Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 49: Sefardi i zebranie przy chodniku

W nocy Sefardi na przemian zasypiał i budził się. Kiedy wstawał, poruszał się jak lunatyk. To, że jest meteopatą, szczególnie wrażliwym na zmiany pogody, zakomunikowała mu z właściwą sobie nonszalancją Isabela. Potem wyjaśniała mu jeszcze inne szczegóły, o których rzekomo mówił lekarz. W stanie odrętwienia w pierwszym momencie nie zwracał uwagi na jej słowa. Zareagował żywiej dopiero wtedy, kiedy przyniosła kubek gorącej herbaty z żurawiną, przyjrzała mu się uważnie i stwierdziła:

– Wygląda pan, jakby pan stygł. Zresztą, co ja gadam, wiadomo, że każdy mężczyzna stygnie już od dwudziestego piątego roku życia, kiedy osiąga dojrzałość seksualną. Niech się pan nie przejmuje tym, co ja mówię, bo to prawda, a z prawdą nikt nie może wygrać oprócz dyktatora lub innego, podobnego kretyna.

Zaskoczony bezceremonialnym zachowaniem kobiety Sefardi nie był w stanie wydobyć z siebie odpowiedzi. Isabela zamierzała coś jeszcze powiedzieć, zrezygnowała jednak widząc wyraz zniecierpliwienia wykrzywiającego mu twarz. W końcu przetrawił jej wypowiedź, doceniając oryginalność jej obserwacji, nie podjął jednak rozmowy. Zdobył się tylko na krótką odpowiedź.

– Dziękuję pani za herbatę, Isabelo. Chętnie ją wypiję. Porozmawiajmy może o stygnięciu następnym razem, bo dzisiaj jakoś nie jestem w formie. Chyba dlatego, że stygnę.

*****

Temat rządu szalejącego na punkcie demografii pojawił się w dyskusji przy krawężniku. Na zebranie przyszło niewiele osób; dwie z nich Sefardi widział po raz pierwszy. Byli to mężczyźni, jeden ciemny blondyn, drugi rudzielec. Sefardi przyglądał się dyskretnie blondynowi zgadując, kim jest i co go sprowadziło na spotkanie, kiedy tuż obok zupełnie niespodziewanie pojawił się rudzielec, osobnik średniego wzrostu, mocnej budowy, niedbale ubrany. Wyglądał jakby właśnie zszedł z budowy.

– Co sądzi pan o sprawach demografii, którymi zajmuje się teraz rząd?

Sefardi domyślił się, że pytającemu nie tyle chodzi o odpowiedź, ile o nawiązanie rozmowy. Kilka minut wcześniej widział go nudzącego się samotnie na ławce osiedlowej.

– Zgaduję, że jest pan nowy na naszym osiedlu. Czy mam rację? – Sefardi wolał odpowiedzieć pytaniem na pytanie niż udzielać odpowiedzi, nie mając pojęcia, co to za człowiek. Zapytany wybrał podobną taktykę. Zamiast odpowiedzieć, przedstawił się. Rozmowa rozkręciła się. Zgodzili się łatwo, że rząd oszalał na punkcie demografii.

– O potrzebie zwiększenia liczby mieszkańców kraju bębnią teraz aż do znudzenia, jakby wszystkie jej problemy sprowadzały się tylko do demografii – zagaił rudy.

Po kilku minutach temat znudził Sefardiego do tego stopnia, że spróbował zainteresować rozmówcę tematem wynalazków, nie znalazł jednak zrozumienia. Rudzielca bardziej interesował ostatni mecz piłki ręcznej. Sefardi zamilkł i słuchał.

Kiedy do grupy przy krawężniku dołączyli ostatni maruderzy, Iwan Iwanowicz przejął inicjatywę i poprosił o uwagę. W ręku trzymał program spotkania. Najwięcej czasu zajęła prezentacja nowych mieszkańców osiedla. Proszeni o przedstawienie się, mówili rozwlekle, skąd przyjechali, czym się zajmują i dlaczego uczestniczą w zebraniu. Kiedy blondyn popatrzył w jego kierunku, Sefardi nabrał dziwnego przekonania, że razem z rudzielcem zostali przysłani, aby go śledzić. Postanowił zachować ostrożność. Pilnował się.

Wracając do domu, w windzie spotkał sąsiada z klatki schodowej.

– Było to najbardziej jałowe spotkanie, w jakim uczestniczyłem – oświadczył. Żal mu było zmarnowanego czasu.

Sefardi, jak tylko znalazł się w mieszkaniu, zapomniał o nieznajomych i wrażeniu, jakie na nim zrobili. W nocy śnili mu się dwaj osobnicy, jak rozbierali jego samochód w garażu w poszukiwaniu jakichś dokumentów, a potem szperali po mieszkaniu. To go obudziło. Niespokojny, wyjął po cichu latarkę z szafki nocnej i podszedł do drzwi, aby sprawdzić, czy nie ma na nich śladów włamania. Kiedy nic nie znalazł, poczuł się rozczarowany.

*****

Rano Isabela przyniosła Sefardiemu herbatę z cytryną. Przyglądała mu się chwilę z boku uważnie jak pies, po czym powiedziała:

– Dziwnie się pan zachowuje. Powinien pan chyba pójść do lekarza. – Zapytana, nie umiała albo nie chciała wyjaśnić, dlaczego tak sądzi. Sefardi uznał, że to żona wysłała ją na przeszpiegi. Przypomniał sobie, że gospodyni kolejny raz przynosi mu herbatę nieproszona. Po jej wyjściu sprawdził biurko, czy czasem nie zginęły mu jakieś notatki. Nie był pewny, czy coś nie znikło, ponieważ na biurku leżał cały ich stos.

Wspomnienie snu popsuło mu cały ranek. Otrząsnął się dopiero około godziny jedenastej po wypiciu dwóch kaw z dużą ilością cukru i brandy. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *