Nienawiść organiczna. Groteska perwersyjnie optymistyczna.

Jeśli ją czytasz, to czynisz to na własną odpowiedzialność. Strzeż się wściekłego psa własnych myśli i uczuć.  

„Żyrafy. Najwyższe ze zwierząt lądowych są roślinożerne. Żyrafy żyją na wolności do 25 lat i obecnie są w czerwonej księdze IUCN zaliczane do gatunków narażonych. Dzięki półmetrowemu językowi z łatwością są w stanie skubać liście z najwyższych drzew. Te smukłe zwierzęta roślinożerne mają bardzo długie języki” – napisał do mnie kolega szkolny Joseph Microsoft na monitorze mojego komputera z Windows 10.

Wspomnienie korespondencji rozbudziło mnie niczym kubeł zimnej wody, jaki zwykł fundować synowi zmożonemu głębokim snem narkotycznym pewien – znany mi osobiście – kochający ojciec. Wstałem. Za oknem darły się koty. Była godzina czwarta czterdzieści pięć rano. Pokazał mi to zegarek lekko uderzając wskazówkami o metalową obudowę. Udałem się do łazienki i tam w cichości kabiny prysznicowej, blatu z głębokim zlewem oraz białej spłuczki i uroczej deski klozetowej przyjrzałem się mojemu językowi. Mały, czerwony, ubożuchny jak koszula ściągnięta z nieboszczyka po dwóch miesiącach zmagania się z wiecznością.

Poczułem do siebie wstręt. Zacząłem nienawidzić własne ciało. Ja, istota intelektualna i uczuciowa, reprezentowana przez lotny rozum i wezbrane miłością serce, znienawidziłem fizyczną część mojego organizmu, przede wszystkim bebechy i warstwę tłuszczu na brzuchu, i to wszystko co sobą reprezentują.

Aby umocnić i pogłębić w sobie nowe uczucia, rozebrałem się do naga i przyjrzałem się sobie dokładnie przed lustrem. Był to obraz nędzy i rozpaczy. To wzmocniło moją determinację doprowadzenia sprawy nienawiści do końca. Przyniosłem z biurka i rozłożyłem na blacie zdjęcia przywódców różnych narodowości, zboczeńców i wyuzdańców, rozchełstanych Borysów, krzykliwych Farage’ów, kłamliwych Mateuszów, stetryczałych Jarosławów, tłustych Donaldów i zdziwaczałych Dim Dongów, aby przyjrzeć się ich skwaśniałym twarzom na tle własnego niekochanego już organizmu.

W miarę przyglądania się, czułem się coraz lepiej. Uczucie nienawiści, w odróżnieniu od tego co piszą naukowcy i inni niedorobieni członkowie społeczeństwa, dobrze mi zrobiło. Poszwendałem się jeszcze trochę po łazience, doceniając szlachetny charakter klatki więziennej bez okien, i uspokojony wróciłem do łóżka.

Jeśli miałem jeszcze sny, to wyłącznie kolorowe, ponieważ rano obudziłem się śpiewny niby opity chmielem skowronek, z głową  na poduszce wysłanej promienistą tęczą. Myślałem, że to LGBT, ale nie, była to tęcza promieni słonecznych filtrowanych przez firanki w oknach sypialni.

Była to najbardziej udana noc. Nie powiem, że całego życia, bo wszystko jeszcze przede mną.

Najnowsza powieść: Michael Tequila: Cztery portrety cudze i jeden własny:  https://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

0Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *