Błękitne oczy indyczki

Wiktor nie jest chwalipiętą, ale pierś wypełniała mu duma z osiągnięć kupieckich. Rzecz się ma w ogóle o piersiach i języku. Niby jest to temat miłosno-kosmetyczno-filmowy, w istocie rzeczy jest na wskroś konsumencki. Takie jest życie. Piękno można nabyć dzisiaj za pieniądze. Podobno nawet przyzwoite kobiety obdarzane dużymi pieniędzmi i biżuterią kochają mocniej.

Sam bym to robił, gdym był kobietą. – Oświadczył Wiktor wznosząc znacząco palec do góry.

Nie wiem, na ile jest to prawdą, ponieważ jestem skromny w doświadczeniach miłosnych – Oświadczyłem z pewnym zażenowaniem. – Mocniejszy jestem w języku, niż w doświadczeniach, choć jedno i drugie może w sposób zawoalowany iść ze sobą w parze. Języka używamy w różnych sprawach, dla wykwintnego opisu życia, wspaniałej konsumpcji a także lubieżnych przyjemności, własnych lub cudzych.

– Kiedy wyrzekłeś te słowa, zdałem sobie sprawę, jakże bogata jest jednostka ludzka. Po oczach Wiktora widziałem, że zaraz wygłosi tyradę. Uzbroiłem się w ciekawość.

Czy myślałeś kiedyś nad tym? – Kontynuował Wiktor. Patrzysz na język i co widzisz. Kawał obleśnego mięsa, które jednakże po uważnej ocenie zastosowań okazuje się wymowne, czułe a nawet przenikające materię ludzkiej wrażliwości i zrozumienia. A jakie bogactwo semantyczne niesie ze sobą? Jest ono równie wymowne jak sztandar obozów koncentracyjnych niesiony przez demonstrantów wiecu organizowanego przez PiS. Ileż to historii przekazuje taki sztandar swoją treścią, kolorami, sposobem niesienia, kształtem, osobą niosącego jak i osobą sterującą sprawami owej demonstracji i wielkiej polityki.

I ja dałem się unieść czarowi standardów i haseł PiS, Wiktorze. – Wtrąciłem. Nic to. Dzisiaj okażę się twardy wobec pokus. Wracam do spraw językowych. Język, języczek, ozór i porównania „język ostry jak brzytwa”, „wulgarny język”, „dosadny język”, „słowicze języczki”, „języczkiem penetrował okolice dotychczas niezbadane”. Domniemywam, że to powiedzenie z Markiza de Sade lub innego zboczeńca, z których nie wszyscy są niemili i bez uroku. – Wyjaśniłem i zawahałem się, czy nie było to przesadą.

Revenons a nos mutons. Czyli wróćmy do rzeczy. – Wiktor bez żenady przejął inicjatywę zawracając mnie z drogi zbędnych dygresji. To po francusku, języku kraju, gdzie język został ze tak powiem doceniony, doszlifowany i postawiony na wysokościach zdrowych jak i niezdrowych uniesień miłosnych, aby wejść do języka komunikacji światowej określeniem „miłość francuska”. Niezdrowe uniesienia to takie, których jest za dużo albo takie, które doprowadzają do ataku serca. Wszystkie inne są zdrowe jak żywność ekologiczna.

Francuzi, jak j ich kocham i nienawidzę zarazem! – Wykrzyknąłem w uniesieniu gorącym jak lawa. Wynalazcy i tupeciarze, miłośnicy używania języka w amorach i wrogowie języka angielskiego. Czepiłem się słowa „język” jak tonący brzytwy. Chyba zaczynam schodzić na drogę szaleństwa! Wszędzie widzę tylko język urastający do symbolu przedziwnych skojarzeń. – Pomyślałem prawie z przerażeniem. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje.

Od szalonych myśli wybawił mnie Wiktor kierując rozmowę na tory zdrowej żywności. – Wracam do indyczki. Kupiłem dwa filety z piersi indyczki wyjęte spod lady przez sprzedawczynię, której życzliwości kulinarnej nie mogłem nie docenić. W ogóle to jestem lubiany w tym sklepie. Kłamstwa, jakie mówię żeńskiemu personelowi na temat promiennego uśmiechu i boskich kształtów są tak urocze, że sam niekiedy im ulegam. Raz zacząłem nawet płakać ze wzruszenia razem z panią, która wzruszyła się moim komplementem.

– Po co to robisz, jeśli kłamiesz? – Pytanie wyrwało mi się spontanicznie.

– Mówienie kłamstwa kobietom pozwala im zrozumieć lepiej naturę mężczyzny, a mnie wzbogaca skrzydła literackiej pegazury w kolorowe pawie pióra. Może „pegazości”? A może „mego osobistego literackiego Pegaza”? – Wiktor na krótko zagubił się w gąszczu języka. – Kłamstwo dyskretne jest prawdziwe, urocze i komplemenckie. Dodaję je gratis do czułości, którą obdarzam cały świat z wyjątkiem pana Jarka i pana Antka, których nie rozumiem. Ostatnio także pana Władimira, który objawił mi się jako człowiek z wielką wyobraźnią i jeszcze większymi ambicjami zdobnymi w imperialne pagony wojskowe. Ci trzej panowie są mi całkowicie obcy. Cenię sobie to uczucie obcości!. – Wiktor rozmarzył się.

2 myśli nt. „Błękitne oczy indyczki

  1. A gdzie jest o tych tytułowych ” Błękitnych oczach”, które zawsze kojarzą mi się z sympatyczną Blondynką ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *