Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 11: Nowi Kreacjoniści

Podniecony głos pomagiera wyrwał sędziego z nastroju uniesienia. Skoncentrował się.

W głębi równiny po prawej stronie jest najwięcej akcji. Czy widzi pan, panie Sędzio, tego niskiego, krępego faceta siedzącego na czarnym koniu? – Szczerbatemu udzieliło się napięcie rozwijającej się akcji. Mówił szybko wskazując ręką miejsca działań.

Widzę doskonale! – odkrzyknął Sędzia po przyłożeniu lornetki do oczu. Siedzi mocno w siodle, ma okrągła głowę i krótkie siwe włosy.

Zgadza się! – potwierdził entuzjastycznie Szczerbaty. To Kaczan, przywódca największej partii opozycyjnej, Nowych Kreacjonistów. Jest najostrzejszym i najmniej przewidywalnym politykiem – relacjonował tonem zawodowego sprawozdawcy sportowego. Proszę się mu przyjrzeć, to kluczowa postać dzisiejszych igrzysk.

Sędzia podregulował okulary lornetki. Teraz mógł widzieć zawodnika i jego konia ze wszystkimi szczegółami. Poświęcił na to chwilę czasu. Mruczał po cichu spostrzeżenia, jakby chciał je zapamiętać. Klasyczny strój do gry w polo. Koszulka z krótkim rękawem w kolorze granatowym z białym pasem pośrodku. Ku jego zdumieniu, zawodnik miał nałożony na polo błyszczący czarny napierśnik. Sędzia nie umiał wytłumaczyć sobie tego zjawiska, nie miał jednak czasu zastanawiać się nad dziwnym dodatkiem do sportowego ekwipunku. Dalszy strój zawodnika stanowiły białe spodnie wpuszczone w wysokie czarne oficerki, ochraniacze na kolana, kask spięty paskiem pod brodą, elastyczny kij w dłoni ubranej w skórzaną rękawicę. Kaczan swobodnie machnął kilka razy kijem sprawdzając lub demonstrując jego stosowną wagę, długość oraz grubość uchwytu.

Siodło umocowane na kolorowej derce skłoniło Sędziego do zwrócenia uwagi na zwierzę. Był to ogier czarnej jak smoła maści, z ogonem splecionym w oryginalny warkocz podwiązany w dwóch miejscach oraz białymi skarpetkami z czarnym paskiem obejmującymi nogi powyżej pęcin. Widać, że rasowy koń, profesjonalny strój i solidny kij w ręku dają Kaczanowi poczucie pewności i siły. On chce wygrać! To ewidentne – Sędzia zwrócił głowę w kierunku Szczerbatego, aby podzielić się swoimi obserwacjami. To, co widział, zachwyciło go. Nade wszystko cenił wolę zwycięstwa u zawodników.

Asystent nie dał mu szansy dokończenia opisu. Akcja była dla niego ważniejsza niż ubiór i postawa zawodnika. Ucieszył się, kiedy w myśli użył słowa „zawodnik” zamiast Kaczan, mężczyzna, człowiek, przewodniczący partii, facet lub coś podobnego. Spełniał w ten sposób postulat Sędziego, który oczekiwał od niego konsekwentnego stosowania terminologii sportowej, a nie „cywilnej”.

Jesteśmy na stadionie a nie na wiecu politycznym, w parlamencie czy w pubie. Sport ma swój język i musi pan go używać – Sędzia dokładnie scharakteryzował swoje oczekiwania lingwistyczne po zaprzysiężeniu go na asystenta.

Proszę teraz z uwagą obserwować, co się dzieje. Kaczan wyraźnie kieruje drużynę oraz zespoły stowarzyszone na przeciwnika. Jest nim Słabosilny, pseudonim Tasak, premier rządu – oczy Szczerbatego nabrały dodatkowego blasku w obliczu zapowiadających się wydarzeń.

Rozumiem i dziękuję! – Sędzia był zachwycony treściwą relacją asystenta. Niech pan relacjonuje mi teraz, czy nie popełniają jakichś wykroczeń przeciw regulaminowi i etyce sportowej. To najważniejsze! A propos, jak pan ocenia drużynę Kaczana i szansę jej wygrania? Pytam z czystej ciekawości, ponieważ nie wolno mi sugerować się prognozami, kto wygra, a kto przegra.

Partia Kaczana jest zorganizowana na wzór wojska. Kiedy mówi dowódca, to wszyscy mordę w kubeł i słychać tylko trzaskanie obcasami. Utrzymuje żelazną dyscyplinę. Kto się z nim nie zgadza, ma totalnie przerąbane. Ale żołnierze go miłują. Przepraszam, mówię jak młody kot, który pierwszy raz znalazł się w koszarach. Miałem na myśli: zawodnicy go miłują. Ma w sobie jakiś nieodparty urok. Równocześnie boją się go jak ukochanego ojca, który wypił jedno piwo za dużo – Szczerbaty odpowiedział jak potrafił najlepiej na trudne pytanie, gdyż nie miał jeszcze wyrobionego zdania na temat szans zwycięstwa.

Lubi zaglądać do kufla?

Ależ broń Boże! Użyłem tylko takiego porównania. Nie pije, nie pali, nie używa. To stary kawaler, trochę nieokrzesany, a może nawet i gburowaty, ale w czepku urodzony. Ma talent przywódcy, kocha zwierzęta, nocne podchody z pochodniami i przemawianie. Dla ludzi jest surowy, szczególnie dla przeciwników.

A dla swoich? – Sędzia nie odrywał oczu od pola wydarzeń.

Też. Ci z jego partii, którym zechciało się dyskutować sprawy bitew stoczonych przez partię oraz podać w wątpliwość jakość jego przywództwa, teraz zamiast słonych paluszków z frustracji obgryzają sobie nawzajem paznokcie w parlamencie. Żal mi ich, żyją odosobnieni i zapomniani. Nawet Ojciec odmawia im posługi.

Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 9: Ocena sytuacji

Cholera, jak tu się rozeznać, kto reprezentuje jakie barwy? Jakie to są zespoły? Przydałby się jakiś program igrzysk, gdzie możnaby znaleźć takie informacje – Sędzia zaczął głowić się, jak rozwiązać problem identyfikacji zespołów.

Nie musi pan zgadywać, która partia jest która. To widać jak na dłoni – Sędzia usłyszał poniżej platformy spokojny męski głos. Popatrzył w kierunku mówiącego. Był to mężczyzna około pięćdziesiątki, średniego wzrostu, starannie wygolony, ubrany jak do jazdy konnej. Bryczesy, buty oficerki oraz skórzana kurtka nadawały mu wygląd człowieka wysportowanego i zdyscyplinowanego. Ocena Sędziego wypadła pozytywnie.

Tak? A pan je rozróżnia? Jak pan może coś widzieć na ogromnym boisku nie mając lornetki? – Sędzia wyrzucał z siebie pytania jak automat. Był zaskoczony niespodziewanym towarzystwem jak i zadowolony, że obok jest ktoś, kto wydaje się orientować w sytuacji.

Niech pan się nie dziwi, panie Sędzio. Mam dobre rozeznanie w sprawach politycznych. Zajęło mi to wiele lat, aby wszystko rozgryźć. Zęby na tym zjadłem – tu rozmówca otworzył szeroko usta i sędzia dojrzał poważne braki uzębienia w dolnej szczęce. Kontrastowało to niekorzystnie ze schludną i szczupłą sylwetką mężczyzny.

Szczerość i odwaga nieznajomego zaimponowały Sędziemu. Mnie na coś takiego nie byłoby stać – przemknęło mu przez głowę. Natychmiast odrzucił myśl jako refleksję bez znaczenia. A propos, skąd pan wie, jaki jest mój zawód? – Sędzia zadał pytanie Szczerbatemu, jak go nazwał w duchu.

Wiedzieć takie rzeczy, to mój zawód. Jestem profesjonalistą – z dumą odpowiedział zapytany wyprostowując swoją niezbyt wyrośniętą postać i zwracając w górę twarz, na której widoczne były ślady zmęczenia lub przepicia. A tak naprawdę, oni tu nikogo innego nie przywożą, tylko sędziów.

Kim są ci „oni”? – Sędzia kontynuował przesłuchanie z pewną niecierpliwością.

To porozumienie ludzi, których celem jest przywrócenie przyzwoitości walce politycznej w kraju. Z lewa i z prawa wszyscy przyznają, że jest ona bezlitosna, brutalna, wręcz okrutna. „Porozumienie na Rzecz Debarbaryzacji Polityki” chce nadać grze i rywalizacji politycznej bardziej ludzkie wymiary. Rząd ani prezydent nie są w stanie poradzić sobie z tym problemem nabrzmiewającym jak wrzód na zdrowym organizmie społeczeństwa, a kościół nie chce zabierać w tej sprawie głosu. Wzięła więc ją w ręce grupa najmniej skołtunionych polityków i działaczy społecznych. To oni przywożą tu sędziów, aby propagowali wśród uczestników walki politycznej kanony minimalnej obiektywności, poczucia odpowiedzialności, sprawiedliwości oraz rozwagi – zakończył politolog i podniósł głowę do góry.

Teraz do pana należy obowiązek rzetelnie przysłużyć się sprawie – podkreślił Szczerbaty wpatrując się z uwagą w twarz Sędziego. Chciał wiedzieć, jak zareaguje na jego słowa.

Ja miałbym propagować tutaj kanony poprawności politycznej? W jaki sposób?– Sędzia sączył wyrazy zaskoczony skalą wyzwania i oczekiwaniami wobec niego.

A kto inny, jak nie pan? – kategorycznie replikował Szczerbaty. Jak może pan zadawać takie pytania, panie Sędzio? Przecież jest pan człowiekiem odpowiedzialnym. Widzę, że muszę panu pomóc więcej niż myślałem – dodał spokojniejszym już tonem. Zdał sobie sprawę, że nie ma podstawy winić Sędziego za to, że ktoś nie udzielił mu stosownych instrukcji. Zawsze byliśmy bałaganiarzami– mruknął do siebie pod nosem.

To nie jest moja działka. Nigdy się tym nie zajmowałem – odkrzyknął Sędzia częściowo wyprowadzony z równowagi. Jestem tylko sędzią sportowym.

Jak to nie pańska działka? – oburzył się Szczerbaty. Przecież jako sędzia sportowy wielokrotnie zażegnywał pan konflikty między zawodnikami, drużynami i kibicami. Wezwano pana tutaj, aby ostatecznie rozstrzygnąć, która z partii politycznych ma rację w sporze o dobro i przyszłość narodu.

Nagły niepokój i złe przeczucie pojawiły się na twarzy i w oczach politologa. Nie chciał popełnić omyłki i rozmawiać z człowiekiem przypadkowym albo ignorantem, wobec czego zapytał: Czy pan się na tym zna? Czy pan jest naprawdę sędzią i zna się na wymiarze sprawiedliwości? Sportowej czy niesportowej to jest bez znaczenia. Kim pan w ogóle jest? – Szczerbaty postawił na jedną kartę szansę ułożenia sobie dobrych relacji z bądź co bądź bardzo wpływowym człowiekiem. Kolejny raz podniósł w górę głowę, aby konwersacja przebiegała na bardziej wyrównanym poziomie.

Jestem sędzią hokeja na lodzie. Sędzią klasy międzynarodowej. Znalazłem się tu zupełnie przypadkowo. Moi porywacze czy raczej porywaczki były rozczarowane, że nie jestem sędzią wymiaru sprawiedliwości, a potem ucieszyły się, że jestem sędzią sportowym. Nie wiem dlaczego. Najbardziej życzyłyby sobie, abym był sędzią piłki nożnej. W sumie nikt nie powiedział mi dokładnie, o co tu naprawdę chodzi. Pan uchylił mi przed chwilą nieco woal tajemnicy, za co jestem panu wdzięczny – Sędzia wyczuł, że pojednawczy tryb rozmowy jest mu najbardziej na rękę.

O, widzi pan, a ja to wiem. Wdziałem tutaj niejednego sędziego. Żaden z nich nie sprostał zadaniu. Jest ono wielkie i skomplikowane, a klienci są niezwykle trudni i wymagający. Niektórzy z nich sami nie wiedzą, czego chcą, choć wszyscy krzyczą, że chcą prawdy, sprawiedliwości i dobra narodu. Oraz ukarania winnych. Politolog podkreślił ostatnie zdanie unosząc w górę zwiniętą w pięść prawą dłoń a następnie opuszczając ją w dół. Tak, jak kat opuszcza topór. Sędzia usłyszał świst powietrza, albo mu się tak wydawało. Widocznie dlatego zmienili kryteria wyboru sędziego – kontynuował Szczerbaty. Dotychczas byli to sędziowie wymiaru sprawiedliwości i tylko jeden był sędzią pokoju. Przywieźli go zza wschodniej granicy. Skąd wytrzasnęli tam człowieka o takich kwalifikacjach, Bóg raczy tylko wiedzieć. Dla mnie zakrawało to na cud.

Czy mogę wiedzieć, jakie są pańskie doświadczenia zawodowe? – Szczerbaty przerwał wyjaśnienia, aby rozwiać swoją niepewność dotyczącą człowieka, któremu w poczuciu obywatelskiego i moralnego obowiązku pragnął udzielić pomocy.

Moja kariera zawodowa obejmuje dwie z najbardziej brutalnych dziedzin sportu: boks a potem hokej na lodzie. W swoim czasie przez dwadzieścia miesięcy grałem w drużynie futbolu australijskiego. Miałem szczęście, że skończyło się to tylko dwukrotnie złamanym obojczykiem i silnym wstrząsem mózgu. Australijczycy mają takie ilości testosteronu, ze musieli wymyśleć własny futbol, aby nie pozabijać się na ulicach.

Wiedziałem, że jeśli wybrano pana, sędziego hokeja na lodzie, to znaczy, że musi pan być osobą kwalifikowaną, nieprzekupną, sprawiedliwą i z charakterem. Musi pan być gwiazdą sędziostwa.

No…Nie wiem, czy pan mnie nie przecenia. Nie zaprzeczam jednak, że moja renoma jako międzynarodowego sędziego jest nieposzlakowana – mówiący nie był pewny, czy samemu sobie wypada udzielać tak znakomitej rekomendacji. Ale wróćmy do mojej roli. Pan, panie Szczer…, pardon me, …panie asystencie, jak pan ją widzi konkretnie?

Szczerbaty słysząc zwrot „panie asystencie” z prawdziwym zadowoleniem wyjaśnił Sędziemu swoje stanowisko.

Podobnie jak role pańskich poprzedników. Pilnować przestrzegania reguł gry oraz ocenić, który zespół ma rację. A jeżeli nie całą rację, to który z nich ma najwięcej racji. To nie jest łatwe zadanie, ale ja panu w tym pomogę. Zęby na tym zjadłem – powiedział dobitnie politolog i już otwierał usta, aby poświadczyć prawdę, kiedy sędzia interweniował: Nie ma potrzeby. Widziałem. Wierzę panu.

Nastąpiła chwila przerwy, gdyż obydwaj mężczyźni zaczęli kaszleć od nadmiaru kurzu i pyłu wzniecanego nogami tysięcy zawodników rwących się do starcia i sportowych rozliczeń.

 

 

Reguły gry. Opowiadanie „political fiction”. Odcinek 5: Narada

Zaproszeni nie mieli pojęcia, czego naprawdę dotyczyć będzie narada u prezydenta ani jak długo będzie trwać. Wezwano ich w trybie pilnym bez bliższych wyjaśnień.

Dowiecie się państwo na miejscu. Mogę tylko powiedzieć, że to bardzo ważne i poufne spotkanie. Nie mogę nic więcej ujawnić – sekretarka prezydenta mówiła przytłumionym głosem jakby bała się, aby jej nie podsłuchano. Na spotkanie oprócz Premiera zaproszeni zostali marszałkowie Sejmu i Senatu, minister spraw wewnętrznych oraz minister spraw zagranicznych. Obecny miał być także doradca polityczny prezydenta.

Prezydent spóźnił się czternaście minut. Nie było to do niego podobne, gdyż zawsze był bardzo punktualny. Cenił sobie punktualność. Kiedy wchodził do gabinetu, wszyscy siedzieli już jak na rozgrzanych węglach. Premier był zdecydowany opuścić Pałac Prezydencki nie czekając ani chwili dłużej.

Wydatny brzuch i krótkie nogi głowy państwa nie tworzyły najlepszego wrażenia. Nie miało to jednak większego znaczenia. Był popularny. Inne, pozytywne cechy zadecydowały, że człowiek o tak nieatrakcyjnej posturze i wyglądzie wybrany został na najwyższy urząd w państwie. Prezydent był doskonałym mówcą i wytrawnym graczem politycznym. Znany też był ze stanowczego charakteru. Niektórzy nazywali to uporem. Nikt jednak nie kwestionował jego oddania dla społeczeństwa i kraju. Wielu uważało go za prawdziwego patriotę.

Prezydent przywitał się, przeprosił za spóźnienie i zaprosił obecnych do Małego Gabinetu. Gestem ręki wskazał miejsca w niezbyt wygodnych fotelach. Przedstawiciel sił zbrojnych nie jest nam potrzebny. Ja jestem wodzem naczelnym – wyjaśnił prezydent lakonicznie. Uśmiechnął się przy tym dziwnie jakby chciał zdezorientować obecnych, czy żartuje czy mówi poważnie.

Przepraszam, że zaprosiłem państwa w nagłym trybie. Sytuacja kraju to dyktuje. Dzisiaj otrzymałem kolejny raport wskazujący na znaczne pogorszenie się atmosfery politycznej. Walka polityczna prowadzi nasz kraj na manowce. Powiedzmy sobie szczerze: nikt nad tym nie panuje. Ani ja, ani parlament, ani pan, panie premierze. Słabosilny nie oponował, nie było sensu zaprzeczać prawdzie. W Małym Gabinecie czuło się napięcie.

Coraz gorzej jest też z nadzieją na poprawę sytuacji – kontynuował prezydent. Społeczeństwo nie ufa politykom. Nie znosi ich. Nie wezwałem jednak państwa po to, aby przelewać z pustego w próżne i mówić to, co wszyscy i tak już wiemy – prezydent przebiegł wzrokiem po obecnych. Wyczuł raczej niż zauważył natężoną uwagę i pewien niepokój. Postanowił nie przeciągać spotkania.

Za kilka dni odbędą się ostatnie przed wyborami parlamentarnymi rozgrywki sportowe partii i organizacji politycznych. Sportowe Igrzyska Polityczne to nasza tradycja. Każdy lubi komuś dokopać – zażartował. Zniechęcony brakiem pozytywnej reakcji audytorium, szybko wymazał uśmiech z twarzy.

Po cichu organizuje się ogromną demonstrację w dniu otwarcia igrzysk – Prezydent podniósł nieco głos, aby podkreślić rangę wypowiadanych słów. Nie wiemy, kto to wymyślił ani kto za tym stoi. Mogę jedynie domyślać się. Wygląda mi to na ryzykowny a może i niebezpieczny eksperyment społeczny. Niektórzy przywódcy partii politycznych pod pozorem rozgrywek sportowych chętnie rozprawiliby się z przeciwnikami politycznymi. Byłaby to wielka kompromitacja dla politycznego establishmentu jak i dla całego kraju. Może nawet coś bardziej niebezpiecznego niż kompromitacja. Rozgrywek nie można zakazać, ponieważ nie ma takiego prawa. Organizatorzy uzyskali już formalną zgodę władz lokalnych. Teren rozgrywek znajduje się kilkanaście kilometrów poza granicami administracyjnymi stolicy, gdzie wśród terenów leśnych jest w budowie wielki kompleks sportowy.

Nastała chwila milczenia. W pobliżu stołu konferencyjnego zaczęła krążyć mucha. Jej uparte brzęczenie kojarzyło się z przysłowiową ciszą przed burzą.

Życzyłbym sobie, aby sportowe rozgrywki partii politycznych przyniosły korzyść całemu społeczeństwu, a nie tylko zwycięskim zespołom i entuzjastom sportu. Przesilenie społeczne jest nieuniknione. Może objawi się ono właśnie w rywalizacji sportowej, która jest wyrazem rywalizacji politycznej? Partie polityczne traktują wygraną swojej drużyny jak zwycięstwo polityczne. Nie jest to tak bardzo niezrozumiałe i nielogiczne. Cieszyłbym się, gdyby rozgrywki sportowe pokazały społeczeństwu, które siły polityczne najbardziej zasługują na jego zaufanie swą grą i zachowaniem swoich kibiców, a które są najsłabsze sportowo i najbliższe zachowaniom antyspołecznym i anarchii.

Panie prezydencie! Czy ten eksperyment społeczny, jak pan to nazwał, nie jest zbyt niebezpieczny i czy w związku z tym nie powinien go pan zakazać? Konstytucja daje panu stosowne uprawnienia. Impreza jest pod pańskim patronatem, co nie jest bez znaczenia – sugerował premier, który pierwszy zabrał głos po zakończeniu wystąpienia głowy państwa.

Prezydentowi nie podobała się sugestia premiera.

Chce, abym za niego i innych wybierał gorące kasztany z ognia. Cholerny Leon. Wydaje mu się, że jak jego imię oznacza lwa, to jest naprawdę lwem. Obydwa Leony zalazły mi już za skórę: ten drugi, bo jest nieprzytomnie agresywny i ten tutaj, ponieważ nie umie go poskromić. Zachowuje się wobec niego jak stara panna na wydaniu wobec spóźnionego fatyganta do ręki. Po wyładowaniu w myślach negatywnych uczuć wobec szefa rządu i jego głównego przeciwnika, prezydent udzielił odpowiedzi.

Myślałem o tym i powiedziałem sobie: nie! Są to największe na kontynencie rozgrywki sportowe partii i organizacji politycznych, gdzie wszyscy spotkają się z wszystkimi, aby się skonfrontować. W naszym kraju sport ma niezwykle wysoką rangę, pełni role symboliczną i przewodnią. Powiedziałem sobie: wóz albo przewóz. Albo wygrają siły porządku i spokoju, albo wichrzyciele i anarchiści. Proszę nie cytować mojego ostatniego zdania, gdyż nigdy go nie wypowiedziałem. Mam nadzieje, że wygrają ci, którzy są lepiej przygotowani, bardziej zdyscyplinowani, przekonywujący i godni uznania społecznego. Mam już dosyć dwuznaczności, która formacja polityczna najbardziej nadaje się do rządzenia krajem w imieniu społeczeństwa. Niechby to się rozstrzygnęło choćby i na stadionie! – kilka sekund później prezydent zacisnął zęby na dolnej wardze z uczuciem niezadowolenia z niefortunnie sformułowanej wypowiedzi. Schylił się do swojego doradcy do spraw politycznych i podzielił swoją obawą. Moje ostatnie zdanie wypadło co najmniej niezręcznie. Nie sądzisz? Rozstrzyganie sporów politycznych na stadionie! Co za fatalne sformułowanie!

Nie uważam, że było tam cos niestosownego. Proszę się nie martwić, nikt nie zwrócił na to uwagi. Wszyscy są przyzwyczajeni do takiego myślenia. Polityka i rywalizacja idą razem ręka w rękę. Czy to rywalizacja sportowa czy inna, to jest bez znaczenia.

Prezydent odetchnął z ulgą tym bardziej, że nikt nie zamierzał zadawać dalszych pytań. Odebrano jego komunikaty jako zupełnie zrozumiale.

Rozgrywki sportowe partii i organizacji politycznych miały wymiar znacznie szerszy niż sport. Były równoległe i związane z rozstrzygnięciami natury politycznej. Kto wygra na stadionie, wygra prawdopodobnie w wyborach! – Premier Słabosilny nie musiał przekonywać siebie do tego hasła. On w nie wierzył. Wiedział, że musi przywalić Kaczanowi w rozgrywkach, jeśli chce ostatecznie i zdecydowanie przekonać społeczeństwo do siebie i swojej partii. Jego rozmyślania przerwał Prezydent, aby dokończyć przesłanie wciąż błąkające się w jego głowie.

Nie jestem jedyny, który przywiązuje wielką wagę do rozgrywek i ich wyników. Działam w porozumieniu ze środowiskami społecznymi, które podobnie jak ja przejmują się losem kraju. One będą organizatorami igrzysk, które odbędą się dokładnie od dziś za dwa tygodnie. Dodam, że sugerowano mi, że sędzią głównym igrzysk będzie ktoś, kto umie radzić sobie z kłopotliwymi sytuacjami na największych imprezach sportowych. Komitet organizacyjny Sportowych Igrzysk Politycznych powiadomi państwa o bliższych szczegółach imprezy. Sam nie mam nic więcej do powiedzenia. Sugeruję przygotować się do tych rozgrywek szczególnie starannie. Strzeżonego pan Bóg strzeże!

Wychodząc z Pałacu Prezydenckiego Premier Słabosilny podzielił się swoimi odczuciami i wątpliwościami z towarzyszącymi mu ministrami. Miał do nich pełne zaufanie.

Nie sądzicie, że ostatni fragment wypowiedzi Prezydenta zabrzmiał ostrzegawczo?. Co ten szczwany lis z wydatnym brzuchem miał na myśli? W ogóle to całe spotkanie było dla mnie niejasne. On gra jakąś dwuznaczną rolę. Mówił tak, jakby chciał, aby nasza partia i rząd na imprezie sportowej dokonali konfrontacji z Kaczanem i opozycją w celu pokazania społeczeństwu, kogo należy obdarzyć zaufaniem i władzą w najbliższych wyborach parlamentarnych. Prezydent zachował się jak Piłat, który umywa ręce i obarcza nas odpowiedzialnością za to, co stanie się w trakcie Igrzysk.

Wiesz co, Leon? To brzmi może i nonsensownie na pierwszy rzut oka, ale nie jest takie głupie. Musimy się nad tym porządnie zastanowić w wąskim gronie i stworzyć plan gry. Nie pod orkiestrę prezydenta ani Kaczana, ale naszą własną. Z muzyką skomponowaną przez rząd i odtańczoną przez nasz zespół. Mam nadzieję, że to, co powiedziałem nie zabrzmiało zbyt po indiańsku – Minister Spraw Wewnętrznych zatrzymał się po zakończeniu wypowiedzi. Wraz z nim zatrzymali się jego towarzysze. Trzej prominentni przedstawiciele Partii Ewolucjonistów popatrzyli po sobie ze zrozumieniem, skinęli głowami na znak aprobaty i podali sobie ręce na krzyż. Sześć dłoni splotło się w uścisku przymierza, którego celem było zwycięstwo.