Powieść „Cztery portrety cudze i jeden własny” i wpisy na blogu

Drodzy Czytelnicy,

Moja powieść jest już w sprzedaży także w Empiku po promocyjnej cenie. Podaję link: 

https://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

Poniżej przedstawiam kolejny fragment powieści. Mam nadzieję, że się spodoba i skłoni Państwa do poważnego zainteresowania się książką. Wkrótce ukażą się pierwsze recenzje powieści.  

Nie udzielam się na moim blogu tak aktywnie jak to planowałem jedynie dlatego, że absorbuje mnie promocja książki oraz organizacja spotkań z czytelnikami. Planuję też zorganizowanie konkursu na temat powieści z motywującymi nagrodami. Wszystko to wymaga czasu i energii.

Materiałów do publikacji na blogu mam aż nadto, gdyż nieprzerwanie coś dodaję do moich zbiorów, ostatnio głównie opowiadania, między innymi opowiadania kryminalne.

Serdecznie pozdrawiam,

Michael Tequila

Fragment powieści:

W trakcie jazdy samochodem tematem numer jeden nie było ani spotkanie, ani uczestnicy, ani nadzwyczajnej jakości upominki, ale samochód Bossa. Był to pojazd wyjątkowy, imponujący rozmiarami i konstrukcją. Samo wejście do pojazdu nie nastręczało problemów, było proste i łatwe. Wyzwaniem było wysiadanie. Z samochodu nie sposób było się wydostać, gdyż był głęboki jak fosa. Kiedy trzeba było wysiąść, co na końcu podróży było nieuniknione, okazało się to niemożliwe.

Najpierw wysiadał Mistrz, siedzący bliżej drzwi. Górna partia jego ciała była już na zewnątrz, lecz nogi uwięzły w środku, przy podłodze, jakby je do niej przywiązano. Przeszkodą był niespotykanie wysoki próg samochodu. Do pojazdu trzeba było przystawić stołeczek, aby po ułożeniu nań pośladków móc wyciągnąć nogi z wnętrza. Operacja była na tyle skomplikowana, że mimo synchronizacji ruchów Mistrza przez pomocników, nie był on w stanie wydostać się z pojazdu za pierwszą próbą.

Po udanej operacji kłopotliwy problem stał się tematem żartów. Oczywiście samochód, jak i sytuacje, jakie stwarzało korzystanie z niego, były absurdalne. Właściciel wehikułu bronił go, podkreślając jego wyjątkowe zalety.

– Kiedy inni muszą wynajmować bagażówkę do przewiezienia kwintala ziemniaków, węgla czy wieprzowiny, ja ładuję to bez trudu do mojego samochodu. – Boss mówił to bardzo poważnie.

Jego wypowiedź stała się drugim tematem żartów. Wszyscy na przemian żartowali i śmieli się, jednakże nie wyglądało to tak niewinnie i żartobliwie jak sugerowałby opis sytuacji, gdyż w grę wchodziły frustrujące doświadczenia związane z opuszczaniem pojazdu. Żarty przybierały taką postać, że przyjaciele niekiedy nie wiedzieli, czy jest to jeszcze żart, czy już nie. Było to dosyć skomplikowane. Towarzystwo bawiło się słowami jak dzieci zabawkami, z tym że dorośli nie usiłowali ich dzielić na kawałki, jak to mają w zwyczaju ciekawskie maluchy, aby zobaczyć, co jest wewnątrz.

*****
Na spotkaniu u Ambasadora, zgodnie z umową, przyjaciele zachowywali się tajemniczo, przynajmniej na początku, zgadując przede wszystkim, kto czym się zajmował do czasu wycofania się z pracy zawodowej. Od kilku lat byli już na stałych wakacjach, o czym wszyscy wiedzieli. Poza tym musieli się wszystkiego domyślać.

– Domysł jest czasem równie mocną podstawą orientacji w świecie jak pewność – spekulował na głos Poeta.

Przedstawiając się, nikt oczywiście nie wspomniał ani słowem, czym się zajmował lub zajmuje, albo jaka jest jego sytuacja rodzinna, aby była to niespodzianka, wymagająca odkrywania ich na nowo. Podobała im się ta zabawa; był to powiew młodości, dla której psikus, żart i krotochwila stanowiły sens życia.

– Teraz chodzi nam chyba bardziej o rozrzedzenie atmosfery zagubienia wiekowego, materii obrzydłej, lecz nieuniknionej – tak to ujął Poeta niezaniedbujący żadnej okazji, aby ćwiczyć umiejętność wypowiadania słów lekkich i skrzydlatych.

– Masz łatwość wysławiania się, choć i nam nic nie brakuje, tylko robimy to rzadziej – zauważył Ambasador, a pozostali mu przytaknęli. Zachowywał się swobodnie jak Zagłoba, twórca forteli i łamigłówek, postać genialnie skonstruowana przez autora.

Poeta zgodził się z przyjaciółmi. Był zbyt dumny, aby protestować. Pierwsze lody zostały przełamane, konwersacja rozkręcała się coraz bardziej. Aby zapobiec nadmiernemu rozluźnieniu atmosfery, gospodarz postanowił wprowadzić ład do spotkania, przynosząc najpierw ciasta, a zaraz potem pokazując przyjaciołom swój piękny samochód, nowiutki jak spod igły, wysoki, solidny i twardy jak meksykański macho. Demonstrując błyszczący od nowości, zmotoryzowany domek na kółkach, Ambasador obiecał zabrać gości w okrężną podróż po okolicach słonecznych i przewiewnych, tak bliskich im wszystkim wspomnieniami, że aż się w głowie kręciło.

0Shares