Świąteczna dematerializacja Organizacji

Przyznam się, że moja ziemska wiara jest krucha, ale niezmiernie wierzę w to, co głosi Prezes zwany Starym, Wiceprezes zwany Nowym, Agent od Miłosnych Wynurzeń, Rzecznik od Pożyczek oraz inni funkcjonariusze Organizacji. Jest to zrzeszenie osób jednomyślnych, bez śladów schizmy, których usta poruszają się dokładnie w ten sam sposób dobywając z wnętrza te same słowa wcześniej podyktowane przez Prezesa.

Na konferencji prasowej transmitowanej przez telewizję Stary Prezes Organizacji składał narodowi życzenia świąteczne i noworoczne. Był to piękny gest myśliwego, gdyż niewielu polityków interesuje się dziś szaraczkami. Już, już miał skończyć, kiedy nagle i niespodziewanie, wyrwał mu z rąk mikrofon nie kto inny, jak Nowy Wiceprezes.

Dysponent mikrofonu przemawiał krótko i treściwie. Telewidzowie słuchali z taką uwagą, że słychać było muchę latającą w pokoju. Przy odbiornikach zebrali się ludzie biesiadujący świątecznie, inaczej mówiąc cały naród, gdyż mówca okazał się złotogęby. Miał aksamitny głos wdzięcznie skojarzony z siwą brodą, mówił wzruszająco i tak ślicznie, jakby motylki wylatywały z jego ust. To ostatnie nie jest czymś nadzwyczajnym, potrafi to każdy prestidigitator szkolony w Chinach. Zaskoczeniem były ostatnie słowa Nowego Wiceprezesa.

Wszystko, co dotychczas mówiłem na temat lotów kosmicznych, to wierutna bzdura. Dziś stać mnie na prawdę, ponieważ jestem w stanie świątecznego uniesienia religijnego, w które wprowadziły mnie (tu padły jakieś niewyraźne słowa) oraz rodzina. Temat kosmosu był zastępczy. Obiekty latające są nam równie potrzebne jak zmarłemu kadzidło. Dla nas najważniejsze to wygrać wybory, utworzyć rząd, i dokonać rzezi ….

W tym momencie wszyscy bez wyjątku, kamerzyści, asystenci kamerzystów, redaktorzy programu, Stary Prezes, Agent i Rzecznik, oraz ludzie przy odbiornikach, wstrzymali oddech. Mówca to zauważył i też wstrzymał na chwilę oddech w geście solidarności. Kiedy zaczął się już dusić z braku tlenu, dokończył monolog:

…aby unicestwić wszystkich nieudaczników, przestępców, ludzi przekupnych i skorumpowanych, członków rządu, złodziei i podobnej kanalii. Żałuję, że dotychczas kłamałem i odwracałem uwagę od rzeczy ważnych. Dziś usłyszeliście Państwo prawdę z moich ust. Niech skonam, jeśli skłamałem! Musiała to być prawda, bo nie skonał. Był to akt pokory i skruchy.

Nikt nie uwierzy, co stało się dalej. Spowiedź Nowego Wiceprezesa wywołała powszechny płacz w narodzie. Płakały istoty różnych proweniencji, niektóre nawet niefigurujące w Spisie Zawodów Użytecznych, zestawionym przez Umberto Eco: nauczyciel, strażnik, gladiator, myśliwy, donosiciel, ogrodnik, tkaczka, rozbójnik, pasterz, kursor, kapłan, król, harfista, rybak, kucharz, nosiwoda, głupiec, sługa, wściekły błazen, medyk, stolarz, pijak, wieśniak, człek smutny, sędzia, nierządnica oraz pani domu. Poza tym płakały liczne inne twarze, których nie wymienię z braku cierpliwości.

Poziom wilgoci tak się podniósł, że z zimowego nieba zaczął padać deszcz. Niesłabnące potoki łez i wody deszczowej zasiliły wody gruntowe, a potem zaczęły przelewać się do strumyków, rzek, stawów, jezior i systemu kanalizacyjnego docierając w niejednym bloku mieszkalnym aż na piąte piętro. Przyszła powódź, a potem wielki potop, który w pierwszej kolejności, w uznaniu administracyjnej hierarchii ważności, zalał Warszawę. Na początku wyglądało to niewinnie, ginęły kury, myszy, jamniki i świnki morskie, choć rozpleniała się zaraza. Nie wiem, czy to dobre skojarzenie, ale powodzie i potopy mnożą bakterie i wirusy workami jak zaraza. W końcu fala potopu sięgnęła budynku, w którym mieści się Organizacja razem z Prezesem, Wiceprezesem i pozostałymi notablami.

Działy się tam sceny dantejskie, których nie wymyśliłby sam Dante Alighieri. Potop był powolny i niesprawiedliwy, ponieważ najpierw zagroził życiu funkcjonariuszy mniejszych wzrostem, choć wysokich rangą. Siwiejący Prezes starał się ukryć pod pachą Nowego Wiceprezesa, ale niewiele mu to pomogło. Wiceprezes zaczął się śmiać jak szalony i wierzgać nogami jak koń, gdyż do bólu nie znosił łaskotek. Takie schronienie nie byłoby stosowne nawet dla chomika, wobec czego Prezes dając dobry przykład innym pierwszy poszedł na dno.

Rzecznik unosił się dłuższy czas na fali z głową na poduszce wypełnionej pożyczkami i mogłoby to trwać w nieskończoność, gdyby nie Wiceprezes, który pragnąc ostrzec go przed jakimś niebezpieczeństwem ostrym językiem niechcący przekłuł piękną powłokę cielesną Rzecznika. Powietrze zaczęło uchodzić z niego z wielkim sykiem; okazało się, że w środku był pusty.

Ostatni zszedł ze sceny w sensie przenośnym i dosłownym Nowy Wiceprezes, który objawiając prawdę uruchomił potop łez narodu doprowadzając tym samym własną Organizację do odejścia w wieczne ostępy. Nie wiadomo, co stało się z Agentem, ale ci jak wiadomo znikają bez śladu, aby ponownie pojawić się na scenie wydarzeń lub nie.

Moment odejścia w nieznane znanej Organizacji w okresie Świąt Bożego Narodzenia nie był zbyt fortunny. Był smutny, choć nie wszyscy poddali się niegodziwemu nastrojowi przygnębienia i zachowali wiarę w nieśmiertelność Prezesa, Wiceprezesa, Rzecznika i Agenta.

Naród potrzebuje bohaterów bez względu na święta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *