Niedzielny fragment powieści „Cztery portrety cudze i jeden własny”

W planie na dziś miałem opowiastkę o psach i dronach, naszkicowałem ją sobie w notatniku. Ostatecznie postanowiłem jednak opublikować kolejny fragment mojej świeżo wydanej powieści, aby przybliżyć ją szczególnie tym osobom, które spotykają po latach z przyjaciółmi z tej samej klasy i szkoły.

Pozdrawiam, życząc pogodnej, ciepłej niedzieli,

Michael Tequila

Spotkanie u Ambasadora okazało się ożywcze jak źródlana woda. Rozmowa przebiegała spontanicznie.

– Koledzy, druhowie, bracia! – Ambasador przejął inicjatywę. Mówienie ćwiczył od lat i przemawianie było dla niego czymś tak powszednim jak chleb z masłem dla hodowcy krów mlecznych. – Nie widzieliśmy się pięćdziesiąt trzy lata, nic dodać, nic ująć, od czasu ukończenia przez nas szkoły.

– Brawo! Brawo! – Zerwały się spontaniczne okrzyki aprobaty i zachęty do dalszego mówienia. Zebrani zachowywali się jak chłopcy, sprawiało im to przyjemność.

– Cisza! Uspokójcie się! Pozwólcie mi zapobiec bałaganowi, jaki tu stworzymy za chwilę! Odbieram wam głos i udzielam sobie, jedynej osobie zdolnej zapanować nad żywiołem odrodzonej niepoprawnej młodości. Dajcie mi skończyć! – nalegał gospodarz w poczuciu odpowiedzialności za zebranie odbywające się na jego terytorium.

– W sumie byłoby to bardzo miłe, gdyby nie niecierpliwy cień władzy dyktatorskiej, który przemknął po jego twarzy – zauważył w duchu Mistrz, mający wprawę w interpretacji mowy ciała.

Odnowieni przyjaciele przywracali do życia odległą przeszłość stopniowo, nie żadnym „hurra”, lecz wspominając fragmenty życia w szkole i w internacie. Żartowali bez ograniczeń i bez skrępowania, bawili się słowami, wygłupiali, podświadomie czując, że jest to najlepsza forma ożywienia przeszłości.

– Łączyło nas wszystko – podjął Ambasador. – Niedostatek materialny naszych rodzin, wspólna nauka w tej samej klasie, ci sami nauczyciele, ta sama dyscyplina szkoły bez koedukacji, ten sam woźny.

– Niektórych z nas łączyło także mieszkanie w tym samym internacie, apele poranne, śniadania, obiady i kolacje, wspólna droga pieszo do szkoły i ze szkoły, wspólnie uprawiane gry i sport – uzupełnił Mistrz, który wraz z Poetą mieszkał w internacie na krańcu miasta.

– Masz rację – poparł mówiącego Ambasador.

Nie wiadomo, dlaczego przemawiał, stojąc. Był to mężczyzna średniego wzrostu, o sylwetce wyrywającej się z objęć szczupłości pod wpływem dobrego jedzenia i ograniczonego ruchu na świeżym powietrzu. Przemawiał ze swadą i nonszalancją. Miał wprawę i doświadczenie tysiąca wcześniejszych przemówień, niewiele więc improwizował. Nie musiał też dobierać słów ze starannością, gdyż był wśród swoich. Gdyby nawet chlapnął coś nieodpowiedniego, obróciliby to w żart.

– Nie było niczego, co by nas dzieliło. Byliśmy braćmi bliźniakami, więźniami systemu szkolnego. Tylko z pozoru byliśmy osobami wolnymi, pozbawionymi czasu i pieniędzy, aby zrozumieć, co to znaczy wolność. Wszytko było w szkole i szkoła była wszystkim. Cyrkiem. Więzieniem. Oazą radości na ugorach życia, których doświadczali nasi rodzice. Kiedy patrzę z obecnej perspektywy, widzę, że było to studium przyspieszonego dojrzewania i mądrości. – Znowu rozległy się okrzyki i wiwaty. Trwały krótko, bo wszyscy byli ciekawi, jaki będzie dalszy ciąg przemówienia i co z tego wyniknie.

Empik Cztery portrety: https://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

0Shares

Trzeci fragment powieści 4 portrety cudze i 1 własny

Tytułem zachęty do przeczytania powieści przedstawiam trzeci jej fragment. Jest to historia spotkania czterech przyjaciół ze szkoły średniej po kilkudziesięciu latach od jej ukończenia. Każdy z nich ma wiele do powiedzenia i coś do ukrycia o sobie.

Fragment 3:

– Ależ ty robisz sobie ze mnie jaja! – wykrzyknął Mistrz, ubawiony, ale i zawiedziony. Przyglądał się Poecie z takim zainteresowaniem, jakby zobaczył go po raz pierwszy w życiu. Poruszył głową, wyglądało to na otrząśnięcie się z zaskoczenia i kontynuował. – Będzie to podobne do wielkiego quizu, rozwiązywania zagadek. To tak, jakby nieznający się ludzie spotkali się na obozie szkoleniowym, wiedząc, że są wśród nich donosiciele i chcieli jak najwięcej dowiedzieć się o innych, mówiąc jak najmniej o sobie. To będzie podróż odkrywcza, prawdziwa frajda. Nie sądzisz? – Mistrz odmłodniał, oczy mu się zaświeciły, twarz ożywił rumieniec.

– Domyślam się, że chodzi ci o coś w rodzaju zabawy w kotka i myszkę, z pewną dozą zagrożenia i ryzyka. Inaczej mówiąc, nie mówimy od razu niczego o sobie, bo boimy się, że otwarte przedstawienie faktów może mieć dla nas negatywne konsekwencje. W postaci na przykład ośmieszenia się. Dlatego lepiej jest pozwolić innym dochodzić do prawdy, bo wtedy mamy możliwość robienia uników. Poeta zastanawiał się chwilę, po czym dodał: – Powiedzmy, że z zawodu jestem parobkiem, a tu okazuje się, że moi koledzy to ministrowie, biskupi i wielcy artyści. Byłoby mi wtedy bardzo głupio – Poeta precyzował swoje przypuszczenia, dając unieść się fantazji. Przypomniał sobie zabawę w sztukę udawania, w którą bawili się w internacie. Mistrz spojrzał niepewnie. Nie wiedział, jak zareagować na słowa przyjaciela. Poeta uznał, że sytuacja wymaga wyjaśnienia. – Mistrzu! Nie przejmuj się moim gadaniem. Tak tylko żartowałem. To moja przywara, czasem opowiadam żarty, niekiedy głupie. W sumie podoba mi się aura tajemniczości, którą roztoczyłeś, przyjmuję więc twoją propozycję. Nie musimy nawet specjalnie udawać, że się nie znamy. Praktycznie się nie znamy. Na naszym wspólnym zdjęciu szkolnym rozpoznałem tylko kilka twarzy. Moje wspomnienia z tamtych czasów są naprawdę rozmazane. To już pięćdziesiąt lat! – podsumował, ponownie studiując twarz Mistrza. Jego pamięć żądała aktualizacji wizerunku kolegi, konfrontacji z odległymi wspomnieniami. W drodze do samochodu Mistrza opadły wątpliwości.

– Czy to nie będzie wyglądać dziecinnie? Jesteśmy teraz poważnymi facetami, żonatymi, dzieciatymi, na emeryturze. W przeszłości wszyscy wykonywaliśmy na pewno poważną pracę.

– Mistrzu! Nie psuj zabawy, którą sam wymyśliłeś i zaproponowałeś, a ja zaakceptowałem. Nie mów o sobie rzeczy, które miałem zgadnąć. Mnie się podoba twój pomysł. Każdy trochę dziecinnieje w miarę upływu czasu i nic na to nie poradzimy. Zawsze uważałem, że świeżość umysłu, zdolność spontanicznego zachowania, wyrażanie radości, ciekawość, czyli zachowania typowe dla dzieci, to rzecz nadzwyczajna u dorosłych. Chyba zgodzisz się ze mną? Jestem za zachowaniem tajemniczości przynajmniej do pierwszego wspólnego spotkania. Nie wiem, jak Boss i Ambasador to przyjmą. Może powinieneś uzgodnić z nimi, jaką grę prowadzimy. – Kiedy skończył, uznał, że chyba niepotrzebnie robi nadzieję koledze na jakieś tajemnicze dochodzenia, kim są i czym się zajmowali w przeszłości. W kontaktach z ludźmi preferował zawsze bezpośredniość i otwartość. Jeśli zgodził się z propozycją Mistrza, to głównie dlatego, aby nie robić mu przykrości. To był jego pomysł towarzyskiej zabawy. Jego rozmyślania przerwał głos przyjaciela:

– Chyba masz rację. Zadzwonię do nich wieczorem, aby wyjaśnić reguły postępowania. Jestem pewny, że je przyjmą. Każdy potrzebuje odmiany. Humor nigdy nikomu nie zaszkodził.

Cztery portrety cudze i jeden własny”https://www.wyczerpane.pl/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny.html

0Shares