Wypożyczalnia psów ( odc 3. )

Zawodowe defekty Anastazji uwidoczniły się wyraźnie w trakcie kłótni, kiedy pakowała rzeczy przed opuszczeniem domu razem z Nuką. Swoje małżeństwo nazwała tragicznym pasmem cierpienia. Wyliczyła mężowi wszystko, co go degradowało w jej oczach: jego głupotę, nieodpowiedzialne czyny, szaleństwa. Kiedy zapytał ją o konkrety, wyliczyła:

– Po pierwsze nadanie dziecku imię Nuka, po drugie próbę korekty teorii Darwina, że w łańcuchu ewolucji pies był przed człowiekiem, po trzecie twoja teoria śmierci psa i propozycja jej wprowadzenia do tanatologii zwierząt, po czwarte organizację demonstracji przeciwko usypianiu zwierząt jako formie eutanazji. Nie dość, że wymusiłeś na księdzu nadanie dziecku tego strasznego imienia, to jeszcze głosiłeś publicznie, na konferencjach kynologicznych, w wywiadach radiowych i telewizyjnych, te swoje kretyńskie teorie, przez co ośmieszyłeś mnie, bo noszę to samo nazwisko, co ty. Ty możesz być kretynem, ale ja nie jestem i nie podpisuję się pod twoimi wymysłami. Zostawiłeś fatalne dziedzictwo naszej córce. Nawet nie mogę wymienić jej imienia – Anastazję opanował głęboki szloch. Klaudiusz wystraszył się i chciał natychmiast wzywać pogotowie. To tylko spowodowało, że kobieta ponownie wyzwała go od kretynów i rzuciła w niego pierwszym przedmiotem, jaki miała pod ręką. Na szczęście nie było to nic ciężkiego ani wartościowego.

*****

Wraz z żoną odszedł drugi dochód gospodarstwa domowego. Był to cios powalający na deski. Klaudiusz nie był w stanie kontynuować spłaty kredytu za dom wyłącznie ze swojej pensji. Wkrótce bank go zlicytował. Nieszczęśnik podejrzewał, że mieszała w tym palce serdeczna przyjaciółka żony, pracująca w banku w dziale szkoleń.

Mężczyzna popadł w zniechęcenie, a potem w apatię, z której już się nie wydobył. Zaniedbał się w pracy, zwolniono go z trzymiesięcznym wypowiedzeniem. Dyrektor uznał je za akt łaski. Od tej pory Klaudiusz nie miał nawet środków na czynsz i utrzymanie. Został bezdomnym. Kilka tygodni przemieszkał u najlepszego przyjaciela, dopóki jego żona się nie zbuntowała, potem tułał się po znajomych. W końcu „usamodzielnił się”, zamieszkując w pustym domku na ogródkach działkowych. Kiedy nadeszły jesienne chłody, trafił do schroniska dla bezdomnych

*****

Zimne schody i trotuar otrzeźwiły Klaudiusza. Przerwał rozmyślania o przeszłości i wstał. Zbliżała się pora posiłku, wszedł więc do wnętrza schroniska. Stracił już nadzieję na powrót do normalności. Jedynym pocieszeniem było dla niego to, że nie popadł w alkoholizm.

*****

Kiedy wiosna ugruntowała swój stan posiadania ciepła i zieleni, Klaudiusz podjął regularne spacery do pobliskiego lasu. Chodził wśród drzew i przyglądał się śmieciom, których było więcej niż roślin, rozmawiał z ludźmi wychodzącymi z psami na spacer, jeśli tylko chcieli z nim rozmawiać. Któregoś dnia starszy mężczyzna poskarżył mu się:

– Nie ma mnie kto wyciągnąć z domu na spacer. Nie mam psa. Dzisiaj z trudem zwlokłem się z łóżka. To straszne!

Te proste słowa poruszyły bezdomnego; jemu też brakowało mobilizującego towarzystwa. Przypomniał sobie własnego psa i wtedy przyszedł mu do głowy pomysł. Wydał mu się niezwykle obiecujący. Po chwili Klaudiusza ogarnęły wątpliwości i uznał go za szalony; przesądziły o tym negatywne doświadczenia własnego życia. Nie zrezygnował jednak z niego całkowicie, postanowił tylko nie mówić o nim nikomu. Bał się, że ktoś go ubiegnie, że ukradną mu pomysł, a co najmniej wyśmieją.

W ciągu kilku dni Klaudiusz zmienił się. Myślał inaczej, bardziej optymistycznie. Zaczął też dbać o siebie. Cały czas obmyślał plan działania, intuicyjnie szukając jakiegoś mocnego punktu zaczepienia. Tak go to męczyło, że w końcu zdecydował się porozmawiać ze współmieszkańcem, grubym mężczyzną, o którym wiedział, że kiedyś pracował w urzędzie zatrudnienia. Podjął ryzyko, choć mu nie ufał, bo chodził notorycznie pijany. Mężczyzna wydający się być zdegenerowanym alkoholikiem w stanie trzeźwości okazał się całkiem sympatyczny i życzliwy. Klaudiusz przedstawił mu tylko samą ideę, bez żadnych szczegółów. Był ostrożny, powiedział tylko tyle, ile wymagało zorientowanie się, co powinien zrobić dalej. Były urzędnik zachęcił go do realizacji planu.

– Jesteś z zawodu kynologiem. Znasz się na psach. Pomysł wydaje mi się rozsądny. Jeśli opracujesz biznesplan, możesz ubiegać się o dofinansowanie ze strony państwa. Mogę ci w tym pomóc. Mam jeszcze trochę znajomości.

– Muszę to sobie przemyśleć – skwitował przedsiębiorca. Tak siebie określił w duchu. Bardzo mu to schlebiało.

Wieczorem zaczął zastanawiać się, czy nie warto byłoby mieć wspólnika. Przypomniała mu się Anastazja i od razu mu przeszło. Postanowił kontynuować w pojedynkę. Znowu skontaktował się z byłym urzędnikiem, który, jak się okazało, zajmował się konkretnie doradztwem zawodowym. Po rozmowie Klaudiusz wyszukał podany adres i zgłosił się do firmy, która była inkubatorem przedsiębiorczości. Rozmawiał z nimi kilka razy, w końcu się zarejestrował. Przyjaciel pomógł mu napisać biznesplan. Po dyskusjach wyjaśniających, uzupełnieniu dokumentów i dwumiesięcznym oczekiwaniu Klaudiusz otrzymał pożyczkę na stworzenie biznesu. Warunki były bardzo korzystne.

*****

Wkrótce Klaudiusz założył wypożyczalnię psów wyciągowych. Była to mała psiarnia, w której trzymał zwierzęta dostatecznie silne i łagodne, które można było wypożyczać ludziom bez obawy, że wyrządzą im jakąś krzywdę lub że same zostaną skrzywdzone. Idea była bardzo prosta. Klient wypożyczał psa, aby wyciągał go na spacer i to nie okazyjnie, od czasu do czasu, ale regularnie, trzy razy dziennie, o określonej porze. Było to warunkiem umowy.

– Klient może nie chcieć wyjść na zewnątrz, ale pies musi. Umowa między nami ustala, że pan lub ktoś z rodziny albo przyjaciół wychodzi z psem trzy razy dziennie. Musi pan podpisać takie zobowiązanie – tłumaczył Klaudiusz pierwszemu klientowi. Z okazji inauguracji biznesu udzielił mu wysokiego rabatu, pełne pięćdziesiąt procent.

Niektórzy ludzie nie za bardzo rozumieli sens jego biznesu. Nie przeszkadzało mu to, zdawał sobie sprawę, że będzie musiał pokonać mur ignorancji i niechęci do nowości. Wątpiącym cierpliwie tłumaczył.

– Nie każdy ma własnego psa. Nie każdy może go mieć, bo do tego potrzebne są odpowiednie warunki. Wypożyczenie psa rozwiązuje te problemy. Są ludzie, których okoliczności mogą zmusić, aby tylko przez pewien czas mieszkać z czworonogiem, mieć towarzystwo. Na przykład rekonwalescenci po ciężkiej chorobie, którym lekarz zalecił regularne spacery. W niektórych krajach lekarze zamiast recepty na lekarstwo zalecają pacjentowi psa do towarzystwa. Pies działa jak lekarstwo. Ja sam nie mam co do tego żadnych wątpliwości.

Najwięcej pytań wywoływała kwestia, co zrobić z psem, kiedy jest się dłużej nieobecnym w domu. Klaudiusz, teraz już dyrektor firmy, uspokajał klientów.

– Sytuacje i potrzeby ludzi zmieniają się. To jest zrozumiałe. Na przykład musi pani wyjechać na kilka tygodni do rodziny w innej części kraju albo na wycieczkę dookoła świata, albo, nie daj Boże, znajdzie się w szpitalu lub w sanatorium. Psa można wypożyczyć na określony czas, nawet na jeden dzień, choć to najmniej korzystne rozwiązanie, bo opłata jest wtedy najwyższa. Trzyma pani psa tak długo, jak długo pani go potrzebuje. Kiedy nie jest pani potrzebny, zwraca go pani mnie, firmie „Wypożyczalnia psów wyciągowych”, gdzie jest jego stały dom.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *