Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 114: Sefardi Baroka. Spekulacje i podejrzenia.

Kiedy kilka dni po konferencji Sefardi zniknął, przestając odpowiadać na telefony i nie uczestnicząc w spotkaniach towarzyskich, pojawiły się podejrzenia, że coś się z nim stało. Rodzina podała do publicznej wiadomości, że żadne nieszczęście go nie spotkało, jest cały i zdrowy, tylko przebywa poza miastem, załatwiając swoje sprawy. Wtedy pojawiła się pogłoska, że coś ukrywa, może nawet knuje.

Zaczęto przypominać sobie ostatnie spotkania z nim. Okazało się, że już wcześniej wystąpiły u niego znaki dziwnych zachowań; kiedy kontaktował się z przyjaciółmi i znajomymi, czynił to w pośpiechu i zawsze pytał o stan zdrowia i sprawy rodzinne, co było podejrzane. Niewinne pytania o zdrowie czy też „Co u ciebie słychać?” lub „Jak tam twoja żona?” interpretowano jako nieuzasadnioną dociekliwość, podobną do pytań stawianych przez oficera śledczego prowadzącego dochodzenie w podejrzanie mętnej sprawie. Wkrótce pojawiła się plotka, że Sefardi od dawna prowadzi tajną kronikę towarzyską, w której notuje zdarzenia kompromitujące ludzi na świeczniku, zamierzając wykorzystać je w swojej powieści po opatrzeniu odpowiednimi komentarzami. To sprowokowało dalsze dociekania i spekulacje.

پرندگان بر روی تیر برق- زمستان- قم-ایران

– Po co miałby to robić? – Iwan Iwanowicz prostym pytaniem starał się odeprzeć nieuzasadnione jego zdaniem podejrzenia.

– Dla zyskania popularności i sławy. On przecież nie ma dorobku literackiego, a chciwy jest rozgłosu jak mało kto – wyjaśniali ludzie z branży wynalazczej, byli konkurenci Sefardiego, dodając, że taka książka sprzedawałaby się lepiej niż najcieplejsze bułeczki. – Byłby to istny biały kruk, na którym Sefardi mógłby zarobić krocie. Na podstawie takiej powieści z powodzeniem można by napisać scenariusz filmowy i nakręcić doskonały film. Był to kolejny wątek sensacyjny.

Sprawę scenariusza i filmu społeczeństwo potraktowało nad wyraz poważnie; spekulowano, która wytwórnia filmowa gotowa była kupić prawa autorskie do książki, scenariusza lub filmu, lub wszystkiego razem. Iwan Iwanowicz, bliski przyjaciel Sefardiego, przypomniał sobie, że jeździł on niedawno za granicę i spotykał się z ludźmi ze świata filmu. To z jego ust padła nazwa Hollywood; inni wspominali Bollywood.

Ścieżki posądzeń Sefardiego o łajdactwo gęstniały coraz bardziej prowadząc obywateli prosto w bagno kolejnych podejrzeń i piekło strachu o własną reputację, a nawet bolesną kompromitację. Dotychczasowi przyjaciele i znajomi oddalali się od Sefardiego. Ludzie spotykali się z ostrożności we dwójkę lub nieco większymi grupkami, aby wymieniać się niepokojącymi wieściami.

Iwan Iwanowicz na własną rękę przeprowadził rozeznanie, nazywając je śledztwem. Postępowanie Sefardiego podziałało na niego jak czerwona płachta na byka, ponieważ był z nim w zażyłych stosunkach i bezgranicznie mu ufał. Starzec zaczął wyobrażać sobie niestworzone rzeczy, choć od lat prowadził spokojne życie i nie było w nim niczego, co mogłoby go skompromitować. Była wprawdzie historia pewnej nieudanej schadzki z mężatką, ale nikt o tym absolutnie nie wiedział. Iwanowi Iwanowiczowi przywidziało się, że Sefardi zna wszystkie szczegóły, że musiał go podsłuchiwać i rozmawiać o nim z największymi plotkarzami.

– Pełna kompromitacja! – orzekł, święcie przeświadczony o grożącym mu niebezpieczeństwie.

W szeregach hierarchów kościoła jak i wiernych najwięcej niepokoju wzbudziło podejrzenie, że źródłem kompromitujących informacji o ważnych osobistościach mógł być ksiądz Amizgao Terrano, od lat pozostający w serdecznych stosunkach z Sefardim. Zapytany bardzo ostrożnie, czy mógłby być informatorem Sefardiego, ksiądz po raz pierwszy w życiu wpadł we wciekłość i zwymyślał pytającego najbardziej wyszukanymi słowami, że w ogóle przyszły mu do głowy takie podejrzenia.

– To tak, jakbyś człowieku podejrzewał swoje najukochańsze dziecko, że chce cię zamordować siekierą w biały dzień, a następnie wyrwać ci serce z piersi i zjeść na surowo. Spowiedź jest świętością i kapłani oddawali swoje życie, broniąc jej tajemnicy – po tych słowach ksiądz odwrócił się na pięcie i odszedł w stanie najwyższego wzburzenia.

Sprawa trafiła do Czarnej Eminencji, który zdecydowanie wsparł księdza Amizgao, cytując przykłady męczeństwa duchownych broniących tajemnicy spowiedzi. Nie uśmierzyło to jednak niepokojów. W tych warunkach przyjaciele Sefardiego uznali, że bezwzględnie powinni rozmówić się z nim. Nigdzie nie można było go jednak znaleźć. To rozpaliło podejrzenia do czerwoności. Kiedy w końcu go znaleziono okazało się, że rzeczywiście się ukrywał, ale tylko dlatego, że miał problemy ze zdrowiem i lekarz zalecił mu izolację i samotność. W istocie Mistrz leczył się uczęszczając na psychoterapię, aby pokonać ujawniające się z nową mocą przeżycia z przeszłości. Co do powieści, której – korzystając z nowych przemyśleń – chciał nadać jeszcze doskonalszy kształt, to pracował nad nią zrywami, lecz bez większego sukcesu.

Pod koniec okresu nieobecności dotarły do Sefardiego informacje, że w kręgach towarzyskich jest spalony i jest już prawie personą non grata. Najpierw go to zdziwiło, potem wręcz oburzyło, bo nie widział żadnych powodów, aby ktokolwiek mógł tak o nim myśleć. Miał oczywiście różne sprawy do załatwienia, nie musiał jednak nikogo w nie wtajemniczać, nawet przyjaciół. Leczenie się czy pisanie powieści mającej być niespodzianką, nie uważał za wieść, którą powinien dzielić się z kimkolwiek.

– Nie jestem zwariowanym ekstrawertykiem, który potrzebuje natychmiast podzielić się każdą myślą czy nowiną z całym światem – tłumaczył sobie na głos. Słyszał o takich ludziach i to denerwowało go jeszcze bardziej.