O Michael Tequila

Z wykształcenia doktor nauk ekonomicznych. Kariera zawodowa w dziedzinach: handel zagraniczny (m.in. praca na stanowisku attache handlowego i radcy handlowego w Polskiej Ambasadzie w Bogocie), bankowość (kierownik planowania strategicznego w banku australijskim) oraz nauczanie (wykładowca w na kilku polskich uczelniach w zakresie marketingu, zarządzania strategicznego i etyki biznesu). Miejsce zamieszkania: Adelajda. Tłumacz polsko-angielski akredytowany przez NAATI prowadzący własne biuro tłumaczeń i pracujący na zlecenie państwowej instytucji Centrelink oraz dwóch prywatnych agencji tłumaczeń jako tłumacz kontraktowy. Członek SA Writers Centre Inc. (Związek Pisarzy Południowej Australii). Hobby i zainteresowania: twórczość literacka, psychologia, pływanie, jazda na rowerze.

Konfrontacja trwa. Cesarz Ka kontra Bractwo.

Cesarz Ka postawił się okoniem.

– Nie dopuszczę, aby Bractwem rządził ten niedołęga Ex-Cesarz Tu! – Krzyknął i kazał podstawiać konia. – Chcecie wojny, to ją będziecie mieli. Zrobię wam taką łaźnię, że was rodzona matka nie pozna!

Prywatnie Cesarz wyjaśnił dworzanom: – Jest to spektakl teatralny, cudowna intryga, którą sam wymyśliłem i przeprowadzę z wielkim rozmachem w bogatej scenerii. Cesarz Neron wprowadził swego wierzchowca do Senatu, a ja wprowadzę mojego kandydata do Bractwa. – Wybuchł głośny aplauz. Dworzanie prześcigali się w pochwałach. Bardzo to ucieszyło Cesarza.

– Kandydat! Na koń! – Ryknął rozentuzjazmowany Cesarz.

Kandydat Cesarza Ka (bo nie Cesarstwa, skoro większość obywateli nie zgadzała się z jego poglądami) pozostawał w ukryciu. Kiedy przybył, wyjaśnił: – Strasznie rozbolał mnie brzuch. Miałem wymioty. Chciano mnie otruć! – Wyglądał blado i nieświeżo, choć był skropiony kosztowną wodą kolońską. Dworzanie szeptali, że to człowiek mądry, ale i kłótliwy, przesadnie ambitny, ale z zasługami, lecz Cesarz nie słuchał plotek.

Nasiliły się działania przytupywaczy, jednostek nieokreślonej maści. Wynosili pod niebiosa Cesarza Ka i jego pomysł i potępiali w czambuł ex-Cesarza Tu oraz Bractwo.

– Dlaczego go popieracie? – Pytali członków Bractwa.

– Popieramy go, ponieważ dobrze pełnił obowiązki i jest sprawnym urzędnikiem działającym w naszym wspólnym interesie.

Przytupywaczy, różnie ich nazywano, drobni krytykanci, potakiwacze, trole, hejterzy, Cesarz Ka nabywał na targu w pęczkach za drobne pieniądze. Często sami zgłaszali się na ochotnika, aby rozpowszechniać informacje, nie tyle pomylone, ile jednostronne i niewyważone.

– Przyspawaliśmy się do przekonania, że cała mądrość i dobroć spoczywa wyłącznie w Cesarzu Ka.

W Cesarstwie nie brakowało ludzi myślących, uczonych, artystów, jednostek wolnych zawodów, skrybów i intelektualistów, urzędników, robotników, a nawet postępowych chłopów, uważających, że nie godzi się przypisywać jednej osobie wyłącznie dobra a drugiej wyłącznie zła, ponieważ zaprzecza to mieszanej naturze człowieka, o której zdecydował sam Pan Bóg.

– Nikt nie jest wyłącznie aniołem, ani wyłącznie demonem. – Podsumował pewien przytomny dziesięciolatek.

Ta oczywista prawda nie mieściła się w głowie przytupywaczy. Za ich sprawą w przestrzeni wirtualnej pojawiły się napisy takie jak „Ex-Cesarz Tu jest wasalem Cesarzowej Ma” czy „Bractwo to Carat narzucający rządcę Cesarstwu Ka”.

Tłumaczono im cierpliwie: – Kandydata Tu popiera nie tylko Cesarzowa Ma, największe mocarstwo, która ma więcej do powiedzenia niż inni, podobnie jak żubr ma więcej mocy niż mysikrólik. Bractwo nie jest też Caratem. Każdy jego uczestnik może wziąć przepustkę „Exit” i opuścić je na zawsze równie swobodnie jak tancerz, który chce opuścić balet, aby założyć własny ensemble i czynić własne piruety.

Pytano też: – Może Cesarz Ka doznał przejściowego pomieszania zmysłów wysuwając kandydata, który jest przegrany od początku do końca i służy tylko do wysadzenia z siodła ex-Cesarza Tu? Czy czyni to w interesie narodu czy też swoim własnym? A może jest to oryginalny sposób wyjścia Cesarstwa z Bractwa Kontynentalnego, albo forma łagodnego harakiri, które fundują swoim obywatelom wielcy władcy dla wyzwolenia siebie od nadmiaru złych uczuć?

– W pale się nie mieści, co można zrobić w imieniu narodu. – Zasugerował pewien żartowniś, który porzucił krotochwile i zajął się poważną polityką cesarską.

Prywatny wieczór poetycki

Tematem dzisiaj przedstawionych wierszy jest przyroda. Jeden z nich, napisany w Polsce, był inspirowany Australią. Cała moja poezja powstała z inspiracji australijskich.

Dzisiaj przedstawiam kolejne pozycje ze zbioru „Klęczy cisza niezmącona”, którego drugie wydanie ukazało się w sprzedaży Polsce i w polskich księgarniach za granicą 1 lutego bieżącego roku. Zawiera on czterdzieści pięć wierszy, każdy oznaczony miejscem i datą powstania. Większość z nich nawiązuje do pięciomiesięcznej podróży po Australii samochodem z przyczepą kempingową, podróży mojego życia. Każdemu życzę takiej podróży.

Zachęcam do zakupu tomiku „Klęczy cisza niezmącona” dla własnej przyjemności. Doskonale nadaje się on także na upominek. Opinie o nim znajdziecie Państwo powyżej, na tej stronie, pod przyciskiem „Poezje” na górnym pasku menu.

Życzę przyjemnej lektury.

Modlitwa lasu

Wiatr uczucia zamknął w liści zapomnieniu,
szmery poukrywał w omszałym kamieniu;
z kryjówek wyszły leśnych duchów zwidy
zdziwione ustaniem powiewów corridy.

Przyjdź, Zbawco, i rozwiąż przestrzenie,
wypuść na wolność liściastych harf drżenie,
niebo ustrój w wieczorne szkarłaty,
krzykiem burzy obudź pogubione kwiaty.

Przyjdź, Zbawco, przez deszczu kałuże,
rozrzuć jagody błękitem na wzgórze,
rozsyp promienie kroplami po trawie,
ukaż, co skryte, ukryj, co na jawie.

Zwierzyniec, 20 lipca 1997

Odwieczne przemienienie

Słońce po dnia obchodzie zstępuje z zenitu,
ocean oczy razi pękami ogników
i tonie ogniste koło rzucając promienie:
majestatyczne, odwieczne, wieczorne przemienienie.

Kiedy jasność w sen cichy powoli zapada
i w chmur ciepłej pierzynie kryje się mew gromada,
woda tak dziwnie szemrze. Czy to senne marzenie?
To ocean rozmawia z Bogiem, to ciche rozmodlenie.

Morphett Vale, 1996

Król drzew

Zmierzch zapada w dolinie drzew karri,
pnie-olbrzymy czernieją jak mary.
Głowy starców czułością natchniona
mgła oplata w błękitnawe ramiona.

Król drzew bajecznie wręcz stary
wznosi w górę mocarne konary,
zgrubiałe, zwęźlone jak sznury;
on z burzami staje w konkury.

Kookaburra szczerze czymś rozbawiona
w mroczną dal się śmieje szalona;
może myśl jej przychodzi do głowy,
że królową jest puszczy ptak płowy?

Pemberton, 27 listopada 1996