Zaproszenie na spotkanie: Kreatywność w starszym wieku

Otwartość intelektualna i emocjonalna, kreatywność, twórczość nie są równo dystrybuowane przez życie. Jedni mają ich więcej, inni mniej. Nie obowiązuje tu reguła w rodzaju 2 x 2 = 4. Sposób widzenia i doznawania świata nie zmienia się proporcjonalnie do upływających lat życia. Dlatego warto wiedzieć coś więcej o kreatywności w starszym wieku, czymś co ułatwia życie, czyni je ciekawszym i wartościowszym.

Zapraszam na spotkanie i dyskusję w czwartek 19 bm. w dzielnicy Gdańsk Piecki-Migowo (Gdańsk-Jasień).

0Shares

Dzisiaj nie muszę siłować się z wyobraźnią

Los był dla mnie, i nie tylko dla mnie, łaskawy. Szczodrze mnie obdarzył bogactwem myśli i serca dwóch wielkich ludzi. Przygotowałem tylko zwięzły opis zdarzenia opatrując go własnym tytułem: „PiS mocarstwem głowy i ręki. Morawiecki i Kaczyński – giganci literatury x 100!”

Reszta w ciekawie ilustrowanym wywiadzie http://wyborcza.pl/7,75410,25187478,moj-dom-moj-prad-moja-twierdza.html#a=190&c=8000…

Tytuł wywiadu: „Kaczyński miał piękne poematy o kotach i prostytutkach, Morawiecki jest bardziej ekonomiczny”. To źródło inspiracji, studnia cytatów, genialna reklama wyborcza PiS do Sejmu i Senatu.

Obszerny cytat z „Wyborczej”:

Morawiecki ma o wiele większą niż Kaczyński i Szydło zdolność intrygowania ludzi spoza żelaznego elektoratu. I Kaczyński świetnie sobie z tego zdaje sprawę. Mnie to jednak przeraża, bo jest w Morawieckim coś laboratoryjnego, syntetycznego, on wygląda jak produkt. Jak wytwór naukowca hochsztaplera. Jest posklejany z kilku polskich charakterów. Łączą się w nim polski karierowicz, biznesmen w typie stereotypowego Janusza, dresiarz, kibol, Hugo Kołłątaj, ksiądz Skarga, Emilia Plater i prymas Wyszyński. Wszystkie te twarze są dość płaskie, żadna nie jest porządnie zamocowana i nie uważam, by się z tego mogło narodzić coś konstruktywnego. Sęk w tym, że ludzie nie widzą tych wielu twarzy jednocześnie. Widzą jedną, tę, którą chcą widzieć.

Morawiecki wygląda jak program komputerowy napisany, by za wszelką cenę zintegrować społeczeństwo. Czuję się z tym nieswojo, bo to niczym scenariusz odcinka „Black Mirror”. Nie widzę tu tak ważnych wymiarów życia publicznego jak głębia idei, odwaga zmian, dążenie do poszerzania praw i wolności. Widzę robota, który powie wszystko i każdemu.

 

0Shares

Supermarket. Delfin a sprawa ludzka.

Informacja o stanie

Butlonosy to delfiny. Cytuję Microsofta: „Te inteligentne zwierzęta prowadzą między sobą konwersacje różnymi metodami, jak gwizdy, piski, trzaski, uderzanie głową, rozdziawianie szczęk i dmuchanie pęcherzykami. Potrafią wyskoczyć na wysokość do 6,5 m w powietrze, co stanowi dodatkowy środek wzajemnej komunikacji”.

– Kiedy to przeczytałem od razu przyszedł mi do głowy pomysł, aby to wypróbować. Chodzi o lepsze formy porozumienia społecznego. Jeśli one, te butlonosy, porozumiewają się doskonale stosując tak proste metody, to dlaczego my, istoty ludzkie, rzekomo siedzący na najwyższej gałęzi ewolucji, nie moglibyśmy wypróbować ich metod. Pytanie to zadałem koleżankom seniorkom. i kolegom seniorom, kiedy spotkaliśmy się w kręgielni. Chyba zgodzili się ze mną, ponieważ zamyśli się głęboko.

Historię te opowiedział Iwan Iwanowicz, który wróciwszy z długiej podróży przyszedł do supermarketu „1000 i więcej próżności”, aby kupić serka koziego, kilka innych łakoci i buteleczkę okowity. Lubi sobie dogadzać. Jego twarz osnuta była w mroku zaciętości. Stojąc w kolejce do kasy nudziliśmy się, więc zapytałem go o to.

– Czasem mam wrażenie, że jestem psem myśliwskim, taka jest we mnie zaciętość, kiedy myślę o tych na górze. – Wyjaśnił. – Oni sobie robią cyrk ze wszystkiego. Wzywają ważnego ombudsmana i każą mu czytać sprawozdanie roczne o godzinie 23.00, a sami idą spać, delegując trzech własnych przedstawicieli do drzemki w fotelach.

– To upokarzające. Traktują nas jak tresowane małpy albo niedźwiedzie – oświadczył Iwan Iwanowicz, a inne osoby w kolejce go poparły. – Dzisiaj chyba wszyscy tak przyzwyczaili się do upokorzenia, że nie mają już chęci wyjść na ulicę i serdecznie dokopać upokorzycielom.

Dwie godziny później nie byłem już pewien, czy tego nie powiedział ktoś inny, a tylko echo powtórzyło mi to w głowie odbijając się między uszami. Postanowiłem wyłączyć się z przykrych dyskusji.

 

0Shares

Supermarket. Własny kąt, ludzkość i trzecia płeć.

Dzisiaj znowu spotkaliśmy się w supermarkecie. Jest nas już mała grupka. Wygospodarowaliśmy sobie miejsce, skromne, schludne, ale własne, że tak powiem, bo przecież należy do sklepu, między proszkami do prania a warzywami.

– Ładnie pachnie i zdrowo – podsumowała pani Zuza. Jest księgową o wrażliwości estetki, zorientowanej na czystość i zdrowe jedzenie. Wszyscy są za takim postępowaniem, choć nikt nie wypowiada się głośno.

Tematy podejmujemy spontanicznie, nasuwają się same. Postanowiliśmy być twórczy, dyskutować i rozwiązywać problemy ludzkości.

– Przed wszystkim okolicznej – zastrzegł się pan, który w szczegółach dopiero nam się przedstawi. Wygląda jak połączenie kobiety i mężczyzny. Przyznał się tylko, że jest transseksualistą. Powiedział o sobie niewiele. Uznaliśmy to za ciekawe. Obiecał, że powie więcej o tym, jak bolesna jest droga walki o własną tożsamość.

– Rodzisz się z ciałem dziewczynki, ale chcesz być chłopcem. Nie chcesz być kobietą, chcesz być mężczyzną. I od razu masz pod górę, zupełnie jak Syzyf, mordujący się z wielkim głazem.

– Co mamy do zaoferowania światu? – Padło pytanie, kiedy skończył, zaskakując nas, ale nie na długo. Kwestię pomógł rozwiązać szczuplak, gdzieś tu mieszka w pobliżu, bo twarz wydaje mi się znajoma. Jest intelektualistą. Rozpoznaję to po wychudłej, bladej twarzy, ostrym nosie i okularach w złotych ramkach, potwierdzających, że jest nad wyraz rozbudzony umysłowo i myśli za trzech. Skojarzył mi się z tęczą. To zjawisko atmosferyczne ostatnio mnie prześladuje, chyba przenika z ekranu telewizyjnego. Chciałem to powiedzieć, ale ugryzłem się w język; mam dłuższy jeden kieł, co mi czasem dokucza a czasem pomaga.

Na pytanie „Co mamy do zaoferowania światu?” odpowiedział krótko, marszcząc okulary na nosie:

– Think globally, act locally.

Zamurowało nas. Tyle myśli w jednym zdaniu! Nawet nie zdaniu, ale równoważniku zdania!

– W równoważniku zdania nie ma orzeczenia – wyjaśniłem i poczułem się lepiej, że i ja coś wnoszę do dyskusji.

Jego wypowiedź i nasze zamurowanie to dobra oznaka, wiemy już, jak podchodzić do problemów. Widzimy ich wiele, w supermarkecie, w ludziach, na ulicy a nawet okolicznych lasach.

– Chciałoby się przekląć z rozpaczy, albo splunąć, tyle tego jest – myślę.

Wyczerpane.pl:  https://www.wyczerpane.pl/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny.html

Empikhttps://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

0Shares

Z czego się śmiać, nad czym płakać, o czym dyskutować w supermarkecie

W supermarkecie „1000 i więcej próżności” przemówiła do mnie ekspedientka, przefarbowana na rudo blondyna, niegdyś brunetka, jak mi wyznała. Imponowała postawą górnej części ciała. Jak tylko usłyszałem jej wyrazisty głos, uruchomił się dzwonek alarmowy. Temat wybrała sama.

– Z księży – proszę pana, powiedziała mi ściszając głos – wolno się dzisiaj śmiać, ponieważ spowszednieli podobnie jak i inni kawalerowie. Mamy ku temu śmiechowi odpowiednie urządzenia, chętnie panu zademonstruję – oświadczyła, ruszając w kierunku półki w głębi sklepu. Przestraszyłem się. Zatrzymała się, aby mnie uspokoić i wyjaśnić, o co chodzi.

– Zwykły obywatel zrozumiał, że ksiądz nie stoi już między nim a panem Bogiem, a jeśli stoi to może przesłaniać słońce, też twór boży, i przeszkadzać w komunikacji z Najwyższym przez telefon komórkowy, dziś w powszechnym użytku. Dlatego my oferujemy nowatorski smartfon zwany „Komunikatorem Niebiańskim”, zastępujący osoby duchowne w tej komunikacji. Mamy do niego różne aplikacje. Chętnie je pokażę.

Powiedziała to w taki sposób, jakby chciała się rozebrać. Przestraszyłem się nie na żarty, bo rozbieranie się w miejscach publicznych to obraza moralności, możliwość bycia aresztowanym a nawet zhejtowanym przez niesfornych urzędników państwowych. Sytuację uratował czarno ubrany mężczyzna, przystojny, o gładkim obliczu.

– Spoko – powiedział – ja to wszystko objaśnię. W czasach wolności my też zrzuciliśmy okowy uprzedzeń i zacofania. Mamy osobiste słabości oraz prawo do ich posiadania, podobnie jak inni obywatele, ale się do nich nie przyznajemy, też podobnie jak inni obywatele. Lubimy politykę, pieniądze i dziewczynki oraz oglądanie na stadionie lub na plaży elegancko zbudowanych lekkoatletów. Bardziej postępowi i przedsiębiorczy z nas dla ratowania ukochanej parafii przed ubóstwem zwanym z góralska bryndzą, użyczają ambony elokwentnym ludziom, którzy nas bezpłatnie ostrzegają przed obcymi mówiącymi innymi językami tylko po to, aby cię zagadać, wywieść w pole i w mig pozbawić cię portfela oraz godności wiążącej się z jego posiadaniem. Ludzie nieznajomi – proszę państwa – kontynuował niemłody elegant – mogą mieć ubrania w różnych kolorach i odcieniach, czarnym, szarym, żółtym, czerwonym, jednym słowem w dowolnym kolorze tęczy.

Zastanawiałem się, czy nie jest to aby członek jakiejś nowej sekty, kiedy wybuchła dyskusja, do której włączyli się inni klienci supermarketu. Zrobiło się bardzo pozytywnie. Wszyscy wzajemnie siebie słuchali, a jeśli nie zgadzali się ze sobą to oferowali gruszkę, jabłko, lub inny owoc, a nawet butelkę piwa na pojednanie.

Ekspedientce przebarwionej z blondu na rudość zaoferowano nawet listek figowy, ale nie przyjęła, nie wiadomo dlaczego, choć wszyscy byli zgodni, że wyglądałaby w nim uroczo.

W końcu dnia ożywionej debaty zdecydowaliśmy spotykać się regularnie w supermarkecie, określiliśmy go jako supermiły, aby kontynuować dyskusję, która otworzyła nam oczy na świat może nawet kosmos. Jak szeroko je otworzyła, pozostało do ustalenia.

0Shares

Piszę tylko dla tych, co nie mają czasu.

To moje postanowienie. Ponieważ dzisiaj nikt nie ma czasu, będę pisać dla nikogo. Sposób pisania: zwięźle, dosadnie i niegłupio. To mój zamiar. Ponieważ piszę dużymi literami, możesz czytać blog na smartfonie, jadąc tramwajem, autobusem, stojąc w kolejce po sanki dla dziecka lub czekając na dzienną dawkę pieszczot od żony albo kochanki. Wystarczą Ci dwie minuty czasu. Nie na pieszczoty oczywiście, tylko na czytanie.

Piszę prawdę, samą prawdę i tylko prawdę. Kłamię tylko wtedy, kiedy pewien intelektualista w złotych okularach zachęci mnie do tego dobrym przykładem. To zasady, od których nie odstępuję bez uzasadnienia. Jeśli trzeba, uzasadnienie zawsze się znajdzie. 

Język mam bogaty. Dziś rano w łazience, kiedy oceniałem jego stan przed użyciem, zauważyłem na nim pięćset dolarów amerykańskich, w jednym banknocie z wizerunkiem prezydenta Trumpa. Konsultowałem ten fakt ze znajomym księdzem, poważnym, brodatym, ze wzrokiem wbitym w niebo, nie w dół na sprawy cielesne. Potwierdził mi jak na spowiedzi, że są takie banknoty. Są bardzo rzadkie i mają wartość kolekcjonerską.

– Prezydenta Trumpa każdy ci wymieni na butelkę dobrego koniaku lub trzy butelki wina mszalnego. Taki banknot to rarytas. – Ksiądz zachwycił się, zaczął cmokać i cytować fragmenty Biblii o uprawie winorośli. Wyszedłem, aby nie zostać świętym.

Jego wypowiedź poruszyła mnie tym bardziej, że słyszałem, że prezydent Trump jest bliskim krewnym prezesa Kaczyńskiego; obydwaj używają tych samych słów, tak samo myślą, a nawet mają te same sny o potędze i rodzinie. Z tym, że prezydent jest żonaty, a prezes pozostaje w stanie starokawalerskim, co mu się chwali, bo niejeden mężczyzna też chciałby być w takim stanie, mimo że jest żonaty.

Zszedłem na niebezpieczne tory. Mogę nie zauważyć, kiedy nadjedzie pociąg i uwiezie mnie w nieznane, gdzie nie będą grać Błękitnej Rapsodii ani opery Porgy nad Bess Gershwina, mimo że będzie to już amerykański raj.

Zakończę apelem: Pobieraj tutaj codzienną dawkę rozrywki, a nastroi cię to optymistycznie, nie będziesz myśleć o braku czasu ani szefie, który grzebie ci w sumieniu lub komputerze.

To moja najnowsza powieść Cztery portrety cudze i jeden własnyhttps://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

A to jej pierwsza bardzo pozytywna recenzja: 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4898774/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny/opinia/53663296#opinia53663296 

0Shares

Rasizm wczesnojesienny. Opowiadanie krótkie i bezwstydnie dosadne.

Poszedłem na spacer. Wszędzie widziałem rasizm. Postanowiłem go zilustrować i opisać w 150 słowach. Najpierw zdjęcia.

To efekt golenia trzech psów lub jednego ale w trzech odsłonach. Nienawidzę psów. To inna rasa człowieka. Szczekają, nie mówią.

To maszyny na budowie Nowej Bulońskiej w Gdańsku. Wyglądają niewinnie. Wyprodukowano je w Skandynawii, nie u nas. Nienawidzę Skandynawów. To obcy, mieszkają na północy i mówią innym językiem.

To obrazki z Afryki. Popatrzcie na ich skórę, włosy i wyraz twarzy. Oni widzą nas kolorowo. Dla nich jesteśmy białasami. Pisał o tym Faulkner. Nienawidzę białych, czarnych i Faulknera. Afrykanie i Amerykanie nie są nasi. Są odmieńcami. Mówią dziwnym językiem, bulgoczą.

– Nigdy nie wpuścimy ich do siebie. Tak powiedział siwy Indianin, wódz plemienia Toffu. Wielu go słucha. Ja go nie słucham, choć to nasz własny ksenofob.

– Rasizm to nienawiść odmienności. Wystarczy być ograniczonym, aby nienawidzić odmienność. Do diabła, mam nadzieję, że wyraziłem się jasno!

0Shares

Pisarz, wydawca oraz poezja jako wypełniacz na blogu

Drodzy Czytelnicy,

Ostatnie dni były wyczerpujące. Mam wiele obowiązków, oprócz rodzinnych także te związane z dystrybucją, promocją i reklamą  najnowszej powieści „Cztery portrety cudze i jeden własny” i jej udostępnieniu w księgarniach. Poświęciłem się temu. Jestem pod presją czasu, ponieważ efekt nowości nie trwa długo. Dlatego też będę teraz częściej publikować na blogu fragmenty mojej dotychczasowej twórczości, poezji, powieści i opowiadań, raczej niż tworzyć nowe treści.

Myślę o poezji. Wierszy w zbiorze „Klęczy cisza niezmącona” jest w sumie około czterdziestu siedmiu. Wiem, że moje poezje podobają się. Części czytelników czy raczej czytelniczek tak przypadły do gustu (co najmniej dwie panie), że znają niektóre wiersze na pamięć. To mi imponuje, ponieważ sam nie umiałbym wyrecytować nawet jednego.

Jestem zarówno autorem jak i wydawcą. Wydaję we własnym zakresie i na własny rachunek. Wydanie powieści „Cztery portrety cudze i jeden własny” kosztuje mnie, proszę sobie wyobrazić, 4 x mniej niż oficjalne wydanie przez firmę wydawniczą (sic!), ale muszę też podjąć ogrom wysiłków dystrybucji, promocji i reklamy książki. Gdyby nie wydanie własne, nie wydałbym tej książki. 

Przykładowo, niektóre obowiązki wydawcy: uzyskanie numeru ISBN (rejestracja i opis książki w systemie ISBN), wybór drukarni, dostarczenie  tekstu do przygotowania książki, dwie korekty tekstu, edycja i skład tekstu, ustalenie formatu książki, czcionki i wybór papieru, jego rodzaju, koloru i gramatury, zaprojektowanie i  przygotowanie okładki, zlecenie druku, zawarcie umowy dystrybucyjnej, opłacenie okładki, druku, składu i co tam jeszcze jest do opłacenia, załatwianie recenzji (wystąpiłem o nią do ponad dwudziestu recenzentów, dotychczas odpowiedziało tylko siedmiu, wysłanie książek do recenzji, ustalenie spotkań autorskich, przygotowanie spotkań (korzystam z własnego notebooka i rzutnika), publikacje fragmentów książki na blogu, na Facebooku i krótkich komunikatów na Twitterze, prośby kierowane do najbliżej rodziny przyjaciół i dobrych znajomych, aby publikowali na swoich stronach na Facebooku informacji o książce, zachęcali do kupna i sami zechcieli kupić egzemplarz książki. To praktycznie nie kończący się proces. Chcę zorganizować jeszcze konkurs z nagrodami na temat najnowszej powieści.

Kiedyś uważano, że dobry produkt sprzedaje się sam, dziś jest to jawna nieprawda. Czytelnicy mają ogromny wybór, ponadto jako społeczeństwo mało czytamy, rzadko kupujemy książki. W Polsce czyta książki 37 procent osób dorosłych, w Czechach ponad 80 %. Kiedy to piszę, chciałbym być Czechem, zbratałbym się literacko z dzielnym wojakiem Szwejkiem, piłbym piwo pilzneńskie i jadłbym knedle.  

Kupno książki w księgarni. Nie jest to już sytuacja, że pójdziesz do księgarni i znajdziesz każdą książkę na półce. Księgarnia ma u siebie powiedzmy 5.000 egzemplarzy różnych książek, w sumie w sprzedaży może mieć 25.000 tytułów. Dziś większość książek zamawia się w księgarni (na miejscu) lub przez Internet, aby otrzymać je kilka dni później w księgarni lub do domu kurierem, pocztą lub przez paczkomat.

„Klęczy cisza niezmącona” jak i pozostałe moje książki są wciąż w atrakcyjnych promocyjnych cenach. Wkrótce zostaną one podwyższone. Mój nowy dystrybutor uznał, i przychyliłem się do ich sugestii, że ceny moich książek – porównując z innymi książkami – mogą i powinny być wyższe. Zbyt niska cena może sugerować, że produkt jest niskiej wartości. Aż mnie ciarki przeszły po grzbiecie!

Podaję linki do księgarni:

Klęczy cisza, Sędzia i Niezwykła decyzja: https://tinyurl.com/y2r45ew5

Cztery portrety cudze i jeden własny:

Księgarnia Wyczerpane.pl:  https://www.wyczerpane.pl/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny.html

Empik: https://www.empik.com/cztery-portrety-cudze-i-jeden-wlasny-tequila-michael,p1233810161,ksiazka-p

 

0Shares

Krótka dyskusja o naturze dyktatora

W Małym Pałacu Dożów odbyła się dyskusja o naturze dyktatora. Przybyło sześćset dwudziestu pięciu dziennikarzy. Niektórych nie wpuszczono.

– Państwo nie jesteście z właściwej opcji. Nie popieracie dyktatury – informował stojący przy drzwiach chudy cerber w złotych okularach, rodzaj budzącego się satrapy.

Dyskusja była rozsądnie burzliwa, głosy jak zwykle były podzielone na części. Rozważano dwa przypadki: Polifema i dyktatora niejawnego.

– Na przykład Polifem, istota potężna, panująca nad wszystkimi owcami w jaskini. To, że ma jedno oko, nie przeszkadza. Rządzi bez zahamowań, nie liczy się z nikim. – wyjaśnił Mitolog, ekspert od dyktatury jednostronnej.

Drugi casus dotyczył dyktatora niejawnego. Omówiono taki przypadek na przykładzie Namiestnika. Niewielu wiedziało, że dyktator niejawny może być człowiekiem siwym, wyglądać nobliwie i być bardzo pobożnym, a równocześnie być kimś osobliwym aż do granic śmieszności.

– Przypadek, jaki rozważamy, dotyczy człowieka o tak silnych rękach, że jest on w stanie łamać podkowy wielkiej polityki, gubi się jednakże w rozplątywaniu sznurówek do butów, przewodu smartfonu czy kłębka sznurka w kolorze tęczy. Gubi się, bo chciałby aby tęcza była szara, jak wszystko – wyjaśnił prelegent.

Przypadek Namiestnika uznano za osobliwy, niedorzeczny, nie pasujący do współczesności, kiedy trzeba rozwiązywać problemy zdrowia psychicznego i fizycznego społeczeństwa, sposobić się do nowych technologii i myśleć o poważnej współpracy międzynarodowej, a nie modlić się o rozum dla narodu.

Na tym dyskusję zakończono.

0Shares

Ministerstwo Sprawiedliwości. Winni i niewinni.

Niewinni.

Przedrukowuję fragmenty artykułu z Wyborczej. 

Skutki afery u Ziobry – jak zwykło się określać skandal ze zbieraniem haków i oczernianiem prawników nieprzychylnych obecnej władzy – muszą być dotkliwe, skoro w poniedziałek do południa PiS wytoczył aż dwa działa.

Najpierw przeciekami do „Rzeczpospolitej” i „Dziennika Gazety Prawnej” ujawniono, jak rząd będzie opracowywał projekt budżetu na przyszły rok. Ma być on cacuszkiem, którym premier będzie mógł się chwalić w kampanii wyborczej. Przede wszystkim ma być bez deficytu – to co, że tylko w wąskim wymiarze budżetu centralnego. Po drugie – trudne sprawy będą ujawniane dopiero po wyborach. Suweren ma nie słyszeć o takich sprawach jak wyższe podatki i składki.  

Drugim działem była zwołana na południe konferencja sejmowej komisji ds. VAT, na której jej szef Marcin Horała wymierzył w „wiadomo, że wszystkiego winnych łajdaków z PO”. Ogłosił bowiem, że Donald Tusk, Ewa Kopacz, Jacek Rostowski i Mateusz Szczurek powinni stanąć przed Trybunałem Stanu. 

Jak bardzo zarzuty Horały et consortes są dęte? O tym pisze Piotr Miączyński

Tymczasem afery u Ziobry nie da się ani przykryć, ani zamieść pod dywan. Nie dość, że dziennikarze ujawniają coraz to nowe mechanizmy działania Kasty, to spod powierzchni zaczyna też wychodzić Emi. Do tej pory komunikowała się tylko przez pełnomocników. W dwóch wywiadach zaczęła się dzielić szczegółami swojej pracy. Utrzymuje, że robiła to „dla dobra Polski”, a pieniędzy z tego było tyle, co kot napłakał, ale nigdy nie było dla niej tajemnicą, dla kogo pracuje.

W internetowych wiadomościach pojawia się „szef”, który ma się ucieszyć z dokonań Emi. Ta twierdzi, że musiał nim być Zbigniew Ziobro. A to by oznaczało, że minister i prokurator generalny wiedział o procederze przynajmniej od półtora roku. Ziobro nadal w tej sprawie milczy, podobnie jak Kaczyński, Morawiecki czy nowy minister spraw wewnętrznych.

0Shares

Noc z czwartku na sobotę. Spektakl teatralny „Paranoja”.  

Noc była długa, ciągnęła się od czwartku do soboty. Ziemię Obiecaną nawiedziły niedobre sny. Przedstawił je teatr szekspirowski, pomieszany, ten od tajemnic, mroków, nieudanych misji kosmicznych, hejtów z ogonem hydry oraz psa Baskerville’ów z pyskiem zionącym siarką i fosforem. Słowem teatr niesamowitości, przypominający normalne zdrowe dziecię polityczne z rączkami wyciągniętymi po władzę.

Odsłona pierwsza

Do gabinetu Ministra Sprawiedliwości wchodzi bez pukania Prokurator Generalny i mówi:

– Przepraszam pana, że wchodzę sobie swobodnie jak roztańczona baletnica, pukałem, o tak, puk, puk, ale pan nie odpowiadał, sam nie wiem dlaczego. Ładnie tu u pana, obszernie, kwiatki w doniczkach, gratuluję, też chciałbym tak mieć. Mam nakaz przeprowadzenia rewizji. Podobno jest u pana fabryczka hejtów. Jeśli jest legalna, to wszystko jest w porządku, ale jeśli nielegalna, to będzie draka.

– Jest legalna, mam na to pozwolenie z góry.

– Czy to znaczy, że od pana Boga? No, niech pan nie żartuje!

– Nie żartuję, proszę pana. Z góry nie znaczy, że od tego pana Boga, którego pan ma na myśli. U góry jest ktoś ważniejszy, ale nie mogę panu powiedzieć, bo mam przykazane – właśnie z tej właściwej góry – aby nie ujawniać żadnych informacji bez konsultacji. My wszystko konsultujemy nawet pokarm dla kota i kanarka, żarcie dla psa i kropkę nad „i”. Krótko mówiąc, muszę trzymać mordę na kłódkę.

– A jeśli tak, to przepraszam, ja też mam kogoś nad sobą, i rozumiem, co to znaczy.

Przybysz salutuje i wychodzi.

Odsłona druga

Przewodnikiem po teatrze jest tajemnicza dziewczyna o oczach czarnych jak węgiel. Wyjaśnia, że w teatrze odsłona druga to w istocie odsłona pierwsza, tylko widziana od tyłu. – Tył może być piękny jak marzenie – rozczula się.

Do gabinetu Ministra Sprawiedliwości wchodzi Prokurator Generalny i mówi:

– Mam sprawdzić, czy te hejty, których ślady prowadzą do pańskiego gabinetu są oryginalne czy też chińskie podróbki. Pies gończy doprowadził nas tutaj i twierdzi, cytuję:

„Nie ma mowy, abym się mylił, mam węch jak sto diabli i nie odstąpię, dopóki z nim nie porozmawiamy. Chyba żeby mi nogi przydeptał a na mordę nałożył kaganiec”.

Wracając do podróbek, jeśli są to chińskie podróbki, to chcemy sprawdzić, czy są odpowiedniej jakości. Bo wie pan, my nie dopuszczamy na rynek byle czego, zwłaszcza zaś – za przeproszeniem – owego ówna, którego tyle jest na świecie.

– Powinienem obrazić się na Pana za zwątpienie w jakość naszej produkcji, ale tego nie zrobię, bo lubię pana, przypomina mi pan Misia Koalę, on jest taki kochany, ma pan ładny granatowy garniturek z jedwabiu, leży na panu jak marzenie. W ogóle wygląda pan bardzo smukle i ta teczuszka pod paszką też mi się podoba, dlatego powiem panu, że nasze wyroby mają najwyższy znak jakości, każdy je lubi z nielicznymi wyjątkami. A my takich ludzi, co nie lubią dobrej jakości, też nie lubimy. Pozwoli pan, że splunę z obrzydzenia.

Przybysz odpowiada:

– Jeśli tak, to przepraszam, żegnam, pozdrawiam i życzę powodzenia.

Po chwili zatrzymuje się i mówi:

– Przepraszam jeszcze raz, o tutaj, na krawędzi pańskiego biureczka, zachwycający mahoń, cymes, że palce lizać, leży malutki hejcik, chyba do wysłania, bo ze znaczkiem pocztowym. Prześliczny! Tak panu zazdroszczę tego gabinetu.

Odsłona trzecia

Do gabinetu Ministra Sprawiedliwości wchodzi bez pukania Prokurator Generalny i mówi:

– Przepraszam pana, drzwi były otwarte, więc wszedłem. Pukałem, ale pan nie odpowiadał. Nie był to miły gest z pańskiej strony. Nie jest też tutaj tak ładnie jak myślałem. Nie mam nakazu przeprowadzenia rewizji w sprawie hejtów, bo były to bezpodstawne podejrzenia. Że też ktoś mógł coś takiego zgłosić! Dla mnie same podejrzewanie jest podejrzane. Mam za to dla pana propozycję emerytalną, niezgorszy pakiecik. Negocjujmy. Przyniosłem ze sobą koniaczek, jeśli ma pan coś do zagryzienia, to możemy zaczynać.

– Będę zagryzać palce.

– Swoje czy moje? Wolałbym, aby pańskie. Są takie ładne, że aż palce lizać, wysmukłe, czyściutkie. No to jak z tą emeryturą?

Spada kurtyna, robi hałas i podnosi kurz. Widzowie to zauważają ale nie wstają z miejsc lecz czekają na ciąg dalszy. Wchodzi sprzątaczka i mówi:

– Nie martwcie się widzowie, spoko, nie jest źle. Jestem z firmy Quick Hate Cleaning. Otrzymałam własnie zlecenie. Potrafimy wszystko sprzątnąć. Najlepiej pod dywan, bo wtedy jest najmniej kurzu. Używamy dywany najlepszej jakości, perskie. Pozwólcie państwo, że odwrócę się do was tyłem i wypnę, bo muszę się schylić. Dywan leży tak nisko. Że też człowiek nie wynalazł jeszcze wysokich dywanów!

0Shares

Maszynka do mielenia ludzi. Wywiad ze Zbigniewem Ćwiąkalskim.

Oto link do oryginalnego artykułu: http://wyborcza.pl/7,75968,25110901,maszynka-do-mielenia-ludzi-czyli-sady-dobrej-zmiany-wywiad.html?token=A2hthdM7AyCLZCziOHre725M92uBJOv7WqFOcOkES4A

Afera Piebiaka? To nie mieści się w żadnych kategoriach. Brakuje skali, aby to ocenić – mówi Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości.

Jak pan odbiera to, co się dzieje obecnie w resorcie Zbigniewa Ziobry? Z doniesień medialnych wynika, że wiceminister i ważny sędzia delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości inspirowali internetową hejterkę do akcji zniesławiających sędziów.

– Brakuje mi słów. Powiem wprost: to jakieś dno dna. Nie mogę sobie wyobrazić, że tego rodzaju działalność miała miejsce w Ministerstwie Sprawiedliwości, czyli w resorcie, który odpowiada za to, aby w Polsce było przestrzegane prawo. Tymczasem wychodzi na jaw, że ludzie stanowiący filary tego resortu uczestniczyli w procederze, który – w mojej ocenie – ma cechy przestępcze. PS. 

Widzi pan podstawy do tego, aby sędzia, b. wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak odpowiadał nie tylko dyscyplinarnie, ale także karnie za organizowanie systemowego hejtu wobec niezależnych sędziów?

– Przede wszystkim uważam, że tacy ludzie nie powinni być sędziami. Odpowiedzialność dyscyplinarna i pozbawienie prawa do wykonywania zawodu sędziego nie załatwia jednak problemu. Mamy tu bowiem do czynienia z podejrzeniem podżegania do stalkingu, przekroczeniem uprawnień oraz ujawnieniem danych osobowych bez zgody zainteresowanych. W obecnej sytuacji nie liczę jednak na to, że prokuratura całkowicie zależna od polityków cokolwiek w tej sprawie zrobi. Dlatego gdy patrzę na to, co się teraz dzieje, jestem dumny z tego, że doprowadziłem do rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w 2010 r. Powrót do unii personalnej w 2016 r. spowodował, że prokurator generalny jest sędzią we własnej sprawie dotyczącej go jako ministra sprawiedliwości. Nie ma więc żadnej szansy na rzetelne zbadanie tej sprawy.

Zbigniew Ziobro kurczowo trzyma się stołka i nie podaje się do dymisji, o czym to świadczy?

– Że najważniejsze jest utrzymanie się przy władzy. Standardy nie mają znaczenia.

P.S. Serdecznie gratuluję tym wszystkim którzy popierali i nie daj Boże nadal popierają PiS i partie stowarzyszone! Rzygać mi się chce! Piszę to z całą szczerością. Po po nocach spać nie mogę. 

Porównania, że to „metody stalinowskie, ubeckie, nie są przesadzone”. Komentarze nt. sprawy wiceministra Łukasza Piebiaka. To jest link do audycji TOK FM: http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103087,25102477,porownania-o-ubeckich-metodach-nie-sa-przesadzone-komentarze.html

0Shares

Zdrowa Paranoja i My, Ciężkomyślący.

Drodzy Czytelnicy!

Dziś, w Dniu Odnowionej Nadziei, w obliczu zbliżających się Wyborów do Sejmu i Senatu, konsolidacji sił po lewej i po prawej stronie, podjąłem ważną decyzję. Przemyślałem wszystko. Zmieniam karierę, aby zmieniać świat na lepsze. Dobra zmiana to dobra zmiana. Powtarzam te święte słowa, aby raz na zawsze zapamiętać, o co chodzi, ponieważ jesienna pamięć łatwo rozmaka na deszczu. Nie będę już pisać rzeczy lekkich; wiem, że ich czytanie jest czynnością wyczerpującą, podobnie jak myślenie. Głowa od tego puchnie. Ponadto nie ma czasu na czytanie.

Skoncentruję się na popieraniu sił postępu. Zachęcili mnie do tego ich czołowi działacze: marszałek Kuchciński oraz wiceminister sprawiedliwości Piebiak, którzy w pełni sił umysłowych podali się do dymisji, aby sprawić Suwerenowi radość, czyli także mnie, ponieważ jestem jego częścią. Niedużą, ale zgrabną i udaną, jak mniemam.

Marszałek Kuchciński powiedział mi w zaufaniu:

– Chłopie! Popierasz nas, to radość ci się należy. Teraz jak polecę bezpłatnie samolotem rządowym na Światową Konferencję Powszechnej Uczciwości, nikt nie będzie mieć już do mnie pretensji. Nie będziesz musiał świecić za mnie oczami. Mam już własną latarkę.

Wiceminister Piebiak, niezwykle pracowity i skuteczny organizator pracy sądownictwa, wyznał mi SMS-em: Odchodzę ze spółki „Raj”. Koniec z rządowymi trollami. Tworzę własny zespół. Mam zlecenia. Zbieram fachowców. Podobno coś pisałeś i masz pomysły? Może chciałbyś przyłączyć się do zespołu?

Odpowiedziałem bez namysłu, bo co tu myśleć w tak niezwykłej chwili:

– Dzięki za propo. Zapisuję się z przyjemnością. Żądam podwyżki oraz gwarancji, że mnie nie aresztujecie.

Odpisał:

– Obiecuję. Zrobione. Zadzwonię. Naostrz zęby, trzeba będzie dogryźć. Podam komu. Dobra zmiana może być tylko lepsza!

Też chcę być taki jak oni, ludzie z wyobraźnią, piękni i silni, wobec czego rezygnuję z kariery pisarskiej, poezji, biurka, Gabriela Garcii Marqueza oraz Ody do młodości i starości, i poświęcam się promocji uczciwości i ciężkiego myślenia. Ludzie ciężko pracują, ci popierający rząd także ciężko myślą. To trzeba docenić. Będę promować ciężkie myślenie. To moja misja. Aby sprostać szlachetnemu wyzwaniu, zakładam dwa towarzystwa wsparcia władzy i jej ludu: „Zdrowa Paranoja” oraz „My, Ciężkomyślący”. Czynię to po to, aby naród nie musiał już czytać Gazety Wyborczej i torturować się intelektualnie.

Jeśli będziesz stać w ulicznym korku, jechać tramwajem, autobusem lub pociągiem, zajrzyj do mnie! Komunikaty będą krótkie i błyskotliwe jak myśl przewodnia Ukochanego Brata Jarosława. Oby Bóg miał go w opiece zdrowotnej!

Nie jesteśmy sami. Kto i co pisze o Polsce? 

Politicohttps://tinyurl.com/y3p3xc4a
Financial Timeshttps://www.ft.com/content/a670c8c2-c32c-11e9-a8e9-296ca66511c9
Washington Posthttps://tinyurl.com/y2nola4h 

0Shares

Wiceminister sprawiedliwości Piebiak podaje się do dymisji i żartuje.

– Składam na ręce ministra rezygnację z funkcji podsekretarza stanu – miał oświadczyć Łukasz Piebiak. Wolę pracować w Biedronce przy warzywach. Zawsze lubiłem ogrodnictwo. Ponadto oni tam lepiej płacą i nie zatrudniają trolli. – Żartował. – Będę z determinacją bronić swojego dobrego imienia, na które zapracowałem przez całe życie; wnoszę do sądu pozew przeciwko redakcji Onet, która rozpowszechnia pomówienia na mój temat oparte na relacjach niewiarygodnej osoby – powiedział cytowany przez PAP. Uśmiechał się przy tym. Podobno w stylu gorzko-kwaśnym.

Wczoraj portal Onet ujawnił, że wiceminister sprawiedliwości stoi za hejtem na sędziów, którzy sprzeciwiali się zmianom w sądownictwie. Koordynował akcję, która miała skompromitować szefa Iustitii Krystiana Markiewicza. W swoim oświadczeniu Piebiak zapowiedział podjęcie kroków prawnych wobec redakcji portalu.

– Podejmę kroki. Najpierw pójdę w prawo, potem w lewo, tam spotkam się z przyjaciółmi z Internetu, po czym pójdę na wprost. Może nawet nigdzie nie pójdę, bo drogi u nas są marnej jakości. Mówią, że ta do piekła jest nawet wybrukowana. – Wiceminister był w dobrym humorze, nieprzerwanie żartował. Dobre kawały to ja mogę robić i opowiadać nieprzerwanie. Dlatego, ci którzy mnie znają, bardzo mnie lubią. 

– Czy za panem stał minister Ziobro?

– Nie! Nie stał, lecz siedział. – Odpowiedział.

Minister Ziobro zapytany, dlaczego siedział a nie stał za podwładnym, odpowiedział:

– Lubię siedzieć.

Ludzie wierzący przyjęli to jako proroctwo, niewierzący jako reklamę foteli szczególnie lubianych w ministerstwie. Jest to model skandynawski Trolle, produkowany z wielkim powodzeniem w Polsce.

0Shares

Kampania wyborcza trwa. Dwa zdarzenia. Myśl, co chcesz! Rób, co powinieneś!

Greek vase at Getty Villa. Drunken man singing and urinating. 

Scenka rodzajowa:

– Biba! – Mówi do mnie. – Co ty rżniesz przygłupa? Robisz ludziom wodę w mózgu. – Namiestnik przedstawił rozmowę z dawnym przyjacielem, starając się zachować spokój.

– Panie Namiestniku! Dlaczego on do pana mówi Biba?

– Ach, to jeszcze z dzieciństwa. Byłem trochę grubszy niż inne dzieci i tak mnie nazwano. On nie ma dla mnie żadnego szacunku. Sam nie wiem dlaczego. Przecież jestem porządnym facetem.

*****

Gazeta Wyborcza: Polscy artyści w końcu zareagowali na obywatelskie wezwanie do wsparcia wykluczanych i stygmatyzowanych przez PiS. W trwającym niecałe dwie minuty klipie wymieniają grupy społeczne, które w ostatnim czasie były w Polsce prześladowane: osoby niepełnosprawne, kobiety, uchodźców, Ukraińców, Żydów, gejów, lesbijki, osoby transseksualne, sędziów i nauczycieli. W akcji wzięli udział m.in.: Andrzej Seweryn, Maria Dębska i Magdalena Boczarska.

– Jeśli nie protestuję, kto zaprotestuje, kiedy mnie zaatakują? Bądźmy z tymi, których prześladują. Bądźmy solidarni – apelują artyści, którzy wzięli udział w kampanii społecznej Stowarzyszenia przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii Otwarta Rzeczpospolita.

Link do informacji: https://tinyurl.com/y6cts464

Gazeta Wyborcza Olsztyn: Konflikt o drogę ekspresową S16 przez Mazury musiał wybuchnąć, bo urzędnicy zmarnowali dekadę, jaka minęła od poprzedniej dyskusji na temat budowy drogi przez środek Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Przez ten czas nikt nie zastanowił się, czy budowa szerokiej, czteropasmowej drogi przez środek Mazur to jedyne i najlepsze rozwiązanie. Obecnie drogowcy znaleźli w PiS-ie politycznych klakierów, którzy zapowiedzieli, że droga – bez względu na protesty – i tak powstanie. Ostrzeżeniami przed drugą Rospudą się nie przejmują. Na Mazurach mamy więc kolejny dowód, że z Biblii politycy prawicy zapamiętali tylko wezwanie do czynienia ziemi poddaną, a potrzeby dbania o nią tam nie wyczytali.

Francisco Goya: La casa de los locos (Dom wariatów).

0Shares

Zwięzły i oszczędny przegląd wydarzeń politycznych.

Przedstawiam przegląd wydarzeń z ostatniego tygodnia (opracowany na podstawie informacji Gazety Wyborczej”). Dają one obraz postępowania obecnie rządzących władz oraz sytuacji politycznej w kraju. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, sprawdź w innych źródłach, co jest a co nie jest prawdą. Trwa kampania wyborcza do Sejmu i warto wiedzieć na kogo głosować, a na kogo nie głosować. Jako człowiek pobożny dodam „Boże, miej nas w swej opiece!”

  • PiS konsekwentnie odmawia ujawnienia, kto poparł członków nowej Krajowej Rady Sądownictwa, która pomaga ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze w „porządkowaniu” wymiaru sprawiedliwości. Ignoruje także prawomocny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego. Najpierw jego wykonanie zablokował – łamiąc prawo zdaniem specjalistów – szef Urzędu Ochrony Danych Osobowych, były radny PiS.
  • Grupa posłów PiS poszła jeszcze dalej. Chce, aby Trybunał Konstytucyjny „skasował” wyroki nakazujące ujawnienie list poparcia. Te działania sugerują niedwuznacznie, że członkowie nowej KRS nie mieli wystarczającej liczby podpisów albo podpisywali sobie listy nawzajem.
  • Marszałek Sejmu Marek Kuchciński złożył dymisję po ujawnieniu „rodzinnych lotów” do domu rządowym gulfstreamem. I choć instrukcja organizacji lotów HEAD najważniejszych osób w państwie jest jasna i zabrania zabierania członków rodziny czy postronnych gości, to i Kuchciński i Jarosław Kaczyński zapewniają, że ani prawo, ani dobre obyczaje nie zostały złamane.
  • Honorowy patronat prezydenta, udział szefów IPON i Urzędu ds. Kombatantów oraz wicemarszałka Sejmu, wielogodzinna relacja rządowej TVP z uroczystości w Warszawie – tak obóz władzy świętował 75-lecie powstania Brygady Świętokrzyskiej NSZ, jedynej polskiej formacji zbrojnej kolaborującej z Niemcami w trakcie II wojny światowej.
  • Szwedzki minister sprawiedliwości zarzuca kłamstwo europosłance PiS Beacie Mazurek, która twierdziła, że Szwedzi masowo uciekają do Polski przed powstającymi w ich kraju „strefami szariatu”. – Pani poseł powinna raczej zapytać, dlaczego tak wielu Polaków ucieka z Polski – zwrócił się do Beaty Mazurek Morgan Johansson.
  • Europoseł PiS Ryszard Czarnecki musi przeprosić europosłankę PO Różę Thun za porównanie jej do „szmalcowników” – zdecydował warszawski sąd.
  • Około 150 osób zaatakowało słownie (policja nie dopuściła tym razem do fizycznej konfrontacji) uczestników pierwszego Marszu Równości w Płocku. Wśród atakujących była grupka nastolatków krzyczących wulgarne hasła i wykonująca obsceniczne gesty.
  • Około 3 tys. osób przyszło w Krakowie na wiec poparcia dla abp. Marka Jędraszewskiego, który 1 sierpnia w Bazylice Mariackiej mówił o nowym totalitaryzmie – „tęczowej zarazie”. Pod krakowską kurią jednym z głównych haseł było „Stop homoherezji”. Wśród uczestników wiecu poparcia byli politycy PiS, m. in. wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.
  • Lekarze rezydenci wznawiają protest. „Rząd nas oszukał”. – Celujemy w okres wyborczy, żeby wymusić na rządzących lepszą realizację porozumienia z lutego 2018 r. – mówi Jan Czarnecki, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.
  • Biznesmen Gerald Birgfellner został przesłuchany w Austrii w ramach pomocy prawnej dla strony polskiej. To było siódme przesłuchanie Birgfellnera, który w styczniu br. doniósł do prokuratury, że prezes PiS Jarosław Kaczyński zatrudnił go do zbudowania drapacza chmur na działce należącej do spółki Srebrna, ale mu nie zapłacił. Polska prokuratura nie wszczęła dotąd śledztwa, bez tego nie można przesłuchać nikogo poza Birgfellnerem. Ignoruje także nagrania rozmów z Kaczyńskim, które Austriak przekazał władzom śledczym.
  • Dziwna śmierć Kosteckiego w więzieniu. Kluczowy świadek w sprawie obyczajowej afery na Podkarpaciu, w którą ma być zamieszany były marszałek Sejmu Marek Kuchciński, miał tajemnicze ślady na szyi.

0Shares

Polska armia: brak śmigłowców, przestarzałe czołgi, marynarka tonie. To tylko fakty.

Przeczytaj. To tylko fragment naszej rzeczywistości obronnej przedstawionej w artykule Gazety Wyborczej. Sprawdź, czy przytoczone fakty to prawda. Nie śpiesz się. Oceń osiągnięcia rządów PiS od 2015 roku.

Minister obrony Mariusz Błaszczak powtarzał, że PiS nie rezygnuje z żadnego z wielkich programów zbrojeniowych nakreślonych przez poprzedników. Oto dokonania:

Jedynym programem modernizacyjnym sił zbrojnych, który udało się zrealizować obecnej ekipie rządzącej, był zakup w 2017 r. samolotów dla VIP-ów: dwóch gulfstreamów i trzech boeingów 737. Łącznie kosztowały 2,5 mld zł. Gulfstream był intensywnie wykorzystywany przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Inne zakupy nowoczesnego sprzętu nie są tak sprawne. Publicysta portalu Defence24.pl Juliusz Sabak nazwał to systemem zakupów homeopatycznych, które niewiele zmieniają z punktu widzenia unowocześnienia sił zbrojnych, ale za to można je wykorzystywać propagandowo. Taki charakter miało podpisanie w 2018 r. kontraktu na zakup w USA dwóch z ośmiu baterii Patriot z systemem kierowania IBCS za 16,5 mld zł (PiS zapowiadał, że cały system nie będzie kosztował więcej niż 30 mld). Pierwsze wyrzutnie mają dotrzeć do Polski w 2022 r. Negocjacje w sprawie II fazy – kolejnych sześciu baterii – miały zakończyć się do końca 2018 r. Nie zakończyły i nie wiadomo, kiedy do tego dojdzie.

W lutym 2019 r. został za to podpisany kontrakt na zakup 20 wyrzutni artylerii rakietowej HIMARS wraz z 270 pociskami krótkiego zasięgu i 30 dalekiego, do 300 km.

Program śmigłowcowy, który za czasów PO-PSL wiązał się z zakupem 50 helikopterów Caracal za 13,2 mld zł, został zredukowany do zakupu czterech black hawków w zakładach w Mielcu i czterech AW101 w Świdniku. Stało się to mimo obietnic Antoniego Macierewicza, że wojsko kupi więcej i taniej niż poprzednicy. Łączny koszt zakupu ośmiu specjalistycznych śmigłowców wyniósł 2,3 mld zł.

Kampania wyborcza trwa. Pomyśl, jak głosować w wyborach do Sejmu. Masz wolną wolę. Nikt cię nie sprawdzi, jak głosowałeś.

0Shares

Ptachu nocą spotyka się Rudym. Powieść psychodeliczna. Odc. 22.

Trudna noc, a następnie pracowity dzień, nie zmieniły wiele. Namiestnik wrócił do domu zmęczony, rozebrał się, umył ręce i w samotności zjadł kolację. Usiłował zająć się czymś. Nie miał chęci oglądać telewizji. Wiedział, o czym będą mówić. On i jego rząd byli w centrum zainteresowania, a informacje o wypadkach drogowych, pożarach i ludzkim kalectwie go nie interesowały. Siedząc w wygodnym fotelu przysnął.

Nie był to udany wypoczynek. Budził się i znowu przysypiał. Właściwie to drzemał, kiedy zobaczył przed sobą Rudego. Nawet nie odczuł do niego niechęci. Mężczyzna siedział naprzeciwko i przyglądał mu się przyjaźnie, przynajmniej obojętnie. Takie Ptachu miał wrażenie. To go uspokoiło. Czekał, co ma mu do przekazania. Rudy po chwili otworzył usta, zawahał się, po czym przemówił. Opowiedział Ptachowi fragmenty swojego życia, jakby pragnął wyjaśnić, że nie jest takim potworem, za jakiego ma go gospodarz. Była to opowieść co najmniej dziwna, przypominająca wyznanie.

– Nie przejadałem państwowych pieniędzy, jak to głosisz. Faktem jest jednak, że spędziłem sporo godzin w restauracjach. Taki prowadziłem tryb życia. Dnia nie starczało na załatwienie wszystkich spraw rządowych. Dlatego spotykaliśmy się przy obiedzie i kolacji i kontynuowaliśmy dyskusje na najważniejsze tematy. Kazałeś to nagrywać. Teraz wiem, że było to rozsądne. Zalecam ci, abyś nagrywał także siebie i swoich ludzi. Przekonasz się, że kiedyś ci się to przyda. Ktoś napisał, że na podstawie tych nagrań opracowano scenariusz do znanego filmu „Wielkie żarcie”. To bzdura. Ten film powstał wiele lat wcześniej, w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym trzecim roku. Pomysł był rzeczywiście ciekawy: kilku mężczyzn organizuje ucztę w podmiejskiej willi, aby popełnić samobójstwo z przejedzenia. To ciekawe, ale to nie ja. To do mnie w ogóle nie pasuje. Dlatego niesłusznie mnie traktujesz, pokazując mnie i moich współpracowników jako obżartuchów. A do tego jeszcze wprowadziłeś tę historyjkę do podręczników szkolnych, jako metodę zniechęcania dzieci do objadania się. Może zamiar miałeś pozytywny, bo o szlachetność cię nie podejrzewam, ale było to nieuczciwe.

Ptachu wpatrywał się w człowieka i nie poznał go. Pomyślał o nim życzliwie, jak bardzo się zmienił. Za chwilę jednak otrząsnął się z wrażenia. Zdał sobie sprawę, że gdyby przestał myśleć o nim negatywnie, zniknąłby temat jednoczący ludzi w poparciu dla Partii Powszechnego Dobrobytu.  

– Słyszę, co mówisz, ale nie mogę niczego już zmienić. Jesteś politykiem, więc mnie zrozumiesz. Doszedłem do władzy po długich latach oczekiwań i teraz jesteś, ty i twój rząd, spoiwem mojej polityki. Mówienie i myślenie o tobie jednoczy ludzi mnie popierających, nawet jest to niesprawiedliwe, nie całkiem prawdziwe.

– To mogę zrozumieć – odpowiedział Nepomucen – ale przynajmniej nie przesadzaj, nie opowiadaj głodnych kawałów o tym, jak to nurzaliśmy się w rozpuście, nie pokazuj scen z miejsc, gdzie rzekomo pojawialiśmy się, domów schadzek, pensjonatów ukrytych w górach, nieistniejących restauracji, nawet starych sztolni górniczych. Ty, twój złotousty Zarządca i ten rozmamłany duchowo Plenipotent na spotkaniach z ludźmi opowiadają, ile to zła wyrządziłem narodowi, jaki byłem nieodpowiedzialny, rozrzutny i zdemoralizowany. Twoi ludzie rozpracowali szczegółowo moje życie. Nie będę się upierać, że to wszystko jest nieprawdą, ale zdecydowana większość zdecydowanie tak.

Głos Nepomucena stał się bardziej wyrazisty. Ptachu nie odzywał się, czekając co jeszcze ma do powiedzenia.

– Oglądaj sobie i pokazuj ludziom słupki swojego poparcia, i rób porównania z tym, jak to było za moich czasów, ale nie przejaskrawiaj, bo to zwykła polityczna blaga, oszustwo, rozbój w biały dzień. To wróci do ciebie jak bumerang i bardzo cię zrani. Kiedyś nawet naiwni przejrzą na oczy i wtedy cię rozliczą. W bardzo prosty sposób; po prostu przestaną ci wierzyć. Możesz mnie nazywać wrogiem publicznym numer jeden, ale nie oszukuj, bo na tym przegrasz. Pamiętaj, że cię ostrzegałem.

Mężczyźni patrzyli na siebie w milczeniu. Ptachu zastanawiał się nad tym, co usłyszał. Na chwilę zamknął oczy. Kiedy je otworzył, Nepomucena już nie było. Odetchnął z ulgą. Po namyśle postanowił zmienić nieco swoje postępowanie, złagodzić swoje wypowiedzi, bardziej je polerować. Miało to sens, ponieważ zbliżały się wybory. 

Książki Michaela Tequili w księgarniach – najlepsze ceny https://tinyurl.com/y2r45ew5

Recenzje powieści Michael Tequila: „ Sędzia od Świętego Jerzego”: http://michaeltequila.com/?page_id=39

Recenzje opowiadań Michaela Tequila: „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco”: http://michaeltequila.com/?page_id=1265 

Opinie czytelników o zbiorze poezji Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona” http://michaeltequila.com/?page_id=47

 

0Shares

Ptachu i Rudy. Rywalizacja i nienawiść. Początki. Powieść rosnąco psychodeliczna. Odc. 21.

Historia nienawiści Namiestnika Leona Krzepkiego-Kukuły do Ottara Nepomucena, byłego przywódcy Partii Liberalnej, była powszechnie znana. Wspomnienia dotyczące największego wroga snuły się po głowie Namiestnika niby duszący dym nad jesiennym rżyskiem. Były zdumiewająco świeże i intensywne wobec zdarzeń z odległej przecież przeszłości. Bolało go, że sprawca jego niepowodzeń i upokorzeń wciąż chodzi po ziemi. Uczucie wrogości tak bardzo męczyło Namiestnika, że poprosił swego spowiednika o wysłuchanie i zadanie pokuty. Efekt był nieoczekiwany.

– Synu, takiego typa możesz szczerze nienawidzić! Po tym, co od ciebie usłyszałem, sam go nienawidzę, choć jest to straszne. Nie myśl sobie, że my, duchowni, nie mamy serca w piersi czy uczuć! Ze złem trzeba walczyć! Dlatego cię rozgrzeszam. Nie proponuję ci żadnego pax vobiscum, ale życzę, aby wojna między wami zakończyła się twoją wygraną. 

Namiestnik pamiętał w szczegółach wszystkie zdarzenia związane z Nepomucenem. Śnił mu się często, nękając go swoją obecnością. Czasem wydawało mu się, że pragnienie zemsty pojawiło się już w dniu pierwszego spotkania z Ottarem na podwórku, gdzie chłopcy grywali w kiczki. Byli sąsiadami. Leon był przekonany, że dobrze opanował sztukę tej gry, rówieśnicy go cenili, tymczasem przegrał i to dwa razy z rzędu z Rudym.

Od dnia objęcia władzy, Namiestnik nie szczędził czasu ani wysiłku na rejestrację, dokumentowanie, opisywanie i wycenę szkód wyrządzonych obywatelom Amnezji przez Rudego. Zatrudnił księgowego. Ważna była dokładność, dokumentacja i wyliczenie szkód, jakie spowodował Rudy budując bez opamiętania autostrady i koleje, naprawiając drogi polne, wznosząc wiadukty, budując wielkie lotniska, jakby miały lądować tam promy kosmiczne, i organizując boiska nadające się bardziej do handlu warzywami niż do uprawiania sportu. W końcu stworzył nawet ścieżki zdrowia przez bagna, gdzie oprócz pijanego diabła i nocnych oparów nie było niczego. Budował także tanie oczyszczalnie ścieków. Na to wspomnienie Ptachu odwrócił głowę i zacisnął palcami nozdrza. Dusiło go.

– Tfu! Co to był za smród! Co za pomysł, żeby coś takiego robić!

Na spotkaniach publicznych ludzie pytali Namiestnika:

– Po co on to wszystko robił? Po co komu ścieżki zdrowia przez bagna? Przecież to kosztowało majątek. Kto to wszystko będzie sprzątać i remontować?

Wszystko, co stworzył Rudy, w ocenie Namiestnika było anormalne. Cieszył się, że jego pogląd podzielają miliony obywateli, choć czasem jego oskarżenia brzmiały absurdalnie. To go umacniało, że jest na słusznej drodze. Przygotowywał się do walki. Sprawa musiała trafić do sądu. Należało liczyć się z możliwością długiego procesu. Ptachu wolałby wymierzyć sprawiedliwość Rudemu szybciej i po cichu, jeśli byłoby to możliwe, ale było to obciążone ryzykiem. Konsekwencje niepowodzenia mogły być poważne. Takie były realia. Wróg narodu nie był w ciemię bity. Wręcz przeciwnie, był kutym na cztery nogi specjalistą od malwersacji i manipulacji. Tak myślał o nim Ptachu. Również coraz więcej obywateli. Była to wojna, a nie bitwa. Potrzebna była strategia, sąd i wyrok.

– Ten rudy diabeł musi ponieść zasłużoną karę! – Powtarzał to sobie, aby nie osłabło w nim pragnienie doprowadzenia do osądzenia i ukarania złoczyńcy. We śnie widział Rudego w celi więziennej. Raz nawet, był to makabryczny sen, w celi tortur, jak darł z niego pasy i posypywał rany solą. To było tak straszne, że rano zwymiotował na samo wspomnienie.

Książki Michaela Tequili w księgarniach – najlepsze ceny https://tinyurl.com/y2r45ew5

Recenzje powieści Michael Tequila: „ Sędzia od Świętego Jerzego”: http://michaeltequila.com/?page_id=39

Recenzje opowiadań Michaela Tequila: „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco”: http://michaeltequila.com/?page_id=1265 

Opinie czytelników o zbiorze poezji Michael Tequila: „Klęczy cisza niezmącona” http://michaeltequila.com/?page_id=47

0Shares

Ptachu zamyka się w sobie i śni kolorowo. Odc. 20. Powieść coraz bardziej psychodeliczna.

Namiestnik Kukuła, zwany wśród przyjaciół Ptachu, zamknął się w sobie jak ślimak w skorupie i zamyślił się. Dzień był świąteczny, bardzo pobożny, w dodatku słoneczny, nastrajający do optymizmu i marzeń.

Poruszyło go to do tego stopnia, że zamarzył, aby zażyć kąpieli w gorących źródłach w cieniu dwóch wulkanów. Myśl była tak oryginalna, nieocenzurowana, że przed oczy nasunęła mu się Payachata, łańcuch wulkanów na granicy Boliwii i Chile w Parku Narodowym Sajama, gdzie turyści podziwiali bulgoczące gorące źródła oraz obserwowali dziką zwierzynę, niedźwiedzie, pumy, pancerniki i wiskacze górskie. Kiedy przetarł oczy, zauważył, że był to napis na ekranie laptopa.

Odrzucił niedorzeczne myśli o kąpieli, po czym podsumował sytuację w głowie, mieszczącej nieprzebrane bogactwa pomysłów i rozwiązań, a nawet kar dla ludzi krnąbrnych i nagród dla prawidłowo myślących.

Ocenił najnowsze zdarzenia. Zrobił to prawdopodobnie nie całkiem udanie, ponieważ w nocy wróciły do niego w postaci mary sennej, nieco chaotycznej, ale jakie to miało znaczenie. Ważne było to, że coraz trudniej było mu iść pod prąd, sam widział we śnie, jak kulał, zobaczył siebie nawet w zagubieniu, jak chodzi po polach i lasach szukając zapałek, aby rozpalić ognisko i oświetlić sobie dalszą drogę. Kiedy zdał sobie z tego sprawę, wstał, poszedł do kuchni, nalał szklankę wody i przyjął paranoium, uspokajający lek, dający kolorowe sny i oryginalne wizje. Przyjmował go już od kilku lat i czuł się coraz lepiej.

Pierwszą wizją, jaka go nawiedziła, była integracja. Było to rodzaj kombinacji scalającej w jedno ramiona władzy rządowej, przemyślne instytucje i organizacje państwowe, gdzie klują się decyzje i pomysły polityczne oraz umysł podpowiadający, jak to wszystko wykorzystać dla kontroli społeczeństwa. Wydało mu się, że stoi przed nim mężczyzna średniego wzrostu, w okularach, o mysiej twarzy wykrzywionej bolesnymi wspomnieniami, i coś mu melduje. Nie wierzył w to, dopóki nie usłyszał jego usłużnego głosu.

– Towarzyszu Namiestniku! Nastąpiła integracja władzy zgodnie z instrukcjami. Dwa resorty, siłowo – porządkowy oraz wywiadowczo-konspiracyjny, połączyłem pod swoimi skrzydłami. Wiem teraz o niebo lepiej, co w trawie piszczy, mam ludzi i pieniądze oraz sprzęt, aby na każde skinienie pana Namiestnika rzucić się do gardła przeciwnikom pańskich rewolucyjnych idei,

dowiedzieć się o nich więcej niż wie ich rodzona matka, w końcu usidlić ich w majestacie prawa, ograniczając przenikanie naszych słodkich tajemnic, ich rozlewanie się ich po kraju i zatruwanie świadomości bogobojnych obywateli. To zwiększa nasze możliwości kontynuacji cudów, jak ten z fakturami zawierającymi wyimaginowane żądania zapłaty za nędznej jakości papę i krzywe gwoździe na pierwszy wieżowiec Abu Dhabi, jaki pan Naczelnik sobie zamarzył.

Raport mężczyzny o mysiej twarzy nasunął Namiestnikowi wspomnienie ludzi pokornego serca, podążających za nim, jego myślami i dobrymi czynami, maszerujących w skupieniu i nie zadającymi pytań. Ich liczba wynosiła czterdzieści cztery. Podpowiedział mu to Mistyk, wieszcz, którego ostatnio Namiestnik nie czytał, bo nie miał czasu. Po chwili wieszcz zwany także Poetą pojawił się ponownie.

– Przeliczyłem słupki przydrożne. – Jest ich czterdzieści sześć, a nie czterdzieści cztery, jak sądziłem. – Wyjaśnił przytomnie i zniknął. Jego miejsce zajęli ludzie o twarzach zniwelowanych beztroską, aby dzielić się z Namiestnikiem swoimi przemyśleniami.

– Jest nam tak dobrze, że nie musimy myśleć. Bo i po co, skoro pan Namiestnik za nas myśli? Po co mamy zadawać pytania, skoro i tak pan Namiestnik zna już na nie odpowiedzi, skoro pan Namiestnik jest ze swoimi asystentami przed nami, za nami i po bokach? Na zakończenie, całkiem niespodziewanie, odśpiewali „Alleluja, Alleluja!”

Uświadomiwszy sobie z radością, że istnieją na świecie ludzie bez troski, Namiestnik zapadł w czysty sen. Śniły mu się dwa białe i dwa czarne króliki. Pomyślał, że to omen nomen, i tak już zostało do rana.

0Shares