca na całkowitym braku kończyny lub kończyn. Może ona stanowić część zespołu wad wrodzonych lub występować jako wada izolowana, w części przypadków będąca wynikiem działania szkodliwych czynników (teratogenów) na rozwijający się zarodek lub płód.

A jeśli chodzi o Panią Luksemburg, to myślę, że pokolenie naszych dzieci nie będzie wiedziało, kto to był. A nawet jeśli tak, to takiej historii uczy się w liceach, kiedy nikomu do głowy nie przychodzi dokuczanie z powodu imienia. Jako przeciwwagę mogę podać inną postać historyczną o tym imieniu: Róża Maria Sapieha. Była to księżniczka, uczestniczka Powstania Warszawskiego, pełniąca funkcję sanitariuszki. Zastanawiałam się nad atrakcyjnością imienia Rozalia, jednak skrót od tego imienia czyli Rózia kojarzy mi się z niezbyt rozgarniętymi dziewczętami (najczęściej chłopkami, mamkami, niańkami), o których czytało się w lekturach szkolnych.

Podsumowując mam wrażenie, że wszystko jest kwestią skojarzeń i utartych w naszych głowach stereotypach. A czy dane imię się polubi czy nie zależy od tego, jacy ludzie to imię noszą. Jeśli sympatyczni, to i imię będzie się nam dobrze kojarzyło. A jeśli tacy, za którymi nie przepadamy, to i piękno samego imienia nie pomoże w pozbyciu się złego wrażenia.

Róża to przede wszystkim piękny, szlachetny kwiat i tego się trzymajmy.

PS. W miejsce zaproszenia na majówkę z przyjemnością udostępniam bezpłatnie moim Czytelnikom oraz ich Przyjaciołom i Znajomym moje trzy ebooki. Są one do pobrania ze strony http://www.smashwords.com/profile/view/michaeltequila do 10 maja 2012. Skorzystaj z okazji i pobierz gratis dowolną pozycję na swój komputer lub czytnik ebooków. Pozdrawiam. Michael Tequila.