Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 21.

Narada u Prezesa Alfreda Narożnego była burzliwa. Firma znalazła się w narożniku. Kiedy sekretarka powiadomiła go o przybyciu posłańca przynoszącego wiadomości od demonstrantów przed budynkiem, śpiesznie wyszedł z gabinetu i wysłuchał relacji?

Proszę im powiedzieć, że odbywam pilną naradę, lecz spotkam się z nimi. Ale nie od razu. Popatrzył na zegarek i dodał: za pół godziny, nie wcześniej. Nie mogę wcześniej, to zbyt ważna sprawa. Proszę koniecznie ich uspokoić, na ile to jest możliwe. Gdyby mimo wszystko nalegali na wcześniejsze spotkanie lub stawiali jakieś warunki, proszę starać się … Na twarzy strażnika pojawił się niepokój.

Cholera, on nie da sobie rady z tym posłaniem! – Prezes zaniepokoił się, po czym zaczął intensywnie rozważać, jakie mogą być inne opcje. Popatrzył jeszcze raz na strażnika. Niepewność i niepokój były wymalowane na jego twarzy. Po chwili wahania Prezes zmienił decyzję. Proszę informować moją sekretarkę, gdyby zdarzyło się coś ważnego – zakończył, podziękował strażnikowi i polecił wrócić na stanowisko przy drzwiach i zachować czujność..

Osobisty asystent Prezesa czekał już przy drzwiach do sali narad.

Pójdzie pan porozmawiać z delegacją demonstrantów. Pan sobie z tym poradzi. Proszę za mną do gabinetu, udzielę panu instrukcji. Zaraz potem wrócił go sali, gdzie byli zebrani pozostali członkowie zarządu i prawnicy.

Znaleźliśmy się między młotem a kowadłem. Nie możemy robić z gęby cholewy zwalniając pracownika i od razu przyjmując go do pracy, dlatego, że ktoś wywiera na nas presję – Prezes kontynuował naradę. Taka decyzja zależy od oceny, jakie to będzie miało długofalowe skutki. Musimy zyskać poparcie dla decyzji, jakakolwiek by ona nie była – Prezes rozejrzał się po pomieszczeniu i z tęsknotą spojrzał w okno pełne obietnic słonecznego dnia.

*****

Nie mogąc doczekać się prezesa „Baron TV”, kilku niecierpliwych manifestantów postanowiło przyśpieszyć rozwój wydarzeń.

Tam dalej, z prawej strony budynku są rusztowania, a obok na kupie leżą deski. Z drugiej strony budynku są wycięte drzewka, w miejsce których posadzono nowe. Tych starych jeszcze nie zabrano. Może je podpalić? – niedwuznacznie sugerował niepozornie wyglądający mężczyzna żywo gestykulując rękami. Kilku obecnych natychmiast postanowiło wcieli pomysł ć w życie.

Czyście oszaleli? Chcecie nas wszystkich wsadzić do więzienia? – protestowali zwolennicy pokojowych rozwiązań.

Co tak się boisz więzienia? To nie ty pójdziesz siedzieć, tylko my.

Dlaczego to robicie?

Nie będziemy tu siedzieć do usranej śmierci. Ten prezes tak się porusza, jakby mu nogi odjęło. Zobaczysz jak szybko zareaguje, jak tylko zapalimy ognisko. To go przyspieszy jak paliwo rakietowe – zapewniał brodaty osiłek w żółtej koszuli z krótkimi rękawami.

Skąd wiesz? Skąd masz tę pewność? – dochodziła kobieta zaniepokojona samozwańczymi działaniami miłośników szybkich rozwiązań.

Wiem, bo brałem udział w strajkach i demonstracjach. Poza tym znam tego prezesa. On też mnie zwolnił z pracy.

Aaa..To dlatego tu jesteś! Szukasz zemsty?

A co w tym złego? Ale to nie jest najważniejszy powód. Moja sprawa była inna niż Tomasza. On nie zasłużył na zwolnienie. Nie jesteśmy trybami w maszynie ani kołkami w płocie, tylko ludźmi. Nie ma takiego prawa, które karze cię zwolnieniem za to, że wyrażasz swoją opinię w miejscu publicznym. Im to oczywiście nie na rękę, że Tomasz powiedział to, co powiedział – mężczyzna z niechęcią wskazał głową w kierunku budynku stacji telewizyjnej. Zarząd telewizji to ludzie niewierzący, a jeśli nawet ktoś tam wierzy w Boga, to nie przyzna się do tego publicznie. To byłoby „niepoprawne politycznie”.

To dosyć elastyczne określenie. Co masz na myśli?

Oni uważają za niepoprawną każdą wypowiedź, która odnosi się do polityki, wiary lub obyczajów, jeśli mogłaby być źle skojarzona lub źle widziana przez większą grupę społeczną lub środowisko. „Telewizja jest neutralna i pracownicy nie wygłaszają poglądów za lub przeciw religii, szczególnie jeśli temat jest drażliwy lub zapalny społecznie” –Tomasz na pewno usłyszał coś podobnego od dyrektora lub prezesa. Ich polityka służy zarządowi, a nie widzom i społeczeństwu. Zasad postępowania nie da się zdefiniować jak instrukcji obsługi żelazka. Prosto i łatwo – zakończył mężczyzna wyraźnie zorientowany w zawiłościach funkcjonowania Baron TV.

Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 20.

Niedzielny słoneczny poranek zapowiadał spokojny dzień. Powietrze falowało nad rozgrzaną jezdnią i odpływało w nieznane pod wpływem łagodnego wiatru, choć w cieniu nadal dawał się odczuć ustępujący chłód. Mieszkańcy miasta wylegli na ulice. Wydawało się, że wszyscy chcą skorzystać z niezwykłej pogody, aby pójść na spacer, wyjechać za miasto, udać się do kościoła lub odwiedzić przyjaciół. Pogoda była zachwycająca; tylko na zachodniej części nieba nad horyzontem zalegały ciemne chmury, pełne mrocznej zadumy.

Jakie one mają fantastycznie dziwne kształty! – zachwycały się dwie wystrojone nastolatki siedzące na ławce w parku naprzeciw siedziby „Baron TV”. Czekały na pozostałą część rodziny, aby razem pospacerować wśród drzew, krzewów i kwiatów z perspektywą zakończenia przechadzki w ulubionej przez wszystkich lodziarni.

Czy myślisz, że chmury mogą coś oznaczać? Coś mogą zapowiadać? – dociekała młodsza z dziewcząt poprawiając zalotnie sukienkę zdobną w wielokolorowe kwiaty i rzucając ukradkowe spojrzenia na dopasowane kolorystycznie czerwone buciki.

Nie wiem, co one mogą znaczyć. Ale nie wszystko na ziemi ma znaczenie. Tak zawsze mówiła moja babcia. Kiedyś mi wyjaśniła, że ludzie nie mogą wszystkiego wiedzieć – starsza dziewczynka popisywała się wiedzą o naturze ludzkiej wiedzy.

Odpowiedź nie zadowoliła kolorowo ubranej koleżanki. Takie chmury na pewno coś znaczą! – odpowiedziała z przekonaniem. Nigdy takich nie widziałam. One są wyjątkowe. Na pewno coś się wydarzy. Ciekawa jestem, co? – pomyślała marzycielsko w dziecięcym oczekiwaniu, że życie jest pasmem intrygujących i miłych niespodzianek.

*****

O godzinie 9 rano przed okazałym trzypiętrowym budynkiem „Baron TV” pojawiła się kilkuosobowa grupa. Zatrzymali się u stóp schodów zdobiących wejście główne, rozejrzeli na wszystkie strony jakby oceniając miejsce i rozpoczęli rozmowę. Stopniowo przyłączali się do nich inni ludzie nadchodzący pojedynczo lub grupkami. Niektórzy znali się od dawna, pozdrawiali się entuzjastycznie, wymieniali informacje i żarty. Kilkadziesiąt minut później przed budynkiem stał już pokaźny tłum i wciąż się powiększał.

Punktualnie o godzinie dziesiątej, jak w dobrze wyreżyserowanym scenariuszu, z bocznej uliczki wyłoniła się hałaśliwa demonstracja i przyłączyła do zgromadzonych. Kobieta i dwóch mężczyzn oddzielili się od tłumu i skierowali w górę po schodach ku wejściu do gmachu. Ich młodość, energia i modne ubiory rzucały się w oczy. Jeden z mężczyzn niósł w ręku podłużny, opakowany przedmiot. Podest schodów otoczony barierą w postaci grubego czarnego łańcucha wyglądał jak rufa statku albo wielka ambona obudowana płytami z granitu podpalanego czerwienią żył i smużek. Masywny szlifowany kamień przywoływał na myśl luksus i dostojeństwo, władzę i panowanie.

Trójosobowa delegacja dotarła na podest i zbliżyła się do drzwi. Mężczyzna z pakunkiem zastukał masywną kołatką imitującą pysk lwa, lecz drzwi pozostawały zamknięte. Zastanawiali się, co zrobić, gdy zauważyli dzwonek z boku drzwi. Mężczyzna nacisnął przycisk dzwonka, niecierpliwie odczekał chwilę i znowu nacisnął go dwa razy z rzędu.

Chyba wszyscy w budynku założyli sobie wtyczki do uszu – mruknął zniecierpliwiony delegat tłumu oczekującego na wieści. Jak na rozkaz w drzwiach pojawił się strażnik w szarozielonym mundurze firmy ochroniarskiej.

Jak pan widzi za nami stoi tłum, ludzie, którzy przyszli zaprotestować przeciwko zwolnieniu z pracy w Baron TV redaktora Tomasza Boskiego – niecierpliwie wyrzucił z siebie mężczyzna w kierunku Bogu ducha winnego strażnika. Mimo interwencji i próśb telefonicznych, faksowych, e-mailowych i listownych zarząd firmy nie przywrócił do pracy redaktora ani nawet nie podjął dyskusji na ten temat. Redaktor Boski został zwolniony bezprawnie. Chcemy w tej sprawie rozmawiać z prezesem zarządu. Proszę o przekazanie naszej prośby panu prezesowi. My tutaj poczekamy.

Ochroniarz patrzył z niedowierzaniem. Wysiłek malował się na twarzy dobrze odżywionego mężczyzny prowadzącego życie dalekie od niepokojów społecznych. Popatrzył z niedowierzaniem na niespokojny tłum w oddali. Nie był pewien, co powinien zrobić.

Niech pan się nie ociąga. Nie do pana należy podejmowanie decyzji. Proszę tylko zawiadomić prezesa, że tutaj jesteśmy i czekamy.

Dobrze. Idę i zawiadomię pana prezesa. Nie wiem tylko, czy dzisiaj jest w biurze.

Niech o to pana głowa nie boli. Proszę tylko przekazać mu nasz postulat.

Ochroniarz zamknął i zaryglował za sobą wielkie drzwi wejściowe i skierował się do windy, aby zawiadomić zwierzchnika o niecodziennym żądaniu demonstrantów. Nie była to miła misja; nikt nie lubi przynosić złych wieści.

Postulat – żachnął się. Żądanie, nie postulat! Kretyni! Demonstracji im się zachciało!

Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 19.

Jeszcze nigdy nie byliśmy w takim kotle zamieszania i obłędu wokół nie tak znowu nadzwyczajnego wydarzenia – prezes Baron TV rozpoczął kolejne spotkanie zarządu. Jesteśmy między młotem a kowadłem. Część opinii publicznej ostro nas krytykuje i żąda przywrócenia Boskiego do pracy, inni uważają, że on sam i jego spektakl telewizyjny pomieszali ludziom w głowach i popierają decyzję zwolnienia go z pracy. Sprawa stała się kontrowersyjna. Im szybciej urwiemy głowę tej hydrze, tym lepiej. To bardzo zła propaganda. Dzwonili już do mnie prezesi innych stacji telewizyjnych i pytali, co zamierzamy zrobić, bo to fatalna reklama także dla nich. „Telewizja – wróg jednostki i społeczeństwa” – obawiam się, że przypną nam taką łatkę.

W ciągu zaledwie kilku dni, wydawałoby się nawet godzin, sprawa Tomasza Boskiego jako ofiary wielkiej firmy medialnej nabrała rozgłosu. Stacje telewizyjne, redakcje gazet i magazynów, radiostacje i uznane autorytety otrzymywały a niekiedy i publikowały treść listów, wypowiedzi, emaili i faksów. Nie trzeba było długo czekać, zanim pojawiła się pierwsza interpelacja poselska w parlamencie. Opozycja była zachwycona okazją do zaatakowania rządu.

„Ten rząd łączą szczególnie ciepłe relacje ze stacją „Baron TV”. Oni nigdy nie mówią o was źle i zawsze są pierwsi wpuszczani na wasze salony. A teraz pokazali swój prawdziwy charakter zwalniając bez najmniejszego uzasadnienia człowieka, który ośmielił się mieć własny pogląd i przedstawić go publicznie. To wasze metody działania i efekt waszego negatywnego wpływu na media” – prezes największej partii opozycyjnej z satysfakcją wygłaszał z mównicy oskarżycielskie słowa wskazując palcem premiera.

Zarząd „Baron TV” prowadził intensywne konsultacje z prawnikami i specjalistami od public relations, aby ustalić dalszy tok postępowania. Brak natychmiastowej reakcji ze strony stacji działał na jej niekorzyść. W ciągu czterech dni powstał i natychmiast podjął działania Społeczny Komitet Obrony Tomasza Boskiego. Dwóch znanych prawników zaoferowało komitetowi swoje bezpłatne usługi.

Tomasz stał się modnym tematem dnia, podobnie jak jego niedawny pracodawca. Niemała część społeczeństwa z napięciem i rosnącym zniecierpliwieniem śledziła rozwój sytuacji i czekała na kolejne wydarzenia. Konfrontacja jednostki ze znaną stacją telewizyjną nabrała charakteru serialu, w którym pojawiło się kilka ciekawych wątków i różne możliwości zakończenia.

 

 

 

Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 18.

Dyrektor Biura Programów Rozrywkowych siedział z zaciśniętą lewą dłonią i uderzał otwartą prawą dłonią w blat biurka. Czuł uderzenia krwi do głowy, co dodatkowo wyprowadzało go z równowagi.

Nie dość, że zachował się jak głupek, to jeszcze doprowadzi mnie do zawału serca! Lekarz i żona ciągle mi przypominają, że nie powinien się denerwować. Jak ja mam się nie denerwować, kiedy mój pracownik zachowuje się jak idiota! – gniew i złość mieszały się w nim z niepokojem i żalem. Zachowanie Tomasza uznał za szczególną formę niesubordynacji, gdyż było sprzeczne z wewnętrznymi zasadami firmy. Uczestnik dyskusji publicznej powinien zachować bezstronność i kierować się obiektywną oceną sytuacji. A on co zrobił? – myśl spontanicznie przerodziła się w pytanie, które dyrektor wypowiedział na głos. Był wściekły na Tomasza.

Co za głupek! Dać się sprowokować w tak prostacki sposób! Raptem zechciało mu się złożyć wyznanie wiary. Na oczach tysięcy telewidzów! A może on rzeczywiście wierzy, że przeprowadził dwa wywiady z Bogiem. We łbie mi się to nie mieści, ale może i …- nagle olśniła go myśl, która podziałała jak prąd elektryczny. Wstał z krzesła i podszedł do szafki, gdzie stał odtwarzacz DVD. Na dolnej półce znalazł nagranie programu dyskusyjnego z Telewizji Contigo. Przewinął dysk do miejsca, gdzie zaczynała się wypowiedź Tomasza. Wysłuchał ją z uwagą. I jeszcze raz. I jeszcze raz, zanim nie podjął ostatecznej decyzji.

Tak. Nie ma wątpliwości. Ten kretyn obwieścił wszystkim to, co myśli. Kto go o to prosił? Zamiast pozostawić niedopowiedzenie, aby widzowie sami udzielili sobie odpowiedzi na pytanie, on wykłada swoją zakichaną prawdę jak przysłowiową kawę na ławę. Na pewno znajdą się tacy, co mu uwierzą i będą go bronić. Nie tylko zepsuł dyskusję, ale i siebie i mnie wpędził w kłopoty.

*****

Konsekwencją zwolnienia Tomasza Boskiego z pracy była natychmiastowa burza pytań, opinii i protestów. Do „Baron TV” napłynęły setki listów, większość z nich w obronie redaktora. „Nie dość, że karmicie nas papką, to teraz zwalniacie z pracy człowieka, który miał odwagę szczerze przedstawić swój pogląd. Ja podzielam jego pogląd. Każdy ma prawo głoszenia tego, co uważa za słuszne. Konstytucja gwarantuje wszystkim swobodę wypowiedzi. Uważam, że powinniście przywrócić Tomasza Boskiego do pracy i przeprosić na bezprawne zwolnienie” – była to jedna z łagodniejszych, bardziej wyważonych wypowiedzi.

Zarząd „Baron TV” znalazł się w stanie oblężenia. Dziennikarze i reporterzy dobijali się z prośbami a potem wręcz z żądaniami udzielenia wywiadu, zorganizowania konferencji prasowej lub przynajmniej wydania komunikatu. Prezes zarządu wymykał się cichcem samochodem z zaciemnionymi szybami jak gangster obawiający się zemsty kolegów po fachu. Dla niego uruchomiono ponownie bramę umożliwiającą wyjazd na boczną uliczkę prosto z garażu. Paparazzi, którzy dotychczas istnieli w świecie artystów i celebrytów, stali się w jego wyobraźni złoczyńcami dybiącymi na jego profesjonalną cześć i honor.

Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 16.

Na dwie godziny przed dyskusją w Telewizji Contigo Tomasz siedział z żoną przy stole i pił herbatę. Filiżanka z napojem była tak gorąca, że odstawił ją w pośpiechu. Co ja robię? – zdał sobie sprawę, że myślami jest daleko od domu.

Wiesz, Aniu, męczy mnie, kim naprawdę jest Jakub Kowalski. Mogę udawać, że jest to tylko ciekawa postać i unikać wyjaśnień za kogo go uważam, ale to byłoby kłamstwo, a co najmniej fałszywa dwuznaczność. Nie mogę powiedzieć, że to jedynie niezwykły człowiek, ponieważ w głębi serca czuję, że jest on czymś więcej. On jest wysłańcem bożym, podobnie jak był nim Chrystus – Tomasz zdobył się na odwagę przyznając się do najbardziej skrytych myśli. Nigdy ci tego nie mówiłem, ale tak myślę – zaniepokoił się, że żona go wyśmieje. Ku jego wielkiej uldze, Anna przyjęła wyznanie spokojnie, nie okazując ani dezaprobaty, ani nawet szczególnego zdziwienia. Tomasz szczerze ucieszył się. Umocnił się w przekonaniu, że boska natura starszego pana jest czymś naprawdę naturalnym i oczywistym. Ale to nie rozwiązywało jego problemu.

Cały czas myślę o spotkaniu w telewizji. Spojrzał na zegarek. To już za dwie godziny – zaniepokoił się. A ja wciąż nie wiem, jak zachować się w czasie dyskusji? Mam dwa wybory, obydwa równie niefortunne: udawać i kłamać wbrew sobie lub być sobą i narazić się na ośmieszenie.

Twarz Anny zarumieniła się. Nie wiadomo, czy od gorącej herbaty czy pod wpływem wyznań męża. Wypiła ostrożnie długi łyk herbaty, aby odwlec choć na chwilę odpowiedź, która jej samej się nie podobała. Musiała jednak coś powiedzieć.

Nie umiem ci doradzić, Tomku, jak postępić w trakcie dyskusji. Zachować opanowanie, rzeczowość i powstrzymać się od wyrażenia szczerej opinii czy też powiedzieć od serca to, co czujesz i myślisz na temat Jakuba Kowalskiego. Wiesz, jaka byłaby reakcja ludzi w tym drugim przypadku. Większość z nich, łącznie z przedstawicielami kościoła uznałaby ciebie za amatora mocnych wrażeń lub pomyleńca, kogoś, kto nie wie, co mówi.

Tomasz rozumiał aż nadto dobrze. Bał się szczerości i prawdy sumienia, występował przecież w roli przedstawiciela stacji telewizyjnej, redaktora programu, który powinien być obiektywny i racjonalny. Równocześnie wiedział, jak podle będzie się czuł wewnętrznie wygłaszając nieprawdziwe, wyświechtane poglądy, których jedynym celem jest zaspokoić oczekiwania ludzi bez wiary i wyobraźni.

Niepokój nie opuścił go nawet wtedy, kiedy już pożegnał się z żoną. Prowadząc samochód w kierunku centrum miasta nieustannie zastanawiał się, co zrobić. Nic przekonywującego nie przychodziło mu do głowy. Tego nie da się tego załatwić na zasadzie: I Bogu świeczkę, i diabłu ogarek – doszedł do zdecydowanego wniosku. Nie mogę zadowolić konserwatywnej dyrekcji „Baron TV”, która oczekuje od swoich pracowników zachowania w dyskusjach publicznych neutralności w sprawach wiary i wyznania – rozumował z niechęcią. Marzyło mu się życie autentyczne, prawdziwe, kiedy jest się sobą i mówi się szczerze to, co leży na sercu. Zazdrościł ludziom prostym. „Ubogim w duchu” – przypomniał sobie cytat z pisma świętego. W windzie, w drodze na szóste piętro, Tomasz na siłę próbował zrelaksować się. Patrzył bezmyślnie na współpasażerów, oceniał ich wygląd, gust i stan zamożności. W końcu postanowił powierzyć sprawy losowi. Zobaczę, jak rozwinie się dyskusja – podjął decyzję, która chwilowo go uspokoiła.

Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 15.

Przed wejściem zaproszonych gości redaktor Telewizji Contigo wyjął z kieszeni chusteczkę i wytarł nią czoło i ręce. Za kilka minut miała rozpocząć się druga dyskusja telewizyjna na temat spektaklu „Rozmowy z Bogiem”. Przypomniał sobie poprzednie spotkanie i poczuł suchość w ustach.
Mam nadzieję, że tym razem będzie spokojniej – był zdecydowany nie dopuścić do ostrych starć, kiedy argumenty jednego dyskutanta wyprowadzają z równowagi innych. To mogło być problemem.
Czemu stoisz przy drzwiach zamiast usiąść wygodnie w fotelu? – rzucił przechodzący obok operator kamery. Przecież prowadziłeś ten program już wiele razy. Zrelaksuj się.
To nie takie proste. Denerwuje mnie, kiedy inteligentni ludzie zacietrzewiają się w dyskusjach na tematy religijne. Taka dyskusja wymaga tolerancji. Przerywanie sobie nawzajem stało się niestety nagminnym zwyczajem. Zachowują się jak dzieci w piaskownicy, krzyczą jeden przez drugiego i przerywają sobie nawzajem. Chyba cząstka psychiki dziecka pozostaje w dorosłych. Mężczyźni i kobiety nie różnią się w tym między sobą. Choć bywa z tym różnie – przypomniała mu się opinia wyrażona na serwisie internetowym „Faceci to kretyni”: „Mężczyzna rozwija się do lat sześciu, a potem już tylko rośnie”. Kobiety potrafią być dowcipne i złośliwe zarazem – dodał refleksyjnie. Popatrzył na zegarek i wrócił do zasadniczego problemu. Muszę zapanować nad dyskusją, aby nie zeszła na tory agresji, oskarżeń i złośliwości. Aby tylko nie doszło do rękoczynów! Takie rzeczy się zdarzają. To bym sobie wtedy piwa nawarzył! – przestraszył się tej możliwości. Pożegnał się z operatorem i ruszył w kierunku podestu, gdzie stały fotele dla dyskutantów. Starał uspokoić się koncentrując się na powolnym, regularnym oddychaniu.

*****

Tomasz siedział przed biurkiem dyrektora i zastanawiał się, czy naprawdę powinien wziąć udział w publicznej dyskusji na temat swojego spektaklu. Miało to swoje plusy i minusy. Spektakl wywoływał wielkie emocje, Tomasz bał się, że uniesie go fala gorącej dyskusji i nieopatrznie powie coś niestosownego, czego musiałby potem żałować. Ktoś z Baron TV miał obowiązek uczestniczyć, ale niekoniecznie on sam. Wahał się.
Brakuje mi dystansu wobec tego spektaklu. Jest jak moje własne dziecko. Nie wypada mi jednak odmówić uczestnictwa, jeśli dyrektor uzna to za konieczne – przekonywał sam siebie. Było jeszcze coś, co trudno mu było zaakceptować. Nie wiedział, jak traktować Jakuba Kowalskiego, nie mógł zrozumieć, kim on naprawdę jest.
To nie jest ktoś, kto udaje wysłańca bożego. To nie jest oszust ani aktor. To jest żywy autentyczny człowiek taki, jakim zapewne był Jezus w swoim czasie. Wiele osób też go nie rozumiało, włącznie z jego własnymi uczniami, późniejszymi apostołami – rozterki duchowe Tomasza przerwał głos zwierzchnika.
Nikt nie będzie dyskutować o nas bez nas! To jest nasz spektakl, który pan sam stworzył. Nie ma mowy o tym, aby ciebie tam nie było.
Też mu się udziela atmosfera – pomyślał Tomasz zauważając, że w jednym zdaniu dyrektor zwraca się do niego przez „pan”, a w następnym przez „ty”.
Ta dyskusja to poważna sprawa, obserwuje ją tysiące widzów – dodał zwierzchnik. Musisz tam być. Sprawa jest przesądzona.

 

Opowiadanie: Spektakl. Odcinek 14

Następnego ranka, a była to sobota, dzień wolności dla jednych i znoju dla innych, Jakub Kowalski spotkał się Piotrem, swoim niezastąpionym sekretarzem, pomocnikiem i towarzyszem. Potrzebował podzielić się wrażeniami z ostatnich wydarzeń. Myślał o tym, aby wycofać się z aktywnego życia. Przynajmniej na jakiś czas.
Powiedz mi, kochany Jakubie, o czym tak intensywnie myślisz? – Piotr patrzył na zamyśloną twarz mistrza.
O wczorajszym dniu i wywiadzie dla telewizji. Chciałem powiedzieć więcej, ale nie zdążyłem. Chyba pamięć mnie zawodzi. Niektóre sprawy umknęły mojej uwadze.
Opowiedz mi o nich. Wiesz, że lubię cię słuchać.
Jak sobie życzysz. Postąpię jak nauczyciel i je wyliczę. To belferski nawyk, logiczny, choć męczący, jeśli wylicza się zbyt często.
Po pierwsze, zdecydowałem się zmienić moje postępowanie. Będę przybierać postać ludzką nie tyle po to, aby objawić się innym ludziom, ale po to, aby lepiej zrozumieć ich punkt widzenia. Bóg stał się zbyt odległy i niepojęty dla wielu osób. Może dlatego wybierają własną drogą odchodząc od kościoła i przypisując sobie mądrość, której w istocie nie posiadają.
Religii i kościołów jest wiele. Który z nich powinni wybrać? – Piotra od dawna nurtowało pytanie, jak wiara jest najbliższa Bogu.
Pierwszym wyborem jest zazwyczaj wiara rodziców lub opiekunów. Po osiągnięciu dorosłości, człowiek decyduje sam, najczęściej pozostaje w kościele, do którego zawsze należał. Ale to się też zmienia, jak zmieniają się warunki życia. Czasem ludzie emigrują, łączą się w związki małżeńskie z osobą innej wiary, przestaje im odpowiadać ceremoniał kościelny lub sposób nauczania. Zmiana wiary jest możliwa, jeśli wynika z potrzeby serca a nie jest podyktowane wygodą, korzyściami materialnymi, naciskiem innych osób czy konwencją społeczną gdzie „wypada” coś zrobić. Tak, tak, Piotrze. Tu mogą wystąpić prawdziwe dylematy – westchnął Jan Kowalski. To są problemy na wskroś ludzkie. Ja mam swoje problemy.
Jakie ty, drogi Jakubie, możesz mieć problemy? Ty możesz mieć wszystko.
Mój problem polega na tym, że aby rozumieć człowieka współczesnego, nieokiełznanego w swoich dążeniach i rozwoju, muszę nauczyć się patrzeć na świat bardziej filozoficznie, bezstronnie. Tak jak obiektywny, bezinteresowny naukowiec, który obserwuje rzeczywistość, ale nie stara się jej zmienić.  Musze oduczyć się kontrolować wszystko.
Drogi Jakubie, szokujesz mnie swoimi nowymi poglądami. Chcesz chyba wywrócić świat do góry nogami? – Piotr był w najwyższym stopniu zaskoczony wypowiedziami mistrza i przyjaciela, nie otrzymał jednak odpowiedzi na swoje pytanie.
Po trzecie, dam ludziom nieograniczone prawo do eksperymentowania i popełniania błędów. Nie będę interweniować nawet, gdyby mieli zrobić coś nieodpowiedzialnego, coś bardzo złego. Mają możliwość wyboru, niech sobie radzą jak potrafią najlepiej. „I tak rzadko mnie słuchacie!”. To powiem im na zakończenie – Jakub niezrażony reakcją Piotra kontynuował swoją relację. Kiedy skończył, zamilkł i popadł w zamyślenie.
Kochany Jakubie – odparł Piotr, wierny i zawsze wdzięczny słuchacz. Znam ciebie tak długo, ale nigdy nie zrozumiałem cię do końca. Zawsze mnie czymś zaskoczysz. Jesteś nieodgadniony. Jesteś i pozostaniesz zagadką. Nie wiem, dlaczego podejmujesz takie decyzje.