Prywatne lekcje pisania opowiadań. Część 1.

Z natury i zamiłowania jestem samoukiem. Ponieważ mam także doświadczenie nauczania, udzielam sobie prywatnych lekcji. Tym razem pisarstwa. Zintegrowany w jednym ciele nauczycieloucznia kroczę dwiema drogami: studiowania podręczników o pisarstwie oraz popełniania błędów, dostawania cięgów od czytelników i wyciągania wniosków. Problemem nie jest popełnianie błędów; kłopot pojawia się wtedy, kiedy nie wyciągamy z nich wniosków i nie zmieniamy swego zachowania.

Temat, który usilnie nasuwa mi się pod klawiaturę (pomyślałem „pod pióro”, ale to już prawie antyczny termin), to „Jak pisać opowiadanie”. Moje doświadczenia z opowiadaniem „Izabella i Księżna”, nad którym wciąż pracuję, są wyjątkowo frustrujące. Choć tekst zapewne nie przekroczy osiemnastu stron, morduję się nad nim bez mała pięć miesięcy. Szukałem w sobie przyczyny tego stanu rzeczy. I co odnalazłem?

Przyczyna tkwi w niedostatecznym przemyśleniu fabuły i głównych postaci. Na początku miało to być opowiadanie „Izabella i Królowa”. Okazało się ono niewypałem. Miało mieć charakter poniekąd prześmiewczy, satyryczny, parodystyczny w odniesieniu do postaci królowej. Rzecz w tym, że Polakom najbardziej znana jest królowa brytyjska, Elżbieta II. Ostatnio transmitowano w wielu krajach obchody 60-lecia panowania królowej, które pokazały ją w bardzo pozytywnym świetle jako prawdziwą ostoję tradycji, stabilności i powagi państwa. Czytelnik nie przyjąłby dobrze przejaskrawień, śmiesznostek czy słabości postaci monarszej mojego opowiadania. Postać z opowiadania nie pasowała do realiów, zderzała się z nimi, budziłaby niechęć do opowiadania i autora. Szybko odrzuciłem te wersję po opiniach trzech „recenzentów” z kręgu rodzinnego: nie lubię opowiadań, nie podoba mi się to opowiadanie, bardzo pozytywnie myślę o królowej Elżbiecie II.

Trzy ebooki Michaela Tequila do nabycia po 0,99 US$ na platformie publicystycznej www.smashwords.com po wpisaniu Michael Tequila w wewnętrzną wyszukiwarkę platformy. Skorzystaj z okazji!

Recenzja „Babuni” Frederique Deghelt. Świat Książki, Warszawa, 2011. Część 2.

W powieści liczne są fragmenty, które wyjaśniają, w jaki sposób czytelnicy odbierają autora oraz jak treść powieści autora oddziałuje na opinie, zaangażowanie oraz uczucia czytelników w trakcie czytania powieści.

Podziwiam artyzm tłumaczenia. Sam jestem tłumaczem i mimo woli szukałem lub po prostu zwracałem większą uwagę na trafność, oryginalność i piękno form językowych. Wprawdzie nie dysponuję francuskim oryginałem powieści i nie robiłem porównań, ale odczuwałem piękno tłumaczenia. To trudna i pełna wyzwań praca, ale jakżeż wdzięczny jest efekt, jeśli książka w innym języku oddaje kunszt myśli twórcy dzieła.

Nie podobał mi się natomiast tytuł powieści w języku polskim. W oryginale brzmi on „La Grand-Mere de Jade”, co oznacza Babka Jade (Jade to imię wnuczki). Pierwszym zdrobnieniem jest Babcia. Być może byłoby ono do zaakceptowania, ale już zdrobnienie Babunia to niedopuszczalna moim zdaniem deformacja oryginału. Babka to forma taka jak stryj, wuj czy ciotka, a nie stryjaszek, wujcio czy cioteczka.

Autorka jest osobą wrażliwą społecznie i tak też pisze. Przedstawia ona współczesne wielkie miasto (Paryż) i społeczeństwo używając jednoznacznych, trafnych i krytycznych sformułowań: „Obojętność zdobywała teren. Tłum z pogardą mijał biednych i nieszczęśników. Trywialność tematów. Artykuły bez zawartości. Reklamy, puste lub mało wartościowe treści produktów dziennikarskich” (str. 53-54).

Powieść ma charakter małej akademii sztuki pisania powieści fikcyjnych i analizy zachowań czytelnika. Zawiera ona wiele praktycznych złotych myśli o pisaniu i sprawach ważnych szczególnie dla początkującego pisarza.

Słabość powieści widzę w postaci Babuni. Jest to nieco naciągana, niezbyt autentyczna i prawdziwa postać. Babunia jest – moim zdaniem – zbyt pozytywna, postępowa i „słodka”, jak na osobę w wieku 80 lat, prawie bez wad. Jeśli nawet ma ona jakieś wady charakteru, to objawiają się one w niezwykle łagodnej formie. Babunia przez kilka dziesiątków lat nie ujawniła nikomu swojej wielkiej pasji czytania, poznając utwory wielu autorów. I nikt tego nie zauważył, z wyjątkiem jednej osoby arystokratycznego pochodzenia. W powieści Babunia używa wyszukanego języka osoby wykształconej używając określeń takich jak: karykaturalne marionetki, kadr literatury, zakrawa na banał, zwinność umysłu, gimnastyka intelektualna. Jest ich mnóstwo. Stoi to w kontraście z faktem, że według tekstu powieści nikt nie zauważył głębokiej przemiany intelektualnej i językowej Babuni (z pochodzenia wieśniaczki i góralki), jaka dokonała się pod wpływem lektur dziesiątek książek niejednokrotnie trudnych i ambitnych autorów.

Zakończenie powieści jest zaskakujące, może nawet szokujące. Stanowi ono oryginalną „woltę” autorki, co świadczy na jej korzyść (autorka jest także realizatorką telewizyjną).  Forma zakończenia powieści zasmuciła mnie jednak. Ten smutek to prawdopodobnie sprawa osobistej wrażliwości i wieku.

Recenzja „Babuni” Frederique Deghelt. Świat Książki, Warszawa, 2011. Część 1.

Wczoraj zakończyłem czytanie powieści „Babunia”. W trakcie czytania robiłem sobie notatki z myślą o recenzji.

Jest to mądra powieść. Będzie ona interesująca w szczególności dla osób piszących, ponieważ przedstawia rozległe obszary świadomości i uczuć czytelnika uruchamiane w trakcie czytania książek.

Powieść koncentruje się na relacjach zachodzących między dorosłą wnuczką Jade, która pisze własną powieść, a jej babką, która zawsze była namiętną czytelniczką książek, choć ukrywała to przed światem. Od momentu, kiedy obie kobiety zamieszkały razem, Babunia stara się pomóc wnuczce w pisaniu i wydaniu jej powieści. Jej pomoc polega na komentowaniu treści powieści wnuczki, którą ta jej udostępniła, jak i dzieleniu się własnymi przeżyciami, odczuciami i doświadczeniami pochodzącymi z literatury wielu książek różnych autorów. Pomijam tutaj wątki i treści niedotyczące samej kwestii pisania i czytania książek, a są one jak najbardziej ciekawe i intrygujące: interakcji między wnuczką a Babunią, relacji rodzinnych, minionej i aktualnej miłości wnuczki do mężczyzny, miłości Babuni do męża i jej zauroczenia innymi mężczyznami.

Zachwycił mnie czar języka autorki, jej „poezja słowa”. Powieść jest przykładem pięknej formy i stylu. Zdania, ich fragmenty, zwroty porywają i nadają szczególnego smak u powieści; są jak doskonałe lody dla podniebienia miłośnika rzeczy słodkich i rozkosznych. Z tego punktu widzenia jest to powieść o walorach, które cenią sobie poeci i miłośnicy poezji. Przytoczę dwa cytaty: „Moje dłonie były towarzyszkami duszy, rzemieślnikami spełnionych marzeń”, „Stąpałam po słowach podszeptywanych mi przez niebo, w którym mieszka moja miłość do pisarzy” (str. 50). Wspaniały jest również wiersz o pocałunku pochodzący z Cyrano de Bergerac” Edmonda Rostanda w tłumaczeniu Marii Konopnickiej i Włodzimierza Zagórskiego. Wiersz, tak jak został przetłumaczony, to istne arcydzieło. Nie wiedziałem, że Maria Konopnicka i Włodzimierz Zagórski (postać mi nie nieznana) tak rewelacyjnie tłumaczyli.

W powieści zasługują również na uwagę oryginalne obserwacje, opinie i powiedzenia. Wynotowałem sobie kilka z nich: Str. 26: „Udana starość to druga młodość. Odmłodnieć albo zniknąć – oto wybór”, str. 33: „Przyzwyczajenie do głupoty i biedy”, str. 35: „Czytanie było przede wszystkim stratą oświetlenia i marnowaniem czasu”, str. 36: „On nie wie już niczego, ma książki”. „Śmierć kpi sobie z książek i wiedzy”, str. 130 „Szkoła …nauczyła mnie czytać, szkoła czytania nauczyła mnie żyć”.

Pozytywnych wrażeń językowych powieści nie psują nieliczne niedociągnięcia i błędy takie, jak brak przecinków przed „że” i „żeby” czy też zdanie wypowiedziane przez Babunię (str. 35) „Kiedy opowiadam Jade swoją historię”, co powinno mieć formę „Kiedy opowiadam Jade moją historię”. W powieści jest więcej problematycznych użyć zaimka dzierżawczego „swój”, ale mogą one nie zwrócić uwagi czytelnika. To zaimek trudny w użyciu.

„Babunia” jest dowodem pomysłowości literackiej w sensie prezentacji w formie powieści bogatego tematu pisania, czytania i dyskusji o książkach. Jest ona swoistą rozprawą o sztuce czytania, pisania i wymiany poglądów na temat książek. Osoby piszące (pisarze o różnym stopniu zaawansowania) jak i te zainteresowane pracą pisarską zajdą tutaj wiele wskazówek, rad i treści do przemyśleń. Zawarte są one przede wszystkim w refleksjach głównej bohaterki powieści, Babuni. Oto cytat z jej rozważań na temat powieści pisanej przez wnuczkę: „W swojej powieści Jade angażuje czytelnika w odkrywanie postaci. Bohaterowie maja mało czasu, ale tego nie wiedzą. Intryga zawiązuje się tylko wokół tej kwestii: pochłonięci ich życiem, my, czytelnicy, nie wiemy o tym, że wkrótce znikną” (str. 118).

Bohaterowie i bohaterki powieści

Skąd pisarze czerpią wzory postaci, które czynią bohaterami i bohaterkami swoich powieści? Jak stworzyć interesującą postać, pozytywną lub negatywną, przemawiającą do czytelnika?

Nancy Cato, pisarka australijska urodzona w Adelajdzie (1917 – 2000), czerpała wzory postaci do swoich książek ze swojej biografii. W niejednej z jej postaci był element biograficzny. Pisarka uważała, że jest to nieuniknione. Postacie literackie mogą być również mieszanką kilku różnych rzeczywistych postaci. Oto fragmenty wypowiedzi pisarki na temat bohaterek jej książek.

„Faktem jest, że dla każdego pisarza, osoba, którą zna najlepiej, jest on sam. Flaubert powiedział o Emmie (Bovary): „C’est moi” (To ja).

Pytanie dziennikarki: Czy sądzi pani, że jest pani jak jedna z tych „dzielnych, inteligentnych kobiet”?

Odpowiedź pisarki: Nie. Myślę, że jestem inteligentna, ale nie sądzę, że jestem dzielna. Może bardziej śmiała niż dzielna. Faktem jest, że postać, na temat której toczyła się dyskusja, była inteligentna i śmiała w swoich decyzjach życiowych. W tych dwóch kwestiach była odzwierciedleniem autorki.

Mam podobne przekonania jak Nancy Cato. Postać da się wymyśleć. Będzie ona całkowicie fikcyjna. Ale niekoniecznie jest to najlepsze rozwiązanie (może z wyjątkiem powieści z gatunku fantastyki i fikcji naukowej). Postać w całości „wymyślona” jest trudniejsza do opisania, do nadania jej odpowiednich cech tak, aby stała się w pełni przekonywującym bohaterem, antybohaterem lub dobrą postacią drugorzędną.

Widzę prawdziwą wartość w postaciach, których cechy są wzorowane na kimś wziętym z życia, kogo znam lub o kim mogę zdobyć dostatecznie dużo informacji. Być może jest to kwestia wyobraźni.

Niekiedy postać rzeczywista jest tak oryginalna, że samemu trudno byłoby wymyśleć coś lepszego. Pisząc to mam na myśli mężczyznę, którego obraz stworzyłem sobie na podstawie zdjęć i relacji jego narzeczonej. Mężczyzna przemawia do mnie jako wzór bohatera, jakiego od dłuższego czasu opracowuję sobie „w głowie” do powieści psychologiczno-kryminalnej. Chodzi mi głównie o wygląd zewnętrzny i zachowanie, ale nie tylko. Wspomniany potencjalny „pierwowzór” to mężczyzna z tatuażami na piersiach, plecach i ramionach, ułożonymi wedle pewnego schematu. Tatuaże i sposób ich prezentacji dostarczają refleksji na temat charakteru i światopoglądu właściciela. Odpowiadają one z grubsza moim zamierzeniom. Liczę, że ułatwi mi to stworzenie bohatera, który wedle zamierzeń ma przejść głęboką przemianę osobowości z ważnymi konsekwencjami dla niego samego jak i dla najbliższego otoczenia.