Mam pomysł. Co dalej? Część 1.

Wczoraj o godzinie 22.22 wyszedłem na spacer. Było ślisko. Upadłem i uderzyłem głową o chodnik. To mnie ożywiło i rozjaśniło w głowie. Widocznie była tam jakaś blokada zaciemniająca. Wróciłem do domu i napisałem sztukę teatralną. Przedstawiam scenariusz.

„Na dużym placu mały, krępy facet, za którym stoją wielkie draby z pałami, bije dwóch ludzi. Ci krwawią, a on ich dalej leje. Obok stoi grupka osób i trzęsie się ze strachu. Sytuacja jest znana ludziom w okolicy, bo trwa już od dłuższego czasu.

2015 02 08 badzior w masce z kwiatem

Na miejsce przyjeżdża delegacja społeczna: kobieta, niezbyt ładna, ale rosła, oraz mężczyzna, trochę lowelas, ale przystojny i zaczynają tłumaczyć małemu facetowi:

– Proszę pana, nie może pan ich tak bić, to nie jest zgodne z zasadami. Ustalmy jakieś zasady.

– Co proponujecie? – Pyta mały zakapior. Trochę się zmęczył i jest chętny otworzyć gębę dla rozrywki.

– Po pierwsze, że nie będzie pan bić wszystkich ludzi, tylko tych dwóch. Po drugie, że będzie pan to robić nie na całym placu, tylko w tamtym rogu. Wspólnie ustalimy granice i oznaczymy je palikami. Po trzecie, musimy ustalić wspólnie obserwatorów, aby patrzyli, jak pan się sprawuje.

Mały facet nachylił się do nich, oni do niego, coś im powiedział i delegacja odjechała. Na odchodnym powiedział bardzo wyraźnie:

– Zapamiętajcie sobie, ja nikogo nie biję.

– Ależ bije pan.

– Zapewniam was, że nie biję. Mogę powtórzyć to w telewizji”.

Nie podobał mi się ten scenariusz. Był za mało wyrazisty, napisałem więc drugi.

„ Na dużym placu mały, krępy facet, za którym stoją wielkie draby z pałami, bije dwóch ludzi. Ci krwawią, a on ich dalej leje. Obok stoi grupka innych osób i trzęsie się ze strachu. Sytuacja jest znana ludziom w okolicy, bo trwa już od dłuższego czasu.

W pokoju siedzi kobieta, niezbyt ładna, ale rosła i mężczyzna, trochę lowelas, ale przystojny i naradzają się.

– Rozmawialiśmy już z nim kilka razy, nie ma co strzępić języka. To ugrzeczniony bandzior o uśmiechniętej twarzy. Słowami nie trafimy do niego. Przywołują do siebie jeszcze jednego faceta, wysokiego, szczupłego, o ciemnej karnacji. Nachylają się razem i coś szepczą.

Na drugi dzień do dwóch wciąż jeszcze pokrwawionych mężczyzn na placu przychodzi zakapior i zaczyna zakasywać rękawy. Patrzy i oczom nie wierzy. Dwaj okrwawieni mają kastety w ręku, a za nimi stoją draby, jest ich mniej niż jego kompanów, ale mają jeszcze większe pały i w dodatku paralizatory, których sam na oczy nie widział. Jego to nie zraża i zaczyna ich bić. Wynik jest jednak trochę inny. Sam wychodzi poturbowany. W dodatku okazuje się, że jego zespół stracił trzy pały, a wiadomo ile one kosztują.

Sytuacja powtarza się kilka razy. Jest trudna, impas jest widoczny po obydwu stronach.

Ciąg dalszy jutro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *