Karykatura  

Zstąpił z obrazu z czarnymi ramami. Zrazu zszokowany zmianą, otrząsnął się, ukląkł i modlił się. Bóg tchnął w niego życie. Klatka piersiowa zaczęła miarowo podnosić się i opadać. Zebrani na sali patrzyli na przemianę jak urzeczeni. Zapytany, kim jest, przedstawił się rzeczowo: – Jestem karykaturą posła Xawerego M, człowieka określonego politycznie na tyle, aby mieć swoją karykaturę.

– Rzadko się zdarza, aby ktoś przyznawał się, że jest karykaturą kogoś znanego. – Skomentował mordziasty poseł z partii opozycyjnej.

Karykatura zamieszkał w sali parlamentarnej, gdzie się pojawił, w obrazie trójwymiarowym, tuż obok fotela swego oryginału czyli Xawerego M.

Postać Karykatury była raczej osobliwa jak na polityka. Bardziej spokojny i wyważony niż pierwowzór, niekiedy nawet milczący, starał się mówić niewiele, lecz mądrze. Sam oryginał, Xawery M, był bardziej karykaturalny niż Karykatura. Pasjonat, gadał jak najęty, plótł androny o spadających samolotach i nie znosił siebie samego, o czym świadczyły wybuchy gniewu, kiedy coś mu się nie udało. Przeciwnicy polityczni uważali go za opętanego. Xawery był pobożny i nie znosił rządu, pełnego pychy. Za to nieprzerwanie ich ostrzeliwał zjadliwymi słowy. W chwilach uniesienia rząd i premier jawili mu się bardziej nikczemni niż jawnogrzesznica Magdalena i bardziej godni kary niż dotknięty trądem Hiob na początku swej niezwykłej kariery oddania Bogu.

Xawerego wielu usprawiedliwiało w jego szalonym postępowaniu, ponieważ – oprócz przypadłości gorzko-cierpkiego języka – cierpiał także na syndrom niespokojnych nóg. Miał dom na wzgórzu, dokąd udawał się, aby swobodnie rzucać kończynami dolnymi, jak w napadzie padaczki; potrafił wtedy także rżeć jak mustang na prerii. Widok był na tyle niemiły, że sam nie znosił widzieć siebie w lustrze. Na dolegliwości kończynowe brał lek, który – na dobrą sprawę – był karykaturą medykamentu, ponieważ był przeznaczony zasadniczo do zwalczania choroby Parkinsona, i tylko uboczny skutek działania błogosławiąco łagodził rozbiegane kończyny.

W porównaniu z oryginałem, Karykatura charakteryzował się większym nosem i małym kotem, który siedział u jego stóp na obrazie. Miał poczucie wyższości, ponieważ obraz ten wyszedł spod ręki znanego artysty prowadzącego otwarty warsztat karykatury na deptaku Monte Cassino w Sopocie.

Xawery M miał nos pokaźny, nie za duży, lecz aspirujący do wielkości, lecz nie to było najważniejsze. Xawery nie cierpiał siebie, kiedy był sam, w domu, ponieważ wiele osób otwarcie wieszało na nim psy za jego poglądy. Dlatego też nadymał się do niemożliwości, kiedy występował na sali parlamentarnej. Mówiono, że również dlatego, aby rozmiarowo zbliżyć się do Karykatury.

Czasami Karykatura i Ksawery zamieniali się rolami. Mało kto to zauważał, tak doskonale grali swoje role. Nie można było rozpoznać, kto jest kto, z wyjątkiem nosa oczywiście.

Kiedy nadszedł czas i Xawery odszedł na emeryturę partyjną, Karykatura został jego następcą, repliką, cieniem, odzwierciedleniem i sobowtórem. Dokładną ilość tych ról określał testament Xawerego, który w swojej szczodrobliwości zapisał Karykaturze także swój wizerunek poselski, fotel parlamentarny i laptop, którego nie używał. Podmiany Xawerego na Karykaturę nikt nie zauważył.

W parlamencie nic się nie zmieniło, była ta sama postać, tylko nieco bardziej milcząca. Było ciszej i z mniejszą ilością przekleństw. Inni parlamentarzyści i goście, słabiej znający polityka, dociekali przyczyn zmian. – Dlaczego jesteś taki spokojny? Nie przeklinasz, nie cieszysz się, nie rzuca tobą po podłodze, mniej mówisz o obiektach latających.

– Zmieniłem się.- Odpowiadał z godnością Karykatura vel Xawery prostując plecy i gładząc intensywnie duży nos i siwą szpicbródkę w celu wzbudzenia tajemnych mocy przed kolejnym atakiem na rząd, państwo i podłą rzeczywistość.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *