Kilku wspaniałych i inne opowiadania

Dzisiaj słońce zaświeciło tak mocno, że w moim sercu rozśpiewały się skowronki, co mnie przekonało, że jednak mam serce. Dla równowagi skarciłem się, że od dwóch tygodni nie zamieściłem żadnego wpisu na blogu. Życie toczy się tak szybko, że mi wstyd, bo nie nadążam, tym bardziej, że w Polsce życie toczy się szybciej do tyłu niż do przodu, co jest fenomenem na wielką skalę.

Jesteśmy teraz popularni w Europie, na świecie też. Wszyscy o nas debatują, rozważają, przyglądają się. Ładnie maszerujemy, rzucamy petardy, wznosimy okrzyki, białasy do rządu, czarni do worka, czy coś w tym rodzaju, prezentujemy kukiełki z teatrzyku Ku Klux Klan i historyczne swastyczki. To wszystkich zadziwia, zachwyca i frapuje, bo nikt nie ma tak mocnego teatru ulicznego jak my.

– Polak potrafi – mówią ludzie za granicą cmokając z zachwytu. Może nie każdy Polak, ale rząd na pewno, bo tak zdolnego rządu od dawna już nie mieliśmy. Jest moim faworytem.

W Europarlamencie odbyła się ciekawa debata zakończona rezolucją na temat Polski. Z lokalnych mówców najbardziej podobali mi się Rysio Czarnecki i Rysio Legutko, kojarzący mi się z Kogutkiem, bardzo nastroszonym i czupurnym.

Posłuchałem posła Legutko. Był oburzony, tylko nie za bardzo zrozumiałem na kogo. Mówił o łajdactwie i zdradzie, i to bardzo przekonywująco. Zanotowałem jego wypowiedzi wyrywając je oczywiście z kontekstu, bo mówił dużo i tupał przy tym głosem do taktu, co mi się podobało. Cytuję: „Nie mogę dojść do siebie”, „to nie jest dialog, żadna debata”, „to jest pokaz siły”. Zrozumiałem, że to on pokazuje tę siłę i to mnie podbudowało, bo dawno nie pokazaliśmy w Unii, kto w niej rządzi. Potem pomyślałem, że brzuch go rozbolał, ponieważ natychmiast po wypróżnieniu się słownym wyszedł z sali, chyba do toalety, aby poprawić makijaż.

Przed wyjściem, na sam koniec powiedział (cytuję): „Tu nie chodzi o praworządność, o wartości, tu chodzi o władzę”. Mówiąc to popatrzył do góry, skąd spoglądał na niego jego ukochany zwierzchnik, który mu przytaknął. Zgodziłem się z nimi, mają absolutnie rację.

 

Szybka autostrada w kierunku Turcji

Mgła była tak gęsta, że zadusiła dwóch robotników. Wkrótce się okazało, że to nie robotnicy, tylko lekarze, nauczyciele, sędziowie i prokuratorzy, i nie dwóch, tylko dwa tysiące, i nie zadusiła mgła, tylko zwolnił rząd. Zwalniani usprawiedliwiali się jak mogli: rozumiemy bardzo dobrze, reforma musi iść naprzód, my jesteśmy słabiutcy jak pijane niemowlę, ci co przyjdą w nasze miejsce będą naprawdę dobrzy.

Sam fakt zwolnień bardzo dobrze robi narodowi, gdyż tworzy motywację, wszyscy stają się szczęśliwi i pracują jak wiatraki. Dobrze, że rząd reformuje służbę zdrowia, edukację, sądy i prokuraturę, bo były już nie do zniesienia. Oprócz samoobsługowych pułapek na myszy, nic tam nie działało, nawet proste w obsłudze drewniane schody ruchome.

Mamy silny rząd. Jakakolwiek ustawę uchwali, prezydent ją bez zwłoki akceptuje, (pod warunkiem, że ma prawo do współudziału), Trybunał Konstytucyjny od razu zaklepuje jako legalną i oddala ewentualne skargi. Jest to najprostsza droga, aby silny rząd stał się jeszcze silniejszy. I o to właśnie chodzi, gdyż coraz szybciej pędzimy do tyłu i zbliżamy się już do Turcji, gdzie wymienia się wszystko i wszystkich, od razu z imienia i z nazwiska, w dodatku prosto do więzienia, aby w kraju było więcej przestrzeni dla ludzi pracy.

W UE udało się pani premier załatwić sprawę wynagrodzeń pracowników delegowanych, „może nie wszystko, ale obroniliśmy się przed najgorszym”. Fantastycznie powiedziane: załatwiliśmy wiele, ale najważniejsze, że obroniliśmy się przed najgorszym. Rząd zna wszystkie przysłowia.

To, co teraz napiszę, to prawdziwa bomba. Forbes ogłosił, że premier Szydło jest dziesiatą najbardziej wpływową kobietą na świecie, dwa rzuty kajakiem za królową Elżbietą II (miejsce 8). Siła oddziaływania pani premier wzmocniła mnie na duchu. Poczułem się tak bardzo w sobie, że zamiast sześciu kaw wypiłem pięć. Cieszy mnie także to, że to zaszczytne miejsce zajmuje pani Premier (jest to sprawa tylko między nami Polakami) ex aequo z Jarosławem Kaczyńskim. Można by powiedzieć, że jest to niezwykle udana szyfrowana kombinacja otwartej decyzyjnie pani premier i ukrytego decyzyjnie Jarosława Kaczyńskiego.

Nie wiem, dlaczego tak dobry rząd ma być wymieniany. Chyba na jeszcze lepszy i to będzie fantastyczne, bo już jest doskonały. Świadczy o tym niezwykła wpływowość pani premier na świecie.

Obyśmy tylko zdrowi byli.

Radość życia dojrzałego mężczyzny

W piątek, czyli wczoraj, przytłoczyła mnie radość życia. Była spontaniczna i rozbrykana jak małe dziecko.

Najpierw dowiedziałem się, że w Polsce istnieje stanowisko takie jak „technik serwisu łopat turbin wiatrowych” do którego głównych zadań należy „troubleshooting”. Potem pojawiła się informacja, że „policja złamała szyfr dealera gwiazd i celebrytów Cezarego P”, co oznaczało, że „osoby znane z pierwszych stron gazet poczuły strach”. Jeszcze bardziej potem, o godzinie 5 PM, rozpoczęła się happy hour z campari z tonikiem zamiast soku, który wyparował, i trzema małymi pączkami z serem, budzącymi słoneczne niebo w gębie. Happy hour to you, too!

W końcu, i to dopełniło dziennej czary mego uniesienia, podano wynik spotkania Prezydent – Prezes, w jakiej sprawie nie wiem, bo o tym nie pisano. Wynik jest jednak znany: jest chęć i wola, będą analizować, odbędzie się kolejne spotkanie. Piszę o tym i podobnych tajnych sprawach publiczno-politycznych na Twitterze, który stał się dla mnie domem i przystanią. Podaje adres: www.twitter.com/michael_tequila . Wystarczy też wpisać Michael Tequila po wejściu na stronę www.Twitter.com.  

Na zakończenie kolejna dawka rozkoszy literackiej z mojego zbioru opowiadań: Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. Humoreski i inne opowiadania”:

„W warunkach układu słonecznego hysio występuje najczęściej nocą około godziny 23.15, ale w Galaktyce Rozdrażnień panują zupełnie inne warunki. Przeważają tu silne prądy równoległego wzbudzania i hamowania aktywności organizmów żywych i nie ma podziału na dzień i noc. Czas dobowy liczony jest metodą przeskoków: redukcji – od godziny 24 do godziny 0, i wzrostu – od godziny 0 do godziny 24. Ta doba była dobą rosnącą.

Kapitan spokojnie podchodził do załogantów, którzy ustawili się na zbiórce w tradycyjnej gwiezdnej formacji, nagle podskoczył, podniósł obydwie ręce do góry i popędził w kierunku mostku sterowniczego. Tam czaił się chwileczkę, po czym zręcznie wdrapał się na pulpit nawigacyjny, skąd jednym susem przeskoczył na tablicę świateł ostrzegawczych i wydał z siebie nieartykułowany dźwięk. Zaraz potem oznajmił donośnym głosem:

– Jestem kapitan Nemo K, niestrudzony badacz galaktyk i układów gwiezdnych.

Nie wyczerpało to jego repertuaru hysia, ponieważ chwilę później wykonał dziwny manewr. Obrócił statek rufą do przodu i, dokonując gwałtownego zwrotu przez lewy statecznik, przeleciał tuż, tuż koło najgorętszej w tym regionie gwiazdy, zwanej Julią Roberts. Spojrzał śmiało w jej duże i piękne oczy i na odległość ucałował jej obfite różane usta. Gwiazda emanowała tak niezwykłym blaskiem, że musiał przesłonić oczy daszkiem czapki kapitańskiej. Załoga oniemiała.”

Zobacz na Twitterze. Kliknij na link księgarni Znak pod obrazkiem:

https://twitter.com/michael_tequila/status/921427215472119808

Kierunek Twitter

Tak bardzo nie mam nic do powiedzenia, że chyba powinienem zostać premierem. Pani premier sama prawie nie zabiera już głosu na temat obrony narodowej, polityki zagranicznej oraz współpracy z prezydentem. Są to sprawy wyłączone do osobistego użytku osób uprzywilejowanych przez los.

– A co ja się będę mieszać się w takie głupoty, jak inni robią to lepiej? – Premier odpowiedziała sama sobie patrząc w lustro, po czym rzuciła w nie pantofelkiem, który z związku ze zbliżającą się zimą i rosnącą stopą życiową będzie zmieniać na wysokie buty zimowe.

Tęgość naszego rządu wyraża się dzisiaj w ciele raczej niż czynach, z wyjątkiem oczywiście reformowania wszystkiego, co się rusza, a nawet tego, co od dawna nie wykazuje znaków życia. Jak zauważyłem, w górę wagowo idą nie tylko Amerykanie, ale i nasz Prezes, Premier oraz Minister Spraw Zagranicznych. Tęgość jest oznaką statusu, przykładem są choćby dawni chińscy mandaryni. Cieszy mnie, że mamy swoją wagę w skali międzynarodowej.

W reformowaniu jesteśmy mocni. Reformujemy siebie i innych. Idąc w ślad mistyków i proroków rządowych postanowiłem i ja się zreformować. Z Facebooka przechodzę na Twitter, na którym już zamieściłem ponad 20 tweetów. Na Facebooku będę zamieszać głównie fragmenty mojej twórczości literackiej (książki, opowiadania itp.).

O Twitterze Wikipedia mówi, co następuje: „Twitter jest modny wśród elit i chętnie wykorzystywany przez osoby publiczne, w tym m.in. przez polityków, dyplomatów, publicystów i dziennikarzy. Swoje profile na Twitterze mają także gazety, czasopisma, instytucje państwowe, firmy, ośrodki medyczne, celebryci itp. Tweety znanych osobistości (np. papieża, prezydenta USA i RP) nierzadko przygotowują specjaliści ds. komunikacji.”

Bądź elitarny, zapisz się na Twitter i śledź Michaela Tequilę. Nazwisko jest alkoholizowane, łatwe do zapamiętania. Jeśli jego tweety Ci się spodobają, daj swój „like”, jeśli nie, skop je w …., określ je mianem p…., albo wyraź swój słuszny gniew w inny jeszcze bardziej twórczy sposób.

Oto kolejny fragment mojego opowiadania jako zachęta do zakupu książki „Niezwykła decyzja Abuelo Caduco. Humoreski i inne opowiadania":

„Racjonalny umysł Arturo Cwikly żywił ciepłe uczucia dla intuicji, przeznaczenia i czasu. Arturo wierzył w Nowy Rok, jako wyodrębniony moment w czasie. Równie dobrze mógłby uwierzyć, że noga zaczyna się od kolana albo od kostki, ponieważ Nowy Rok jest w istocie Starym Rokiem, który powiedział: – Dzisiaj odradzam się w niewiadomym celu. Bo czas nie ma celu. „A może ma?” – zadał sobie pytanie Arturo, Argentyńczyk słowiańskiego pochodzenia. Jego ojciec był imigrantem z Czech, człowiekiem niezamożnym, ale ambitnym, który pragnął zapewnić jedynakowi wysokie wykształcenie. I zapewnił, choć przez śmiercią nie był już pewien, czy jego decyzja była słuszna, ponieważ Arturo – zamiast poświęcić się karierze naukowej – oddał się namiętnościom.

Arturo był człowiekiem wolnej woli, ateistą z wyboru, który zdecydował się zapomnieć, kto spłodził go na początku długiej linii ewolucji i jakie wynikały stąd konsekwencje. Zignorował swoich przodków, uważając, że to los przypisał mu rolę mężczyzny i miejsce w życiu. W Boga nie wierzył. Ateizm był jego wiarą, a zarazem formą sieroctwa, samotności i odosobnienia”.

Obfitość grzybów, ludzi, potencjału i przekleństw

Po obfitych deszczach, w lasach pojawiły się grzyby w ilościach przekraczających ludzkie wyobrażenie. Niektóre są podobno trujące, nawet te, które nigdy nie były. Podejrzewam Unię Europejską, konkretnie Francję i Niemcy, idące na udry z nami, krajem, który wstał z kolan. Zwróćcie uwagę, jak dzisiaj wyglądają w kolanach spodnie męskie i damskie, wyprasowane i eleganckie, nie to co dawniej, za rządów PO i PSL, pomięte od klęczenia.

Po deszczach także w kościele pojawiły się masy ludzi. Pierwsze rzędy ławek zajął rząd z prezesem i premierą na czele, drugie prezydent z gabinetem, trzecie ministrowie rządowi. Osobne stanowisko, blisko ołtarza, zajęło Minister Obrony Narodowej w uznaniu zasług zwolnienia z pracy dziewięćdziesięciu byle jakich generałów i stworzenia biura ds. cyberwojny. Będzie się tam opracowywać gry wojenne, które zastąpią helikoptery bojowe, tarczę antyrakietową i pociski Patriot.

Deszcze przyniosły też obfitość potencjału i prognoz. Wicepremier Morawiecki, a następnie sama premiera, prognozowali prześcignięcie Niemiec na polu rozwoju gospodarczego. Nadal jest to pole, ale mamy potencjał przekraczający ludzkie wyobrażenie. Premiera użyła tego określenia po obejrzeniu filmu z grzybobrania.

W ostatnich rzędach samotnie siedział Jerzy Owsiak, który przyszedł pomodlić się o niski wymiar kary. Sprawa jest w prokuraturze. Jest oskarżony o użycie sześciu brzydkich wyrazów.

– Będzie mnie sądzić prokurator, który zachował czystość językową, aby zachować neutralność ocen. – Wyjaśnił.

– Prokurator!? Chyba sędzia? – Dopytywali się dziennikarze.

– Nie, tak to było dawniej. – Odpowiedział, z trudem powstrzymując się od przekleństw, którymi zwykł rzucać publicznie. – Dzisiaj prokuratorzy prowadzą dochodzenia przeciwko sądom, na przykład za to, że sąd nie skazał na areszt biznesmenów zgodnie z wnioskiem prokuratury. To jak ja wypadam w tej sytuacji, drobny robaczek dobroczynności? – Zapytał. – Może gdybym użył tylko słowa „mać”, to by mnie nie wytypowano. Do prokuratury zgłosił mnie policjant; nie zrozumiał mnie, bo oni niestety nie przeklinają.

Wypowiedź Jerzego Owsiaka uznałem za przekonywującą. Chyba sam zgłoszę się do sądu, aby powtórzyć brzydkie słowa, które chodzą mi po głowie od czasu powstania z kolan. Będzie mnie to kosztować, ale zyskam sławę drugiego w kraju człowieka upominającego się o prawo ludzi do szczęścia w grzechu złorzeczenia zarówno na prostych jak i zgiętych kolanach.

 

Wielkie osiągnięcia Polski na arenie międzynarodowej

Polski rząd nieprzerwanie odnosi sukcesy na arenie międzynarodowej. Krystyna Pawłowicz, ta od ciepłych posiłków w Sejmie, skutecznie skrytykowała Niemcy, że do dziś „respektują mapy swej Rzeszy z 1937 roku”. Po jej wypowiedzi, inna posłanka PiS, Joanna Lichocka, oburzona wypowiedziami prezydenta Francji Macrona ogłosiła bojkot serów francuskich.

– Proponowano mi je, zachęcano, przekonywano, ale odmówiłam. Nie będzie Macron pluć nam w twarz, ni dzieci nam germanić – powiedziała solidaryzując się z panią Krysią.

W dniach 29-31 sierpnia uczestniczyliśmy w Targach Erotycznych Asia Adult Expo 2017 w Hong Kongu. Jesteśmy w czołówce największych innowatorów. Niemcy wystawili Womanizer, bezdotykowy stymulator łechtaczki, USA – Svakom, w pełni ekologiczny stymulator seksualny na baterie, Chiny – zintegrowane lalki dla dorosłych (tak erotyczne, że aż włos się jeżył), sztuczne penisy najnowszej generacji oraz nakładkę masturbacyjną łączącą seks robota z rzeczywistością wirtualną. My pokazaliśmy wielki palec środkowy wzniesiony do góry oraz dwa mniejsze w kształcie litery V, supernowoczesne narzędzia integrujące seks z polityką zagraniczną.

Wszyscy byli zachwyceni naszą technologią. Chińczycy uznali ją za wyraz otwartości Polski na nowe trendy w światowej polityce. Wobec zagrożeń z Zachodu, w szczególności groźby napadu na Polskę ze strony Unii Europejskiej, nastąpiło zbliżenie stanowisk. Głos zabrał minister Waszczykowski stwierdzając w wywiadzie dla BBC, że chcemy „demokracji bezprzymiotnikowej”.

– „Też tak myślimy” – podkreślił minister spraw zagranicznych Chin, dodając: Tylko demokracja oparta na silnej bezpardonowej, władzy jest dobra. Demokracja bezprzymiotnikowa jest „be”. „Be” w naszym języku znaczy wszystko, co najgorsze.

Obydwa kraje opublikowały komunikat prasowy: „Łączy nas wspólnota zapatrywań oraz konieczność rzucenia na kolana niebezpiecznych dla pokoju potęg militarnych: Polska – Unii Europejskiej, Chiny – USA”, po czym ministrowie spraw zagranicznych wspólnie zwiedzili, w części muzycznej targów, wystawę męskich organów.

W nocy zbudziło mnie wycie. To wyło moje serce z dumy, że jestem Polakiem. Mamy wspaniały rząd i fantastyczne osiągnięcia polityczne i technologiczne. W sporcie też udałoby nam się wygrać z Danią (z Unii Europejskiej) w piłkę nożną, gdyby nie to, że nas nieuczciwie zaskoczyła. Taki jest Zachód wobec nas, wrogi i podstępny. Ale my umiemy odpowiedzieć. 

Rysio Czarnecki przemówił mi do rozumu

Spałem, kiedy obudził mnie głos posła uniwersalnego, wszechobecnego, czyli Rysia Czarneckiego. Widziałem go kiedyś w stroju sportowym, przy rowerze. Też dobrze wyglądał. Chłop pracuje jak dwa Herkulesy, dwoi się i troi, raz widzę go w Warszawie, innym razem w Brukseli, jeszcze innym w Strasburgu.

Przemówił mi do rozumu, wyjaśniając historię prezydenta Macrona, który odwiedził wszystkie kraje Europy Wschodniej z wyjątkiem Polski i Węgier. – To bardzo dobrze dla nas – powiedział Rysio. – Macron boi się Polski. Gdyby nas zaprosił do wspólnego stołu z innymi Wschodnimi Europejczykami, to wszyscy oni przeszliby na stronę Polski i Francja pozostałaby osamotniona jak palec, a wiadomo, jak palec u nich się kojarzy. Wtedy i Niemcy przeszłyby na naszą stronę i Francja jeszcze bardziej byłaby osamotniona, bo za Niemcami przeszłyby na naszą stronę pozostałe kraje, nie mające tej prężności, mądrości i odwagi, jaką wykazujemy walcząc z Unia Europejską. Przykład skutecznej walki? Wytniemy Puszczę Białowieską co do krzaczka i mogą nam nagwizdać! Zdusimy ich jak kurczaka naszymi odważnymi decyzjami. Ich, znaczy się Unię Europejską. Kiedy to już się stanie, obejmiemy w niej przewodnictwo i wtedy Niemcy będą u nas chodzić na pasku, a Francuzi nauczą się od nas w końcu jeść widelcem, bo oni wciąż tego nie umieją. I nic nie rozumieją. Na szczęście my mamy rozumny rząd przed sobą i mądrą część narodu za sobą, tą, która nas popiera. Znaczy się Suwerena. – A reszta? Reszta to ludzie pośledni, zagubieni we mgle niewiedzy, buntujący się, nie rozumiejący potrzeby podporządkowania wszystkiego rządowi, scentralizowania i mądrego rządzenia. To najkrótsza droga do ogólnego szczęścia.

Lubię słuchać Rysia Czarneckiego, fantastycznie przemawia do rozumu. 

Spotkałem pana Macierewicza. Nie podał mi ręki.

Spotkałem pana Macierewicza. Był na zdjęciu. Jaki tam on pan!? Baron, nie pan! Jednym ruchem zwalnia dziewięćdziesięciu generałów, drugim ruchem awansuje Misia na szczyty władzy, potem go zwalnia do rezerwy, w końcu bije medal ku jego pamięci. Wszystko jednym ruchem. Aby tak awansować podwładnego, potrzebne są trzy rzeczy: ogromna władza, miłość i decyzja. Gdybym ja tak kochał podwładnego, też awansowałbym go pod niebiosa. Zwolnienie do rezerwy było chyba wypadkiem losowym.

Pan Macierewicz wyglądał smutno na zdjęciu: szary, cera ziemista, wymęczony. Nie ma łatwego życia. Wyglądał jak po ekshumacji, bardzo smutno. Nie podał mi ręki. Obydwaj ucieszyliśmy się, sam nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że był tylko na zdjęciu. Jest w naszym kraju tyle tajemnic.

Dobrze, że przynajmniej mamy rząd, który wszystko rozumie i umie rozwikłać tajemnice, i czyni tyle dobra, że aż się ludzie buntują wychodząc na ulice. No bo jakżeż można tak się poświęcać? W Chinach żyła kiedyś przodownica pracy, która oprócz pracy w kopalni udzielała się także społecznie i wskutek wyczerpania zmarła w wieku czterdziestu lat. Nie wiem, czy to słuszny wniosek, ale od czynienia nadmiaru dobra można sobie potężnie zaszkodzić, może nawet się unicestwić. Chciałbym, aby pani premier Szydło to wiedziała, może nawet coś o tym powiedziała publicznie. Ona tak pięknie mówi. Mnie zawsze pociesza, że idzie ku dobremu, choć nie wszyscy w to wierzą. Ludzie są różni, wierzący i niewierzący. Taki mamy kraj.

Każdy ma swojego Trumpa

Przeczytałem w „The Economist” najnowszy artykuł na temat podziałów społecznych w Stanach Zjednoczonych, który skojarzył mi się z naszym, rodzimym podziałem na ludzi pierwszej i drugiej kategorii.

Amerykański Pew Research Center przeprowadził sondaż 40.447 osób w 37 krajach. Oto jego wyniki.

Poziom zaufania do prezydenta Obamy w końcowym okresie jego urzędowania wynosił 64 %, prezydentowi Trumpowi ufa dzisiaj tylko 22 %. 75 % ankietowanych określiło go jako osobę zarozumiałą (arogant), 65 % jako osobę nietolerancyjną (intolerant) i 62 % za niebezpieczną (dangerous). Poziom akceptacji Stanów Zjednoczonych w Europie Zachodniej spadł z 64 % do 49 %.

Nie jest źle; nie pozostajemy w tyle, też mamy swojego Trumpa. W dzisiejszych czasach chyba każdy musi mieć kogoś, kto go straszy. Na uspokojenie serca dobra jest waleriana, na uspokojenie społeczeństwa wyraźnie dobre są protesty, na których każdy może wykrzyczeć, co go boli. Tak wygląda zbiorowa terapia w czasach uduchowionych dyktatorów i satrapów, wierzących we własną zdolność zbawienia demokratycznego społeczeństwa wbrew woli większości.

Szczęśliwy kraj, szczęśliwi obywatele

Po dwóch wetach prezydenta kraj wypełniły postacie i zdarzenia. Każdy miał coś ciekawego do powiedzenia, jedni wzniośle, inni bardziej przyziemnie. Pani premier też przemówiła, była jakby większa i pełniejsza, bardziej uroczysta. Do „Radia Wiara” zadzwonił pan Józef z Lublina, wyraził troskę o wydarzenia i zaproponował demonstrację 500.000 osób, nazywając ją małymi Węgrami. Ministra obrony określił mianem największego patrioty i najprzedniejszego stratega w historii kraju. O godzinie szóstej rano następnego dnia biły dzwony, miarowo, potężnie, wzywając wierzących i niewierzących do wiary w przyszłość. Jedni uwierzyli, inni nie, trzeci tylko połowicznie.

Wydarzenia w kraju okazały się tak niezwykłe, że zainteresowały się nimi wszystkie media, nawet król Butanu, jedynego państwa na świecie, gdzie mierzy się poziom szczęścia obywatelskiego. Dziennikarze pisali tam, że ludzie w dalekim orientalnym kraju tak bardzo kochają swoją partię rządzącą i prezydenta, że chodzą wiecować pod wysokie budynki, zapalają świece i czyniąc wspomnienia śpiewają pieśni dziękczynne i wznoszą okrzyki.

Wielki nastrój panuje też w budynkach. Prezes partii rządzącej często się modli i radość czerpaną z modlitwy przenosi do Sejmu. Kiedy opozycja w swoim zagubieniu atakuje go, albo protestuje, że marszałek zbyt wolno prowadzi obrady, prezes odpowiada jej słowami otuchy i miłości: „Moje wy mordki łagodne, krzywe pyszczki, łajdaczki najukochańsze. Zamknijcie drzwi, bo straszny przeciąg się tu robi”. Potem ich przytula do serca i pieści słowami do tego stopnia, że robi im się przykro, że nie mogą mu się odwdzięczyć.

Całkiem ostatnio prezydent i prezes popatrzyli w odwrotne strony świata i ten niewinny z pozoru incydent tak zdezorientował społeczeństwo, że zamarło ono w oczekiwaniu. Na wszelki wypadek naród nabrał otuchy w piersi i słodyczy na usta i czeka, co będzie dalej.

Historia głowy, która nie wiedziała, czy się wybić

Chodzi o głowę nie byle jaką, pierwszą z brzegu, ale wysoko sytuowaną, głowę państwa średniej wielkości, targanego drgawkami niepewności, co to będzie.

Siedząc na tronie w swoim pałacu głowa słyszała dwa głosy. Jeden dochodził zza okna, wielkiego jak szafa gdańska, były to głosy skandujące: Wybij się! Wybij się! Zagłosuj 3 x Nie. Drugi głos był równie mocny, a może nawet i mocniejszy i dochodził z telefonu komórkowego. Nie wybijaj się! Nie wybijaj się! Głosuj 3 x Tak. Raz lub dwa razy ten głos nawet krzyczał. Głowa wahała się między pragnieniem wybicia się a obowiązkiem niewybijania się, który jej zaszczepiono, kiedy była jeszcze mała i umocniono, kiedy doszła do wysokości.

Ktoś zapytał dworzanina z pałacu, czy głowa widziała głosy za oknem. Okazało się, że nie, bo okno było z drugiej strony pałacu.

– To dlaczego głowa nie przejdzie na drugą stronę pałacu? Widok jest bardzo fajny, bo głosy machają światełkami, bardzo atrakcyjnymi i są ich tysiące.

– Głowa nie może chodzić, prawdopodobnie boli ją brzuch. – Odpowiedział dworzanin, niezwykle sprawny w wyjaśnianiu spraw zdrowotnych i innych. – Chcieliśmy głowę przenieść w lektyce, ale lektyka jest w naprawie. To wspaniała lektyka, wygodna – wyjaśnił i uśmiechnął się uroczo spod rzadkiej brody.

W sprawie były tzw. elementy krytyczne: potężniejące krzyki za oknem, uparta perswazja w telefonie oraz coś trudnego do określenia, wewnętrznego, szarpanego wątpliwościami dotyczącymi upadku popularności, reakcji zagranicy, strachu przed nieznanym, może jeszcze czymś innym. Chodziło prawodopodbnie o sumienie.

Wszystkie głosy czekały na decyzję głowy, czy zechce się wybić się czy nie, ale ona nie wiedziała, co zrobić, poszła więc spać. Czy miała sny i jakie, nie wiadomo, bo jeszcze się nie obudziła.

Rewolucja trwa. Ludzie dostają szału i strasznie krzyczą.

Świat zmienia się tak szybko, że wystarczy jedna noc, by następnego dnia już go nie poznać. Na szczycie piramidy społecznej, jaka zebrała się w pewnym okrągłym budynku, pewien prezes dostał szału, strasznie miotał się, krzyczał, wyzywał ludzi od sukinsynów, gniotów i parszywców, i to podobno tylko dlatego, że nie dostosowują się dostatecznie szybko do jego postulatów postępu społecznego. Jeśli chodzi o szczegóły, to gwałtowną i jakżeż zrozumiałą reakcję Prezesa (każdy lubi przecież wybuchnąć od czasu do czasu) wyjaśniano wzmianką o członku jego rodziny, rzekomo ktoś powiedział o nim coś niewłaściwego wycierając sobie równocześnie twarz. Tak dokładnie to nie wiadomo, co złego powiedział, bo powiedział tylko to, co ów krewniak Prezesa ogłosił kiedyś osobiście na temat rządzenia.

Niestety powiedzenie kuzyna źle się skojarzyło Prezesowi i dlatego wybuchł na mównicy jak granat. Na szczęście nikomu nic się nie stało, oprócz tego, że pani Krysia, miłośniczka Prezesa stwierdziła, a właściwie wykrzyczała, że pan Prezes miał rację, że wyzwał przeciwników własnych nad wyraz słusznych poglądów, od sukinsynów i podobnych łajdaków, bo ona by ich nazwała jeszcze gorzej, gdyby nie to, że jest kobietą.

Na to podniosły się głosy zwątpienia. Ktoś krzyczał, że nawet jeśli na górze ma ona coś solidnie kobiecego (tu podawał opis), a na dole też coś kobiecego (tu obył się bez opisu), ale ma usta pełne wymowy jędrnej jak słowa rycerza znużonego długim przebywaniem w rynsztoku, to nie wiadomo, czy nadal jest kobietą, czy też nie, o ile kiedykolwiek była.

– Ja jestem pełen wątpliwości. – Powiedział sceptyk i osunął się na ziemię, bo właśnie ogłoszono, że po błyskawicznym nocnym głosowaniu całe dwie wysokie izby ważnej instytucji opowiedziały się za kontrolą sędziów wszystkich spraw doczesnych.

– Na początku będziemy kontrolować sędziów w sądach, brzydkich wymieniać na ładnych, ponieważ lubimy piękno, potem sędziów piłkarskich, robiąc to samo, potem arbitrów wszelkich gier sportowych, potem jurorów ważnych imprez, potem sędziów w sporach rodzinnych, potem wszystkich innych ludzi, którzy wydają sądy o czymkolwiek. – Wyjaśnił Prezes swoim zwolennikom, gapiącym się w niego jak pies w gnat, jak to mówi przysłowie. Byli to ludzie szczęśliwi, niezdający sobie sprawy, że i oni mogą kiedyś trafić do sądu i zostanie im dokopane, jeśli trafią na sędziego myślącego po linii Prezesa, a nie po linii bezstronności, która jest dziwna, bo nie reprezentuje żadnej partii i może dlatego jest nielubiana przez wielu.

Kiedy o tym usłyszeli internauci, włos im się zjeżył na całym ciele (co było straszne, bo wiadomo, że człowiek wtedy szpetnie wygląda, zwłaszcza nago), ponieważ zdali sobie sprawę, że pisząc cokolwiek na blogu, na Fejsie czy na platformie społecznościowej, w emailu, a nawet na murze, wydają sądy o tym i o owym. 

Historia radośnie krótka jak urwany dzień

O niczym nie powinno pisać się tak dużo, jak o sprawach radosnych. Radość to imperatyw, nakaz obecnych czasów.

W wyniku informacji, że w budynku może znajdować się ładunek wybuchowy, wczesnym popołudniem ewakuowano Centrum Handlowe Manhattan w Gdańsku. Na zewnątrz wyszło 700 osób, klientów i pracowników sklepów i biur. Czas był piękny, słoneczny, ludzie się rozgadali, atmosfera podniecenia, rozmowy i pytania.

W rozmowach na przedzie, u góry, z boku, wszędzie, był parlament, oczywiście nie cały, tylko większość parlamentarna. Wszycy chwalili PiS, ganili opozycję.

– Partia idzie do przodu, rząd idzie do przodu, tylko opozycja drepcze w miejscu, społeczeństwo buntuje się, na szczęście tylko w połowie. – Ktoś mówił głośno.

Wszyscy się cieszyli, że rząd dokonuje zmian, cudownych, perspektywicznych, które zapewnią nam raj, jakiego nie znali nawet Adam i Ewa. Za czasów PO demokracja była pozorna, teraz jest prawdziwa. Parlament, jego decydująca większość pod sztandarem PiS, źródło wiedzy, wiary, nadziei, uczciwości i prawdy, będzie teraz kierować wszystkim: trybunałem konstytucyjnym, sądem najwyższym, sądami niższymi, prokuratorami, sędziami, nawet prezydentem, który jest niezależny.

Władza ma talent, umie stopniować napięcie, prawda płynie strumieniem z jej słodkich ust i wylewa się na ulice. A tam, niestety, niezrozumienie, ciemny naród, ludzie tysiącami sprzeciwiający się mądremu rządowi, mądrej partii, mądrym ministrom. Nocami palą świeczki na znak protestu. Ale co to za świeczki!? To ogarki! Prawdziwa świeca jest jak pała, wielka, wysmukła, od takiej to pół nieba może się zająć. To byłby dopiero ogień. Kto wie, może i ludzie nauczą się jeszcze palić porządne świece, ku chwale rządu, większości parlamentarnej i prezydenta. No i Naczelnika, chluby narodu, który zbudował nam reputację za granicą potężniejszą niż mur chiński, oby żył wiecznie, oczywiście nie mur, tylko Naczelnik.

 

Dogrywka negocjacyjna prezydenta Trumpa w Polsce. Cz 2.

W godzinach wieczornych prezydenci USA i Polski spotkali się ponownie. Bardzo przypadli sobie do gustu. Reprezentowali podobne poglądy, a układ gwiazd sugerował owocną współpracę.

President Trump podziękował serdecznie za doskonałą synchronizację przebiegu przemówienia.

– Kiedy wspomniałem Lecha Wałęsę, od razu wasi ludzie zaczęli buczeć. Fantastycznie to robicie. – Powiedział, po czym podjął długo oczekiwane zobowiązanie.

– Wypełnimy zasadę wspólnej obrony NATO wschodnich granic i obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Jest to postanowienie ważne na sześć miesięcy, po czym będzie automatycznie przedłużane. Okres wypowiedzenia: trzy miesiące. Takie mamy zasady.

President Kaczyński przyjął to oświadczenie ze zrozumieniem.

Następnie prezydenci wymienili się upominkami. President Trump otrzymał skrzydła husarskie, dla upamiętnienia chwały oręża polskiego pod Wiedniem. Od razu je przymierzył.

– Jak spotkam się z Putinem, to go wystraszę tym szumem! Fantastic! – Krzyknął, tak był ucieszony.

President Kaczyński otrzymał makietę muru, którym USA odgrodzi się od Meksyku. Była tak długa, że musiała być rozłożona na części.

– Doskonale! – Ucieszył się president Kaczyński. – Przyda nam się do umocnienia wewnętrznego podziału kraju.

Na zakończenie president Trump długo szarpał rękę Presidenta Kaczyńskiego; był to widomy znak szczerej przyjaźni. President Kaczyński odpowiedział poważnym ukośnym uśmiechem. Wszyscy wiwatowali. 

Poufne rozmowy prezydenta Trumpa w Polsce. Cz. 1.

Na jaw wyszły ostatnio szczegóły poufnego spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Prezydentem Trumpem w dniu jego słynnego przemówienia na temat dziejów Polski. Mężczyźni zwracali się do siebie per „Mr President". Był tu pewien niuans językowy, ale tłumacz rządowy rozwiał go bardzo szybko: „Prezes” w języku polskim znaczy dokładnie „President” w języku angielskim.

Podjęto ważne zobowiązania. USA dostarczy Polsce gaz ziemny, pociski Patriot oraz będzie udzielać stałego poparcia idei Międzymorza z Polską w roli przywódcy. Podkreślono korzyści: dostawy gazu radykalnie zmniejszą zależność Polski od Rosji, a Międzymorze od Unii Europejskiej. President Kaczyński podkreślił, że pociski Patriot dobrze mu się kojarzą.

– Jesteśmy patriotami, nie wpuszczamy obcych do Polski. Mamy piękną tradycję.

President Trump powiedział a propos tradycji, że jest on spokrewniony ze znanym polskim rodem. President Kaczyński zainteresował się.

– Przestudiowałem drzewo genealogiczne. Mój dziadek wywodził się ze słynnego rodu Bufonów.

President Kaczyński nie pamiętał tego rodu. – Bardzo żałuję. – Wyjaśnił.

Dziękując za możliwość wystąpienia w Warszawie, president Trump wyjaśnił, że nie wspomniał roku 1989 w swoim przemówieniu, ponieważ ta część polskiej historii była dla niego niejasna. – Najważniejszy był wtedy Lech, ale chyba nie ten, o którym myślałem. Tak mi się wydaje. To delikatna kwestia, jak rozumiem.

President Kaczyński zobowiązał się do wyjaśnienia tej sprawy.

– Zmienimy wtedy podręczniki historii w USA. – Odpowiedział president Trump.

W międzyczasie obydwie pierwsze damy wymieniły się uściskami i uwagami na temat fryzur i sukni, oraz obiecały sobie wyjaśnić, na czym będzie polegać ich rola. – Dotychczas było to niejasne. – Zgodziły się.

Prezydenci złożyli przysięgi.

– I shall make my country great! – Pierwszy przysięgał president Trump. – Postawię mur większy niż chiński, oddzieli nas od Meksykan i muzułmanów.

– Uczynię mój kraj wielkim. – Szybko wyjaśnił tłumacz.

– Ja też uczynię mój kraj wielkim, ale nie potrzebuję muru. – Odpowiedział z przekonaniem president Kaczyński.- Mam ministra Błaszczaka, który już doskonale oddzielił nasz kraj od obcych. Nikt do nas nie przyjeżdża, nawet na zaproszenie. Zapraszamy serdecznie, ale oni mówią, że w Polsce im się nie podoba.

Temat ten bardzo zaintrygował Presidenta Trumpa, ale nie miał czasu go drążyć

Maximus z Cane Corso i radość życia na luzie

Życie niesamowicie mnie opromieniło. I to dzisiaj, w niezbyt słoneczny dzień. W sklepie mięsnym dojrzałem czarne oczy ekspedientki, ogromne i dystyngowane, głośno wyraziłem uznanie, na co otrzymałem natychmiastową odpowiedź:

– Co pan sobie życzy?

Pytanie zaskoczyło mnie. Ja do wielkookiej z wdziękiem, a ona do mnie z pytaniem jak nóż rzeźnicki. Życzyłem sobie sera i kiełbasy. Potem, kiedy w zaciszu odmowym, otrzymałem kość indyczą do ogryzienia, ostatecznie już poczułem się syty, pełen miłości i dobrobytu.

Biegając dla zdrowia po lesie spotkałem psa, osobnika rodzaju męskiego, wielkiego jak mała góra. Kulturalny, przedstawił się: Maximus z Cane Corso, typ mastifa, zaliczany do grupy molosów, Półwysep Apeniński, pies stróżujący, obronny, tropiący i policyjny, nie podlega próbom pracy. Ostatnie wyjaśnienie zaintrygowało mnie. Był w wieku 2,5 roku, odpowiednik naszych 18 lat, towarzyski, poważny z wyglądu, pochodzenie prawdopodobnie murzyńskie, bo był czarny jak węgiel. Mnie tam to nie przeszkadza, ale boję się o stosunek władz do niego, bo w dodatku łeb miał wielki jak parlamentarzysta, co może sugerować konkurencję.

Był autentycznie ucieszony, zaprosił mnie do zabawy, zaproponował bieganie w kółko. Wybrałem bieg na wprost, towarzyszył mi. Był małomówny, ust nawet nie otworzył. Wszystko wyjaśniła mi właścicielka, przemiła istota. To mnie wzmocniło w przekonaniu, że psy i ich właściciele to gatunki odmienne od gatunku ludzkiego, całkowicie i nieodwołalnie. Podkreślam „nieodwołalnie”, ponieważ było wiele rzeczy w naszym kraju, które w ostatnich czasach odwołano w sposób bezkompromisowy, podobno dla dobra narodu, co nie zawsze rozumiem.

Martwię się o Maximusa, bo to on ma konkurencję. Ludzie już nie tylko mówią, ale i szczekają. To chyba jakaś manipulacja genetyczna. Uchodźców nie wpuściliśmy, ani terrorystów, manipulację niestety dopuściliśmy do głosu. Włos się jeży na głowie. W stolicy występuje osobnik o solidnej głowie, wyraz twarzy Maximusa, podobnie lubi się uśmiechać. Niby łagodny, ale z charakterem, komiczny, prawi dykteryjki, zadaje zabawne pytania na przykład o kobiety na najwyższych stanowiskach, osoby żyjące, w istocie rzeczy dawno zmarłe. Eksperymentowanie ze zmarłymi to niebezpieczny biznes. Jednym kojarzy się z nekrofilią, innym z ekshumacją. Do wielkogłowego nie mam zaufania. Łże jak człowiek. Psy tego nie robią.

Sam już nie wiem, co myśleć o takim świecie. Może przestanę myśleć? To też jakaś rozrywka, wiele osób to robi i czują się szczęśliwi.

Prezydenci w moim życiu

Moje życie toczy się między poezją codzienności a prozą pisarstwa. Dzisiaj jest inaczej. Moją przestrzenią życiową zawładnął prezydent Trump. Jest wszędzie: w TV, radio, prasie, Internecie, na podwórku i w lesie. Widzę go i czuję. Oto idzie do samolotu Air Force One, popychając przed sobą żonę i synka. Wozi go ze sobą wszędzie, to jego maskotka. Chudzina stoi i patrzy na ludzi, a oni na niego. To jest piękne, umieć chwalić się rodziną.

Pięć minut później prezydent Trump wchodzi do samolotu. Żona stoi obok, synek też. Prezydent lekko popycha ich, aby zrobić sobie wspólnie ładne zdjęcie. Za chwilę są już wewnątrz. Oddycham z ulgą, że czas biegnie tak szybko. Komentatorzy nieprzerwanie informują, co to jest Air Force One i co będzie robić prezydent Trump w Polsce. Spotka się z prezydentem. Innym, ale takim samym. Prawie takim samym. Na razie leci. Dwie godziny później też, i jeszcze później też. Cały czas śledzę wydarzenia.

– Wciąż leci? – krzyczę z nadzieją do żony.

– Wciąż leci! – odpowiada z radością.

– A ten drugi? – pytam.

– Jaki drugi? – słyszę gniewny głos.

– Ten drugi prezydent. Nasz rodak. Ma inne imię, ale to taki sam Donald jak ten amerykański.

– On nigdzie nie leci. On czeka na ziemi na spotkanie z prezydentem. Tym pierwszym Donaldem, najważnijeszym na świecie.

W powietrzu i na ziemi są dzisiaj tylko prezydenci. Będą budować Międzymorze. To nowa dzielnica mieszkaniowa, gdzie zamieszka dziesięć krajów. To nasza odskocznia od Unii Europejskiej, gdyby ta nam się nie udała. W Unii są tylko ważniaki, tutaj jesteśmy my, wszyscy, mieszkańcy trzech mórz. To mnie zachwyca i uspokaja.

Wprawdzie nie przepadam za prezydentamii, ale ich lubię. Mają fantastyczną gestykulację. Ciekawie poruszają ustami, nawet kiedy nie mówią. Teraz czekam na wyniki ich spotkań ciesząc się, że prezydent Donald, ten amerykański, wciąż leci. 

O ludziach, kraju, partii i dwóch prezydentach

Spotkałem w lesie człowieka. Znamy się od dawna, to mój czytelnik. Był ostry jak brzytwa. Dokumentnie schlastał moją ostatnią twórczość blogerską.

– Piszesz, człowieku, jakbyś nie jadł od dłuższego czasu. – Był z psem, który milczał, kiwał tylko głową potakująco.

Leśne słowa wziąłem sobie do serca, wróciłem i biczowałem się dłuższy czas. Taki już jestem – przyjmuję prawdę z godnością. Jestem w tym podobny do ministra przyrody, tego o twarzy dzika z przekrwawionymi oczami, który w odruchu patriotycznej szczerości podał Puszczę Białowieską do prokuratora za bezprawne zapisanie się do Unesco.

– Kto to jest ten Unesco? – Krzyczał minister. – Jest nikim. W ministerstwie nigdy o nim nic dobrego nie słyszeliśmy, oprócz tego, że przyjmuje lasy i puszcze pod bezprawną opiekę.

W perspektywie mamy wizytę prezydenta USA, Donalda, tego właściwego. Spotka się z naszym prezydentem, też Donaldem, tylko trochę innym.

– To mój odpowiednik. Jest drobniejszy niż ja, więc łatwo mu wyrwę rękę w geście powitania. – Powiedział Donald T.

Trzeba wiedzieć, że historia z ręką nie jest żadnym żartem. Pokazuje to video w Internecie. Prezydent Donald „szarpie, ciągnie, zgniata, poklepuje i długo trzyma cudze dłonie”.

– Mam słabość do dłoni. To kwestia serdeczności. Okazuję ją tylko przyjaciołom. Innym ludziom dłoni nie podaję i nie szarpię. – Tak to objaśnił.

My nie jesteśmy gorsi, mamy najwyższej klasy specjalistę od całowania dłoni, rąk i przedramion damskich. Widać go czasami na nocnych przemarszach. Lubi chodzić nocą i śpiewać.

Rząd i Partia zaplanowały wielki zjazd ludzi na spotkanie z Donaldem T. Oprócz autokarów, rowerów, koni, czołgów i helikopterów, będą tylko prawomyślni obywatele, bez przedstawicieli PO, Nowoczesnej i KOD, którzy postawili się poza nawias społeczeństwa. Prezydent Trump ma nas chwalić za odwagę i potęgę europejską. Jest już wstępne porozumienie: Polska i USA stworzą nowy sojusz militarno-gospodarczy, poza Unią Europejską.

– Co mi tam Chiny, Rosja i Unia Europejska! Polska to jest dla mnie partner! – Taką deklarację złoży prezydenta Donald.

Minister Antoni przygotował już wojsko do defilady. Najpierw będą szły konie, dla upamiętnienia tradycji, potem czołgi, dla pokazania siły, następnie pojawią się helikoptery, które dolecą, kiedy zostaną zakupione.

Władze przygotowały godne przyjęcie gościa. Przedstawiciele Partii i Rządu będą podchodzić dwójkami i całować go w … ciało w dowód wdzięczności za poparcie naszego wyjścia z Unii Europejskiej. Przygotowano pierwsze trzy trójki. Nie będzie tam tylko pani premier, bo kobiecie nie wypada całować się publicznie.

Rozmowy gospodarcze będą bardzo intensywne, ale konkretne. USA będzie nam dostarczać gaz ziemny, a my im węgiel. – Mamy więcej miejsca na składowanie. – Wyjaśnił prezydent T.

Nie wiadomo jeszcze, czy Naczelnik spotka się z Prezydentem.

– Kiedy myślę o waszym Prezydencie, mam złe skojarzenia. On jest taki nieporadny. – Wyjaśnił swoje stanowisko. Nie było to całkiem zrozumiałe, bo kiedy mówił, patrzył w kierunku dużego pałacu, a nie małego międzynarodowego lotniska.

Wszystko to jest jakieś tajemnicze. Właściwie to niewiele mnie już dziwi, bo idziemy coraz szybciej i w coraz lepszym kierunku. Skutecznie nie dopuszczamy do siebie uchodźców ani terrorystów, co w sumie znaczy to samo. Potrafimy nawet opluć uciekinierkę, która z czarnej Afryki przyjechała do Berlina, a stamtąd do Polski, aby pomodlić się w kościele. Jeden z wiernych rozpoznał w niej znaną i niebezpieczną brudaskę. Mamy czujnych obywateli. Kiedy to zrobił, krzyknął reklamowo: Brawo my!

Donosiciel

Przed sklepem wędliniarskim Iwan Iwanowicz spotkał idiotę. Nie wiedział, że to idiota, bo mężczyzna wyglądał jak inni ludzie. Był normalnie otyły, dosyć nijaki z wyglądu, miał mordę zmęczonego dzika i przekrwione oczy. Stanął na podwyższeniu i przedstawił się, było to jakieś szeleszczące nazwisko. Opowiedział ludziom historię, jak donosił na las.

– Napisałem prosto do prokuratora. Ten las był parszywy. Wielki, stary i pół zgniły. Po co taki komu? Las musi być nowoczesny, młodniki, drzewa proste jak strzelił, wyprostowane, jednolite.

– Ten las! Co on zrobił złego? Starość i choroba to nie przestępstwo.

– Trzydzieści lat temu zbiesił się, złajdaczył, poszedł pod prąd postępu i zapisał do organizacji ochrony starożytnej zieleni. Słyszeliście kiedyś o starożytnej zieleni? Bo ja nie, choć jestem lekarzem. Teraz otoczył się robaczkami, którymi żywią się ptaki leśne. Mogą się od tego pochorować. Może nawet ma tasiemca. Niedoczekanie jego! – Wykrzykiwał. Teraz już wszyscy widzieli, że to człowiek psychicznie skrzywiony.

– Kim pan jest? – ktoś zapytał z ciekawości.

Dzika morda wydłużyła się jeszcze bardziej, zanim odpowiedział. Bełkotał. – Jestem chirurgiem leśnym. Umiem rozpoznać każdą chorobę u drzew, krzewów, a nawet małej jagódki. Tnę jak popadło, kiedy widzę drzewo na podpałkę. Las musi być nowoczesny. Po co nam stare zabytki!?

Kobieta w białym fartuchu wzięła go na bok i tłumaczyła mu łagodnie. – Nie powinien pan chwalić się na głos, że jest pan idiotą. To najcięższy przypadek zapaści umysłowej. Nikt tego nie robi. Wyglądałby pan całkiem normalnie, gdyby nie ten …

Nie zrozumiał jej i zaczął jeszcze głośniej krzyczeć, że jest ważniakiem, reprezentuje super ważną ekipę, idącą z postępem. -„Idziemy po progres” – powtarzał kilkakrotnie.

Eksperci, którzy potem komentowali dziwne zdarzenie w telewizji, uznali przypadek za ciężki. – Ma mordę dzika, coś bredzi, donosi. Prawdopodobnie to kłusownik. Niebezpieczny wariat. Trzeba go koniecznie leczyć – mówili pełni niepokoju.

Sursum corda w pierwszy dzień wiosny

Sursum corda, Bracia i Siostry!

W pierwszy dzień wiosny mam tylko dobre wiadomości. Rwiemy do przodu na falach postępu. Od czasu, jak konie pozdychały w państwowych stadninach, żadne zwierzę nie podjęło już prób samobójczych. Jest to prawdopodobnie wynikiem wyższej świadomości, która i mnie się udzieliła.

W kraju padają wciąż ważne pytania i jeszcze ważniejsze odpowiedzi. Na jedno z nich „Co jest ważniejsze prawo czy naród?” już odpowiedzieliśmy: „Naród stoi nad prawem”. Jest to słuszne tym bardziej, że Temida, która jest symbolem prawa, jest ślepa. Inne pytanie usłyszałem nie dalej jak wczoraj, nie znam jednak jeszcze odpowiedzi. Brzmi ono: „Czy obecna konstytucja jest zgodna z konstytucją?” Też nie wiem, ale mogę się domyślać, że nie jest, w związku z czym należy ją zmienić. Pan Prezydent zaproponował już referendum w tej sprawie i to mnie bardzo cieszy, ponieważ obecny rząd kieruje się wynikami referendów.

Jedna ważna zmiana jest już prawie zakończona. Trybunał Konstytucyjny zmienia się w Trybunał Ludowy. Jest to słuszne pociągnięcie, ponieważ wszyscy pragniemy dobrego prawa i sądów, które nas rozumieją. Obecna reforma sądownictwa zapewni nam wszystkim, że wyroki będą szybsze i trafniejsze. Z wyroków sądowych zadowoleni będą już nie tylko powód, ale i pozwany. Między innymi dlatego, że nowi sędziowie wybierani przez większość sejmową czyli PiS i Kukiz15 będą na pewno dużo lepsi niż obecni.

Dobrze się dzieje, że wciąż nie przyjmujemy uchodźców. Zgadzam się z panią premier Szydło i Ministrem Spraw Wewnętrznych, że uchodźcy, zwłaszcza ci z Syrii, gdzie trwa wojna, stanowią dla nas wielkie zagrożenie. Od wojny trzeba trzymać się z daleka. Osobiście czuję się przez nich bardzo zagrożony, zwłaszcza przez kobiety i dzieci, które nie wiadomo co myślą, jeśli w ogóle myślą. To potencjalni terroryści. O ich stanie zdrowia nawet nie ma potrzeby mówić, bo na pewno niosą ze sobą groźne choroby. Bardzo chciałbym, aby do przykazań „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego” oraz „Nie cudzołóż” i „Nie kradnij”, dodano jeszcze „Nie pomagaj”. Takie uzupełnienie aż się prosi, bo jako naród jesteśmy bardzo religijni.  

Cieszmy się, Bracia i Siostry, że mamy u władzy światłą partię i uczciwy rząd, który mówi nam prawdę, w miejsce poprzedniego, który łgał jak najęty. Bardzo ich nie lubiłem także za to, że nabudowali autostrad i dróg szybkiego ruchu, na których teraz co raz to zdarzają się śmiertelne wypadki.

Na zakończenie, jeszcze raz serdeczne gratulacje. Oby Polska nadal rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Przypomniał mi o tym poseł Stanisław Piotrowicz, który jako prokurator już za czasów PRL-u pomagał osobom walczącym o demokrację. Bardzo go lubię, zwłaszcza kiedy przemawia, bo mówi szczerze, prosto od serca.

Sursum.