Tajlandia, Kanchanaburi, rzeka Kwai, cmentarz, rynek pływający. Odc. 2.

Dziś mało piszę, więcej ilustruję.

Zwiedzamy Kanchanaburi (w języku tajskim pisze się to กาญจนบุรี), miasto 66 tysięcy mieszkańców położone na Nizinie Menamu, ośrodek administracyjny prowincji Kanchanaburi.

W mieście znajduje się Muzeum Kolei Tajsko-Birmańskiej oraz duży cmentarz zmarłych i zamordowanych jeńców wojennych,

a także słynny most na rzece Kwai,

przez którą przebiega linia kolejowa z Bangkoku do Nam Tok (historyczna kolej tajsko-birmańska o tragicznej historii), fragment dawnej Kolei Śmierci. Idę do końca mostem, i proszę spotkanego tam turystę, jak się okazuje kanadyjskiego żołnierza, o zrobienie mi zdjęcia. Wyglądam na nim jak aptekarz w szelkach sprzedający tanie środki na muchy. Nie wiem dlaczego Bóg mnie pokarał taką niwelowaną facjatą. 

W odległości ponad 20 km od Kanchanaburi znajduje się pływający rynek (floating market), na który zabiera nas szybka łódź motorowa. Sprzedawcy siedząc na łodziach sprzedają swoje towary. Część sklepów jest na stałym lądzie.

 Tędy płyniemy na rynek.

W drodze na rynek ogarnia mnie rozpacz. Nad kanałami stoją domy, przy każdym z nich widać kolorowo kwitnące rośliny. Gdyby tylko trochę odświeżyć te domy, niektóre być może fragmentami odmalować, brzegi kanałów wyglądałoby jak raj na ziemi. Problemem jest potworne śmietnisko: wielkie brudne szmaty zwisające z ogrodzeń, puszki, butelki, opakowania i wszelkiego rodzaju barachło rozrzucone na każdej posesji. To jakieś szyderstwo losu: piękno bogatej przyrody i konstrukcji zniweczone bezmyślnością i lenistwem człowieka.