Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 20.

Niedzielny słoneczny poranek zapowiadał spokojny dzień. Powietrze falowało nad rozgrzaną jezdnią i odpływało w nieznane pod wpływem łagodnego wiatru, choć w cieniu nadal dawał się odczuć ustępujący chłód. Mieszkańcy miasta wylegli na ulice. Wydawało się, że wszyscy chcą skorzystać z niezwykłej pogody, aby pójść na spacer, wyjechać za miasto, udać się do kościoła lub odwiedzić przyjaciół. Pogoda była zachwycająca; tylko na zachodniej części nieba nad horyzontem zalegały ciemne chmury, pełne mrocznej zadumy.

Jakie one mają fantastycznie dziwne kształty! – zachwycały się dwie wystrojone nastolatki siedzące na ławce w parku naprzeciw siedziby „Baron TV”. Czekały na pozostałą część rodziny, aby razem pospacerować wśród drzew, krzewów i kwiatów z perspektywą zakończenia przechadzki w ulubionej przez wszystkich lodziarni.

Czy myślisz, że chmury mogą coś oznaczać? Coś mogą zapowiadać? – dociekała młodsza z dziewcząt poprawiając zalotnie sukienkę zdobną w wielokolorowe kwiaty i rzucając ukradkowe spojrzenia na dopasowane kolorystycznie czerwone buciki.

Nie wiem, co one mogą znaczyć. Ale nie wszystko na ziemi ma znaczenie. Tak zawsze mówiła moja babcia. Kiedyś mi wyjaśniła, że ludzie nie mogą wszystkiego wiedzieć – starsza dziewczynka popisywała się wiedzą o naturze ludzkiej wiedzy.

Odpowiedź nie zadowoliła kolorowo ubranej koleżanki. Takie chmury na pewno coś znaczą! – odpowiedziała z przekonaniem. Nigdy takich nie widziałam. One są wyjątkowe. Na pewno coś się wydarzy. Ciekawa jestem, co? – pomyślała marzycielsko w dziecięcym oczekiwaniu, że życie jest pasmem intrygujących i miłych niespodzianek.

*****

O godzinie 9 rano przed okazałym trzypiętrowym budynkiem „Baron TV” pojawiła się kilkuosobowa grupa. Zatrzymali się u stóp schodów zdobiących wejście główne, rozejrzeli na wszystkie strony jakby oceniając miejsce i rozpoczęli rozmowę. Stopniowo przyłączali się do nich inni ludzie nadchodzący pojedynczo lub grupkami. Niektórzy znali się od dawna, pozdrawiali się entuzjastycznie, wymieniali informacje i żarty. Kilkadziesiąt minut później przed budynkiem stał już pokaźny tłum i wciąż się powiększał.

Punktualnie o godzinie dziesiątej, jak w dobrze wyreżyserowanym scenariuszu, z bocznej uliczki wyłoniła się hałaśliwa demonstracja i przyłączyła do zgromadzonych. Kobieta i dwóch mężczyzn oddzielili się od tłumu i skierowali w górę po schodach ku wejściu do gmachu. Ich młodość, energia i modne ubiory rzucały się w oczy. Jeden z mężczyzn niósł w ręku podłużny, opakowany przedmiot. Podest schodów otoczony barierą w postaci grubego czarnego łańcucha wyglądał jak rufa statku albo wielka ambona obudowana płytami z granitu podpalanego czerwienią żył i smużek. Masywny szlifowany kamień przywoływał na myśl luksus i dostojeństwo, władzę i panowanie.

Trójosobowa delegacja dotarła na podest i zbliżyła się do drzwi. Mężczyzna z pakunkiem zastukał masywną kołatką imitującą pysk lwa, lecz drzwi pozostawały zamknięte. Zastanawiali się, co zrobić, gdy zauważyli dzwonek z boku drzwi. Mężczyzna nacisnął przycisk dzwonka, niecierpliwie odczekał chwilę i znowu nacisnął go dwa razy z rzędu.

Chyba wszyscy w budynku założyli sobie wtyczki do uszu – mruknął zniecierpliwiony delegat tłumu oczekującego na wieści. Jak na rozkaz w drzwiach pojawił się strażnik w szarozielonym mundurze firmy ochroniarskiej.

Jak pan widzi za nami stoi tłum, ludzie, którzy przyszli zaprotestować przeciwko zwolnieniu z pracy w Baron TV redaktora Tomasza Boskiego – niecierpliwie wyrzucił z siebie mężczyzna w kierunku Bogu ducha winnego strażnika. Mimo interwencji i próśb telefonicznych, faksowych, e-mailowych i listownych zarząd firmy nie przywrócił do pracy redaktora ani nawet nie podjął dyskusji na ten temat. Redaktor Boski został zwolniony bezprawnie. Chcemy w tej sprawie rozmawiać z prezesem zarządu. Proszę o przekazanie naszej prośby panu prezesowi. My tutaj poczekamy.

Ochroniarz patrzył z niedowierzaniem. Wysiłek malował się na twarzy dobrze odżywionego mężczyzny prowadzącego życie dalekie od niepokojów społecznych. Popatrzył z niedowierzaniem na niespokojny tłum w oddali. Nie był pewien, co powinien zrobić.

Niech pan się nie ociąga. Nie do pana należy podejmowanie decyzji. Proszę tylko zawiadomić prezesa, że tutaj jesteśmy i czekamy.

Dobrze. Idę i zawiadomię pana prezesa. Nie wiem tylko, czy dzisiaj jest w biurze.

Niech o to pana głowa nie boli. Proszę tylko przekazać mu nasz postulat.

Ochroniarz zamknął i zaryglował za sobą wielkie drzwi wejściowe i skierował się do windy, aby zawiadomić zwierzchnika o niecodziennym żądaniu demonstrantów. Nie była to miła misja; nikt nie lubi przynosić złych wieści.

Postulat – żachnął się. Żądanie, nie postulat! Kretyni! Demonstracji im się zachciało!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *