Wspólne zdjęcie w Białym Domu

Prezydent Duda skomentował swoje zdjęcie z prezydentem Trumpem w Białym Domu. Cytuję: „Szyderstwa i napad lewackich mediów oraz niektórych polityków i komentatorów, o znanych poglądach, pokazują sukces wizyty Waszyngtonie. Gdyby tak nie było to by ją przemilczeli jako nieważną. Dziękuję za te wyrazy uznania!”.

Drugi jego wpis dotyczył tekstu zamieszczonego przez „Deutsche Welle”, której komentatorzy wskazywali na jego spryt. Cytuję: „W Niemczech piszą jednak też o „chłopskim sprycie Dudy”. Są więc i komplementy ;-)”.

W związku z dwuznacznymi i błędnymi interpretacjami szef kancelarii prezydenta Dudy opublikował oficjalną listę alternatywnych wyjaśnień do jego wspólnego zdjęcia z prezydentem Trumpem:

  • To tylko złudzenie, pic na wodę i lewacki fotomontaż. W istocie rzeczy pan prezydent Duda siedzi przy biurku i to bardzo wygodnie.
  • Pan prezydent siedzi, ale tego nie widać, bo zasłania go wielkie biurko. Niezwykły rozmiar mebla reprezentuje miarę potencjału gospodarczego i militarnego Stanów Zjednoczonych.
  • Pan prezydent stał tylko dlatego, że go o to poprosił gospodarz Białego Domu. Powiedział mu: „Andrew, wytykają mi, że się wynoszę, a o tobie mówią, że jesteś skromny. Stań obok mnie, abym choć przez chwilę pozostał w twoim cieniu”.
  • Pan prezydent otrzymał krzesło od prezydenta Trumpa, który powiedział: „Andrew, this chair is for you”. Pan prezydent Duda zrozumiał, że to upominek i od razu odesłał je kurierem do Polski.
  • Na takim krześle, na jakim siedział prezydent Trump, to nawet ubogi królik z Podkarpacia wstydziłby się siedzieć. Dlatego pan prezydent Duda wolał stać, aby zachować godność.

Powieść. Laboratorium szyfrowanych koni. Cz. 64: Osobniki alfa i instruktor szkolenia.

Swoje leśne odkrycia Sefardi zdecydował się przedstawić na zebraniu przy krawężniku. Spodziewał się otwartej dyskusji. Było jasne, że partia rządząca ćwiczy nie tyle utrzymanie swojej pozycji, ile wydarcie resztek władzy i wpływów innym grupom partyjnym i społecznym.

 – To obozy pracy przymusowej, lżejsza wersja obozów koncentracyjnych. W lesie, w naturalnym środowisku, biologiczna natura polityki i przewodnictwa w stadzie ujawniła się w pełnym wymiarze i krasie. Przywództwo! To jest siła. – Powiedział to bardziej do siebie niż do towarzysza wyprawy, skoncentrowanego na wyciąganiu gumiaka z bagiennego podłoża.

– Na samej górze stada partyjnego znajdują się samce i samice alfa, rwące do przodu, dominujące nad pozostałymi członkami. Niżej stoją samce i samice beta, uległe wobec osobników alfa, lecz górujące nad osobnikami gamma. – Przedstawiając leśniczemu układ wszechwładzy biologicznej Sefardi liczył na jego zrozumienie, a może i akceptację własnego poglądu, że nie cywilizacja, ale ewolucyjnie ukształtowany popęd dominacji wciąż rządzi społeczeństwem.

Przed oczami wyrósł mu Barras, wróg osobisty numer jeden. Widział w nim wyraźnie samca alfa, podporządkowującego sobie partię i społeczeństwo. Czując, że nie pokona go w bezpośrednie walce doszedł do wniosku, że wystarczy zadać mu cios dostatecznie silny, aby dobili go rywale z własnej lub konkurencyjnej partii. Poczuł w żyłach gorący płomień nienawiści. Przyśpieszył kroku, nie oglądając się za przewodnikiem. W momencie prymitywnego uniesienia gotów był zostawić go za sobą, aby zgnił w bagnie.

– Bagienny las w tym miejscu wydziela wapory, które dodają człowiekowi energii i sprzyjają jasności myślenia. – Odezwał się niespodziewanie przewodnik. Jego głos rozmył się w wilgotnym powietrzu jaśniejącego porannego nieba. Sefardi popatrzył na zegarek. Była godzina piąta czterdzieści pięć. Biologiczny chronometr w mózgu bezdźwięcznym tykaniem przypomniał mu pozostałe do spełnienia obowiązki.

Przed rozstaniem się, przewodnik zaproponował, aby następnego dnia odwiedzić ostatni obiekt szkoleniowy. Sefardi zaakceptował, mimo iż nie miał zamiaru pozostawać dłużej w Casi. Wiedział już dostatecznie dużo, więcej niż się spodziewał.

*****

Ostatni obóz rządowy znajdował się w lesie głębiej niż dwa poprzednie. Instruktorem szkolenia był młody, wysportowany mężczyzna. Stał pośrodku drewnianej platformy w lekkim rozkroku, szopa ciemnoblond włosów zakrywała mu uszy. Wyglądał na nie więcej niż dwadzieścia pięć lat. Kształtna twarz, wyraźne usta i gładko wygolone policzki nadawałyby mu chłopięcy wygląd, gdyby nie szrama na policzku i zimne niebieskie oczy. Podłużny, wyrazisty nos i skąpy, poważny uśmiech, co raz to pojawiający się na twarzy, sugerowały bezwzględność a nawet okrucieństwo. Sefardi nie miał co do tego wątpliwości. Znał ten typ człowieka.

– Nie jesteście prostakami wychowanymi do prowadzenia przeciętnego życia. Zostaliście powołani do spraw wielkich. Aby je realizować, musicie pamiętać, że rządzenie jest nieprzerwaną, bezwzględną walką o rząd dusz. Waszą świętą powinnością jest bić się o nie z determinacją dzikiego zwierzęcia walczącego o samicę, gotowego oddać własne życie.

– To jakaś mafijna indoktrynacja sprzed lat. – Półgębkiem wycedził Sefardi w kierunku przewodnika. – Ten typ mówi jak faszysta.

– Ludzie słuchają go jednak z uwagą i biorą poważnie. – Odpowiedział szeptem przewodnik. – Niech pan popatrzy. W tym, co mówi, jest wiele prawdy. Biologicznie rzecz biorąc jesteśmy zwierzętami, pan i ja również. Świat przyrody jest okrutny; wiem, jak zachowują się dzikie zwierzęta. Znam to z doświadczenia i obserwacji.

Sefardi nie słuchał go, starając się zapamiętać jak najwięcej ze słów trenera.

– Nie musicie być mięczakami, wsłuchującymi się we wszystkie życzenia społeczeństwa. Ci ludzie w większości nawet nie wiedzą, czego chcą. Są otumanieni przez opozycję albo własną głupotę. Każda grupa społeczna ciągnie w swoim kierunku chcąc uszczknąć dla siebie jak najwięcej pieniędzy, przywilejów i uwagi rządzących. Wasza opozycja to zakała społeczeństwa. Waszą rolą jest jej unicestwienie wszelkimi środkami. Nie dajcie się zwieść nikomu, nie dajcie się przekonać, że zwyczajny szary człowiek wie naprawdę, co jest dla niego najlepsze. Co może wiedzieć mieszkaniec wiochy zabitej deskami, zwykły robotnik czy nawet inteligent, w obliczu ciągłych zmian i zagrożeń cywilizacji, nowych technologii, powszechnego terroryzmu? Nic albo bardzo niewiele! – Mówca był bezwzględny, wyrafinowany, intelektualny. Kontrolował swoje słowa i gesty.

– On jest niesamowity! Sam chyba dałbym się przekonać. Skąd oni wytrzasnęli takiego fantastycznego trenera? – Zapytał przewodnik półgłosem, nie oczekując odpowiedzi.

Wśród zebranych na podwórku nastąpił ruch, ludzie zaczęli się niecierpliwić, ktoś krzyknął, aby zrobić przerwę.

– Zamilczcie i słuchacie. Za chwilę skończę. – Brutalnie przerwał trener podnosząc głos. Głosy zamilkły, ludzie uspokoili się. Zachowanie trenera nie podobało im się, podporządkowali się jednak bez szemrania.

– Na szczęście macie przywódcę, który ma wizję i odwagę, aby kierować partią, zdolną do narzucenia swojej woli narodowi, który zawsze, powtarzam to, zawsze, wymaga przywództwa. Żeby to się ziściło, wy, członkowie partii, musicie się zmienić. Wasze pojęcia o demokracji są miękkie jak psie gówno na deszczu. Wasze poglądy na rzeczywistość rozczulają mnie. Wybaczcie mi, że jestem brutalny, aby muszę przemówić do waszego poczucia bezwzględności i siły. Demokracja to ustrój, w którym władzę bierze najsilniejszy, nie najsprawiedliwszy. Tylko bezwzględny, charyzmatyczny przywódca wie, co jest dobre dla społeczeństwa, dla większości obywateli i tylko to ma znaczenie. Waszą rolą jest umocnić społeczeństwo w przekonaniu, że wasze działania są słuszne i konieczne. Instruktor spojrzał dyskretnie w kierunku siedzącego z boku mężczyzny, który niezauważalnie dla innych, skinął głową aprobująco.

– Moim zadaniem jest pomóc wam w przekształceniu się w twardych i nieustępliwych działaczy partii nowej generacji. To będzie wasza decyzja, ja tylko wam pomogę. Musicie stać się członkami godnymi nowoczesnej partii demokratycznej, partii niekwestionowanej władzy. Powiedźcie mi, co to dla was znaczy?

Zapadło milczenie. Jedni patrzyli po sobie, inni opuścili głowy, jeszcze inni intensywnie myśleli albo udawali, że to czynią. Po chwili wahania odezwały się głosy, padały propozycje i sugestie.

– Zgnieść opozycję, nie dopuścić jej do głosu! Opanować media, zniszczyć przeszkody instytucjonalne! Zreorganizować instytucje, które stoją nam na drodze!

– Tak! Doskonale! – Entuzjastycznie odpowiedział instruktor. – Waszym celem jest dyktatura, ale dyktatura demokratyczna, mądra, nie okrutna, ale podporządkowująca, bardziej kontrolująca niż eliminująca. Nie musicie usuwać przeciwników z gry, ale przekonać ich do siebie, do waszych racji, pokazać, co jest dla nich najlepsze, a jeśli trzeba, zgnieść ich opór, zniechęcić do własnych poglądów. Na końcu, jest to absolutnie konieczne, musicie zadbać o własne interesy. Dobra partia szczodrze wynagradza swoich członków, ich wierność, oddanie ideałom, bo są niezbędnymi narzędziami jej strategii. Należą się wam przywileje, stanowiska, wysokie uposażenia. Tylko w ten sposób partia rządząca jest w stanie zachować zwartość i siłę. Pamiętajcie o zasadzie: Kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam! Czy są jakieś pytania?

Podniosło się kilka rąk. Sefardi liczył. Zgłosiły się trzy osoby.

– Proszę podać imię, nazwisko i przedstawić pytanie. Według regulaminu szkolenia, wypowiedź nie może trwać dłużej niż dwie minuty. To wystarcza na przedstawienie tematu. Mój chronometr będzie dzwonić po upływie dwóch minut. Proszę pierwszą osobę. Towarzyszka w szarym sweterku, ta po lewej stronie – instruktor wskazał ręką.

Kobieta zebrała się w sobie i wyraziła wątpliwości, co do treści i formy szkolenia. Dwie inne osoby, mężczyźni w średnim wieku, też wypowiedzieli się krytycznie o szkoleniu. Instruktor stał w lekkim rozkroku i uważnie słuchał. Nie komentował, nie wdawał się w dyskusję, nie udzielał odpowiedzi. Po każdej wypowiedzi dziękował i wskazywał następną osobę. Zachowywał się tak, jakby pamiętał wszystkie wypowiedzi. Po upływie sześciu minut podsumował krótko:

– Przeanalizujemy wasze wątpliwości i natychmiast udzielimy odpowiedzi. Znowu zerknął na Barrasa. Ten, niewidoczny dla innych osób, prawie nie poruszając głową, dał znać, aby kończyć.

Sefardi zafascynowany przebiegiem zebrania obserwował rozchodzący się tłum. Był ciekaw, czy zdarzy się jeszcze coś ważnego. Do kobiety i dwóch mężczyzn, którzy zadawali pytania, podchodził kolejno mężczyzna o twarzy rzezimieszka, szeptem zamieniał kilka słów i wyprowadzał ich na zewnątrz. Razem poszli w kierunku małego autobusu czekającego na parkingu. Sefardi skierował urządzenie nasłuchowe na te grupkę. Ochroniarz zachowywał się spokojnie. Przed wejściem do autobusu zakomunikował im:

– Zostaliście usunięci z partii. To jest ostateczna decyzja. Nie ma od niej odwołania. 

– Dlaczego? Co takiego zrobiliśmy? Będziemy się odwoływać! – Upierała się kobieta w szarym sweterku. Mężczyźni też coś szemrali.

– Róbcie, co chcecie. I tak nic nie wskóracie. Żarty się skończyły. Koniec, kropka. Nie pasujecie do nas. Taka jest decyzja partii, jedyna i ostateczna. Nawet Bóg wam nie pomoże!

Michael Tequila: Sędzia od Świętego Jerzego (powieść) : https://tinyurl.com/y7cza5nc