Ranek po bożemu

Wychodząc na korytarz, aby sprawdzić czy dzień już czeka za progiem z dobrymi wiadomościami, natknąłem się niespodziewanie na Iwana Iwanowicza Iwanczyna, osobę dobrze mi znaną. Było to spotkanie nienormalne, gdyż normalnie spotykam go w drodze do sklepu.

– Co pan tu robi? – Wykrzyknąłem zaskoczony obecnością żywej istoty za progiem.

– Nic specjalnego. Ja tutaj mieszkam.

– Tu, na progu? -Zapytałem niedowierzająco oglądając się za siennikiem lub materacem. Od razu przypomnieli mi się nędzarze z Indii, posegregowani od wieków w kasty wedle skali niedotykalności-dotykalności oraz ubogi-bardziej ubogi. W tej drugiej kategorii klasa najniższa zaczyna się od nieposiadania czegokolwiek, z wyjątkiem ciała, gdyż w warunkach bezbrzeżnego ubóstwa trudno jest myśleć o posiadaniu duszy. Wyżej stoi już osoba z garnuszkiem, w który zbiera datki, następnie ktoś nieporównywalnie bogatszy, lokalnie może nawet i bogacz, gdyż ma garnuszek i łyżkę. Jeszcze wyżej stoi gość z materacem, o którym myślałbym, czy nie nazwać go lokalnym prawie-Krezusem. Odepchnąłem jednak myśl, aby skończyć konwersację z Iwanem Iwanowiczem.

– Wpadłem z rana, aby świeżutkim cytatem z Marka Twaina pobudzić pański umysł murszejący wskutek niedostatku snu i myśli błądzących po manowcach.

– Skąd pan go zna? – Zapytałem mając na myśli cytat. Nie było to pytanie tak oryginalne, jakie zadaje pracownikom szef z samego rana. Ja już sobie tego nie przypominam, gdyż już od kilku lat jestem szczęśliwie bezrobotny, to znaczy zatrudniam siebie w roli pisarza blogów i jednej poważnej powieści (w procesie wydawniczym). Finansowo jest to zatrudnienie na poziomie indyjskim, gdyż pisarz nie tylko, że nic nie zarabia, to jeszcze dopłaca do wydania. Rozmyślania przerwał mi Iwan Iwanowicz.

– Myśl należy do Marka Twaina i jest następująca: Żyjmy tak, że kiedy umrzemy, to zasmuci się nawet przedsiębiorca pogrzebowy. – Podał werbalnie starzec, po czym odczytał z karteczki po angielsku: (Let us so live that when we die even the undertaker will be sorry”).

– Skąd pan to ma? – Pytanie było odpowiedzią na przyjemność, jaką sprawił mi cytator stymulującą myślą, część spadku ludzkości po wybitnym pisarzu, Einsteinie celnych powiedzeń.

– To z książki „Your Daily Walk with the Great Minds” Richarda Singera Juniora. Była to książka roku 2006 w kategorii nonfiction. Są tam cytaty na każdy dzien. Dzisiejszy panu właśnie przeczytałem.

Uścisnąłem serdecznie przemiłego starca i zaprosiłem na filiżankę kawy, lecz odmówił. To nara. – Rzucił mi na pożegnanie, po czym dodał: Have a good day, mate!

Domyśliłem się, świeżo wrócił z Australii albo jest aborygenem zamieszkałym w Polsce. Ciemna cera, szeroka broda i masywny nos, który kiedyś wydawał mi się skromniejszy, mogły o tym świadczyć.

Pobudzony ożywczym powiewem myśli Marka Twaina wróciłem do mieszkania, w porywie niespotykanego entuzjazmu scałowałem ślady, jakie czterdzieści lat wcześniej pozostawiła mi na duszy kochanka i zacząłem intensywnie myśleć, jak tu doprowadzić się do ładu.

– Najpierw zrobię porządek wokół siebie, aby myśli łatwiej mi się układały. – Zdecydowałem tak szybko, że nie zdążyłem nawet zapamiętać, co postanowiłem.

Dobrze jest wystartować wczesnym rankiem i po bożemu powitać dzień i niespodziewanych gości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *