Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 44: Izabela komentuje twórczość Mistrza.

Isabela coraz bardziej interesowała się twórczością pisarską Mistrza. Mówiła o tym otwarcie.

– Czasami naprawdę lubię poczytać sobie to, co pan pisze, don Sefardi.

Kiedy po raz pierwszy zwróciła się do niego w ten sposób, nie potrafił jej odmówić mimo wątpliwości, czy mówi to poważnie czy też chce mu się przypochlebić. Po krótkim zastanowieniu, wydrukował i przekazał jej skończony fragment powieści.

Udostępnione materiały zwracała w terminie. Oddając, przyglądała się Sefardiemu uważnie, jakby chciała go dokładnie zapamiętać. Niekiedy coś komentowała, najczęściej nie mówiła jednak nawet słowa, tylko patrzyła na niego w niemym oczekiwaniu, zdając się wyrażać życzenie, aby to on coś jej powiedział. Zapytana, co sądzi o przeczytanym fragmencie, odpowiadała najczęściej „Nic nie sądzę”, innym razem podejmowała wyzwanie wyrażając jakiś pogląd lub przedstawiając uwagi. Z czasem pojawił się między nimi zwyczaj, Sefardi sam nie wiedział, jak do tego doszło, że udostępniał jej szkic większego fragmentu powieści lub całego opowiadania, aby przedstawiła mu swoje uwagi, jeśli tylko ma chęć.

O bohaterach powieści mówiła tak, jakby to były żywe osoby znane jej osobiście. Opowiadała w szczegółach, jak były ubrane i czy wypadało tak się ubrać, czy było to modne. Potrafiła też powiedzieć krótko „Ona jest głupia”, a o mężczyźnie: „To chyba jakiś geniusz?” albo „To zwykły cymbał!”. Raz się zachwycała, innym razem potrafiła totalnie zgromić bohatera, wyrażając opinię w rodzaju „Takich ludzi nie ma! Wymyślił pan sobie jakiegoś potworka, don Sefardi” albo „O kimś takim nigdy nie słyszałam, taka osoba w ogóle nie istnieje”.

Czasem wypowiadała się na temat sceny, zdarzenia lub miejsca, stwierdzając: „Widziałam to w sklepie. Było tam dokładnie tak, jak pan to opisał w powieści. Nie dalej jak trzy dni temu kupiłam tam sobie bluzeczkę, tę niebieską, którą miałam na sobie wczoraj”. Rozkręcała się wtedy i opowiadała w szczegółach, jak ekspedientka lub właścicielka prezentowała się, w co była ubrana, a nawet jak wyglądała sprzączka u jej pantofli, albo co mówiła lub jadła w czasie przerwy na posiłek. Jej komentarze bywały tak żywe i ciekawe, że Sefardi wykorzystywał je dla wzbogacenia lub modyfikacji postaci albo zmiany toku akcji. Bardzo mu to odpowiadało. Słuchając Isabeli czuł, jakby zza lustra weneckiego podglądał żywą osobę w jej naturalnym środowisku, która nie ma pojęcia, że ktoś jej się przygląda i w związku z tym zachowuje się całkowicie swobodnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *