Myśli i aforyzmy na dobranoc

Prezydent Duda w ciągu jednego dnia szczytu klimatycznego był w stanie udowodnić światu, że jesteśmy potęgą ekologiczną, mamy i będziemy mieć superczyste powietrze, i równocześnie zapewnić polskich górników, że będą mieć coraz więcej pracy produkując węgiel.

Minister Ziobro jest tak skutecznym Prokuratorem Generalnym, że wkrótce pan Bóg otrzyma wezwanie do prokuratury, aby wytłumaczyć się z popełnionych zaniedbań.

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 136: Wybór postaci i imienia Obiektu

Drugi w rozważaniach był konioczłowiek, istota dwunożna, z przewagą cech zwierzęcych nad ludzkimi. Trzecim kandydatem był człowiekoń, też istota dwunożna, jednakże z przewagą cech ludzkich nad zwierzęcymi.

Wybór między dwoma ostatnimi kandydatami okazał się nie lada wyzwaniem. Należało dobrać cechy ludzkie i zwierzęce dla każdego z nich uwzględniając aspekty fizyczne, psychiczne, fizjologiczne i anatomiczne organizmu i następnie je porównać. Sprawę komplikowało pytanie, czy hybryda nie powinna być wyposażona w sztuczną inteligencję, rozszerzającą jej naturalne możliwości. Laborantom nie udało się uzgodnić nawet zbliżonego stanowiska. Nastał fatalny dla firmy impas, istny kocioł ludożerców, z którego nikt nie może wyjść cały.

Dla rozwiązania kryzysu Zespół Matematyczno-Informatyczny wymyślił wagę logiczną, aby z jej pomocą stworzyć optymalne modele konioczłowieka i człowiekonia. Decyzję podjęto po zażartej dyskusji, omalże nie doprowadzając do rozpadu Laboratorium na dwa obozy. Zwolennicy człowiekonia argumentowali, że w świecie zdominowanym przez człowieka istota z przewagą cech ludzkich ma większe szanse przeżycia. Wyrazicielem ich opinii był Klecha.

– Społeczeństwo łatwej zaakceptuje mieszańca, w którym człowieczeństwo ma przewagę nad zwierzęcością. Ludzie będą widzieć w nim bardziej człowieka niż konia i to zdecyduje o jego przeżyciu.

Była to mocna argumentacja, ale nieskuteczna. Ostatecznie Laboratorium wybrało model konioczłowieka jako bliższy natury i łatwiejszy w realizacji. Przyniesiono szampana. Wypito, ale nie za dużo.

– Jest masa roboty do odwalenia i musicie zachować trzeźwość. – zdecydowała przewodnicząca zarządu, wytrwale uczestnicząca w dyskusjach.

Laboranci długo zastanawiali się nad imieniem, jakie trzeba będzie nadać konioczłowiekowi, kiedy już pojawi się na świecie. Na początku było więcej pytań niż propozycji. W pierwszej kolejności rozważano, jaki charakter powinno mieć imię, czy nie powinno to być imię chrześcijańskie nadawane ludziom, skoro konioczłowiek reprezentuje także człowieczeństwo. W luźnej dyskusji padały niewyszukane propozycje jak Czarna Symfonia, Cyborg, Pierwszy Mohikanin, Czerwony Mustang, Pan Prerii. Niedźwiedź, najbardziej brutalny, ale też i boleśnie szczery uczestnik dyskusji, zwięźle przedstawił swój stosunek do imion.

– Chyba wam na łeb padło, że takie imiona przychodzą wam na myśl. Myślicie o konioczłowieku jak o grze komputerowej. Przecież to imię musi mieć charakter. Musi być na miarę Biblii, wyróżniać się, mieć dobre brzmienie i dobrze się kojarzyć. Niczego innego sobie nie wyobrażam.

Nowe propozycje spisywano na trzech dużych tablicach. Po zanotowaniu stu trzydziestu trzech imion uznano, że jest to liczba wystarczająca dla dokonania ostatecznego wyboru imienia. Odbyło się głosowanie. Największe poparcie uzyskał „Josef”, imię dobrze brzmiące we wszystkich językach. Jego angielskim odpowiednikiem był Joseph. Imię było popularne także w innych językach; zawsze było to brzmienie intrygujące i bogate: Jose, Giuseppe, Sepperl, Ossip. W świecie arabskim odpowiednikiem był Jussufs, co oznaczało dobry omen, szczęśliwy znak. Każdy chłopiec chciał tam nazywać się Jussufs. Zarząd również ocenił wysoko imię Josef, wiążąc z nim nadzieję zjednoczenia ludzkości pod sztandarem niewywyższania gatunku ludzkiego nad pozostałe.

Między sobą laboranci opisywali Josefa lapidarnie, choć nie całkiem prawdziwie: ludzki rozum w końskim organizmie. Przedstawiali go sobie jako istotę, która myśli jak człowiek, lecz odżywia się i funkcjonuje jak koń, zużywając zasoby naturalne w minimalnym zakresie, co odpowiadało ich ideałowi.