Jeśli nie polityka, to co? Oczywiście dobra powieść, gdzie prawda jest spontaniczna a kłamstwo nie udaje prawdy.

Zadałem sobie pytanie o politykę i poczułem do siebie taki wstręt, że wyszedłem na ulicę, aby się publicznie wybatożyć i upokorzyć, wznosząc okrzyki: „Należy mi się to! Należy mi się to!” Ludzie, jak tylko dowiedzieli się o co chodzi, zachęcali mnie do  chłostania się aż do upadłego. Uznałem to za przesadę, przypominając sobie boleśnie, że to moje ciało, nie ich, więc szybko zakończyłem.

W sercu zachowałem jednak urazę, że w ogóle myślę o polityce i władzy, która co raz to chwali się jakimś oryginalnym sukcesem: jak nie podniebne loty tanie jak barszcz, to trolle i hejty na najwyższym piętrze, albo hotel na godziny prowadzony przez wysokiego nominata, który okazuje się niewinny aż upadłego. Dzisiaj, kiedy pokażesz nawet nieboszczyka, to jeden czy drugi pseudointelektualista w okularach z cienkimi oprawkami będzie twierdzić, że nieboszczyk jest tak długo żywy, dopóki mu się nie udowodni w sądzie, że nie żyje.

Nie o tym chciałem pisać, ale o czymś pozytywnym, w dodatku pokazać to w kolorach. Oto dwie bardzo udane okładki moich książek oraz ich projektant, Lechosław Martyński, na zdjęciu z synkiem, który inspiruje go do efektywnej pracy pytaniami w rodzaju „Tato! Kiedy wreszcie pójdziemy na lody?” Trzeba przyznać, że zdjęcie jest wyjątkowo urocze.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Cztery-portrety-str-przed.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Okładka-Klęczy-352x500-do-Lubimyczyt-Leszek-1.png

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Leszek-Martyński-i-Jaś-1.jpg

Do wyznań o pięknie, efektywności i lodach dołączam fragment powieści „Cztery portrety cudze i jeden własny”, jako zachętę do jej przeczytania. Książka jest od wczoraj we wszystkich księgarniach internetowych.

Oto kolejny fragment:

Po powrocie z wycieczki przyjaciele zasiedli w fotelach z takim zadowoleniem, jakby w trakcie pobytu w letniej rezydencji Ambasadora i jazdy samochodem odmówiono im nawet najkrótszego odpoczynku. Przez kilka minut milczeli. Rozglądali się po pokoju w poszukiwaniu inspiracji do dalszego działania. Wyglądało to tak, jakby usiłowali przypomnieć sobie, skąd znają to miejsce. Dosięgnęło ich znużenie nadmiarem przeżyć i dojrzałym wiekiem. W trakcie kilkugodzinnej jazdy samochodem miliony widoków przesunęły im się przed oczami.

– Na emeryturze nawet Pan Bóg ma prawo czuć się zmęczony – pomyślał Boss, przysypiając wygodnie w fotelu. Zanim dokończył pobożną myśl, nasunęła mu się druga, z zupełnie innego wymiaru. Wydało mu się, że jest referendarzem na kolei. Usiłował rozwikłać tę zagadkę.

– Skąd przyszedł mi do głowy taki pomysł? Przecież nigdy nie pracowałem na kolei. Przypomniał sobie, że w rodzinie miał referendarza, ale to było bardzo dawno. Ponadto była to kobieta. Nie przepadał za nią. Nie podobało mu się też określenie „referendarz”. Brzmiało brzęcząco i staromodnie. Uspokoił się tym wspomnieniem.

Spotkanie odbywało się w apartamencie Ambasadora, a konkretnie w salonie, stanowiącym równocześnie pokój gościnny. Wypełniały go tradycyjne meble i sprzęty, tapczan, biurko z ustawionym na nim komputerem, regał z książkami, kilka obrazów prezentujących postacie świętych oraz drobne akcesoria i bibeloty, których nie sposób było zliczyć. Podłogę salonu przykrywał gruby na trzy palce dywan perski w kolorach flagi Ambasadorii, dar serca pewnego bogacza, którego Ambasador rozgrzeszył z zamierzonego aktu głupoty. Skuteczność wynikała z uświadomienia grzesznikowi, że musi najpierw wybaczyć sam sobie, zanim spłynie na niego z góry łaska ostatecznej dyspensy. Obok salonu znajdowała się kuchnia i łazienka.

Goście doszli do wniosku, że właściciel jest o wiele bardziej uporządkowany niż jego mieszkanie. Po cichu wymieniali się uwagami na ten temat. Relaksując się w fotelach z ciemnozielonymi obiciami, trudnymi do zdefiniowania, opowiadali sobie historie i dykteryjki, prawdziwe i zmyślone, niekiedy tak zawiłe, że nie sposób było określić granicy między prawdą a zmyśleniem. Odnosiły się przeważnie do przeszłości, skłonnej po latach przeinaczać i zniekształcać wydarzenia. Od czasu do czasu towarzysze dawnych lat wybuchali śmiechem młodości, najlepszym z najlepszych, wyuczonym w chłopięctwie i niezapomnianym mimo upływu lat.

Czasem mówili jeden przez drugiego, bojąc się, że zapomną, co chcą powiedzieć, albo sprzeciwiając się jakiejś niewydarzonej ich zdaniem wypowiedzi. Tylko jeden raz rozczulili się jak prawdziwi staruszkowie, a nie poważni seniorzy, czujni w przestrzeganiu zasad dobrego zachowania. W sumie traktowali się przyzwoicie, nie raniąc się nawzajem niestosownymi aluzjami lub uwagami, które mogłyby być odebrane jako uszczypliwości, rozmyślne lub niezamierzone.

Michael Tequila w Empiku: https://tinyurl.com/y52br67b

0Shares

Dzisiaj blodżek skromniutki jak dwa nadwiędłe płatki róży z emeryckiego ogródka. Temat: energia, apteka, pies.

Piszę na luzie, z wolnej stopy, czując się jak więzień w klatce przesłuchań, sam nie wiem dlaczego. Po marnie przespanej nocy wyszedłem jakiś taki słabosilny na balkon, a tam słoneczko też dychawiczne, ledwie ogrzewa barierki balkonu.

Zamierzałem pisać o rzeczach wielkich, a tu nici wskutek braku energii. Coraz mniej węgla w naszym bogacącym się kraju, coraz mniej energii w człowieku – myślę, i jest w tym chyba trochę racji. Miałem pisać o psach i będę, ale może jeszcze nie dzisiaj. Wybaczcie mi to, o szlachetne zwierzęta, zrodzone z prawego i nieprawego łoża, o skłonnościach prawidłowych jak życzą sobie władze, jak i te o wykoślawionych zainteresowaniach płcią.

Wczoraj dzień też był rachityczny, nie taki jak trzeba. Do mojej ulubionej apteki zaszedłem jedynie z potrzeby serca i oczu. Traktuję to miejsce jak Luwr, wchodzę oglądać piękne obrazy za ladą. Było pusto, więc się ośmieliłem. Po krótkim pozdrowieniu obydwu pań, jedna była czarnulą, druga blondyneczką, przemówiłem zgrabnymi słowami człowieka parającego się piórem wyjaśniając, że przychodzę jedynie w celach towarzyskich, aby popatrzeć na widoki.

– Proszę nie liczyć na mnie jako na klienta, nic nie kupuję, bo zdrów jestem jak ryba, zachodzę tu tylko z tęsknoty. W Paryżu byłem kilka razy po kilka tygodni, ale w okresie zimowym. Były to wyjazdy służbowe. W Luwrze byłem tylko jeden raz i to tak krótko, że pozostawiło to we mnie tylko artystyczny żal i dlatego tu zaglądam.

Rozmowa zeszła na psy, to znaczy ja zapytałem, czy mają te zwierzęta. Obydwie panie miały. Psa Czarnuli poznałem wcześniej, raz na zdjęciu i raz osobiście. Robił już wtedy za celebrytę, Ludzie chodzili wokół niego i cmokali z podziwu, jako to on wielki i urodziwy, A on jakby nigdy nic, patrzył sobie obojętnie w dal i cichutko warczał przez zęby skoczną marynarską piosenkę, jaka pozostała mu w pamięci z okresu młodości. 

To nas uwzniośliło, mnie dodatkowo umocniło w przekonaniu, że powinienem pisać o psach i ich właścicielach, bo to jedyna nadzieja ludzkości wobec dewastacji środowiska naturalnego. Na rząd już nie liczę, robi bokami, prokuruje prawdę, obietnice i trolle; jest to wspaniałe, że każdy robi to co umie i lubi, ale dla mnie to za mało.

Tym optymistycznym akcentem kończę i życzę dnia świątecznego wypasionego dobrym żarciem, żartami i wycieczkami do ogródka za oknem.

PS. Obraz na górze przedstawia Salę „Apollo” w Luwrze.

Cztery portrety cudze i jeden własnyhttps://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

0Shares

Ciąg dalszy o psach, krowie, łóżku i pieszczotach. Humoreska.

Wracam do krowy, która mi się przyśniła.

– Co ty gadasz, chłopie? – tak mnie zapytała. – Ja to mam ciężkie życie. Wiesz ile wymiona ważą, ile to muszę mleka nosić ze sobą, zanim mnie wydoją. A co to za przyjemność być dojonym mechaniczną dojarką, bez pieszczot i łagodności dotyku damskiej ręki?

Popatrzyłem na nią zdziwiony. Wtedy mi wyjaśniła:

– Mężczyźni też to czasem robią, ale nie reprezentują tej samej aksamitnej delikatności, jaką dysponuje kobieta.

Obydwaj z Iwanem Iwanowiczem wzruszyliśmy się możne nie tyle z powodu ciężaru wymion, bo co my możemy o tym wiedzieć, ile łagodności damskiej ręki, która potrafi uszczęśliwić dzieciątko w kołysce, dorosłego mężczyznę a nawet – jak się okazuje – zwierzę domowe.

– Eh, te kobiety! – wyrwało się z piersi Iwanowi Iwanowiczowi.

Ustaliliśmy, że ostatecznie będę pisać o psach i ich właścicielach, nie rozwodząc się nadmiernie nad częściami damskiego ciała. Martwiła mnie tylko skarga wielu osób, że pies lubi spać z nimi w łóżku, a oni nie potrafią temu zaradzić.

– On wtedy patrzy na mnie takimi oczami, że łzy wprost cisną się do oczu a kołdra sama zapraszająco odchyla się na bok. Mężowi bym odmówiła, ale nie mogłabym zgodzić się, aby mój ukochany Pimpuś spał na twardej podłodze!

– A propos łóżka i psa, to zdarzyła się taka historia – Iwan Iwanowicz przerwał nasze rozważania. – Mąż wraca do domu i zastaje w swoim łóżku …Wyobrażasz to sobie!? … żonę z jakimś obcym mężczyzną.

– Co on robi w moim łóżku? – ryczy ze wściekłości.

– Cuda, kochanie, cuda! – odpowiada entuzjastycznie żona.

– A jaki to ma związek z psem? – zapytałem nierozważnie.

– Ten facet to był pies na kobiety – wyjaśnił Iwan Iwanowicz, patrząc mi w oczy, jakby chciał mnie o coś oskarżyć.

-Sam miałem kiedyś podobne ambicje, ale wyperswadował mi je duchowny, z którym czasem rozmawiałem w zakrystii o życiu, psach i kobietach. Niestety posłuchałem go, zamiast się sprzeciwić. Kto mógł się wtedy oprzeć księdzu? Chyba tylko ministranci i biskupi, jeżeli jeszcze istnieją hierarchowie posiadający sumienie.

If you like this short story, read Michael Tequila: Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. Humoreski i opowiadania: https://www.wyczerpane.pl/michael-tequila,n.html?name=Michael+Tequila 

0Shares

Psy i ich właściciele. Humoreska.

Z Iwanem Iwanowiczem, człowiekiem wielu narodowości i zbiornicą talentów, zgadaliśmy się na temat psów.

 – Pies to wyższy gatunek człowieka, przyszłościowy. Taki to naturalnego środowiska ci nie zniszczy torbami plastikowymi, najwyżej nieco zapaskudzi trawnik lub podwórko, za co winniśmy karać ich właścicieli, a nie samego producenta zabrudzeń, nie napluje ci do zupy, jak to się zdarza między dziećmi, nie poszczuje na ciebie trolli, jak to się dzieje w niektórych ministerstwach. Ech, nie ma co mówić – westchnął głęboko i zamilkł. Oczy zaszkliły mu się ze wzruszenia.

Aby go pocieszyć, powiedziałem.

– Od dawna myślę o pisaniu o psach i ich właścicielach na moim blogu.

Rozmówca zareagował pozytywnie.

– Zrób to mój drogi, pies to taki przyjaciel człowieka! Nie to co komornik czy urząd, który wyrwie ci spod głowy ostatnią poduszkę, gdzie trzymałeś pieniądze.

– Waham się jednak, Iwanie Iwanowiczu, czy nie należałoby napisać o innych zwierzętach hodowanych dla przyjemności przez człowieka. Na przykład żółw. Znam osoby, które hodują żółwia w domu i bardzo sobie to chwalą. Taki to nie obudzi cię w nocy głośnym szczekaniem, nie napadnie na gości, których lubisz, nie ściągnie ci kiełbasy ze stołu. Żółw zadowoli się marniutkim listkiem sałaty i naparstkiem wody. W ostateczności można z niego zrobić zupę, podobno jest znakomita.

Mojemu rozmówcy nie podobały się sugestie.

– Równie dobrze mógłbyś pisać o krowie. To w dodatku bardzo użyteczne zwierzę.

Pociągnąłem ten temat.

– Zgadzam się. Krowa leży też w spektrum moich zainteresowań przyrodniczo – pisarskich. Jest łagodna, cicha, daje mleko, nie włazi z brudnymi nogami do domu, jak to się zdarza psom. W dodatku nie ma ona łatwego życia, podobnie jak człowiek. Raz mi się nawet śniła. Zagadała do mnie, kiedy skarżyłem się na ciężkie życie.

C.d.n.

0Shares

Zaproszenie na spotkanie: Kreatywność w starszym wieku

Otwartość intelektualna i emocjonalna, kreatywność, twórczość nie są równo dystrybuowane przez życie. Jedni mają ich więcej, inni mniej. Nie obowiązuje tu reguła w rodzaju 2 x 2 = 4. Sposób widzenia i doznawania świata nie zmienia się proporcjonalnie do upływających lat życia. Dlatego warto wiedzieć coś więcej o kreatywności w starszym wieku, czymś co ułatwia życie, czyni je ciekawszym i wartościowszym.

Zapraszam na spotkanie i dyskusję w czwartek 19 bm. w dzielnicy Gdańsk Piecki-Migowo (Gdańsk-Jasień).

0Shares

Dzisiaj nie muszę siłować się z wyobraźnią

Los był dla mnie, i nie tylko dla mnie, łaskawy. Szczodrze mnie obdarzył bogactwem myśli i serca dwóch wielkich ludzi. Przygotowałem tylko zwięzły opis zdarzenia opatrując go własnym tytułem: „PiS mocarstwem głowy i ręki. Morawiecki i Kaczyński – giganci literatury x 100!”

Reszta w ciekawie ilustrowanym wywiadzie http://wyborcza.pl/7,75410,25187478,moj-dom-moj-prad-moja-twierdza.html#a=190&c=8000…

Tytuł wywiadu: „Kaczyński miał piękne poematy o kotach i prostytutkach, Morawiecki jest bardziej ekonomiczny”. To źródło inspiracji, studnia cytatów, genialna reklama wyborcza PiS do Sejmu i Senatu.

Obszerny cytat z „Wyborczej”:

Morawiecki ma o wiele większą niż Kaczyński i Szydło zdolność intrygowania ludzi spoza żelaznego elektoratu. I Kaczyński świetnie sobie z tego zdaje sprawę. Mnie to jednak przeraża, bo jest w Morawieckim coś laboratoryjnego, syntetycznego, on wygląda jak produkt. Jak wytwór naukowca hochsztaplera. Jest posklejany z kilku polskich charakterów. Łączą się w nim polski karierowicz, biznesmen w typie stereotypowego Janusza, dresiarz, kibol, Hugo Kołłątaj, ksiądz Skarga, Emilia Plater i prymas Wyszyński. Wszystkie te twarze są dość płaskie, żadna nie jest porządnie zamocowana i nie uważam, by się z tego mogło narodzić coś konstruktywnego. Sęk w tym, że ludzie nie widzą tych wielu twarzy jednocześnie. Widzą jedną, tę, którą chcą widzieć.

Morawiecki wygląda jak program komputerowy napisany, by za wszelką cenę zintegrować społeczeństwo. Czuję się z tym nieswojo, bo to niczym scenariusz odcinka „Black Mirror”. Nie widzę tu tak ważnych wymiarów życia publicznego jak głębia idei, odwaga zmian, dążenie do poszerzania praw i wolności. Widzę robota, który powie wszystko i każdemu.

 

0Shares

Supermarket. Delfin a sprawa ludzka.

Stan

Butlonosy to delfiny. Cytuję Microsofta: „Te inteligentne zwierzęta prowadzą między sobą konwersacje różnymi metodami, jak gwizdy, piski, trzaski, uderzanie głową, rozdziawianie szczęk i dmuchanie pęcherzykami. Potrafią wyskoczyć na wysokość do 6,5 m w powietrze, co stanowi dodatkowy środek wzajemnej komunikacji”.

– Kiedy to przeczytałem od razu przyszedł mi do głowy pomysł, aby to wypróbować. Chodzi o lepsze formy porozumienia społecznego. Jeśli one, te butlonosy, porozumiewają się doskonale stosując tak proste metody, to dlaczego my, istoty ludzkie, rzekomo siedzący na najwyższej gałęzi ewolucji, nie moglibyśmy wypróbować ich metod. Pytanie to zadałem koleżankom seniorkom. i kolegom seniorom, kiedy spotkaliśmy się w kręgielni. Chyba zgodzili się ze mną, ponieważ zamyśli się głęboko.

Historię te opowiedział Iwan Iwanowicz, który wróciwszy z długiej podróży przyszedł do supermarketu „1000 i więcej próżności”, aby kupić serka koziego, kilka innych łakoci i buteleczkę okowity. Lubi sobie dogadzać. Jego twarz osnuta była w mroku zaciętości. Stojąc w kolejce do kasy nudziliśmy się, więc zapytałem go o to.

– Czasem mam wrażenie, że jestem psem myśliwskim, taka jest we mnie zaciętość, kiedy myślę o tych na górze. – Wyjaśnił. – Oni sobie robią cyrk ze wszystkiego. Wzywają ważnego ombudsmana i każą mu czytać sprawozdanie roczne o godzinie 23.00, a sami idą spać, delegując trzech własnych przedstawicieli do drzemki w fotelach.

– To upokarzające. Traktują nas jak tresowane małpy albo niedźwiedzie – oświadczył Iwan Iwanowicz, a inne osoby w kolejce go poparły. – Dzisiaj chyba wszyscy tak przyzwyczaili się do upokorzenia, że nie mają już chęci wyjść na ulicę i serdecznie dokopać upokorzycielom.

Dwie godziny później nie byłem już pewien, czy tego nie powiedział ktoś inny, a tylko echo powtórzyło mi to w głowie odbijając się między uszami. Postanowiłem wyłączyć się z przykrych dyskusji.

 

0Shares

Supermarket. Własny kąt, ludzkość i trzecia płeć.

Dzisiaj znowu spotkaliśmy się w supermarkecie. Jest nas już mała grupka. Wygospodarowaliśmy sobie miejsce, skromne, schludne, ale własne, że tak powiem, bo przecież należy do sklepu, między proszkami do prania a warzywami.

– Ładnie pachnie i zdrowo – podsumowała pani Zuza. Jest księgową o wrażliwości estetki, zorientowanej na czystość i zdrowe jedzenie. Wszyscy są za takim postępowaniem, choć nikt nie wypowiada się głośno.

Tematy podejmujemy spontanicznie, nasuwają się same. Postanowiliśmy być twórczy, dyskutować i rozwiązywać problemy ludzkości.

– Przed wszystkim okolicznej – zastrzegł się pan, który w szczegółach dopiero nam się przedstawi. Wygląda jak połączenie kobiety i mężczyzny. Przyznał się tylko, że jest transseksualistą. Powiedział o sobie niewiele. Uznaliśmy to za ciekawe. Obiecał, że powie więcej o tym, jak bolesna jest droga walki o własną tożsamość.

– Rodzisz się z ciałem dziewczynki, ale chcesz być chłopcem. Nie chcesz być kobietą, chcesz być mężczyzną. I od razu masz pod górę, zupełnie jak Syzyf, mordujący się z wielkim głazem.

– Co mamy do zaoferowania światu? – Padło pytanie, kiedy skończył, zaskakując nas, ale nie na długo. Kwestię pomógł rozwiązać szczuplak, gdzieś tu mieszka w pobliżu, bo twarz wydaje mi się znajoma. Jest intelektualistą. Rozpoznaję to po wychudłej, bladej twarzy, ostrym nosie i okularach w złotych ramkach, potwierdzających, że jest nad wyraz rozbudzony umysłowo i myśli za trzech. Skojarzył mi się z tęczą. To zjawisko atmosferyczne ostatnio mnie prześladuje, chyba przenika z ekranu telewizyjnego. Chciałem to powiedzieć, ale ugryzłem się w język; mam dłuższy jeden kieł, co mi czasem dokucza a czasem pomaga.

Na pytanie „Co mamy do zaoferowania światu?” odpowiedział krótko, marszcząc okulary na nosie:

– Think globally, act locally.

Zamurowało nas. Tyle myśli w jednym zdaniu! Nawet nie zdaniu, ale równoważniku zdania!

– W równoważniku zdania nie ma orzeczenia – wyjaśniłem i poczułem się lepiej, że i ja coś wnoszę do dyskusji.

Jego wypowiedź i nasze zamurowanie to dobra oznaka, wiemy już, jak podchodzić do problemów. Widzimy ich wiele, w supermarkecie, w ludziach, na ulicy a nawet okolicznych lasach.

– Chciałoby się przekląć z rozpaczy, albo splunąć, tyle tego jest – myślę.

Wyczerpane.pl:  https://www.wyczerpane.pl/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny.html

Empikhttps://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

0Shares

Z czego się śmiać, nad czym płakać, o czym dyskutować w supermarkecie

W supermarkecie „1000 i więcej próżności” przemówiła do mnie ekspedientka, przefarbowana na rudo blondyna, niegdyś brunetka, jak mi wyznała. Imponowała postawą górnej części ciała. Jak tylko usłyszałem jej wyrazisty głos, uruchomił się dzwonek alarmowy. Temat wybrała sama.

– Z księży – proszę pana, powiedziała mi ściszając głos – wolno się dzisiaj śmiać, ponieważ spowszednieli podobnie jak i inni kawalerowie. Mamy ku temu śmiechowi odpowiednie urządzenia, chętnie panu zademonstruję – oświadczyła, ruszając w kierunku półki w głębi sklepu. Przestraszyłem się. Zatrzymała się, aby mnie uspokoić i wyjaśnić, o co chodzi.

– Zwykły obywatel zrozumiał, że ksiądz nie stoi już między nim a panem Bogiem, a jeśli stoi to może przesłaniać słońce, też twór boży, i przeszkadzać w komunikacji z Najwyższym przez telefon komórkowy, dziś w powszechnym użytku. Dlatego my oferujemy nowatorski smartfon zwany „Komunikatorem Niebiańskim”, zastępujący osoby duchowne w tej komunikacji. Mamy do niego różne aplikacje. Chętnie je pokażę.

Powiedziała to w taki sposób, jakby chciała się rozebrać. Przestraszyłem się nie na żarty, bo rozbieranie się w miejscach publicznych to obraza moralności, możliwość bycia aresztowanym a nawet zhejtowanym przez niesfornych urzędników państwowych. Sytuację uratował czarno ubrany mężczyzna, przystojny, o gładkim obliczu.

– Spoko – powiedział – ja to wszystko objaśnię. W czasach wolności my też zrzuciliśmy okowy uprzedzeń i zacofania. Mamy osobiste słabości oraz prawo do ich posiadania, podobnie jak inni obywatele, ale się do nich nie przyznajemy, też podobnie jak inni obywatele. Lubimy politykę, pieniądze i dziewczynki oraz oglądanie na stadionie lub na plaży elegancko zbudowanych lekkoatletów. Bardziej postępowi i przedsiębiorczy z nas dla ratowania ukochanej parafii przed ubóstwem zwanym z góralska bryndzą, użyczają ambony elokwentnym ludziom, którzy nas bezpłatnie ostrzegają przed obcymi mówiącymi innymi językami tylko po to, aby cię zagadać, wywieść w pole i w mig pozbawić cię portfela oraz godności wiążącej się z jego posiadaniem. Ludzie nieznajomi – proszę państwa – kontynuował niemłody elegant – mogą mieć ubrania w różnych kolorach i odcieniach, czarnym, szarym, żółtym, czerwonym, jednym słowem w dowolnym kolorze tęczy.

Zastanawiałem się, czy nie jest to aby członek jakiejś nowej sekty, kiedy wybuchła dyskusja, do której włączyli się inni klienci supermarketu. Zrobiło się bardzo pozytywnie. Wszyscy wzajemnie siebie słuchali, a jeśli nie zgadzali się ze sobą to oferowali gruszkę, jabłko, lub inny owoc, a nawet butelkę piwa na pojednanie.

Ekspedientce przebarwionej z blondu na rudość zaoferowano nawet listek figowy, ale nie przyjęła, nie wiadomo dlaczego, choć wszyscy byli zgodni, że wyglądałaby w nim uroczo.

W końcu dnia ożywionej debaty zdecydowaliśmy spotykać się regularnie w supermarkecie, określiliśmy go jako supermiły, aby kontynuować dyskusję, która otworzyła nam oczy na świat może nawet kosmos. Jak szeroko je otworzyła, pozostało do ustalenia.

0Shares

Piszę tylko dla tych, co nie mają czasu.

To moje postanowienie. Ponieważ dzisiaj nikt nie ma czasu, będę pisać dla nikogo. Sposób pisania: zwięźle, dosadnie i niegłupio. To mój zamiar. Ponieważ piszę dużymi literami, możesz czytać blog na smartfonie, jadąc tramwajem, autobusem, stojąc w kolejce po sanki dla dziecka lub czekając na dzienną dawkę pieszczot od żony albo kochanki. Wystarczą Ci dwie minuty czasu. Nie na pieszczoty oczywiście, tylko na czytanie.

Piszę prawdę, samą prawdę i tylko prawdę. Kłamię tylko wtedy, kiedy pewien intelektualista w złotych okularach zachęci mnie do tego dobrym przykładem. To zasady, od których nie odstępuję bez uzasadnienia. Jeśli trzeba, uzasadnienie zawsze się znajdzie. 

Język mam bogaty. Dziś rano w łazience, kiedy oceniałem jego stan przed użyciem, zauważyłem na nim pięćset dolarów amerykańskich, w jednym banknocie z wizerunkiem prezydenta Trumpa. Konsultowałem ten fakt ze znajomym księdzem, poważnym, brodatym, ze wzrokiem wbitym w niebo, nie w dół na sprawy cielesne. Potwierdził mi jak na spowiedzi, że są takie banknoty. Są bardzo rzadkie i mają wartość kolekcjonerską.

– Prezydenta Trumpa każdy ci wymieni na butelkę dobrego koniaku lub trzy butelki wina mszalnego. Taki banknot to rarytas. – Ksiądz zachwycił się, zaczął cmokać i cytować fragmenty Biblii o uprawie winorośli. Wyszedłem, aby nie zostać świętym.

Jego wypowiedź poruszyła mnie tym bardziej, że słyszałem, że prezydent Trump jest bliskim krewnym prezesa Kaczyńskiego; obydwaj używają tych samych słów, tak samo myślą, a nawet mają te same sny o potędze i rodzinie. Z tym, że prezydent jest żonaty, a prezes pozostaje w stanie starokawalerskim, co mu się chwali, bo niejeden mężczyzna też chciałby być w takim stanie, mimo że jest żonaty.

Zszedłem na niebezpieczne tory. Mogę nie zauważyć, kiedy nadjedzie pociąg i uwiezie mnie w nieznane, gdzie nie będą grać Błękitnej Rapsodii ani opery Porgy nad Bess Gershwina, mimo że będzie to już amerykański raj.

Zakończę apelem: Pobieraj tutaj codzienną dawkę rozrywki, a nastroi cię to optymistycznie, nie będziesz myśleć o braku czasu ani szefie, który grzebie ci w sumieniu lub komputerze.

To moja najnowsza powieść Cztery portrety cudze i jeden własnyhttps://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

A to jej pierwsza bardzo pozytywna recenzja: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4898774/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny/opinia/53663296#opinia53663296 

0Shares

Rasizm wczesnojesienny. Opowiadanie krótkie i bezwstydnie dosadne.

Poszedłem na spacer. Wszędzie widziałem rasizm. Postanowiłem go zilustrować i opisać w 150 słowach. Najpierw zdjęcia.

To efekt golenia trzech psów lub jednego ale w trzech odsłonach. Nienawidzę psów. To inna rasa człowieka. Szczekają, nie mówią.

To maszyny na budowie Nowej Bulońskiej w Gdańsku. Wyglądają niewinnie. Wyprodukowano je w Skandynawii, nie u nas. Nienawidzę Skandynawów. To obcy, mieszkają na północy i mówią innym językiem.

To obrazki z Afryki. Popatrzcie na ich skórę, włosy i wyraz twarzy. Oni widzą nas kolorowo. Dla nich jesteśmy białasami. Pisał o tym Faulkner. Nienawidzę białych, czarnych i Faulknera. Afrykanie i Amerykanie nie są nasi. Są odmieńcami. Mówią dziwnym językiem, bulgoczą.

– Nigdy nie wpuścimy ich do siebie. Tak powiedział siwy Indianin, wódz plemienia Toffu. Wielu go słucha. Ja go nie słucham, choć to nasz własny ksenofob.

– Rasizm to nienawiść odmienności. Wystarczy być ograniczonym, aby nienawidzić odmienność. Do diabła, mam nadzieję, że wyraziłem się jasno!

0Shares

Pisarz, wydawca oraz poezja jako wypełniacz na blogu

Drodzy Czytelnicy,

Ostatnie dni były wyczerpujące. Mam wiele obowiązków, oprócz rodzinnych także te związane z dystrybucją, promocją i reklamą  najnowszej powieści „Cztery portrety cudze i jeden własny” i jej udostępnieniu w księgarniach. Poświęciłem się temu. Jestem pod presją czasu, ponieważ efekt nowości nie trwa długo. Dlatego też będę teraz częściej publikować na blogu fragmenty mojej dotychczasowej twórczości, poezji, powieści i opowiadań, raczej niż tworzyć nowe treści.

Myślę o poezji. Wierszy w zbiorze „Klęczy cisza niezmącona” jest w sumie około czterdziestu siedmiu. Wiem, że moje poezje podobają się. Części czytelników czy raczej czytelniczek tak przypadły do gustu (co najmniej dwie panie), że znają niektóre wiersze na pamięć. To mi imponuje, ponieważ sam nie umiałbym wyrecytować nawet jednego.

Jestem zarówno autorem jak i wydawcą. Wydaję we własnym zakresie i na własny rachunek. Wydanie powieści „Cztery portrety cudze i jeden własny” kosztuje mnie, proszę sobie wyobrazić, 4 x mniej niż oficjalne wydanie przez firmę wydawniczą (sic!), ale muszę też podjąć ogrom wysiłków dystrybucji, promocji i reklamy książki. Gdyby nie wydanie własne, nie wydałbym tej książki. 

Przykładowo, niektóre obowiązki wydawcy: uzyskanie numeru ISBN (rejestracja i opis książki w systemie ISBN), wybór drukarni, dostarczenie  tekstu do przygotowania książki, dwie korekty tekstu, edycja i skład tekstu, ustalenie formatu książki, czcionki i wybór papieru, jego rodzaju, koloru i gramatury, zaprojektowanie i  przygotowanie okładki, zlecenie druku, zawarcie umowy dystrybucyjnej, opłacenie okładki, druku, składu i co tam jeszcze jest do opłacenia, załatwianie recenzji (wystąpiłem o nią do ponad dwudziestu recenzentów, dotychczas odpowiedziało tylko siedmiu, wysłanie książek do recenzji, ustalenie spotkań autorskich, przygotowanie spotkań (korzystam z własnego notebooka i rzutnika), publikacje fragmentów książki na blogu, na Facebooku i krótkich komunikatów na Twitterze, prośby kierowane do najbliżej rodziny przyjaciół i dobrych znajomych, aby publikowali na swoich stronach na Facebooku informacji o książce, zachęcali do kupna i sami zechcieli kupić egzemplarz książki. To praktycznie nie kończący się proces. Chcę zorganizować jeszcze konkurs z nagrodami na temat najnowszej powieści.

Kiedyś uważano, że dobry produkt sprzedaje się sam, dziś jest to jawna nieprawda. Czytelnicy mają ogromny wybór, ponadto jako społeczeństwo mało czytamy, rzadko kupujemy książki. W Polsce czyta książki 37 procent osób dorosłych, w Czechach ponad 80 %. Kiedy to piszę, chciałbym być Czechem, zbratałbym się literacko z dzielnym wojakiem Szwejkiem, piłbym piwo pilzneńskie i jadłbym knedle.  

Kupno książki w księgarni. Nie jest to już sytuacja, że pójdziesz do księgarni i znajdziesz każdą książkę na półce. Księgarnia ma u siebie powiedzmy 5.000 egzemplarzy różnych książek, w sumie w sprzedaży może mieć 25.000 tytułów. Dziś większość książek zamawia się w księgarni (na miejscu) lub przez Internet, aby otrzymać je kilka dni później w księgarni lub do domu kurierem, pocztą lub przez paczkomat.

„Klęczy cisza niezmącona” jak i pozostałe moje książki są wciąż w atrakcyjnych promocyjnych cenach. Wkrótce zostaną one podwyższone. Mój nowy dystrybutor uznał, i przychyliłem się do ich sugestii, że ceny moich książek – porównując z innymi książkami – mogą i powinny być wyższe. Zbyt niska cena może sugerować, że produkt jest niskiej wartości. Aż mnie ciarki przeszły po grzbiecie!

Podaję linki do księgarni:

Klęczy cisza, Sędzia i Niezwykła decyzja: https://tinyurl.com/y2r45ew5

Cztery portrety cudze i jeden własny:

Księgarnia Wyczerpane.pl:  https://www.wyczerpane.pl/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny.html

Empik: https://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

 

0Shares

Krótka dyskusja o naturze dyktatora

W Małym Pałacu Dożów odbyła się dyskusja o naturze dyktatora. Przybyło sześćset dwudziestu pięciu dziennikarzy. Niektórych nie wpuszczono.

– Państwo nie jesteście z właściwej opcji. Nie popieracie dyktatury – informował stojący przy drzwiach chudy cerber w złotych okularach, rodzaj budzącego się satrapy.

Dyskusja była rozsądnie burzliwa, głosy jak zwykle były podzielone na części. Rozważano dwa przypadki: Polifema i dyktatora niejawnego.

– Na przykład Polifem, istota potężna, panująca nad wszystkimi owcami w jaskini. To, że ma jedno oko, nie przeszkadza. Rządzi bez zahamowań, nie liczy się z nikim. – wyjaśnił Mitolog, ekspert od dyktatury jednostronnej.

Drugi casus dotyczył dyktatora niejawnego. Omówiono taki przypadek na przykładzie Namiestnika. Niewielu wiedziało, że dyktator niejawny może być człowiekiem siwym, wyglądać nobliwie i być bardzo pobożnym, a równocześnie być kimś osobliwym aż do granic śmieszności.

– Przypadek, jaki rozważamy, dotyczy człowieka o tak silnych rękach, że jest on w stanie łamać podkowy wielkiej polityki, gubi się jednakże w rozplątywaniu sznurówek do butów, przewodu smartfonu czy kłębka sznurka w kolorze tęczy. Gubi się, bo chciałby aby tęcza była szara, jak wszystko – wyjaśnił prelegent.

Przypadek Namiestnika uznano za osobliwy, niedorzeczny, nie pasujący do współczesności, kiedy trzeba rozwiązywać problemy zdrowia psychicznego i fizycznego społeczeństwa, sposobić się do nowych technologii i myśleć o poważnej współpracy międzynarodowej, a nie modlić się o rozum dla narodu.

Na tym dyskusję zakończono.

0Shares

Ministerstwo Sprawiedliwości. Winni i niewinni.

Niewinni.

Przedrukowuję fragmenty artykułu z Wyborczej. 

Skutki afery u Ziobry – jak zwykło się określać skandal ze zbieraniem haków i oczernianiem prawników nieprzychylnych obecnej władzy – muszą być dotkliwe, skoro w poniedziałek do południa PiS wytoczył aż dwa działa.

Najpierw przeciekami do „Rzeczpospolitej” i „Dziennika Gazety Prawnej” ujawniono, jak rząd będzie opracowywał projekt budżetu na przyszły rok. Ma być on cacuszkiem, którym premier będzie mógł się chwalić w kampanii wyborczej. Przede wszystkim ma być bez deficytu – to co, że tylko w wąskim wymiarze budżetu centralnego. Po drugie – trudne sprawy będą ujawniane dopiero po wyborach. Suweren ma nie słyszeć o takich sprawach jak wyższe podatki i składki.  

Drugim działem była zwołana na południe konferencja sejmowej komisji ds. VAT, na której jej szef Marcin Horała wymierzył w „wiadomo, że wszystkiego winnych łajdaków z PO”. Ogłosił bowiem, że Donald Tusk, Ewa Kopacz, Jacek Rostowski i Mateusz Szczurek powinni stanąć przed Trybunałem Stanu. 

Jak bardzo zarzuty Horały et consortes są dęte? O tym pisze Piotr Miączyński

Tymczasem afery u Ziobry nie da się ani przykryć, ani zamieść pod dywan. Nie dość, że dziennikarze ujawniają coraz to nowe mechanizmy działania Kasty, to spod powierzchni zaczyna też wychodzić Emi. Do tej pory komunikowała się tylko przez pełnomocników. W dwóch wywiadach zaczęła się dzielić szczegółami swojej pracy. Utrzymuje, że robiła to „dla dobra Polski”, a pieniędzy z tego było tyle, co kot napłakał, ale nigdy nie było dla niej tajemnicą, dla kogo pracuje.

W internetowych wiadomościach pojawia się „szef”, który ma się ucieszyć z dokonań Emi. Ta twierdzi, że musiał nim być Zbigniew Ziobro. A to by oznaczało, że minister i prokurator generalny wiedział o procederze przynajmniej od półtora roku. Ziobro nadal w tej sprawie milczy, podobnie jak Kaczyński, Morawiecki czy nowy minister spraw wewnętrznych.

0Shares

Noc z czwartku na sobotę. Spektakl teatralny „Paranoja”.  

Noc była długa, ciągnęła się od czwartku do soboty. Ziemię Obiecaną nawiedziły niedobre sny. Przedstawił je teatr szekspirowski, pomieszany, ten od tajemnic, mroków, nieudanych misji kosmicznych, hejtów z ogonem hydry oraz psa Baskerville’ów z pyskiem zionącym siarką i fosforem. Słowem teatr niesamowitości, przypominający normalne zdrowe dziecię polityczne z rączkami wyciągniętymi po władzę.

Odsłona pierwsza

Do gabinetu Ministra Sprawiedliwości wchodzi bez pukania Prokurator Generalny i mówi:

– Przepraszam pana, że wchodzę sobie swobodnie jak roztańczona baletnica, pukałem, o tak, puk, puk, ale pan nie odpowiadał, sam nie wiem dlaczego. Ładnie tu u pana, obszernie, kwiatki w doniczkach, gratuluję, też chciałbym tak mieć. Mam nakaz przeprowadzenia rewizji. Podobno jest u pana fabryczka hejtów. Jeśli jest legalna, to wszystko jest w porządku, ale jeśli nielegalna, to będzie draka.

– Jest legalna, mam na to pozwolenie z góry.

– Czy to znaczy, że od pana Boga? No, niech pan nie żartuje!

– Nie żartuję, proszę pana. Z góry nie znaczy, że od tego pana Boga, którego pan ma na myśli. U góry jest ktoś ważniejszy, ale nie mogę panu powiedzieć, bo mam przykazane – właśnie z tej właściwej góry – aby nie ujawniać żadnych informacji bez konsultacji. My wszystko konsultujemy nawet pokarm dla kota i kanarka, żarcie dla psa i kropkę nad „i”. Krótko mówiąc, muszę trzymać mordę na kłódkę.

– A jeśli tak, to przepraszam, ja też mam kogoś nad sobą, i rozumiem, co to znaczy.

Przybysz salutuje i wychodzi.

Odsłona druga

Przewodnikiem po teatrze jest tajemnicza dziewczyna o oczach czarnych jak węgiel. Wyjaśnia, że w teatrze odsłona druga to w istocie odsłona pierwsza, tylko widziana od tyłu. – Tył może być piękny jak marzenie – rozczula się.

Do gabinetu Ministra Sprawiedliwości wchodzi Prokurator Generalny i mówi:

– Mam sprawdzić, czy te hejty, których ślady prowadzą do pańskiego gabinetu są oryginalne czy też chińskie podróbki. Pies gończy doprowadził nas tutaj i twierdzi, cytuję:

„Nie ma mowy, abym się mylił, mam węch jak sto diabli i nie odstąpię, dopóki z nim nie porozmawiamy. Chyba żeby mi nogi przydeptał a na mordę nałożył kaganiec”.

Wracając do podróbek, jeśli są to chińskie podróbki, to chcemy sprawdzić, czy są odpowiedniej jakości. Bo wie pan, my nie dopuszczamy na rynek byle czego, zwłaszcza zaś – za przeproszeniem – owego ówna, którego tyle jest na świecie.

– Powinienem obrazić się na Pana za zwątpienie w jakość naszej produkcji, ale tego nie zrobię, bo lubię pana, przypomina mi pan Misia Koalę, on jest taki kochany, ma pan ładny granatowy garniturek z jedwabiu, leży na panu jak marzenie. W ogóle wygląda pan bardzo smukle i ta teczuszka pod paszką też mi się podoba, dlatego powiem panu, że nasze wyroby mają najwyższy znak jakości, każdy je lubi z nielicznymi wyjątkami. A my takich ludzi, co nie lubią dobrej jakości, też nie lubimy. Pozwoli pan, że splunę z obrzydzenia.

Przybysz odpowiada:

– Jeśli tak, to przepraszam, żegnam, pozdrawiam i życzę powodzenia.

Po chwili zatrzymuje się i mówi:

– Przepraszam jeszcze raz, o tutaj, na krawędzi pańskiego biureczka, zachwycający mahoń, cymes, że palce lizać, leży malutki hejcik, chyba do wysłania, bo ze znaczkiem pocztowym. Prześliczny! Tak panu zazdroszczę tego gabinetu.

Odsłona trzecia

Do gabinetu Ministra Sprawiedliwości wchodzi bez pukania Prokurator Generalny i mówi:

– Przepraszam pana, drzwi były otwarte, więc wszedłem. Pukałem, ale pan nie odpowiadał. Nie był to miły gest z pańskiej strony. Nie jest też tutaj tak ładnie jak myślałem. Nie mam nakazu przeprowadzenia rewizji w sprawie hejtów, bo były to bezpodstawne podejrzenia. Że też ktoś mógł coś takiego zgłosić! Dla mnie same podejrzewanie jest podejrzane. Mam za to dla pana propozycję emerytalną, niezgorszy pakiecik. Negocjujmy. Przyniosłem ze sobą koniaczek, jeśli ma pan coś do zagryzienia, to możemy zaczynać.

– Będę zagryzać palce.

– Swoje czy moje? Wolałbym, aby pańskie. Są takie ładne, że aż palce lizać, wysmukłe, czyściutkie. No to jak z tą emeryturą?

Spada kurtyna, robi hałas i podnosi kurz. Widzowie to zauważają ale nie wstają z miejsc lecz czekają na ciąg dalszy. Wchodzi sprzątaczka i mówi:

– Nie martwcie się widzowie, spoko, nie jest źle. Jestem z firmy Quick Hate Cleaning. Otrzymałam własnie zlecenie. Potrafimy wszystko sprzątnąć. Najlepiej pod dywan, bo wtedy jest najmniej kurzu. Używamy dywany najlepszej jakości, perskie. Pozwólcie państwo, że odwrócę się do was tyłem i wypnę, bo muszę się schylić. Dywan leży tak nisko. Że też człowiek nie wynalazł jeszcze wysokich dywanów!

0Shares

Maszynka do mielenia ludzi. Wywiad ze Zbigniewem Ćwiąkalskim.

Oto link do oryginalnego artykułu: http://wyborcza.pl/7,75968,25110901,maszynka-do-mielenia-ludzi-czyli-sady-dobrej-zmiany-wywiad.html?token=A2hthdM7AyCLZCziOHre725M92uBJOv7WqFOcOkES4A

Afera Piebiaka? To nie mieści się w żadnych kategoriach. Brakuje skali, aby to ocenić – mówi Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości.

Jak pan odbiera to, co się dzieje obecnie w resorcie Zbigniewa Ziobry? Z doniesień medialnych wynika, że wiceminister i ważny sędzia delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości inspirowali internetową hejterkę do akcji zniesławiających sędziów.

– Brakuje mi słów. Powiem wprost: to jakieś dno dna. Nie mogę sobie wyobrazić, że tego rodzaju działalność miała miejsce w Ministerstwie Sprawiedliwości, czyli w resorcie, który odpowiada za to, aby w Polsce było przestrzegane prawo. Tymczasem wychodzi na jaw, że ludzie stanowiący filary tego resortu uczestniczyli w procederze, który – w mojej ocenie – ma cechy przestępcze. PS. 

Widzi pan podstawy do tego, aby sędzia, b. wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak odpowiadał nie tylko dyscyplinarnie, ale także karnie za organizowanie systemowego hejtu wobec niezależnych sędziów?

– Przede wszystkim uważam, że tacy ludzie nie powinni być sędziami. Odpowiedzialność dyscyplinarna i pozbawienie prawa do wykonywania zawodu sędziego nie załatwia jednak problemu. Mamy tu bowiem do czynienia z podejrzeniem podżegania do stalkingu, przekroczeniem uprawnień oraz ujawnieniem danych osobowych bez zgody zainteresowanych. W obecnej sytuacji nie liczę jednak na to, że prokuratura całkowicie zależna od polityków cokolwiek w tej sprawie zrobi. Dlatego gdy patrzę na to, co się teraz dzieje, jestem dumny z tego, że doprowadziłem do rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w 2010 r. Powrót do unii personalnej w 2016 r. spowodował, że prokurator generalny jest sędzią we własnej sprawie dotyczącej go jako ministra sprawiedliwości. Nie ma więc żadnej szansy na rzetelne zbadanie tej sprawy.

Zbigniew Ziobro kurczowo trzyma się stołka i nie podaje się do dymisji, o czym to świadczy?

– Że najważniejsze jest utrzymanie się przy władzy. Standardy nie mają znaczenia.

P.S. Serdecznie gratuluję tym wszystkim którzy popierali i nie daj Boże nadal popierają PiS i partie stowarzyszone! Rzygać mi się chce! Piszę to z całą szczerością. Po po nocach spać nie mogę. 

Porównania, że to „metody stalinowskie, ubeckie, nie są przesadzone”. Komentarze nt. sprawy wiceministra Łukasza Piebiaka. To jest link do audycji TOK FM: http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103087,25102477,porownania-o-ubeckich-metodach-nie-sa-przesadzone-komentarze.html

0Shares

Zdrowa Paranoja i My, Ciężkomyślący.

Drodzy Czytelnicy!

Dziś, w Dniu Odnowionej Nadziei, w obliczu zbliżających się Wyborów do Sejmu i Senatu, konsolidacji sił po lewej i po prawej stronie, podjąłem ważną decyzję. Przemyślałem wszystko. Zmieniam karierę, aby zmieniać świat na lepsze. Dobra zmiana to dobra zmiana. Powtarzam te święte słowa, aby raz na zawsze zapamiętać, o co chodzi, ponieważ jesienna pamięć łatwo rozmaka na deszczu. Nie będę już pisać rzeczy lekkich; wiem, że ich czytanie jest czynnością wyczerpującą, podobnie jak myślenie. Głowa od tego puchnie. Ponadto nie ma czasu na czytanie.

Skoncentruję się na popieraniu sił postępu. Zachęcili mnie do tego ich czołowi działacze: marszałek Kuchciński oraz wiceminister sprawiedliwości Piebiak, którzy w pełni sił umysłowych podali się do dymisji, aby sprawić Suwerenowi radość, czyli także mnie, ponieważ jestem jego częścią. Niedużą, ale zgrabną i udaną, jak mniemam.

Marszałek Kuchciński powiedział mi w zaufaniu:

– Chłopie! Popierasz nas, to radość ci się należy. Teraz jak polecę bezpłatnie samolotem rządowym na Światową Konferencję Powszechnej Uczciwości, nikt nie będzie mieć już do mnie pretensji. Nie będziesz musiał świecić za mnie oczami. Mam już własną latarkę.

Wiceminister Piebiak, niezwykle pracowity i skuteczny organizator pracy sądownictwa, wyznał mi SMS-em: Odchodzę ze spółki „Raj”. Koniec z rządowymi trollami. Tworzę własny zespół. Mam zlecenia. Zbieram fachowców. Podobno coś pisałeś i masz pomysły? Może chciałbyś przyłączyć się do zespołu?

Odpowiedziałem bez namysłu, bo co tu myśleć w tak niezwykłej chwili:

– Dzięki za propo. Zapisuję się z przyjemnością. Żądam podwyżki oraz gwarancji, że mnie nie aresztujecie.

Odpisał:

– Obiecuję. Zrobione. Zadzwonię. Naostrz zęby, trzeba będzie dogryźć. Podam komu. Dobra zmiana może być tylko lepsza!

Też chcę być taki jak oni, ludzie z wyobraźnią, piękni i silni, wobec czego rezygnuję z kariery pisarskiej, poezji, biurka, Gabriela Garcii Marqueza oraz Ody do młodości i starości, i poświęcam się promocji uczciwości i ciężkiego myślenia. Ludzie ciężko pracują, ci popierający rząd także ciężko myślą. To trzeba docenić. Będę promować ciężkie myślenie. To moja misja. Aby sprostać szlachetnemu wyzwaniu, zakładam dwa towarzystwa wsparcia władzy i jej ludu: „Zdrowa Paranoja” oraz „My, Ciężkomyślący”. Czynię to po to, aby naród nie musiał już czytać Gazety Wyborczej i torturować się intelektualnie.

Jeśli będziesz stać w ulicznym korku, jechać tramwajem, autobusem lub pociągiem, zajrzyj do mnie! Komunikaty będą krótkie i błyskotliwe jak myśl przewodnia Ukochanego Brata Jarosława. Oby Bóg miał go w opiece zdrowotnej!

Nie jesteśmy sami. Kto i co pisze o Polsce? 

Politicohttps://tinyurl.com/y3p3xc4a
Financial Timeshttps://www.ft.com/content/a670c8c2-c32c-11e9-a8e9-296ca66511c9
Washington Posthttps://tinyurl.com/y2nola4h 

0Shares

Wiceminister sprawiedliwości Piebiak podaje się do dymisji i żartuje.

– Składam na ręce ministra rezygnację z funkcji podsekretarza stanu – miał oświadczyć Łukasz Piebiak. Wolę pracować w Biedronce przy warzywach. Zawsze lubiłem ogrodnictwo. Ponadto oni tam lepiej płacą i nie zatrudniają trolli. – Żartował. – Będę z determinacją bronić swojego dobrego imienia, na które zapracowałem przez całe życie; wnoszę do sądu pozew przeciwko redakcji Onet, która rozpowszechnia pomówienia na mój temat oparte na relacjach niewiarygodnej osoby – powiedział cytowany przez PAP. Uśmiechał się przy tym. Podobno w stylu gorzko-kwaśnym.

Wczoraj portal Onet ujawnił, że wiceminister sprawiedliwości stoi za hejtem na sędziów, którzy sprzeciwiali się zmianom w sądownictwie. Koordynował akcję, która miała skompromitować szefa Iustitii Krystiana Markiewicza. W swoim oświadczeniu Piebiak zapowiedział podjęcie kroków prawnych wobec redakcji portalu.

– Podejmę kroki. Najpierw pójdę w prawo, potem w lewo, tam spotkam się z przyjaciółmi z Internetu, po czym pójdę na wprost. Może nawet nigdzie nie pójdę, bo drogi u nas są marnej jakości. Mówią, że ta do piekła jest nawet wybrukowana. – Wiceminister był w dobrym humorze, nieprzerwanie żartował. Dobre kawały to ja mogę robić i opowiadać nieprzerwanie. Dlatego, ci którzy mnie znają, bardzo mnie lubią. 

– Czy za panem stał minister Ziobro?

– Nie! Nie stał, lecz siedział. – Odpowiedział.

Minister Ziobro zapytany, dlaczego siedział a nie stał za podwładnym, odpowiedział:

– Lubię siedzieć.

Ludzie wierzący przyjęli to jako proroctwo, niewierzący jako reklamę foteli szczególnie lubianych w ministerstwie. Jest to model skandynawski Trolle, produkowany z wielkim powodzeniem w Polsce.

0Shares

Kampania wyborcza trwa. Dwa zdarzenia. Myśl, co chcesz! Rób, co powinieneś!

Greek vase at Getty Villa. Drunken man singing and urinating. 

Scenka rodzajowa:

– Biba! – Mówi do mnie. – Co ty rżniesz przygłupa? Robisz ludziom wodę w mózgu. – Namiestnik przedstawił rozmowę z dawnym przyjacielem, starając się zachować spokój.

– Panie Namiestniku! Dlaczego on do pana mówi Biba?

– Ach, to jeszcze z dzieciństwa. Byłem trochę grubszy niż inne dzieci i tak mnie nazwano. On nie ma dla mnie żadnego szacunku. Sam nie wiem dlaczego. Przecież jestem porządnym facetem.

*****

Gazeta Wyborcza: Polscy artyści w końcu zareagowali na obywatelskie wezwanie do wsparcia wykluczanych i stygmatyzowanych przez PiS. W trwającym niecałe dwie minuty klipie wymieniają grupy społeczne, które w ostatnim czasie były w Polsce prześladowane: osoby niepełnosprawne, kobiety, uchodźców, Ukraińców, Żydów, gejów, lesbijki, osoby transseksualne, sędziów i nauczycieli. W akcji wzięli udział m.in.: Andrzej Seweryn, Maria Dębska i Magdalena Boczarska.

– Jeśli nie protestuję, kto zaprotestuje, kiedy mnie zaatakują? Bądźmy z tymi, których prześladują. Bądźmy solidarni – apelują artyści, którzy wzięli udział w kampanii społecznej Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii Otwarta Rzeczpospolita.

Link do informacji: https://tinyurl.com/y6cts464

Gazeta Wyborcza Olsztyn: Konflikt o drogę ekspresową S16 przez Mazury musiał wybuchnąć, bo urzędnicy zmarnowali dekadę, jaka minęła od poprzedniej dyskusji na temat budowy drogi przez środek Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Przez ten czas nikt nie zastanowił się, czy budowa szerokiej, czteropasmowej drogi przez środek Mazur to jedyne i najlepsze rozwiązanie. Obecnie drogowcy znaleźli w PiS-ie politycznych klakierów, którzy zapowiedzieli, że droga – bez względu na protesty – i tak powstanie. Ostrzeżeniami przed drugą Rospudą się nie przejmują. Na Mazurach mamy więc kolejny dowód, że z Biblii politycy prawicy zapamiętali tylko wezwanie do czynienia ziemi poddaną, a potrzeby dbania o nią tam nie wyczytali.

Francisco Goya: La casa de los locos (Dom wariatów).

0Shares

Zwięzły i oszczędny przegląd wydarzeń politycznych.

Przedstawiam przegląd wydarzeń z ostatniego tygodnia (opracowany na podstawie informacji Gazety Wyborczej”). Dają one obraz postępowania obecnie rządzących władz oraz sytuacji politycznej w kraju. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, sprawdź w innych źródłach, co jest a co nie jest prawdą. Trwa kampania wyborcza do Sejmu i warto wiedzieć na kogo głosować, a na kogo nie głosować. Jako człowiek pobożny dodam „Boże, miej nas w swej opiece!”

  • PiS konsekwentnie odmawia ujawnienia, kto poparł członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa, która pomaga ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze w „porządkowaniu” wymiaru sprawiedliwości. Ignoruje także prawomocny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Najpierw jego wykonanie zablokował – łamiąc prawo zdaniem specjalistów – szef Urzędu Ochrony Danych Osobowych, były radny PiS.
  • Grupa posłów PiS poszła jeszcze dalej. Chce, aby Trybunał Konstytucyjny „skasował” wyroki nakazujące ujawnienie list poparcia. Te działania sugerują niedwuznacznie, że członkowie nowej KRS nie mieli wystarczającej liczby podpisów albo podpisywali sobie listy nawzajem.
  • Marszałek Sejmu Marek Kuchciński złożył dymisję po ujawnieniu „rodzinnych lotów” do domu rządowym gulfstreamem. I choć instrukcja organizacji lotów HEAD najważniejszych osób w państwie jest jasna i zabrania zabierania członków rodziny czy postronnych gości, to i Kuchciński i Jarosław Kaczyński zapewniają, że ani prawo, ani dobre obyczaje nie zostały złamane.
  • Honorowy patronat prezydenta, udział szefów IPON i Urzędu ds. Kombatantów oraz wicemarszałka Sejmu, wielogodzinna relacja rządowej TVP z uroczystości w Warszawie – tak obóz władzy świętował 75-lecie powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ, jedynej polskiej formacji zbrojnej kolaborującej z Niemcami w trakcie II wojny światowej.
  • Szwedzki minister sprawiedliwości zarzuca kłamstwo europosłance PiS Beacie Mazurek, która twierdziła, że Szwedzi masowo uciekają do Polski przed powstającymi w ich kraju „strefami szariatu”. – Pani poseł powinna raczej zapytać, dlaczego tak wielu Polaków ucieka z Polski – zwrócił się do Beaty Mazurek Morgan Johansson.
  • Europoseł PiS Ryszard Czarnecki musi przeprosić europosłankę PO Różę Thun za porównanie jej do „szmalcowników” – zdecydował warszawski sąd.
  • Około 150 osób zaatakowało słownie (policja nie dopuściła tym razem do fizycznej konfrontacji) uczestników pierwszego Marszu Równości w Płocku. Wśród atakujących była grupka nastolatków krzyczących wulgarne hasła i wykonująca obsceniczne gesty.
  • Około 3 tys. osób przyszło w Krakowie na wiec poparcia dla abp. Marka Jędraszewskiego, który 1 sierpnia w Bazylice Mariackiej mówił o nowym totalitaryzmie – „tęczowej zarazie”. Pod krakowską kurią jednym z głównych haseł było „Stop homoherezji”. Wśród uczestników wiecu poparcia byli politycy PiS, m. in. wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.
  • Lekarze rezydenci wznawiają protest. „Rząd nas oszukał”. – Celujemy w okres wyborczy, żeby wymusić na rządzących lepszą realizację porozumienia z lutego 2018 r. – mówi Jan Czarnecki, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.
  • Biznesmen Gerald Birgfellner został przesłuchany w Austrii w ramach pomocy prawnej dla strony polskiej. To było siódme przesłuchanie Birgfellnera, który w styczniu br. doniósł do prokuratury, że prezes PiS Jarosław Kaczyński zatrudnił go do zbudowania drapacza chmur na działce należącej do spółki Srebrna, ale mu nie zapłacił. Polska prokuratura nie wszczęła dotąd śledztwa, bez tego nie można przesłuchać nikogo poza Birgfellnerem. Ignoruje także nagrania rozmów z Kaczyńskim, które Austriak przekazał władzom śledczym.
  • Dziwna śmierć Kosteckiego w więzieniu. Kluczowy świadek w sprawie obyczajowej afery na Podkarpaciu, w którą ma być zamieszany były marszałek Sejmu Marek Kuchciński, miał tajemnicze ślady na szyi.

0Shares