Spotkanie wyborcze w fabryce serów

Po ważnym dla kraju wydarzeniu spotkaliśmy się we trójkę, Iwan Iwanowicz Iwanczyn, Wiktor i ja, aby omówić sytuację polityczną. Mówią o nas na osiedlu, że jesteśmy podobni do Bandy Czworga, która niegdyś stanowiła przewodnią siłę polityczną Chin. Szczerze mówiąc nie widzę podobieństwa.

Przedmiotem spotkania była ocena wystąpienia przywódcy Prawa i Pięści w serowarni. Porządek dnia zorganizował się sam w przysłowiowe try miga. Omawialiśmy temat po temacie.

Miejsce wizyty.

Rewelacyjne. Hałas maszyn stanowił doskonałe tło do wygłaszania mocnych tez politycznych i społecznych. W pewnym momencie hałas był tak wielki, że przywódca PiP musiał przekrzykiwać się z mikrofonem, dziennikarzami i pracownikami zakładu pracy. To pogłębiło siłę dyskusji i uwydatniło problemy, z jakimi boryka się kraj.

Hasło wyborcze.

Wyśmienite. Nikt nie mógł wymyśleć nic lepszego. „Suchać sołeczeństwa i sużyć sołeczeństwu”. Tego nie wymyśliłby nawet sam Michał Kamiński u szczytu formy. Hasło nadawało wiarygodność przywódcy i ujmowało esencję programu PiP. – Wiktor podsumował to tak udatnie, że rzuciliśmy się obydwaj, aby go całować. Odmówił. To człowiek skromny.

Prezencja przywódcy.

Bez zarzutu. Ciemny garnitur w prążki doskonale kontrastował z żółtym kolorem serów i białymi z nazwy fartuchami pracowników serowarni. Brak hełmu ochronnego na głowie był przemyślany. Świadczył o zdolności przeciwstawienia się bzdurnym przepisom BHP. Podobały nam się też stonowane, rzeczowe wypowiedzi suchych ust oraz sylwetka w modnym stylu „kloc drewna”.

Twarz była jednym z największych osiągnięć. To zasługa charakteryzatorów. Króciutkie, siwoblade włosy przyklejone do skroni, drewniana, ciosana w alabastrze twarz, sardoniczny uśmiech przyklejony raz do prawej, raz do lewej strony ust w zależności od kierunku, w jakim obraca się głowa, lub poniżej kącików ust, kiedy mówca patrzy w dół, aby nabrać natchnienia. W górę nie patrzył, ponieważ mogłoby to sugerować brak natchnienia, błaganie o łaskę lub oczekiwanie pomocy z nieba.

– Ludzie mogliby to odebrać jako brak moich własnych pomysłów, których mam przecież w nadmiarze”. – Wyjaśnił w chwili przerwy (w hałasie) współpracownikom tak głeboko wierzącym, że nie występowali z żadnymi pytaniami o nic, jak to bywa w przypadku słabszych przywódców prowadzących dyskurs z członkami własnej partii.

Wyprostowana sylwetka nie pozostawiała złudzeń: oto człowiek o moralnym kręgosłupie.

– W moralności nie dotrzymuje mu pola żaden inny polityk, a nawet rosnąca w siłę trzecia płeć obficie reprezentowana przez partię „Cala Naprzód”. – Uznaliśmy zgodnie. Inni politycy umieją tylko kołysać się w prawo i w lewo, niby gałęzie na wietrze podlegające naciskom nieobliczalnych grup społecznych, górników, pielęgniarek, nauczycieli i emerytów, geodetów i producentów piwa, wyciągających ręce po podwyżki lub pięści zaciśnięte w gniewie. „Być dobrym a zarazem być skutecznym” to była dewiza PiP, człowiek z serowarni obiecywał więc szczodrze tak długo, jak długo pieniędzmi rządzi inna partia.

Tylko niepełnosprawni nie wywierali na niego presji, gdyż nie mieli siły. Tym bardziej o nich pamiętał i był do nich życzliwie usposobiony.

– Jeśli o nich nie wspomina, to tylko z delikatności, aby nie przypominać im inwalidztwa. To pozytywna i wrażliwa postawa. – Doszliśmy do wniosku. Nie musieliśmy długo iść, aby uzyskać konsensus.

Reakcja otoczenia.

Była bardzo pozytywna. Nikt nie rzucał jajami, ani nawet serami, co byłoby łatwiejsze. Ocenialiśmy wypowiedzi politologów, socjologów i wybitnych dziennikarzy, komentujących wystąpienie w serowni.

– Przywódca partii Prawo i Pięść śmiał się do kamery jak głupi do sera. – Bzdura. – To była nasza ocena. Odrzuciliśmy ich opinię jako próbę zdyskredytowania zdolnego przywódcy politycznego, który już wkrótce będzie rządzić krajem.

Pod koniec wystąpienia w serowarni wybuchły owacje. Nie było ich słychać, ponieważ zagłuszały je maszyny. Pierwsza naszą myślą było, że to sabotaż partii rządzącej. Ostatecznie uznaliśmy, że był to dobrze przemyślany scenariusz wystąpienia, podkreślający skromność człowieka, który pierwszy w historii światowej polityki zdobył tytuł „Siedem zwycięskich przegranych wyborczych”.

W końcu naszego spotkania dokonaliśmy podsumowania.

– To najlepszy Kim Dzong Un, jakiego los dał krajowi. Nie tylko Korea Północna ma szczęście do światłego przywódcy.

– Co oni zrobiliby bez niego?

– Bez jego wytycznych nie umieliby nawet zbudować głupiego lotniska.

Dzięki takim ludziom jak przywódca PiP w Polsce i Kim Dzong Un w Korei Północnej słońce świeci nieprzerwanym blaskiem a dzieci chodzą spokojnie do szkoły.- Stwierdzenie to przyjęliśmy przez aklamację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *